<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738</id><updated>2012-02-03T13:29:53.522+01:00</updated><category term='wyzwania 2'/><category term='akcje'/><category term='poezja'/><category term='audio'/><category term='muzyka'/><category term='książki'/><category term='kultura'/><category term='trochę ja'/><category term='filmy'/><category term='wyzwania'/><title type='text'>Z Kafką nad morzem</title><subtitle type='html'>O książkach, filmach, piciu herbaty i zakochanych Słoniach...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>249</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7211288396882430727</id><published>2012-02-02T21:36:00.000+01:00</published><updated>2012-02-02T21:39:31.097+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trochę ja'/><title type='text'>PIERWSZY RAZ (A MOŻE ZAMARZŁA MI WRAŻLIWOŚĆ?)</title><content type='html'>To okropne uczucie. Wszystko boli. Nie poznaję siebie. Nie wierzę w to kim jestem - mam nadzieję chwilowo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz dopadła mnie niemoc czytelnicza. Dopadł mnie książkowstręt. Uderzyła w głowę niemożność czytania. Omijam księgarnie (do EMPIKu wchodzę tylko, żeby popatrzeć na nowości kulinarne i gazety). Żadna książka nie chce mnie sobą zafascynować. Czytam "Tekstylia" - czaruje mnie fantastyczne poczuce humoru autora, ale kompletnie nie jestem zainteresowana losami bohaterów. Książka ma 240 stron, a ja czytam ja od ponad dwóch tygodni....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie odłożyłam "Dom z pyłu i snów" zrażona językiem, "Zanim spłonę" po kilkunastu przeczytanych stronach (złapałam się na tym, że myślę bardziej o tym, co zjem na kolację, niż o tym, co się dzieje w książce), nie mam narazie ochoty na "Trzy małpy", ani na "Tańczącego z lwami". Czy to mija? Czy to dlatego, że jest tak zimno, że marzną mi stopy w kozakach do kolan? Czy to dlatego, że w tramwaju nie mam odwagi zdjąć rękawiczek, a w rękawiczkach, szczególnie dwupalczastych, ciężko przerzucać strony? Czy jestem niedźwiedziem, co zapadł w sen zimowy i tak naprawdę śni sobie zimny styczeń/luty? I do jakiego lekarza się z tym chodzi? Jakie się na to bierze lekarstwa? Przecież książki to część mojego ciała - jak stopa, czy oko... A teraz się z nimi pokłóciłam i jakoś ciężko mi się jest. Szczególnie ciężko być mi sobą bez czytania. Szukam recpety. Szukam książki, która mnie połknie i nie pozwoli wyjść. I wrócę do kartkowania niespokojnego o 2 nad ranem. I do światów wyimaginowanych, dzięki którym mój, ten niby-realny, jest pełniejszy. I do mowy zaczarowanej chcę wrócić. Bo na razie wszystkie tomiki poezji oddałam do biblioteki i nie rozumiem wierszy....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze tyko płaczę za Szymborską... Choć umarła we śnie, spokojnie i może już byłą zmęczona...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7211288396882430727?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7211288396882430727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/02/pierwszy-raz-moze-zamarza-mi-wrazliwosc.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7211288396882430727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7211288396882430727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/02/pierwszy-raz-moze-zamarza-mi-wrazliwosc.html' title='PIERWSZY RAZ (A MOŻE ZAMARZŁA MI WRAŻLIWOŚĆ?)'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8034151251690606599</id><published>2012-01-15T22:33:00.003+01:00</published><updated>2012-01-15T22:42:18.975+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trochę ja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 13 – SPONSOROWANY</title><content type='html'>Biblia jest przepełniona poezją…. Czasem to poezja krwawa, czasem filozoficzna, czasem miłosna. Mam dwa ukochane fragmenty. A dziś o jednym i z zupełnie nieoczekiwanego powodu.&lt;br /&gt;„Pieśń nad pieśniami” – wiadomo, to o Jezusie i Kościele, każdy, kto choć raz był na lekcji religii wie… Ale, gdy sięgam po te strofy – wybaczcie – jestem największą poganką na ziemi! To dla mnie tak zmysłowy, tak mocno sensualny utwór, że nie mogę go w żaden sposób odnosić do Ojca w niebiesiech (pomijam to drażliwy temat wiary/niewiary). &lt;br /&gt;To wiersz tak wielki, tak mocno miłosny, że gdy go czytam, czuję w palcach przewracających strony książki pulsujące serce. Biegnące do drugiego serca. Czuję zapach włosów, potu, śliny. Czuję rozgrzane latem gorąco, ziemię, na której leżą kochankowie….&lt;br /&gt;A najbardziej lubię, gdy „Pieśń nad pieśniami” melorecytuje Michał Żebrowski.&lt;br /&gt;I tu zaczyna się część sponsorowana :-)  Bo tu zaczyna się powiązanie poezji, Żebrowskiego, konkursu i prywaty :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia Gdańska - Pieśń nad Pieśniami &lt;br /&gt;Rozdział 7 ( 1 - 11 )&lt;br /&gt;1 O jako piękne są nogi twoje w trzewikach, o córko książęca! Opasania biódr twoich są jako zawieszenia, ręką dobrego rzemieślnika urobione.&lt;br /&gt;2 Pępek twój jako czasza okrągła, która nie jest bez napoju; brzuch twój jest jako bróg pszenicy osadzony lilijami.&lt;br /&gt;3 Obie piersi twoje są jako dwoje bliźniąt młodych sarniąt.&lt;br /&gt;4 Szyja twoja jako wieża z kości słoniowych; oczy twoje jako sadzawki w Hesebon podle bramy Batrabim; nos twój jako wieża na Libanie, która patrzy ku Damaszkowi.&lt;br /&gt;5 Głowa twoja na tobie jako Karmel, a włosy głowy twojej jako szarłat&lt;br /&gt;6 Król widząc cię byłby jako przywiązany na gankach swoich.&lt;br /&gt;7 O jakożeś piękna, i jako wdzięczna, o miłości przerozkoszna!&lt;br /&gt;8 Ten twój wzrost podobny jest palmie, a piersi twoje gronom.&lt;br /&gt;9 Rzekłem: Wstąpię na palmę, dosięgnę wierzchów jej. Niechajże mi tedy będą piersi twoje jako grona winne, a wonność nozdrzy twoich jako jabłek wonnych;&lt;br /&gt;10 A usta twoje jako wino wyborne, które na prost bardzo mile płynie i sprawuje, że mówią wargi śpiących.&lt;br /&gt;11 Jam jest miłego mego, a do mnie jest żądza jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/xrO_ptFAZoA" frameborder="0" allowfullscreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcale a wcale nie miałam zamiaru zgłaszać siebie i Kafki znad morza na salony konkursowe. I wcale a wcale nie liczę/nie myślę/nie marzę o nagrodzie. Towarzystwo i rozmach, z jakim przygotowany jest ten konkurs, nie pozwalają mi na to. Ale zdecydowałam się na z jednego, jedynego powodu (no z dwóch, bo drugi jest taki, że Mąż obiecał, iż wyśle sms z głosem na mojego bloga) – jurorem w kategorii KULTURA, w której startuję, jest Michał Żebrowski. A ja go niesamowicie cenię. Za kulturę właśnie. Za „Pręgi”. Za „Małego księcia” i „Baśnie” Andersena w wersji audio. Za Teatr 6.Piętro, choć niestety nigdy nie miałam okazji (jeszcze!) w nim być. I nie będę ukrywać mojej fascynacji jego cudownym głosem, bo jaki sens ma takie ukrywanie? Głos ma kołysankowy, mruczliwy i prze-romantyczny…&lt;br /&gt;Więc Kafka i ja &lt;a href="http://www.blogroku.pl/kategorie/z-kafka-nad-morzem,gwj88,blog.html"&gt;wypełniliśmy zgłoszenie&lt;/a&gt; tylko z taką nadzieją, że być może, cudem i trafem, Michał Żebrowski będzie miał okazję tu zajrzeć. &lt;br /&gt;Chciałabym…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc taki mam apel o sms – 7122 o treści E00051 – cel szczytny, bo pieniądze z sms idą na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Więc warto choćby z tego powodu…&lt;br /&gt;Warto do 19 stycznia, bo taki termin…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za uwagę :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 153px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-p9bGNIgVYLQ/TxNHZnLW5cI/AAAAAAAABXk/kI2r8sWbTH4/s400/blog%2Broku.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697976458892731842" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8034151251690606599?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8034151251690606599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-13.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8034151251690606599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8034151251690606599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-13.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 13 – SPONSOROWANY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/xrO_ptFAZoA/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4222476979735830150</id><published>2012-01-10T22:23:00.001+01:00</published><updated>2012-01-10T22:24:54.032+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>GDY CZYTAM „DALLAS ‘63” MAM KRÓLICZE USZY</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9ucLYBBndKQ/TwysnH9ZpUI/AAAAAAAABXY/YDqUVjlRIXc/s1600/79126.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9ucLYBBndKQ/TwysnH9ZpUI/AAAAAAAABXY/YDqUVjlRIXc/s200/79126.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696117416868291906" /&gt;&lt;/a&gt;STEPHEN KING&lt;br /&gt;„DALLAS ‘63”&lt;br /&gt;(TŁ. TOMASZ WILUSZ)&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moi Rodzice kupili sobie ostatnio skaner slajdów. Odnaleźli stare negatywy, slajdy i wszystko digitalizują, żeby zachować na dłużej. Pierwszy raz zobaczyłam kawałek nieistniejącego już domu mojego Taty. Oni pierwszy raz zobaczyli zdjęcia, o których już nawet nie pamiętali, że istnieją. Uśmiechają się, wspominając osoby, których już nie ma, albo takie, z którymi stracili kontakt. Ja się uśmiecham, bo widzę, jak prosta jest przeszłość na tych zdjęciach, w ich głowach. Człowiek ma taki niesamowity dar, żeby wypierać z pamiętania, to, co bolało. W zamian jest smak pierwszego wina, pierwszego pocałunku i te wszystkie dobre śmiechy, które się wydarzyły. Nikt nie pamięta kłótni. Każdy chce pamiętać wyznania miłości.