niedziela, 14 lipca 2013
A MOŻE NAD MORZE - OKO...
Ode mnie tylko kilka ujęć, kilka migawek, ku pamięci...
czwartek, 30 czerwca 2011
WAKACYJNIE U SABINKI
Sabinka zrobiła u siebie wymianę wakacyjną.
Dziś odebrałam wakacyjną paczuszkę od Odzi.
Książki nie czytałam, więc zobaczymy - ta seria potrafi czasem zaskoczyć czymś naprawdę fajnym. A słodko, bo w tej paczuszce są kokosanki, które jak mniemam Odzia zrobiła sama :-) Pysznie, a zakładki świetne, jedna już w czytaniu :-)
Dzięki Odziu! Dzięki Sabinko!
środa, 25 maja 2011
JESTEM UŚMIECHNIĘTA

AGNIESZKA KRAWCZYK
„MAGICZNE MIEJSCE”
SOL, WARSZAWA 2010
Nawet nie zdążyłam się przywitać z książką z Włóczykijki, gdy już ją przeczytałam. Wyjechałam, wróciłam do domu, a tam awizo i „Magiczne miejsce” podaje mi pani w okienku na poczcie. Zrobiłam powitalne zdjęcie, otworzyłam i zginęłam w Idzie.
Ida to mała miejscowość na końcu świata, w której pewien młody pracownik MSZ kupił sobie pałacyk. Ot, taki chwilowy kaprys, takie pragnienie odpoczynku, taki dreszczyk dla poszukiwacza przygód. Witold ma dużo pieniędzy, więc może w spokoju pałacyk remontować i poznawać życie Idy – dziedziczkę, mieszkającą w domku myśliwskim, która robi perfumy i inne kosmetyki, małą Alinkę, zakochaną w Harrym Potterze, dwóch kibiców piłkarskich, którzy w przerwie meczów są nauczycielami oraz Milę, burmistrza Idy, przedsiębiorczą, ale skrytą młodą kobietę. Może zakochiwać się lub nie, może chwalić pod niebiosa kulinarne zdolności swojej gospodyni, może śledzić duchy, może budować hotel, może obmyślać strategię marketingową dla niego, a od czasu do czasu zaprosić do siebie nowych przyjaciół na przyjęcie, albo na seans „Wilka i Zająca”.
W tej książce jest wszystko – jest miłość, ale wcale nieoczywista, taka niewymuszona i jakby obok całej akcji. Jest przygoda i nutka tajemnicy – zamek należał do zwolennika masonerii, nowy dziedzic jest wielbicielem piratów, a gdzieś w tym wszystkim przewija się święty Graal i poszukiwanie starych wraków. Jest przeszłość – jej poszanowanie i czerpanie z tradycji, ale też duchy, które ukazują się w Idzie – jednak tylko nielicznym. Jest też przyszłość – wyciąganie wioski ze szponów przebrzmiałego ustroju i walka o mądrość i o spokój. Dzieci w Idzie są wykształcone, są przede wszystkim żądne wiedzy i ciekawe świata. Ludzie są dobrzy i pomocni. A zamiast księdza jest pop, który odprawia msze dla wszystkich – niezależnie od wyznania (bardzo mi się to podobało). Jest garść informacji na różne tematy – geografii nieba, wyrobu perfum (ujęło mnie, że każdy zapach ma w nazwie Idę, na przykład Idealimus), historii… Widać, że autorka jest tak samo ciekawska jak mieszkańcy jej wioski. I tak samo wesoła i dobra, bo nie mogłaby napisać czegoś tak sympatycznego, gdyby nie lubiła ludzi. I gdyby w nich nie wierzyła.
Cieszę się, że to nie był cukierek sklejający szczękę. To była nie nachalna, dobrze się czytająca historia o szczęściu – w różnych postaciach. Ktoś je znajduje w miłości, a ktoś w wieży, do której podobno nie ma drzwi.
I tylko uprasza się – nie robić z tej książki serialu! Bo popsuje cały czar i magiczność Idy.
I tylko uprasza się – w następnym wydaniu dać jakąś odpowiedniejszą okładkę. Bo mam wrażenie, że polscy graficy/fotograficy śpią. Albo uważają, że nie szata zdobi człowieka, nie okładka książkę. Ale gdybym miała sądzić tę książkę po okładce nie zajrzałabym do Idy nigdy. I na pewno mniej uśmiechnięta bym była. A przecież śmiech to zdrowie.
Moja ocena: 4,5/6
sobota, 7 maja 2011
MAJÓWKA, CO NIE POJECHAŁA NA MAJÓWKĘ
Edith, chciałam Cię uspokoić – nie czytałam! Ale bardzo lubię tę serię MUZY.
A majówka nie pojechała na majówkę, bo mój wyjazd był tak spontaniczny i niezaplanowany, że nie zdążyłam odebrać paczuszki z poczty. Ale może się załapie na jakąś czerwcówkę? Tym bardziej, że lekka i łatwo zapakować do torby kilogramem cukinii, grillem i hamakiem.
