środa, 23 czerwca 2010

OBROŃCA


„DEFENDOR”
USA, WIELKA BRYTANIA, KANADA, 2009 
SC. Peter Stebbings
REŻ. Peter Stebbings
MUZ. John Crowley
ZDJ. David Greene 
WYST. Woody Harrelson (Arthur / Defendor), Kat Dennings (Kat), Elias Koteas (Chuck Dooney)

Niesamowity film! Czysty, dobry, prawdziwy.
Arthur to młody mężczyzna, który wręcz fizycznie odczuwa cały ból świata. Boli go narkomania, boli go prostytucja, boli go przemoc fizyczna i psychiczna. Postanawia działać. Ubiera własnoręcznie zrobiony strój – ciemne spodnie, ciemną bluzę, z wielkim ‘D’ ze srebrnej taśmy klejącej, hełm, na którym mocuje kamerę, na plecy wkłada odtwarzacz VHS i idzie walczyć ze złem, filmując swoje poczynania na trudno dostępnych kasetach magnetowidowych… 
‘D’ to symbol Defendora – superbohatera, którym jest Arthur. Arthur wierzy bowiem, że ma moc komiksowych postaci – wie, że nie umie latać, że nie umie chodzić po ścianach i suficie, ale wierzy, że jest na ziemi po to, by niszczyć zło. Używa do tego rozmaitych broni – pszczół, kija, bądź szklanych, dziecięcych kulek… To mężczyzna z misją, a tą najważniejszą jest zniszczenie Kapitana Industry. 
Pewnego razu ratuje Kat, nastolatkę, uzależnioną od narkotyków, bezdomną. Kat zamieszkuje z Arthurem (tutaj widzę zbieżność z „Leonem Zawodowcem”), który płaci jej za informacje. Dziewczyna bowiem twierdzi, że zna Kapitana Industry – wroga którego poszukuje Defendor.
To film przepełniony uczuciami. Tymi dobrymi, jak miłość – choćby miłość Arthura do Kat; przyjaźń – stosunki Arthura i jego przyjaciela, który dałby się za niego pokroić, ale faktem jest, że go nie rozumie, chce wtłoczyć Defendora w ramy społeczne, w których żaden superbohater się nie mieści (no bo czy ktoś rozlicza na przykład Batmana z ilości zabitych? Ważne jest przecież tylko to, czy byli źli i czy zasłużyli swoim zachowaniem na śmierć z jego ręki); uwielbienie, podziw – fantastyczna jest scena, gdy Arthur siedzi na huśtawce, a syn jego przyjaciela w tle bawi się w Defendora (!). Są też złe uczucia – przemoc, agresja, brak szacunku, drwina – właściwie wszyscy drwią z Defendora, nikt nie stara się dociec, co ta postać ma sobą wyrażać, co symbolizować. A symbolizuje trochę bezsilność, bezsilność wszystkich dobrych ludzi wobec zła.
Uważam ten film za arcydzieło przewrotności, ale również (i to ogromny paradoks!!!) na wskroś realistyczny obraz. Arthur to ewidentnie mężczyzna chory psychicznie, po jednym z ataków zostaje mu nawet przydzielona lekarz psychiatra, która próbuje (jako pierwsza i jedyna w całym filmie) dociec skąd wziął się Defendor, jakie ma cele, próbuje w końcu pokazać Arthurowi, że jest tylko Arthurem. Ale czy to rzeczywiście prawda? Sądzę, że nie i że koniec filmu czyni to aż nazbyt oczywistym.. 
I jedno wciąż nie daje mi spokoju – jak dziwny, jak pokręcony, jak kiepski musi być świat, w którym odwagę, by przeciwstawić się złu, mają tylko u chorzy psychicznie?

Moja ocena: 5/6

3 komentarze:

  1. Bardzo dobre stwierdzenie na koniec... Chociaż ja nadal wierzę, że nie tylko Ci chorzy psychicznie!
    Nie mam pojęcia jak to się stało, że o filmie nie słyszałam, ale na pewno nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod ostatnim zdaniem podobnie jak Tucha... Nie masz czasem wrażenia, że 3/4 ludzi na świecie tkwi w jakimś chorym śnie, czy jest pod wpływem voodoo? Nie sposób włączyć TV aby nie zalała nas fala nienawiści, nieszczęścia, wojen, kataklizmów, zła w różnych postaciach, wyuzdania, deprawacji i wszelkiego innego brudu, nie mówiąc już o czymś tak naturalnym - wydawać by się mogło - jak pomaganie drugiemu człowiekowi. Dzisiaj trudniej o to, niż o kopniak w du... na środku ulicy w biały dzień. Ktoś kiedyś powiedział, że wspaniale jest żyć w ciekawych czasach. Ciekawi mnie co by powiedział o życiu w czasach totalnej znieczulicy i głupoty.
    Film chyba obejrzę, zaciekawiłaś mnie i to bardzo moja ty skarbnico kinowych perełek :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tucho, ja tez dowiedziałam się o filmie kompletnie przez przypadek - w Polsce nie był chyba w ogóle reklamowany.

    Anhelli, masz rację, mnie tez dzisiejszy świat przeraża i czasem się boje wyjśc z domu, bo nie wiem, jakiego zła mam się spodziewać za drzwiami. I czuję się bardzo bezsilna, bardzo słaba...

    Niemniej jednak film polecam Wam obydwu. :-)

    I ciszę się, jeśli wygrzebię jakaś perełkę filmową, którą mogę się z Wami podzielić :-)

    OdpowiedzUsuń