&lt;br /&gt;Piszę o tym w związku z najnowszą książką Stephena Kinga „Dallas ‘63”. Broniłam się przed nią, bo King jest różny. Nie przepadam za jego horrorami, za zmyślonymi postaciami, gryzącymi w kostkę, choć doceniam kunszt każdej z jego powieści. Skusiła mnie jednak Ameryka lat 60 – dzieci kwiaty, coca-cola, zwana cocą (czy jeszcze wtedy w składzie faktycznie miała kokainę?), rock’n’roll (choć okazało się, że popularniejszy był lindy hop) i ten niepowtarzalny klimat, jaki ma tylko tamten czas. No i najbardziej skusiło mnie:&lt;br /&gt;„Nigdy nie będzie takiego lata &lt;br /&gt;Nigdy policja nie będzie taka uprzejma &lt;br /&gt;Nigdy straż pożarna nie będzie tak szybka i sprawna &lt;br /&gt;Nigdy nie będzie takiego lata”&lt;br /&gt;(Świetliki „Finlandia” - fragment)&lt;br /&gt;Chciałam widzieć tę różowość, tę nostalgię, tę radość, przyprószoną melancholią, która cechuje wspominanie przeszłości. A „Dallas ‘63” to monumentalny hołd Kinga dla Ameryki, która istniała, gdy miał kilkanaście lat.&lt;br /&gt;Fabuła jest bowiem osnuta na science-ficiotowym powrocie do Ameryki lat sześćdziesiątych. Jake Eppieng, nauczyciel angielskiego, w skutek dziwnego splotu okoliczności, zostaje zaproszony do króliczej nory. Królicza nora to robocza nazwa tunelu czasoprzestrzennego – jego przyjaciel z baru Al, w którym Jake się stołuje, znajduje taki w swojej spiżarni. Teraz jest chory, podaje już dłoń śmierci. Ale ma misję, wobec której musi być pokorny. Woła Jake’a i prosi go, żeby przeszedł tunelem do roku 1958 (to zawsze jest ten rok, zawsze to samo popołudnie, zawsze ta sama pora roku) i przygotował zamach. Tym razem celem zamachu ma być zamachowiec – Lee Harley Oswald, który zabił prezydenta Stanów Zjednoczonych – słynnego, opłakiwanego po dziś dzień JFK. Według Ala jeśli Jake powstrzyma ten zamach Ameryka będzie lepsza, Amerykanie będą szczęśliwsi, spokojniejsi, nie wydarzy się wojna w Wietnamie, a więc nie wydarzy się wiele śmierci. To było sensem jego życia – nie zdążył go wypełnić – sensem ostatnim staje się przekonanie Jake’a. Tak rodzi się zgoda. I tak rodzi się George Amberson, który wraz z ratowaniem JFK niesie na barkach kilka swoich własnych misji.&lt;br /&gt;I, co najważniejsze, poznaje miłość swego życia, miłość starszą od niego o ponad czterdzieści lat, choć mają lat tyle samo, a nawet Jake jest starszy. Miłość, która staje się wyzwoleniem. Miłość, która jest w kolejce zawsze przed prezydentem. Miłość, która może sprawić, że jednak w 1963 padnie strzał. Miłosć, któ®a ma moc zasypywania Króliczej nory…&lt;br /&gt;Świetna książka, pełna tej niesamowitej atmosfery amerykańskiej. Tak właśnie wyobrażam sobie te czasy. Tak, jak pisze o nich King. Słodko i spokojnie. Sam Jake vel George jest zachwycony. Smakuje dobrze znane napoje i czuje pełniejszy smak. Zjada potrawy, które kosztują grosze i nie mieszczą się na talerzu. Wynajmuje mieszkania, na które w przyszłości nie byłoby go stać. Kwietnie. Nie jest bezkrytyczny – ja też nie. To czasy totalnego rasizmu, gdy toaleta dla czarnych to deska postawiona nad strumieniem, z której mają korzystać bez względu na warunki atmosferyczne. To czasy, gdy są lokale, hotele, szkoły, sklepy tylko dla kolorowych. Czasy, gdy kolor skóry jest na pierwszym miejscu w każdych kontaktach. To mierzi, boli, budzi niezrozumienie. I zarazem zamyka Jake’owi kilka drzwi – te bary, w których zapewne grają fantastyczni jazzmani, gdzie rodzi się najlepsza amerykańska muzyka… Szkoda, że tam nie mogłam wejść, że nie mogłam usiąść w kącie i posłuchać. Ale też King, urodzony w 1947 roku, takiej Ameryki pewnie nie znał. Jest biały, więc pewnie ograniczał się do terytorium, dostępnego dla białych. Widoczna jest co prawda w „Dallas ‘63” ta tęsknota za tymi miejscami, za tym czarownym światem, którego nie można zobaczyć nawet przez dziurkę od klucza, jakiś żal za straconymi okazjami. Ale mimo wszystko jest też soczysty zielony kolor trawy, fantastyczne spódnice, inne przekleństwa, niż dziś, takie staroświeckie i z przymrużeniem oka, widać sok pomarańczowy wyciskany ze świeżych pomarańczy i piwo korzenne, które nigdy już nie będzie tak smakowało.&lt;br /&gt;I widać świetnie poprowadzonych bohaterów – nie papierowych, a żywych, cielistych, prawdziwych, budzących autentyczną sympatię, albo odrazę. Psychologicznie realnych. Krwistych.&lt;br /&gt;W pewnej chwili Jake mówi coś, co doskonale współistnieje z książką Kinga: „Uczę angielskiego. Uwielbiam dobre historie.” [s.785] To kwintesencja jego twórczości – dobre historie, które czyta się, mimo, iż mają 850 stron i zajmują pół miesiąca. Pogryza się ciasteczka, żeby zająć czymś ręce i nie ulec pokusie zajrzenia na ostatnią stronę i sprawdzenia, czy z bohaterami wszystko w porządku – kto przeżył, a kto nie. Czy wielka miłość wykipi i zaleje cały świat, czy zginie, umrze, odejdzie. &lt;br /&gt;Czy prezydent przeżyje?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4222476979735830150?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4222476979735830150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/gdy-czytam-dallas-63-mam-krolicze-uszy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4222476979735830150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4222476979735830150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/gdy-czytam-dallas-63-mam-krolicze-uszy.html' title='GDY CZYTAM „DALLAS ‘63” MAM KRÓLICZE USZY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-9ucLYBBndKQ/TwysnH9ZpUI/AAAAAAAABXY/YDqUVjlRIXc/s72-c/79126.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5867411244442832454</id><published>2012-01-10T13:54:00.003+01:00</published><updated>2012-01-10T13:57:46.892+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trochę ja'/><title type='text'>KALOSZE ZIMĄ, CZYLI TYDZIEŃ WRACA NA UTARTE TORY</title><content type='html'>Ułożyłam tytuł, zapisałam go nawet i gotowanie zupy oderwało mnie od komputera. Poszłam, a gdy wróciłam dziś rano za oknem już był śnieg. Zima mnie rozbawiła i dała mi prztyczka w nos.&lt;br /&gt;A chciałam o tym, że kilka dni temu szłam z rozłożonym nad głową fioletowym parasolem i w czarnych kaloszach których zawsze jestem trochę dzieckiem – bo mogę skakać po kałużach i nie mam mokrych stóp, bo mogę skakać po kałużach i udawać, że to dlatego, że się spieszę na autobus.&lt;br /&gt;A chciałabym się już nie spieszyć…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Końcówka roku była zapłakana. Odszedł ktoś z mojej rodziny i dziwne to były święta. Były też wesołe, bo była moja Rodzina: Brat był, Mąż, Rodzice i Dziewczyna, którą wybrał Brat. &lt;br /&gt;Była dawno nie widziana Przyjaciółka z dzieciństwa, z którą wymyślałam kiedyś maszynę do jajecznicy. Był człowiek, którego nie widziałam jakiś milion lat świetlnych, a który okazał się milion razy lepszy od moich wyobrażeń – ktoś, kogo inteligencję, maniery i poczucie humoru podziwiam i chciałabym być po części taka jak On. Potem ktoś zachorował, ale za to Brat wybrał dziewczynę na poważnie – dał jej pierścionek i ozłocił wejście w 2012. Więc płakałam z żalu, z bezsilności, z bólu, ale też z czystej radości, z nadzieją, ze śmiechu. Huśtałam się we wszystkie strony – do samego nieba i zaraz spadałam uderzając niemal głową o ziemię. Nie uderzyłam tak naprawdę ani razu, ale w tym dziwnym, szalonym czasie nie mogłam pisać i czytać. Nie mogłam zaglądać do skrzynki wirtualnej dłużej niż na kilka minut. Taki pokręcony okres. Taki, że zimą chodziłam w kaloszach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale chyba jest dobrze. Bo dziś dotknęłam śniegu. I mimo, że nie lubię zimna, to się uśmiechnęłam. Może niedźwiedzie zasną, może ja się obudzę. Zaraz idę gotować zupę, zrobię rozgrzewającą sałatkę meksykańską i wypiję kubek białej herbaty z trawą cytrynową. Będę rozgrzewać się jedzeniem, a potem poczytam, żeby mi było ciepło w duszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A.A.MILNE&lt;br /&gt;„NIEDŹWIEDŹ W FUTRZE”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym był niedźwiedziem&lt;br /&gt;   Dosyć dużym już,&lt;br /&gt;Tobym się nie biedził,&lt;br /&gt;   Że jest śnieg i mróz.&lt;br /&gt;Mówiłbym: śnieg, zima,&lt;br /&gt;   Mroźno, co mi tam!&lt;br /&gt;Ja ciepło się trzymam,&lt;br /&gt;   Bo ja futro mam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I miałbym płaszcz i czapkę, i buty futrzane,&lt;br /&gt;Miałbym brązowe spodnie futrem ocieplane&lt;br /&gt;I na łapach futrzane rękawiczki,&lt;br /&gt;I futrzanym szalikiem chroniłbym policzki.&lt;br /&gt;I cały taki z futra – lepiej być nie może! –&lt;br /&gt;Spałbym do końca zimy w futrzanym śpiworze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 273px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4KgXH4mL3eQ/Tww1edOqD9I/AAAAAAAABXM/QNhRWKOHcvs/s320/P1060160.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5695986426075287506" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słodkich snów misiu, słodkiej herbaty wszyscy przebudzeni.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5867411244442832454?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5867411244442832454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/kalosze-zima-czyli-tydzien-wraca-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5867411244442832454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5867411244442832454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2012/01/kalosze-zima-czyli-tydzien-wraca-na.html' title='KALOSZE ZIMĄ, CZYLI TYDZIEŃ WRACA NA UTARTE TORY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4KgXH4mL3eQ/Tww1edOqD9I/AAAAAAAABXM/QNhRWKOHcvs/s72-c/P1060160.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3882949777909630541</id><published>2011-12-22T01:31:00.001+01:00</published><updated>2011-12-22T01:33:00.719+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. BONUS TRACK</title><content type='html'>Nie ma niedzieli. &lt;br /&gt;Ale będzie poezja. &lt;br /&gt;Bo dzień jest wyjątkowy.&lt;br /&gt;Dziś 10 rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Dziesięć lat go nie ma, a ja patrzę na to ze zdumieniem. Bo pamiętam, jak otwierałam kartony z bombkami, gdy usłyszałam, że już nie jest... Na palcach obliczałam ile miał lat, gdy umarł. Zachłysnęłam się zdziwieniem i miałam ogromne oczy. Przerażone. I słuchałam potem w telewizji piosenek puszczanych częściej niż zwykle. Nie lubię tego. Tego doceniania tuż po śmierci. Tego doceniania na chwilę. Pośmiertnie przyznany order. Cała uwaga skupiona na… A przecież dobre teksty pisał za życia. Teraz, gdy nie ma już ciała, nie może utrzymać w dłoni pióra. Pewnie poniekąd wpiszę się w to moje nie-lubienie. Ale piszę o Ciechowskim z punktu widzenia słuchaczki, która znała go zanim umarł. Która nie kupiła jego płyty dwa dni po śmierci mówiąc „Bo teraz będą drogie” (tak ostatnio usłyszałam o płycie Villas). &lt;br /&gt;10 lat traktuję jako pretekst. A ‘Bonus track’ jako znicz. Taki, który zapalam dla niego, mówiąc, że cenię go nadal jako artystę. Że nadal ciarki mi chodzą po plecach, gdy pyta „Gdzie wszyscy moi przyjaciele?”