Dzięki Edith :-) i dzięki Sabinko :-)
czwartek, 5 maja 2011
WŁÓCZYKIJKA PIERWSZA
Akcja Włóczykijka zainteresowała mnie od razu. Czytam dużo mniej literatury polskiej i trochę omijam ją bokiem. Jest we mnie jakieś przeświadczenie, że Polacy, aby pisać książki muszą używać brzydkich słów, albo tematów kontrowersyjnych. Że zawsze muszą coś udowadniać. Zawsze muszą przy pisaniu napinać wszystkie mięśnie, tak, że gdy zamykam książkę czuję się jakbym spędziła pięć godzin na siłowni. Staram się zmieniać swoje widzenie. Staram się dawać szansę rodzimej literaturze, nie uprzedzać się. Coraz mocniej wierzę, że mamy dobrą literaturę polską. Jest choćby:

JAN ANTONI HOMA
„KRĘGI ALBO KOLEJNOSĆ ZDARZEŃ”
WYDAWNICTWO SOL, GRÓJEC 2011
CZASAMI TRAFIA SIĘ TAKA KSIĄŻKA, PRZEZ KTÓRĄ NIE MOŻNA SPAĆ W NOCY
Kosmiczna – obejmuje cały świat. W mikrokosmosie Zabijan Krochmalnych widzę każdą cząstkę świata.
Radosna, pełna wiary w człowieka, mimo tego, że jest zły, ze swej natury.
Nie zawiodłam siĘ. Kusiła mnie ta książka przede wszystkim dlatego, że przeczytałam o fantastycznych postaciach, które się w niej pojawiają.
Galeria sięga od metodycznej, poukładanej dyrektor szkoły, poprzez trochę zwariowanego nauczyciela języka polskiego, wierzącego w misję dobrej, czystej polszczyzny, przez Wiosło – filozofa/dziennikarza, indiańską dziewczynkę z autyzmem, po niemowę – najpiękniejszą kobietę w wiosce.
Irytująca swoim rozwlekłym, zbyt muzycznym językiem, inkrustowanym dekoracyjnymi znaczeniami, ozdobnikami pseudofilozoficznych wywodów i przepychem znaczeniowym.
Ale
Lekka, pełna ulotności i piękna, zaczarowana, magiczna taką magicznością, która jest obok nas i która wypływa z człowieka.
Bałam się bardzo tej książki – gdy rozpakowałam ją z koperty, na okładce rzuciło mi się w oczy nazwisko Coelho.
O ile „Alchemik”, czytany bardzo dawno temu, zrobił na mnie wrażenie, o tyle wszystkie kolejne książki coraz większym okazywały się banałem. Próba powrotu do „Alchemika” za jakiś czas też się nie powiodła. Ja dorastałam – mentalnie, czytelniczo, fizycznie - a Coelho wciąż był w tym samy miejscu. Dlatego po plecach przebiegł mi dreszcz strachu. Czy dam radę tej grubej polskiej knidze, autora, z którym nie miałam dotąd przyjemności, a który na wstępie został przyrównany do twórcy banalogizmów?
Kręgi… jednak to zupełnie inna bajka!
Opowiadają człowieka, ale opowiadają go mądrze.
Lepiej niż pan C., bo odważniej, prawdziwiej, mniej papierowo. Wszystkie postaci z „Kręgów..” są żywe, gdy je czyta mam wrażenie, że mogę włożyć dłoń do środka i dotknąć czyjejś ręki.
Ewentualnie, w przypadku niektórych z nich, od razu samego serca!
Jasne, że są dość nieprawdopodobne, że są zupełnie nie przystające do tego świata, że – dlatego mieszkają w Zabijanach Krochmalnych i dlatego tam mogą być wszystkim tym, czym dzisiejszy człowiek być nie chce, bo mu to nie na rękę.
Nie mniej jednak „Kręgi…”, pod płaszczykiem bajki i metafory ukrywają prawdziwych ludzi – Ciebie, mnie, pana z bloku obok. Wiem, że ciężko tak spojrzeć na siebie do samych trzewi, że ciężko przyznać, że nie jesteśmy doskonali. Bo oprócz tego, że „Kręgi…” opowiadają trochę dobroci Człowieka, to opowiadają też jego nieporadność.
Opowiadają też jego
słaboŚ
Ć.
Zazdrość, pretendowanie do miana pana świata, wyrachowanie, okrucieństwo, nie poszanowanie życia, które jest trochę mniejsze, biega na czterech nogach i nie patrzy w gwiazdy tylko w oczy swego pana.
Dają jednak nadzieję, na uleczenie Człowieka, jako przedstawiciela rasy.
A to dlatego, że Człowiek jest okrutny, bo nie myśli, bo się zapętlił w złości, w zabijaniu, w znieczuleniu.
Radą na ludzkie zamknięte oczy jest dobre otwarte serce, jest mały chłopiec, który jako jedyny wierzy w porządek świata i jeszcze ważna jest jedna mała dziewczynka, która mówi zielonymi kamieniami i dziennikarz, który skończył filozofię oraz jego najlepszy przyjaciel, z którym może przerzucać się cytatami z Biblii.
Zaskoczyła mnie więc ta książka. Zmusiła do myślenia, do rozdrapywania ran, do budzenia się w nocy i czytania jeszcze raz któregoś z fragmentów. I jeszcze raz.
Emanuje przemyśleniem i zakochaniem w ludzkim losie, w przypadku, którego nie ma i w przeświadczeniu, że całe ludzkie życie jest pełne znacze
Ń.
Moja ocena: 5/6
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
POWITANIE
Witam się z przesyłką i zapraszam do środka.
Niecierpliwie rozrywam kopertę…
By znaleźć w środku piękne zakładki…
…i książkę ”Kręgi albo kolejność zdarzeń”.
Trochę niepokoju, gdy na okładce odczytuję nazwisko P.Coelho i trochę uspokojenia, gdy znajduję nazwisko Marty Miziuro.
Zaczynam czytać.
Dzięki Włóczykijko :-)