. I że zawsze, gdy słyszę „Najpierw Ty, długo, długo nic, tylko Ty – dla Ciebie piszę” – to wcale nie śpiewam tych wersów do mamony, a do Męża. I że większość tekstów na mojej ulubionej płycie Kasi Groniec „Mężczyźni” jest jego - i tak samo ukochany mój utwór Fiolki „Komu ja”…&lt;br /&gt;I jeszcze, jako powód, żeby napisać o moim ulubionym wierszu. Bo może ktoś nie wie, że Ciechowski wydał tomik wierszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Acha, moja szkolna przyjaciółka, kupiła tomik dla swojego chłopaka M.K. Szłyśmy do szkoły, było ciepło. Po drodze czytałyśmy wiersze z tomiku. Komentowałyśmy. Pełne wzburzenia i momentami oszalałe z zachwytu. To M.K. – wielki fan Obywatela GC – uświadomił nam istnienie „Wokół niej”. Nagle ten wiersz. I cisza w nas zapadła, bo do jego zrozumienia trzeba znać angielskiego ciut, ciut… A my nie bardzo wiedziałyśmy, co znaczy tytuł. Zachwycone treścią nie do końca znajdowałyśmy sens. Konsternacja. I wtedy, gdy w słońcu zbiegałyśmy w dół ulicą Norwida, Achę napadło olśnienie – Remote Control to pilot – taki od telewizora na przykład…&lt;br /&gt;Tym wierszem przygotowuję się na Boże Narodzenie. Tym wierszem też wierzę, że – będzie banał! – Grzegorz jest w lepszym świecie. Tym wierszem uśmiecham się i chcę zdmuchiwać dmuchawce, mimo, że już nie będą na powrót kuliste. Tym wierszem wiem, że jestem mała. I że chyba ktoś jednak stworzył ogień. Że Coś jest, a o tym, Co jest można pomyśleć nad brzegiem morza. Tym wierszem zachwycam się – bo jak wielką siłę ma odwrócenie wszystkiego co istnieje i dociekanie początku. Bo „porody do podniecenia” to taka chwila olśnienia, że zapiera dech. Tym wierszem mogę się modlić, w chwilach, gdy potrzebna jest modlitwa. Każdy może – nieważne, czy wierzy. &lt;br /&gt;Tym wierszem mówię GC „dobranoc”, bo przecież nie powiem „spoczywaj w pokoju”… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; REMOTE CONTROL&lt;br /&gt;mój oddech zburzył&lt;br /&gt;konstrukcję dmuchawca&lt;br /&gt;nie odbudował go&lt;br /&gt;mój wdech&lt;br /&gt;ON cofa&lt;br /&gt;pożary do zapałki&lt;br /&gt;porody do podniecenia&lt;br /&gt;zabójstwa do rusznikarza&lt;br /&gt;w Jego dłoni&lt;br /&gt;spoczywa pilot&lt;br /&gt;wszechrzeczy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-LI_nIGUgVLE/TvJ6os5e_GI/AAAAAAAABXA/hLEX3TQgl-I/s320/dmuchawiec-jeden.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5688744118987979874" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href=" http://chihihi.wordpress.com/2009/05/15/dmuchawce-i-zachodzace-slonce/dmuchawce-trzy/"&gt; obrazek stąd&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3882949777909630541?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3882949777909630541/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-bonus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3882949777909630541'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3882949777909630541'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-bonus.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. BONUS TRACK'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-LI_nIGUgVLE/TvJ6os5e_GI/AAAAAAAABXA/hLEX3TQgl-I/s72-c/dmuchawiec-jeden.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1777138569022916574</id><published>2011-12-22T00:57:00.001+01:00</published><updated>2011-12-22T00:58:24.707+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>BALON BEZ GUMY DO ŻUCIA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-33Bmj7heF1M/TvJymE-kHVI/AAAAAAAABW0/giubSCZj4kk/s1600/352x500.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-33Bmj7heF1M/TvJymE-kHVI/AAAAAAAABW0/giubSCZj4kk/s200/352x500.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5688735277819108690" /&gt;&lt;/a&gt;MAGDA PARUS&lt;br /&gt;„RODZINNYCH CIEPŁYCH ŚWIĄT”&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzę, że książka musi być ładna. Nie twierdzę, że musi być lekka. Nie twierdzę, że musi być słodka. Ale twierdzę, że musi być dobra. &lt;br /&gt;Ta nie jest…&lt;br /&gt;Już nie pamiętam, kiedy czytałam złą książkę – zła to taka, z której nic nie biorę, nie biorę żadnego zdania, żadnego poglądu, żadnej myśli, żadnego cytatu, to taka, o której nie chce opowiadać i której nie chcę mieć na półce. Zła to taka, która mi się w głowie nie wyświetla, po zamknięciu której mam same złe myśli i muszę szybko napić się herbaty, żeby zalać gorzki smak.&lt;br /&gt;Historia jest prosta, polska. Wiosna – święta Wielkiej Nocy u Kamili. Zima – święta Bożego Narodzenia u Leny. Obrazek rodzajowy, który z roku na rok ulega transformacji. Na przykładzie najważniejszych dni w roku dla każdej polskiej rodziny (stereotyp, forma, maska, gęba…) pokazana jest jej degradacja, zanik wartości, rozpad małżeństwa i szara polska rzeczywistość. &lt;br /&gt;Ja doskonale wiem, jaki zamysł miała autorka. Odczarowanie. Odmagicznienie. Satyra może nawet. A wyszło wielkie nic i wielkie zło-czytanie. &lt;br /&gt;Zaczyna się od Wielkiej Nocy u najbardziej irytującej bohaterki wszechczasów – nawet pani Dulska mniej mnie denerwowała. Kamila to „idealna pani domu” – każdy składnik świątecznego śniadania musi być perfekcyjnie podany, wyglądać musi nawet lepiej, niż smakuje, bo trzeba pokazać swój wkład, swoje poświęcenie, swoje umartwienie się na rzecz rodziny. Kamila to matka idealna, bo swojego synusia Adusia wciąż budzi na śniadanie, głaszcze, kołysze do snu i niańczy, choć chłopak jest już na studiach. Jest powierzchowna, naskórkowa, przesiąknięta jadem i dulszczyzną, do tego stopnia, że zamysł autorki widać w każdym jej ruchu i w każdym słowie. Nie udała się, Parus ją usztuczniła. &lt;br /&gt;Lena, siostra Kamili, jest nieco bardziej prawdziwa. Nawet bardzo prawdziwa. Kobieta z dwójką dzieci, mieszka we wspaniałym nowym domu, ma dobrego męża, samochód, gosposię i nową kuchnię. Co roku cała ceremonia świętowania zaczyna się u niej od gotowania selera na sałatkę.  Seler zawsze jest za twardy i denerwująco, a potem nudnawo długo dochodzi do miękkości. I zawsze kroi go Ania, córka Leny, gdy tylko przestygnie. Znakiem rozpoznawczym tego, że w rodzinie się psuje są ciasta – najpierw pieczołowicie wyrabiane przez Lenę „tymi oto ręcyma”, potem kupowane i przekładane do blachy, by wyglądały na domowe, by na końcu być już jawno-cukierniowymi.&lt;br /&gt;Przy Lenie, która przeżywa autentyczną tragedię i autentycznie nawet okazuje uczucia, jest postać jej męża Grzegorza – a ja nie mam zielonego pojęcia kim jest Grzegorz, gdzie leży jego problem, co legło u podstaw jego zachowań, jakie są jego motywy, skąd przemiana? Oczywiście prócz tego, że autorka potrzebowała akurat takiego, tak czującego mężczyzny – który znudził się żoną? znalazł inną? któremu mama podpowiedziała, że Lena jest be? Naprawdę nie wiem, w czym leży problem i jak rozgryźć Grzegorza. Za twardy orzech, a ja nie mam ochoty łamać zębów.&lt;br /&gt;Zbyt dużo w tej książce dla mnie oczywistych znaków, transparentów, które Parus niesie przed czytelnikiem, krzycząc hasła, a potem upewniając się, że na pewno dobrze słyszeli. Wiem, co chciała pokazać – tak jak Smarzowski chciał odczarować polskie wesele, a poprzez nie polski naród – ona chciała zerwać szaty ze świąt i pokazać, że chodzi w nich tylko o prezenty (jak denerwujące jest wyliczanie co otrzymały córeczki każdego roku, jakby to dla samej autorki było najistotniejsze…), że „narobimy się” i zapomnimy, po co to wszystko, że zaśpiewamy kolędę, ale nie zrozumiemy sensu… &lt;br /&gt;Nie uda się, pani Magdo! &lt;br /&gt;Przynajmniej nie ze mną.&lt;br /&gt;Ci ludzie, żyją tylko na papierze, są nieprawdziwi i nie mogą być reprezentacją Polski – w niczym! Ta powieść to wielki nadmuchany do granic możliwości balon, w którym nie ma nic… Nie ma żadnych sensów, a najgorsze, że dla mnie kompletnie nie ma pointy. Ramowa konstrukcja, powtarzalność, bla, bla, bla…. Wszystko w założeniu pasuje, ale co właściwie ta książka miała przekazać? Na pewno nie nadzieję, ale i nie beznadzieję. &lt;br /&gt;Bo ja nie wierzę w „jutro ma jeszcze urlop(…), ale to już będzie inny dzień, zwykły, niewymagający ciągłego pilnowania się, żeby nie popsuć świątecznego nastroju.” [s.179]. Każdy przecież co roku gotuje ten cholerny seler, prawda? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1777138569022916574?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1777138569022916574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/balon-bez-gumy-do-zucia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1777138569022916574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1777138569022916574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/balon-bez-gumy-do-zucia.html' title='BALON BEZ GUMY DO ŻUCIA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-33Bmj7heF1M/TvJymE-kHVI/AAAAAAAABW0/giubSCZj4kk/s72-c/352x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-513117081975275818</id><published>2011-12-19T00:01:00.002+01:00</published><updated>2011-12-19T00:02:14.463+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 12</title><content type='html'>Dziś znów będzie odcinek, o poezji, która puka mnie w ramię, a kiedy się odwracam uśmiecha się figlarnie. O poezji, która przychodzi znienacka, której nie znałam do tej pory, która rzuca się na mnie i czasem nawet gryzie mnie mocno w szyję, jakby chciała ze mnie wyssać krew.&lt;br /&gt;Czasem idę po ulicy i widzę szyld, który prowadzi mnie do bloga Liski z WhitePlate. Czasem przeglądam strony konkursów blogowych i trafiam na Kuchareczkę z Book me a Cookie. A czasem po prostu idę jak po linie po śladach zostawionych na czyimś blogu - w komentarzach, albo w liście polecanych blogów… I tak trafiam na &lt;a href="http://madeofnothing.blogspot.com/2011/12/przystawka-ksiazkowa.html"&gt;Made Of Nothing&lt;/a&gt;. I z miejsca się zakochuję….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej post zrobił na mnie tak wielkie wrażenie, że miałam ochotę łyknąć kieliszek wódki bez popijania. Oniemiałam. I miałabym ochotę z Made… iść do mojej ukochanej kawiarni, zasiąść w jej czarnym wnętrzu i żeby Made… robiła mi zdjęcia, żeby pisała na serwetkach swoje myśli, żeby się uśmiechała. Nie znam jej osobiście, ale czytając ją czuję, jakby była kawałkiem mnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wiersz. Wiersz, który mnie zaatakował i który uznałam za małe dzieło sztuki. &lt;br /&gt;Nie będę udawać, że znałam autora. „Tomasz Różycki” nic mi nie mówi, a na dodatek, gdy poszłam do biblioteki po nowy stosik poezji i w poszukiwaniu inspiracji, zapomniałam kompletnie jego nazwisko. Błądziłam między półkami w nadziei, że może wyciągnie do mnie kartki swojego tomiku z którejś z półek. Nie wyciągnął i wyszłam z czym innym (na inny odcinek), ale „Ostrygi i daktyle” tkwią we mnie cały czas, od środy, w którą je połknęłam za sprawą Made Of Nothing.&lt;br /&gt;To wiersz-miłość. I wiersz-wezwanie. To wycie do księżyca. I skoki po płotach. To to, żeby wziąć ją za rękę i biec. Żeby tańczyć na środku przystanku autobusowego, tylko dlatego, że ona jest obok i że się zgodziła być na zawsze. „Jak byś chciała?” – jakkolwiek, byle z Tobą i żebyś smakował słodko. Może być wino, bo przecież od wina zawsze w głowie powstają chmury. Ale nie musi, bo gdy Cię trzymam za rękę, to też mi przelatują między powiekami. Nieważne, że świat. Ważne, że my jesteśmy światem.&lt;br /&gt;Ten wiersz mnie ożywił nadzieją. Bo nie mam co się martwić, bo przecież gdy ja jestem i On jest, to uda się całe szaleństwo, które mam w głowie. Udadzą się wszystkie marzenia. I chyba jeszcze to wiersz o tym, że trzeba w końcu wszystko zmienić. Nie mogę się wahać, mogę tylko uderzyć życie w twarz, wyskoczyć z niego i wskoczyć na inne tory – inny pociąg, inny wagon, może inna klasa, ale jechać w kierunku, w którym świeci słońce. I jeszcze o tym, że lipiec jest męski – pewnie dlatego, że pachnie rozgrzaną trawą i kojarzy się z cielesnością. Tęsknię za lipcem i za łaskoczącymi kłosami. I za piknikiem na skraju wielkiej góry. W dole może być morze. A może być sam piasek, jest mi bez różnicy. &lt;br /&gt;Chcę poznać Różyckiego, zapisuję sobie jego nazwisko w kalendarzu, tuż przy dacie zwrotu książek do biblioteki. Zapisuję jeszcze dla pewności na ręce i na zużytym bilecie tramwajowym. I na paragonie za ser, wino, nasiona, przyprawy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Różycki „Ostrygi i daktyle”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedz mi, jak byś chciała? Mamy tu owoce,&lt;br /&gt;ser, wino, nasiona, mamy trochę przypraw&lt;br /&gt;i kobiecą ulicę oraz męski lipiec,&lt;br /&gt;i Kraków, trochę światła, za sobą epokę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;genialną i straszliwą, przed sobą widoki&lt;br /&gt;na jeszcze genialniejszą i jeszcze straszliwszą.&lt;br /&gt;I mamy do wyboru trzy rodzaje życia:&lt;br /&gt;możemy być bogaci i szczęśliwi, potem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;szczęśliwi ale biedni, lub tylko szczęśliwi&lt;br /&gt;i pal diabli finanse. Pytam o to w chwili,&lt;br /&gt;kiedy rozpadają się korporacje, walą&lt;br /&gt;wystawy i imperia, legendy futbolu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zaczynają faulować. Nadeszła już pora,&lt;br /&gt;żeby to wszystko rzucić i trochę oszaleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 130px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pLgPq9_B-XE/Tu5w6LBVCQI/AAAAAAAABWo/A7ckLC5NIW8/s320/costam.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687607524108601602" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-513117081975275818?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/513117081975275818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-12.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/513117081975275818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/513117081975275818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-12.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 12'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pLgPq9_B-XE/Tu5w6LBVCQI/AAAAAAAABWo/A7ckLC5NIW8/s72-c/costam.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3979612578352494017</id><published>2011-12-16T22:04:00.001+01:00</published><updated>2011-12-16T22:05:55.201+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>WYCIE WILKA SŁYCHAĆ W MIEŚCIE</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jYPMEl_6wH0/TuuyrD58IlI/AAAAAAAABWc/SDxWLz98Y58/s1600/r%252Cid%252Cd14xNzA7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0Q4LzAwMDFEODYyX29yaWdpbmFsXzIzNTBFQTA2NUE1QjQwOUMuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-jYPMEl_6wH0/TuuyrD58IlI/AAAAAAAABWc/SDxWLz98Y58/s200/r%252Cid%252Cd14xNzA7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0Q4LzAwMDFEODYyX29yaWdpbmFsXzIzNTBFQTA2NUE1QjQwOUMuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686835407337824850" /&gt;&lt;/a&gt;GUNNAR STAALESEN&lt;br /&gt;„ZIMNE SERCA”&lt;br /&gt;(TŁ. AGATA BESZCZYŃSKA)&lt;br /&gt;SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2010 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów zaglądnęłam do Varga. Znów zapukałam do jego drzwi. Weszłam cicho do środka i obserwowałam. Tuż za mną weszła młoda dziewczyna. Trochę wyzywająca, a trochę przestraszona. Chce być pewna siebie, ale w jej drżącej dłoni niepewnie spoczywa klucz. To klucz do domu jej koleżanki. Dziewczyny nie widziały się od kilku dni. Teraz Hege przyszła do detektywa, żeby odnalazł zaginioną Maggi. &lt;br /&gt;Ale przecież nie ma jej dopiero od kilku dni… Przecież mogła gdzieś wyjechać, wyjść, nie mieć ochoty się odezwać, zapomnieć numeru telefonu koleżanki… &lt;br /&gt;Ale Hege nalega – to wyjątkowa sytuacja. Ona i Maggi mają pakt – codziennie dają sobie znać, że wszystko w porządku, że całe i zdrowe zasypiają w swoich własnych łóżkach. Tymczasem Maggi nie powiedziała sekretnego hasła od kilku dni. &lt;br /&gt;Varg dziwi się i próbuje oponować, ale Hege przerywa i mówi cała prawdę – są prostytutkami. Jeśli Maggi się nie odezwała to znaczy, że musiało się coś stać. &lt;br /&gt;Tu masz klucz do jej mieszkania. Zapłacę – tylko proszę, żebyś ją odnalazł.&lt;br /&gt;Tak się zaczyna kolejna „przygoda” Varga.&lt;br /&gt;A ja idę za nim, staję się jego cieniem. Stają się jego oczami. Gdy on obrywa cios w szczękę, mnie boli cała twarz. Gdy on zjada sałatkę, ja czuję się najedzona. Gdy jego przebiega dreszcz grozy, ja w środku płaczę.&lt;br /&gt;To &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/dobry-wilk.html"&gt; druga &lt;/a&gt; książka o Veumie, jaką czytałam. Jest inna, niż „Wokół śmierci”. Przede wszystkim dlatego, że Varg zmienił zawód – nie jest już pracownikiem opieki społecznej – został prywatnym detektywem, z lichą pensją, wielką pasją i niebagatelną odwagą. Dlatego jest inny, inaczej pracuje, inaczej chodzi, inaczej stawia kroki. Jest pewniejszy i mocniej nastawiony na cel. Ale łapie w sieci wszystko, co dotyczy Maggi – łapie jej rodzinę, jej zawód, jej miejsce zamieszkania, jej alfonsów, a od tego snuje kolejne nici – jak pająk łączy małe kawałki w wielką sieć, w której zamyka zbrodnię. Jeśli jest alfons, to są pieniądze. Jeśli pieniądze to narkotyki. A jeśli narkotyki to zbrodnia. Szuka dziewczyny, ale po drodze odnajduje wiele ran zadanych rykoszetem. Boli nie tylko młodą prostytutkę – boli jej brata, jej siostrę, jej rudowłosą koleżankę z ulicy. Varg wkracza w ten świat prawdziwie wilczo. Mocno, z nosem przy ziemi, bez lęku i pewnie. Chce zagryźć wszystkich tych, którzy mają w rękach niebezpieczne narzędzia. Wyje do księżyca nad ofiarami i nie jest w stanie pogodzić się z niesprawiedliwością, choć tyle już widział jej na świecie.&lt;br /&gt;Wątki w tej książce zaplatają się w gruby warkocz. Myślałam, że nie będzie żadnego wzoru, że gdzieś po drodze zagubiło się wszystko, że Staalesen zapomni co nieco dopowiedzieć. Nie zapomniał, a do tego zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania, podejrzewałam kogo innego i o co innego.&lt;br /&gt;Dobrze mi się szło za Vargiem. Lubię go, choć nie wiem o nim zbyt wiele. Nadal się trochę ukrywa, nadal jest oszczędny w słowach, ale przypadło mi do gustu jego ironiczne i uszczypliwe poczucie humoru. A skoro mogę się z nim śmiać, to mogłabym z nim iść na piwo. Albo na coś mocniejszego. Bo jak dowiedziałam się od tłumaczki (i tu cytat)„Varg pija piwo z browaru Hansa, ale przede wszystkim ma swoją ulubioną markę mocniejszego trunku: Løiten Linie Aquavit”. Zatem Twoje zdrowie Varg…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3979612578352494017?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3979612578352494017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/wycie-wilka-sychac-w-miescie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3979612578352494017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3979612578352494017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/wycie-wilka-sychac-w-miescie.html' title='WYCIE WILKA SŁYCHAĆ W MIEŚCIE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-jYPMEl_6wH0/TuuyrD58IlI/AAAAAAAABWc/SDxWLz98Y58/s72-c/r%252Cid%252Cd14xNzA7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0Q4LzAwMDFEODYyX29yaWdpbmFsXzIzNTBFQTA2NUE1QjQwOUMuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3981622825681487390</id><published>2011-12-14T22:13:00.001+01:00</published><updated>2011-12-14T22:15:22.391+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>KSIĄŻKA DLA MĄDRALI</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ojvzv7f_E_M/TukR3QLPCjI/AAAAAAAABWQ/aK_zqgdFHI4/s1600/medium20111014155210ok_adka_podr_znik_500.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ojvzv7f_E_M/TukR3QLPCjI/AAAAAAAABWQ/aK_zqgdFHI4/s200/medium20111014155210ok_adka_podr_znik_500.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686095645464529458" /&gt;&lt;/a&gt;ANDRES NEUMAN&lt;br /&gt;„PODRÓŻNIK STULECIA”&lt;br /&gt;(TŁ. MAGDALENA OKŁA)&lt;br /&gt;DDOBRA LITERATURA, SŁUPSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hans przyjeżdża do Wandernburga. A to miasto ma to do siebie, że „trafiają tu podróżnicy, zagubieni, samotnicy, ludzie, którzy wybierali się gdzie indziej.” [s.94] Znamienne jest też to, że się przemieszcza, że właściwie nie można go umiejscowić na mapie, że wymyka się ucieka, meandruje. Że jego uliczki raz kończą się na wschodzie i zachodzie, a zaraz potem są na południu i północy. Hans jest „w pewnym sensie podróżnikiem, który przemieszcza się z miejsca na miejsce i zatrzymuje się w nieznanych zakątkach, aby je poznać. I że ma zwyczaj zostawać tam, aż mu się znudzą, aż poczuje impuls do dalszej drogi albo znajdzie coś ciekawszego do roboty gdzie indziej.” [s.33] I tak naprawdę o Hansie nie wiemy nic więcej. Nie wiemy skąd/dokąd, nie wiemy gdzie i jak. Nie znamy przeszłości, jakby zmaterializował się zbliżając się do bram Wandernburga, po to, by tam przyjechać. Po to, by poruszyć senne miasteczko, by coś zmienić, by nadać mu sens i na nowo ruszyć ziemię w tym miejscu, bo jakby się zastała i nie chciała się tam kręcić. &lt;br /&gt;Hans spaceruje po miasteczku, kilkakrotnie próbując wyjechać i zawsze zostając. Raz bo zabłądził. Drugi bo poznał kataryniarza, który jest jedną z najważniejszych postaci w tej książce – to mędrzec, to przyjaciel, to nauczyciel, to obserwator i komentator, to taki trochę chór, a trochę żywy pamiętnik Hansa, do którego może przyjść i opowiedzieć swój cały dzień, albo odbić się w nim jak w lustrze i trochę bardziej zrozumieć siebie. I napić się z nim wina i pośmiać się. To namiastka domu, choć mieszka w jaskini – ma psa, ma stałe pory posiłków, ma pracę i nadaje, przynajmniej początkowo, rytm dniom Hansa. Omamia go i zaprasza, jest wielkim pająkiem, który snuje sieć – Hans ma zostać w tym dziwnym miasteczku labiryncie, nie może tak po prostu go opuścić – jest miejscową atrakcją.&lt;br /&gt;A potem już Hans poznaje Sophie i zakochuje się. Nie może wyjechać bez zaproszenia na kolację, potem bez rozmowy, potem bez spojrzenia, potem bez sam na sam, potem bez pocałunku… Jest zaczarowany, zaczadzony. I dlatego śmiem nazwać „Podróżnika stulecia” swoistym romansem.&lt;br /&gt;Ale to nie jest łatwa książka. Niełatwo się ją czyta. Pomijając styl, poetyckie zdania, inkrustowane filozofią i górnolotnymi przemyśleniami, pomijając „rzeczność” tej książki – jej długie, wijące się zdania, w których brak graficznego wydzielenia dialogów, wijące się wokół palców, mozolnie i nieprzerwanie dziejących się; to najdziwniejsze jest wrażenie, gdy czyta się tę książkę – jakby obudzić się w pudełku wypełnionym watą; ciemnym, trochę dusznym, które krępuje ruchy. Nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, o czym tak na dobrą sprawę ta książką jest, czytając to specyficzne dzienie się/ niedzianie wciąż miałam  napięte nerwy i pełne niepokoju dłonie. To powieść monumentalna, nie do porannej kawy i bułki z masłem. Do mądrego czytania w okularach na nosie, ze zbiorem słowników, historii literatur wszelkich i z podręcznikiem historii. To jak diabelski młyn – powolne, mozolne wczytywanie się w dyskusje i salonowe rozmowy, rozdzielanie włosa na czworo, badanie i dociekanie, by po chwili zjechać w dół na wartkiej i pełnej napięcia historii miłosnej dziejącej się między Hansem a Sophie. Ze wszystkimi spojrzeniami spod rzęs i szukaniem jej wzroku, przyłapanego niby przez przypadek. &lt;br /&gt;To książka, która kojarzyła mi się z literaturą rosyjską, przy której umysł nie odpoczywa, wciąż pokonuje bieg z przeszkodami, rozbijając się o konwersacje na temat Napoleona, tłumaczenia i poezji. Przyznam, że nieraz się gubiłam, że przewracałam kartki nie nadążając za dyskusją i modląc się po cichu, żeby bohaterowie nie wywołali mnie do tablicy i nie zapytali przypadkiem, co sądzę na dany temat… &lt;br /&gt;Ale czasem tonęłam w pięknie słowa pisanego, w tych wszystkich „chylące się ku zachodowi słońca popołudnie przewróciło się niczym czara, za jednym zamachem wylewając zimno.” [s.60] i „księżyc rósł i zaokrąglał się jak judasz w drzwiach.”[s.264]&lt;br /&gt;To książka zagadka, w której jest tyle sensów, tyle głębi, tyle metafor i tyle znaczeń, że na pewno nie jest na jedno czytanie (autor pisał ją od 2003 do 2008 roku!). Gdy się ją zamknie, powinno się zacząć od nowa. Ja zacznę na pewno latem, gdy dni są długie, gdy można usiąść na balkonie, słońcu oddać ten niepokój, jaki wywołują dziwne postaci (synek właścicieli oberży, który biega, ukrywa rzeczy i pierdzi jest doprawdy najdziwniejszym z nich wszystkich!) i kontemplować sensy pogryzając świeże czereśnie na podbudowanie intelektu. Lato wracaj więc szybko, powóz czeka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dobra Literatura]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3981622825681487390?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3981622825681487390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/ksiazka-dla-madrali.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3981622825681487390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3981622825681487390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/ksiazka-dla-madrali.html' title='KSIĄŻKA DLA MĄDRALI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ojvzv7f_E_M/TukR3QLPCjI/AAAAAAAABWQ/aK_zqgdFHI4/s72-c/medium20111014155210ok_adka_podr_znik_500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2180027901477478072</id><published>2011-12-14T00:49:00.002+01:00</published><updated>2011-12-14T00:50:07.122+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>ZAFON PO RAZ TRZECI! SPRZEDANE!</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TtzFs7j_IuY/TufkpyRBZ2I/AAAAAAAABWE/w_4TE2_lhKI/s1600/swiatla-wrzesnia-b-iext3798353.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-TtzFs7j_IuY/TufkpyRBZ2I/AAAAAAAABWE/w_4TE2_lhKI/s200/swiatla-wrzesnia-b-iext3798353.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685764461097477986" /&gt;&lt;/a&gt;CARLOS RUIZ ZAFON&lt;br /&gt;„ŚWIATŁA WRZEŚNIA”&lt;br /&gt;(TŁ. KATARZYNA OKRASKO, CARLOS MARRODAN CASAS)&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Klamki były uśmiechniętymi twarzami, które puszczały oko, kiedy się je nacisnęło. Ogromna, fantastycznie opierzona sowa wytrzeszczała szklane źrenice, powoli unosząc skrzydła. Dziesiątki, a może i setki miniatur i zabawek stały na półkach i w gablotach. Życia by nie starczyło, by zapoznać się z każdą z nich. Mały psotny szczeniaczek merdał ogonkiem i szczekał na widok przebiegającej przed nim metalowej myszki. Zwieszona z niewidocznego sufitu karuzela wróżek, smoków i gwiazd kręciła się w pustce wokół zamku unoszącego się pośród bawełnianych obłoczków w rytm pobrzękiwania dalekiej pozytywki…” [s.24]&lt;br /&gt;Mam słabość do zabawek. Do zabawek zmyślnych, mądrych i trochę do tych pięknych. Do zabawek łechtających wyobraźnię i sprawiających, że można stanąć na głowie i zobaczyć świat inaczej. Podziwiam kalejdoskopy, nakręcane zwierzątka i drewniane klocki, z których można wybudować cały świat. Dech zapierają mi domki dla lalek, które mają kilka pięter i małe mebelki, a także miniaturowe zestawy naczyń. I przytulani, najlepiej te wytarte i wyliniałe. Misie, koty, Gremliny… Zawsze, gdy trafiam do miasta, w którym jest Muzeum Zabawek, idę tam z otwartym sercem, z otwartą głową i im bliżej jestem wejścia, tym bardziej za duże mam ubranie, za wielkie buty, tym bardziej staję się na powrót małą dziewczynką.&lt;br /&gt;Dlatego tak wielkie wrażenie zrobiło na mnie tło najnowszej, a właściwie „najnowiej” tłumaczonej książki Zafona z cyklu młodzieżowego. &lt;br /&gt;A rzecz się dzieje w ogromnym domu o kilku (kilkunastu?) piętrach, gdzie mieszka Lazarus, tajemniczy wytwórca zabawek, wynalazca właściwie. Cały jego dom chodzi, tańczy, biega, jest w ruchu, bo wszędzie są zabawki, które niemal nigdy nie usypiają. Lazarus zatrudnia w swoim domu Simone, owdowiałą dopiero co, ale młodą wciąż kobietę. Przyjeżdża ona do posiadłości wraz z dwóją dzieci – Dorianem i nastoletnią Irene. Do jej obowiązków należeć ma opieka nad rachunkami, fakturami, korespondencją, a także zakup książek do, i tak już ogromnej, biblioteki swego pracodawcy. W domu Lazarusa mieszka też kilkunastoletnia Hannah – rozgadana, uśmiechnięta, zawsze w biegu, znająca ploteczki z całego miasteczka. Hannah zaprzyjaźnia się z Irene, ale przyjaźń nie ma szansy rozkwitnąć – Hannah ginie bowiem w lesie i nikt do końca nie wie, jaka jest przyczyna jej śmierci.&lt;br /&gt;To zdecydowanie najbardziej spektakularna część cyklu, mająca najwięcej efektów specjalnych i najbardziej przemawiająca do wyobraźni – w mojej głowie podczas czytania trwał seans filmowy – obsadzałam już role Simone, Lazarusa (świetny w tej roli byłby Hopkins, choć Lazarus jest młodszy od mistrza kina), zastanawiałam się kto przekonująco potrafiłby zagrać Irene – odważną, mądrą, ale trochę psotną dziewczynę i jej przyjaciela Ismaela. Kto potrafiłby wcielić się w te role tak, żeby pokazać świeżość, ulotność pierwszego uczucia, jego delikatność i łapczywość zarazem, jego przekonanie o trwaniu i niekończeniu się.  A to wszystko pomiędzy płomieniami, legendami o tonącej kobiecie, która ukazuje się po śmierci mieszkańcom miasteczka i wśród miliona zabawek, które nigdy nie milkną. &lt;br /&gt;Oczywiście kolejny raz poruszany jest temat zaprzedania duszy, ten faustowski motyw „coś za coś”, ale tym razem mam wrażenie, iż ma trochę inny wymiar. Tajemniczy Daniel Hoffmann, który obdziela biedne dzieci zabawkami, nie żąda w zamian duszy, żąda miłości. Nie jest dla mnie demonem, tak, jak Cain z „Księcia mgły” – jest jakąś potwornie ludzką zjawą.&lt;br /&gt;Zdecydowanie najbardziej poruszyła mnie ta książka, spośród wszystkich trzech „młodzieżówek” Zafona - najwięcej dała emocji i najmniej miałam dystansu do niej. Poczułam ją w głębi siebie, obudziło się moje skrywane dziecko… I teraz chce dostać anioła, który będzie miał szmaragdy zamiast oczu i który będzie je chronił…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2180027901477478072?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2180027901477478072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/zafon-po-raz-trzeci-sprzedane.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2180027901477478072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2180027901477478072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/zafon-po-raz-trzeci-sprzedane.html' title='ZAFON PO RAZ TRZECI! SPRZEDANE!'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-TtzFs7j_IuY/TufkpyRBZ2I/AAAAAAAABWE/w_4TE2_lhKI/s72-c/swiatla-wrzesnia-b-iext3798353.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4957926726497491055</id><published>2011-12-12T23:58:00.002+01:00</published><updated>2011-12-13T00:21:02.937+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 11</title><content type='html'>Niedzielę skradł mi &lt;a href="http://animationnow.pl/"&gt;Animation now!&lt;/a&gt;, czyli festiwal filmów animowanych (o którym nie omieszkam napisać za czas jakiś), któremu oddałam się w jednej trzeciej – w drugiej trzeciej to było spotkanie z dawno nie widzianym Kimś, a w trzeciej trzeciej pyszne grzane wino w moim ukochanym &lt;a href="http://www.cafefactotum.pl/"&gt;Factotum&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezaprzeczalnym plusem moich poetyckich niedziel jest to, że nagle z nieoczekiwanych stron zaczęły frunąć do mnie wiersze, z jakichś zakamarków dziwnych wypadają słowa, znajomi ślą karteluszki i uderza mnie pisanie na ścianach bloków. Jedną z osób, które podsunęły mi ostatnio wiersz jest &lt;a href=" http://addiopomidory.blogspot.com/"&gt;Anna&lt;/a&gt; - droga moja internetowa bratnia dusza, upoetyczniona, ślicznosłowa, emigrantka, która zawsze niesie mi zapachy i wyobrażenie smaku. Nigdy nie miałam okazji spróbować tego, co Anna pichci, ale często umiem sobie wyobrazić jej smaki. I lubię tam zaglądać, lubię poczytywać rybne kieszonki, chleby, ciasta i makarony, ale najbardziej lubię podczytywać Annę, jej codzienność i zatrzymanie, takie „chwilotrwanie”, ubrane w słowa…&lt;br /&gt;Anna zapytała, czy znam „Drugie 100 wierszy” Emily Dickinson. Nie znam. Nie znałam. Coś jej szepnęło, że mi się spodoba. Zajrzałam na półkę  biblioteczną – jest. I zadziwiające, i kocham takie psikusy rzeczywistości, ale ilekroć otwierałam ten tomik, to padało na wiersz na stronie 95, który zaczyna się:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiatr począł miesić Trawę – tak,&lt;br /&gt;Jak się zagniata Ciasto (…)”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja za każdym razem się uśmiechałam, bo wyobrażałam sobie umączone ręce Anny, które zagniatają rogaliki… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie ten wiersz skradł moje serce. Jest jeden, w którym zakochałam się bez pamięci – i wybaczam nawet Emily, że wszędzie, gdzie tylko może wciska Wielką Literę, nawet tam, gdzie nie ma to najmniejszego sensu. Wybaczam, bo napisała piękny wiersz o miłości, z porównaniami, od których moja szczęka brzękała o podłogę. Rozdziawiałam usta, a tam wlatywała poezja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grudzień jest mało romantycznym miesiącem (do czasu świątecznego, gdy jest romantycznie po brzegi wysokich kołnierzy i po końcówki palców urękawicznionych). Ale w grudniu przyszedł do mnie piękny wiersz o miłości. I trochę dedykuję go Mężowi, przy którym chcę stać do końca życia, a trochę Annie, za to, że mogę ten wiersz podarować ukochanemu (bo jakiekolwiek ma znaczenie, a ja wiem, że niezupełnie takie, jakie mu nadaję -  dla mnie jest tylko jedno oczywiste – love, love, love…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabita Strzelba - moje Życie (754)&lt;br /&gt;(przekład – mistrz przekładów Stanisław Barańczak)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabita Strzelba - moje Życie - &lt;br /&gt;Stała w kącie - aż obok&lt;br /&gt;Przeszedł Właściciel - Broń rozpoznał -&lt;br /&gt;I zabrał Mnie ze sobą - &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I dziś przez Suwerenne Bory&lt;br /&gt;Ścigamy Łanie płowe -&lt;br /&gt;Czasem odezwę się do Niego -&lt;br /&gt;I łańcuch Gór - odpowie -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Gdy się uśmiechnę, błysk tak ciepły&lt;br /&gt;Dolinę wzdłuż przewierca -&lt;br /&gt;Jakby przez twarz Wezuwiusza&lt;br /&gt;Rozkosz przebiła szczersza -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w Nocy - gdy po Dniu udanym &lt;br /&gt;Czuwam przy Pana Głowie -&lt;br /&gt;Niczym są przy Poduszce Głazu&lt;br /&gt;Puchy Edredonowe -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróg Jego - we mnie ma pogromcę -&lt;br /&gt;I nie może ocaleć&lt;br /&gt;Ten, na kim spocznie Żółte Oko -&lt;br /&gt;Albo - z naciskiem - Palec-&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć mogę dłużej żyć - niż On-&lt;br /&gt;On odejść przede mną się wzbrania:&lt;br /&gt;Jest we mnie uśmiercania moc,&lt;br /&gt;A nie - moc umierania -&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4957926726497491055?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4957926726497491055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-11.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4957926726497491055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4957926726497491055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-11.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 11'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6022385857908753497</id><published>2011-12-04T22:39:00.002+01:00</published><updated>2011-12-04T22:40:31.150+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 10</title><content type='html'>Kiedy miałam –naście lat na mojej ścianie, tuż nad głową, tam, gdzie nocą szybowały myśli, wisiał pewien wiersz. Mama wydrukowała mi go w pracy, bo drukarki nie stały jeszcze w każdym domu i w każdym pokoju. Otoczony był plakatami i pocztówkami, ginął w gąszczu zdjęć i kolorowych wycinków z gazet. Ale wiedziałam, że tam jest i co wieczór, gdy zasypiałam płynął przeze mnie, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. &lt;br /&gt;Dziś mam dzień w kolorze blue. Przywitałam go smutnym mailem od Bardzo Ważnej Osoby w moim życiu – od mojej Przyjaciółki. Gryzł mnie ten mail cały dzień, bo I. przestała wierzyć, że kocham.&lt;br /&gt;Dlatego od razu pomyślałam o tym wierszu. O tym, co zawsze czułam czytając „Młodości! Ty nad poziomy wylatuj!” Wierzyłam w to, że mogę być kim chcę. Wierzyłam, że dam radę udźwignąć wszystkie głazy, przerzucać je z ręki do ręki, uśmiechać się przy tym. Wierzyłam, że zawsze razem będziemy pić wino malinowe i że nigdy nie będę miała więcej niż –dzieścia lat. Że zawsze będę nosiła tylko czarne ubrania. Że nigdy nie ucieknie ode mnie poezja. Że „na zawsze razem”. Że nigdy nie skończą się listy, które do siebie pisałyśmy. Że nigdy żadna wspólna fotografia nie trafi do albumu – tylko na ściany, do pamiętników i na bilbordy. Że młodość nigdy się nie kończy. Że jesteśmy inne. Teraz, trochę starsza i w zupełnie innych ścianach uśmiecham się do siebie tamtej. Bo już trochę inaczej wymawia się nasze imiona – moje i jej, tamtej od –nastu lat. Bo mam konto w banku. Bo nie noszę już glanów, ani ocieplanych butów zimą. Bo jestem daleko od ludzi, których kocham i czasem nie mam jak upchnąć całej Polski w jednym bilecie kolejowym. Bo ktoś mi przestał wierzyć, a ja mimo, że nadal „tam sięgam, gdzie wzrok nie sięga” to już nie „łamię, czego rozum nie złamie”. Wciąż mam –naście lat, ale pomnożone. I chociaż wydaje mi się, że ciągle mogę stanąć na głowie i zrobić mostek, to wcale nie prawda. I boję się próbować, żeby się nie okazało, że nie daję rady. Dziś kolejny raz, a nawet trzy razy przeczytałam ten wiersz. Kocham go wciąż tak samo, jak wtedy, gdy wisiał na mojej ścianie. Kocham wciąż te same rzeczy, tych samych ludzi. Kocham wciąż kolor zielony i kocham wilki. I słucham często tych samych zespołów, mimo, że na ścianie nie wiszą już żadne plakaty. Wisi obraz, który dostałam od I. w ważnej dla mnie chwili, tuż przed tym, gdy wychodziłam za mąż. Powiedziała mi wtedy, że jesteśmy na nim we dwie i żebym nigdy o tym nie zapomniała. Jak mogłabym zapomnieć, gdy jest częścią mnie? Jak mogłabym nie śpiewać tej ody, skoro zawsze, gdy widzę na ulicy grę w klasy, skaczę - nawet w butach na obcasach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam Mickiewicz&lt;br /&gt;„Oda do młodości”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;&lt;br /&gt;Młodości! dodaj mi skrzydła! &lt;br /&gt;Niech nad martwym wzlecę światem &lt;br /&gt;W rajską dziedzinę ułudy: &lt;br /&gt;Kędy zapał tworzy cudy, &lt;br /&gt;Nowości potrząsa kwiatem &lt;br /&gt;I obleka w nadziei złote malowidła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niechaj, kogo wiek zamroczy, &lt;br /&gt;Chyląc ku ziemi poradlone czoło, &lt;br /&gt;Takie widzi świata koło, &lt;br /&gt;Jakie tępymi zakreśla oczy. &lt;br /&gt;Młodości! ty nad poziomy &lt;br /&gt;Wylatuj, a okiem słońca &lt;br /&gt;Ludzkości całe ogromy &lt;br /&gt;Przeniknij z końca do końca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia &lt;br /&gt;Obszar gnuśności zalany odmętem; &lt;br /&gt;To ziemia! &lt;br /&gt;Patrz, jak nad jej wody trupie &lt;br /&gt;Wzbił się jakiś płaz w skorupie. &lt;br /&gt;Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; &lt;br /&gt;Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu, &lt;br /&gt;To się wzbija, to w głąb wali; &lt;br /&gt;Nie lgnie do niego fala, ani on do fali; &lt;br /&gt;A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu. &lt;br /&gt;Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby: &lt;br /&gt;To samoluby! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodości! tobie nektar żywota &lt;br /&gt;Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę: &lt;br /&gt;Serca niebieskie poi wesele, &lt;br /&gt;Kiedy je razem nić powiąże złota. &lt;br /&gt;Razem, młodzi przyjaciele!... &lt;br /&gt;W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele; &lt;br /&gt;Jednością silni, rozumni szałem, &lt;br /&gt;Razem, młodzi przyjaciele!... &lt;br /&gt;I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, &lt;br /&gt;Jeżeli poległym ciałem &lt;br /&gt;Dał innym szczebel do sławy grodu. &lt;br /&gt;Razem, młodzi przyjaciele!... &lt;br /&gt;Choć droga stroma i śliska, &lt;br /&gt;Gwałt i słabość bronią wchodu: &lt;br /&gt;Gwałt niech się gwałtem odciska, &lt;br /&gt;A ze słabością łamać uczmy się za młodu! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, &lt;br /&gt;Ten młody zdusi Centaury, &lt;br /&gt;Piekłu ofiarę wydrze, &lt;br /&gt;Do nieba pójdzie po laury. &lt;br /&gt;Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga; &lt;br /&gt;Łam, czego rozum nie złamie: &lt;br /&gt;Młodości! orla twych lotów potęga, &lt;br /&gt;Jako piorun twoje ramię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy &lt;br /&gt;Opaszmy ziemskie kolisko! &lt;br /&gt;Zestrzelmy myśli w jedno ognisko &lt;br /&gt;I w jedno ognisko duchy!... &lt;br /&gt;Dalej, bryło, z posad świata! &lt;br /&gt;Nowymi cię pchniemy tory, &lt;br /&gt;Aż opleśniałej zbywszy się kory, &lt;br /&gt;Zielone przypomnisz lata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jako w krajach zamętu i nocy, &lt;br /&gt;Skłóconych żywiołów waśnią, &lt;br /&gt;Jednym "stań się" z bożej mocy świat rzeczy stanął na zrębie; &lt;br /&gt;Szumią wichry, cieką głębie, &lt;br /&gt;A gwiazdy błękit rozjaśnią -&lt;br /&gt;W krajach ludzkości jeszcze noc głucha: &lt;br /&gt;Żywioły chęci jeszcze są w wojnie; &lt;br /&gt;Oto miłość ogniem zionie, &lt;br /&gt;Wyjdzie z zamętu świat ducha: &lt;br /&gt;Młodość go pocznie na swoim łonie, &lt;br /&gt;A przyjaźń w wieczne skojarzy spójnie. &lt;br /&gt;Pryskają nieczułe lody &lt;br /&gt;I przesądy światło ćmiące; &lt;br /&gt;Witaj, jutrzenko swobody, &lt;br /&gt;&lt;p&gt;Zbawienia za tobą słońce!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-yuSB8EP0I0w/Ttvovx528QI/AAAAAAAABV4/C5DGIzQ9sug/s320/P1060147q.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682391262405521666" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6022385857908753497?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6022385857908753497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-10.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6022385857908753497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6022385857908753497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/12/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-10.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 10'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-yuSB8EP0I0w/Ttvovx528QI/AAAAAAAABV4/C5DGIzQ9sug/s72-c/P1060147q.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2804451994337997574</id><published>2011-11-29T23:48:00.000+01:00</published><updated>2011-11-29T23:49:11.540+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 9</title><content type='html'>Niedziela znów wypada poza niedzielą. Tym razem przez Waniliowe plantacje Wrocławia… (nie czytałam &lt;a href=" http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f38/14.html "&gt; opowiadania &lt;/a&gt;, znam je tylko skądinąd…). Pojechałam odskoczyć – obłaskawić zimę, pobyć z Przyjaciółką, posłuchać dobrej muzyki na pewnym festiwalu… I Wrocław jak zwykle skradł mi kawałek serca, wyjadł tam dziurę, której teraz długi czas nie zasypię piaskiem szarych dni…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś będzie poezja nietypowa. Bo śpiewana. Ale śpiewana wcale nie ze skrzypcami, w długiej sukience i w klimatycznym małym klubiku jazzowym.&lt;br /&gt;Śpiewana wprost na ulicy. Z gardła. Bez ozdób. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy pierwszy raz usłyszałam to śpiewanie – usiadłam z wrażenia na zimnej podłodze. Usiadłam naprawdę, a nie tak, żeby wypełnić ramy powiedzonka jakimś obrazem. Przewijałam – od nowa, od nowa i od nowa. Byłą po uszy w tej muzyce, ale bardziej w tym słowie, w jego odkrywczości, w prostocie….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każda kobieta jest próżna. I każda też jest małą dziewczynką. Obojętnie, jak wysokie ma obcasy – nogi wyginają się niebezpiecznie, spada się z wysokości 12 centymetrów do kochania. Każda chce, żeby na walentynki ktoś przyniósł jej wypchanego pluszowego misia. Każda chce iść wrocławskim rynkiem za rękę, trzymając taką banalną, do niemożliwości czerwoną różę. Każda do tej róży śmieje się w środku. Każda zasusza płatki w ulubionej książce… Choć właściwie nie ma sensu, bo co potem z nimi zrobić? Ale najważniejsze, że są….&lt;br /&gt;Każda chce być głaskana – po głowie, po szyi, po wewnętrznej stronie duszy. &lt;br /&gt;Każda chce, żeby podziwiał. Żeby skomlał u drzwi. Choćby nawet potem go nie wybrała. Każda chce mieć moc – to ta pewność, że mogę przyciągać wzrokiem i że mogę być dla kogoś stro-razy-najważniejsza. &lt;br /&gt;Dlatego ten utwór sprawia, że w środku mnie latają motyle. Delikatnie poruszają skrzydełkami – to motyle zazdrosne… Bo marzę o tym, żeby ktoś zaśpiewał, wyszeptał, wykrzyczał dla mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;WPUŚĆ MNIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszedłem chodź dziurę mam w skarpecie&lt;br /&gt;i błyska mi pięta jak hollywoodzki ząb&lt;br /&gt;najwyżej będziemy się kochać w butach&lt;br /&gt;jak kot jak kot jak kot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przyszedłem trochę gruby i trochę niemłody&lt;br /&gt;ale mam wino co ujmie mi lat&lt;br /&gt;przyniosłem książkę w ramach drugiej nagrody&lt;br /&gt;jak mnie nie wpuścisz poczytam przy drzwiach &lt;br /&gt;w autobusie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;wpuść mnie &lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść &lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przyszedłem choć dzwonili bym poszedł gdzie indziej &lt;br /&gt;na karuzelę plotek i piw&lt;br /&gt;ona podobno tak fajnie się gibnie &lt;br /&gt;że znajdą się siły na jakiś młodzieńczy zryw&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;teraz jeszcze pale co zmniejsza moje szanse &lt;br /&gt;trzeba mieć towarzysza na taki rejs&lt;br /&gt;dym zbiera słowa w pęczki co potem będą nasze tajne &lt;br /&gt;kiedy już naprawdę wpuścisz mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cicho się wślizgnę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;wpuść mnie &lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wszystkie szczegóły opowiem ci w środku &lt;br /&gt;mam siedem planów a każdy z nich ma&lt;br /&gt;dokładny rozrys moich zamiarów&lt;br /&gt;a każdy zamiar będzie pił cię do dna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zupełnie nie pada i nie jest romantycznie&lt;br /&gt;za Paryż robi francuski klucz&lt;br /&gt;niesiony przez hydraulika &lt;br /&gt;co schodzi po schodach a ty mnie wpuść&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;wpuść mnie &lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść&lt;br /&gt;wpuść mnie &lt;br /&gt;wpuść mnie&lt;br /&gt;no weź mnie wpuść&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/-UTpnot4ACs" frameborder="0" allowfullscreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wciąż, gdy już dopadnie mnie ten utwór, mogę przewijać i - od nowa, od nowa, od nowa… I gdy słucham to wiem, że jest we mnie uzależnienie od stanów wyobraźni, jakie wywołuje poezja…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2804451994337997574?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2804451994337997574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-9.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2804451994337997574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2804451994337997574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-9.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 9'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/-UTpnot4ACs/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5748238797186469175</id><published>2011-11-25T01:30:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T01:31:08.831+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>STREFY JĘZYKOWE</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8RY9Sh1Ia6Q/Ts7hv_h1YfI/AAAAAAAABVs/zBpTprXz8R8/s1600/lavinia-i-jej-corki-toskanska-opowiesc-p-iext3848742.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-8RY9Sh1Ia6Q/Ts7hv_h1YfI/AAAAAAAABVs/zBpTprXz8R8/s200/lavinia-i-jej-corki-toskanska-opowiesc-p-iext3848742.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5678724394784219634" /&gt;&lt;/a&gt;MARLENA DE BLASI&lt;br /&gt;„LAVINIA I JEJ CÓRKI”&lt;br /&gt;(TŁ. PAULINA OHAR-ZIMA)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A więc ugotujmy coś i rozmawiajmy. Jedzmy i rozmawiajmy.” [s.172]&lt;br /&gt;Właściwie nie musiałabym pisać nic więcej. Mogłabym tylko rzucić hasła – kobieta, jedzenie, miłość, rodzina, stół, bycie. I to byłoby wszystko, co jest w tej książce. I to byłoby wszystko, co jest najważniejsze. W życiu, w literaturze, w Deblasowszczyźnie… Ale napiszę jeszcze kilka słów, napiszę swój zachwyt i swój niesmak, napiszę głód, jaki znów towarzyszył mi przy czytaniu książki, napiszę emocje, jakie wywoływała Lavinia.&lt;br /&gt;Ta książka to w pewnym stopniu kontynuacja cyklu „Tysiąc dni w…”  - pamiętnika kobiety, która odwróciła się na pięcie, zakręciła wokół własnej osi i wylądowała w ramionach jagodowookiego Wenecjanina. I za nim, jak po sznurku, jak na smyczy, poszła w Wenecję, w Toskanię, w Orvieto. Teraz na chwilę jest w jednym miejscu. Skończyli remont pałacu, zaczynają nowe życie. W ich związku jakieś złe iskry, jakby tuż przed wybuchem. Fernando nie ma pracy i zazdrosny jest o każdą minutę, którą Marlena poświęca pisaniu. Chce ją ukraść literaturze, zabrać i zamknąć w wieży. Marlena się nie daje, ucieka do małej, skromnej leśniczówki przyjaciół. Stół, krzesło, kominek, kuchnia. I miejsce do pisania. I miejsce do spania. Tam Marlena układa swój świat – na półce książki, na biurku papier, w kuchni sery i oliwę z oliwek… Dostaje przykaz, żeby co dzień wieszać na drzwiach nowe bukiety kwiatów, które mają odstraszyć duchy i zaczyna swoją samotność. &lt;br /&gt;Niedaleko niej mieszka Lavinia – wyniosła, stara Toskanka, która nienawidzi obcokrajowców. A szczególnie takich, którzy osiedlają się we Włoszech i próbują nauczyć się żyć z miejscowymi, próbują urządzić tu swój dom, próbują ciabatty i ribolity… „(…)po co? Żeby odnaleźć siebie? Żeby siebie zatracić? To raczej tchórzliwe posunięcie. Co jest najważniejszym pragnieniem emigranta? Zacząć od początku? Dostać jeszcze jedną szansę? Często myślę, że to trochę jak rozwód. Człowiek zostawia drugą osobę, z prędkością błyskawicy znajduje nową i zaczyna proces od początku, idąc tymi samymi, znanymi ścieżkami. (…) Gdyby tylko ludzie zrozumieli, że to w nich samych powinna zajść zmiana.” [s.97] – mówi Lavinia do Marleny. To nie jest tak, że to przyjaźń, miłość od pierwszego spotkania, że kobieta wyczuła w drugiej kobiecie swoje odbicie. Marlena opisuje żmudną pracę, jaką jest poznawanie Lavinii, wszystkie te razy, gdy od jej twarzy odbijały się obelgi, pozostawiając ślady. Ale jednocześnie zrugana wraca – jakby Lavinia ją zaczarowała, jakby nie mogła się od niej uwolnić. Bo w istocie to piękna znajomość, piękna historia. &lt;br /&gt;Historia o plemieniu kobiet, o stadzie, na czele którego stoi Lawinia – osiemdziesięcioletnia silna, mądra, konserwatywna, uparta, gwałtowna, antypatyczna, ale tak bardzo kobieca – łączy w sobie milion kawałków, które składają się na ideę kobiety, te wszystkie cechy, które ma nasz ród, wady i zalety, mocne ręce do ugniatania ciasta i delikatne dłonie, do gładzenia po twarzy osoby, które się kocha. Silne nogi do tańca i chodzenia pod górę i piękne kolana, które zwracają uwagę mężczyzn. Serce, w którym mieści się cała miłość świata – do dziecka, do mężczyzny, do przyjaciółki… Przewodzi, ale w całej książce unosi się niesamowite pragnienie, by być razem – to wspólnota jest tak naprawdę najważniejsza, ten Dom, który staruszka stworzyła, cztery ściany, które wypełnione są śmiechem, wspomnieniami, wspólnymi posiłkami, opowieściami. Miejsce, gdzie każdy wraca, by usiąść u stóp Lavinii i słuchać historii – raz o wojnie, raz o jej mężu, raz o dzieciństwie, a czasami przepisu na sos, recytowanego z pamięci. W tym względzie to najbardziej dojrzała książka De Blasi -  przestaje zamykać się w świecie, w którym nie ma nikogo prócz niej i Fernanda, zaczyna odkrywać wspólnotę, Rodzinę. To książka jak soczysta, nabrzmiała figa, której sok spływa po brodzie.&lt;br /&gt;I mimo, że czasem mierzi mnie pretensjonalność De Blasi, jej upodobanie do marmurów, szezlongów, długich sukienek, kandelabrów, blichtru i przepychu, że mało mnie obchodziły problemy finansowe jej i Fernanda, że czasem jest zbyt banalna w swoich sądach i tak posłodzona, że aż nienaturalna, to za chwilę o tym zapominam – ulegam jej czarowi i czytam o wspólnym gotowaniu, gdy w jednej kuchni tańczy siedem kobiet i jestem tą ósmą, która przycupnęła z boku i patrzy z zachwytem. Ta książka to moje pole wyobraźni – obsadzam je kwiatami cukinii, wojenną historią i  wspólnym obiadem z chleba, oliwy i zupy fasolowej. I jak zwykle znajduję na swoim języku takie obszary, które do tej pory nigdy nie były drażnione. A język służy u De Blasi do dwóch czynności – smakowania i opowiadania. Słucham… Próbuję… Czytam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5748238797186469175?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5748238797186469175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/strefy-jezykowe.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5748238797186469175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5748238797186469175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/strefy-jezykowe.html' title='STREFY JĘZYKOWE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-8RY9Sh1Ia6Q/Ts7hv_h1YfI/AAAAAAAABVs/zBpTprXz8R8/s72-c/lavinia-i-jej-corki-toskanska-opowiesc-p-iext3848742.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2560045078051467333</id><published>2011-11-22T23:05:00.002+01:00</published><updated>2011-11-22T23:08:18.830+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>BEZ-DECHU…</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-bwOnwSDdscw/TswdR_Y7-JI/AAAAAAAABVg/t36YNEDhsnY/s1600/Krew-na-Placu-Lalek_Krzysztof-Kotowski%252Cimages_product%252C31%252C978-83-7648-952-0.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-bwOnwSDdscw/TswdR_Y7-JI/AAAAAAAABVg/t36YNEDhsnY/s200/Krew-na-Placu-Lalek_Krzysztof-Kotowski%252Cimages_product%252C31%252C978-83-7648-952-0.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677945425118361746" /&gt;&lt;/a&gt;KRZYSZTOF KOTOWSKI&lt;br /&gt;„KREW NA PLACU LALEK”&lt;br /&gt;PRÓŚZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka przygniotła moje myśli. &lt;br /&gt;Spadła na nie z wysoka, a ja nie byłam przygotowana. &lt;br /&gt;Trzech policjantów – Chudy, Szuchcik i Dareczek. Chudy leży w szpitalu, stracił przytomność na miejscu zdarzenia. Mówi coś o zwłokach, których jego współpracownicy nie mogą znaleźć. Upiera się przy swoim – wie, że tam, gdzie był na prywatnej, samozwańczej akcji, leżała nieprzytomna kobieta. Daje Dareczkowi i Szuchcikowi jej pamiętnik i przykazuje, żeby przeczytali do końca, nim osądzą jego i nieistniejącą ją. &lt;br /&gt;Policjanci, dość sceptycznie nastawieni, przekonani, że kolega zbyt mocno uderzył się w głowę, otwierają dziennik i natrafiają na najdziwniejszą sprawę w swojej karierze.&lt;br /&gt;Początek sugerował kryminał. Seria „Asy kryminału”, w której książka została wydana, sugerował kryminał. Nazwisko autora sugerowało kryminał. Nie spodziewałam się więc, że między rasowym policyjnym śledztwem, zaginioną kobietą, zaginioną dziewczynką i chorym policjantem dostanę traktat filozoficzny. Łatwopołykalny. Wciągający. Fascynujący i dający do myślenia. &lt;br /&gt;Akcja dzieje się dwutorowo – oprócz Szuchcika i Dareczka mamy też Marię. To matka kilkunastoletniej Martyny, która zaginęła. Maria chce ją za wszelką cenę odnaleźć - jedzie do małego miasteczka, w którym widziano Martynę po raz ostatni. Tam ulega pokusie (ja wyczytałam między wierszami, że jest alkoholiczką…) – pije z dwoma bezdomnymi kobietami i rano budzi się w pałacyku (w którym mieszkał Ogiński) – bez dokumentów i bez pieniędzy. Nad nią stoi ośmioletnia dziewczynka, której udaje się powiedzieć jedynie „Pomóż mi, pomóż mi, pomóż mi…” i tak nieskończoną ilość razy. Nie wiadomo, co tak przestraszyło dziecko, nie wiadomo kim jest i skąd znalazła się w pałacyku.&lt;br /&gt;Mistrzowski pomysł – coś na pograniczu fantastyki, thrillera parapsychologicznego i typowego kryminału. Jakiś miks, koktajl Mołotowa, który uderzy mnie tak mocno, że do teraz mam ślady. Cały dzień myślałam o tej książce, myślałam o jej przesłaniu. Rozgryzałam jej myśl przewodnią – że na świecie nie jesteśmy sami, że ktoś za nami stoi, ktoś, kto pomaga nam przejść przez życie, poświęca samego siebie w imię tego, żeby ktoś mógł przetrwać. Patetycznie to brzmi, mocno naciągnie – jak hymn pochwalny na czyjąś cześć. Ale ta książka nie ma w sobie nic z pomnika – jest kawałkiem świetnej literatury rozrywkowej, która zjeżyła mi włosy i pozostawiła niepokój w sercu na parę godzin. Nie mogłam przez nią spać i nakryłam się kołdrą po same uszy. Bo jednocześnie to zapis niewyobrażalnego okrucieństwa, jakim cechują się nasze czasy, to kronika ludzkiego strachu i bezgranicznej ufności dziecka w dobroć dorosłych – zaufania, które bardzo prosto jest połamać – jak pudełko kolorowych kredek. &lt;br /&gt;Okładka mówi wszystko o strachu, zawartym między linijkami tej książki.&lt;br /&gt;Tytuł mówi wszystko o niepokoju, jakim nacechowana jest ta historia.&lt;br /&gt;Nazwisko to jedno z tych, dzięki którym literaturę z naszego podwórka można też nazwać dobrą (choć bronimy się przed nią czasem bardzo zaciekle). &lt;br /&gt;Tym razem osądziłam po pozorach. Tym razem zachwyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2560045078051467333?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2560045078051467333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/bez-dechu.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2560045078051467333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2560045078051467333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/bez-dechu.html' title='BEZ-DECHU…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-bwOnwSDdscw/TswdR_Y7-JI/AAAAAAAABVg/t36YNEDhsnY/s72-c/Krew-na-Placu-Lalek_Krzysztof-Kotowski%252Cimages_product%252C31%252C978-83-7648-952-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7571038167014962526</id><published>2011-11-22T01:19:00.001+01:00</published><updated>2011-11-22T01:20:59.096+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MUSIAŁAM WIEDZIEĆ</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TbSU8sxm3uI/Tsrq2UwXjiI/AAAAAAAABVU/7pYMxTOqnGU/s1600/155x220.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-TbSU8sxm3uI/Tsrq2UwXjiI/AAAAAAAABVU/7pYMxTOqnGU/s200/155x220.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677608499259346466" /&gt;&lt;/a&gt;HARUKI MURAKAMI&lt;br /&gt;„IQ84 T.3”&lt;br /&gt;(TŁ. ANNA ZIELIŃSKA-ELLIOTT)&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za drzwiami toczyło się życie. Mama, Tata, Brat, Mąż i Dziewczyna jedli świeżo wyciągniętą z piekarnika pizzę, słyszałam w tle syk pieniącego się piwa, nalewanego do szklanki, ożywione głosy, rozmowy. Byłam w domu – tyle, że za innymi drzwiami. Podwójnymi – drzwi do sypialni lekko przymknięte i drzwi do IQ84, zatrzaśnięte, zdaje się, nie do otwarcia. &lt;br /&gt;Musiałam wiedzieć, co się stanie z Tengo i Aomame… Musiałam wiedzieć, czy się spotkają, bo serce łomotało mi tak, że nie mogłam go uspokoić. W trzecim tomie bowiem Murakami drażni się z czytelnikiem, bawi się w nim, rzuca małe kolorowe piłeczki słów, a potem uśmiecha się nieznacznie, gdy rozpryskują się na wszystkie strony i nie można ich złapać… Daje balkon, na którym siedzi Aomame i z którego, jeszcze na końcu części drugiej, widziała Tengo. Nie zdążyła dobiec na czas. Teraz sensem jej życia staje się czekanie. Co dzień, co noc, siaduje zawinięta w koc, z zieloną herbatą, z tomem „W poszukiwaniu straconego czasu” i patrzy na zjeżdżalnię, na której wtedy (w lutym, gdy wyszła druga część) widziała ukochanego. Jest drżeniem, gdy zawieje wiatr. Jest ciepłem, gdy rozgrzewa ją od środka zielona herbata. A Tengo ma do wykonania swoje własne zadania. Musi jechać do Miasta Kotów i tam dopełnić pewnej bardzo ważnej czynności.&lt;br /&gt;To inny Murakami niż zawsze. Przede wszystkim na dłoniach ma krew kilku istnień. Zabrał oddech, zabił. Ta książka, różowa, cukierkowa na okładce, w środku ma mrok. Gdy ją czytałam nie wierzyłam, że tak dużo przemocy można upchnąć obok tak wielkiej ilości miłości. Wszystko w jednej książce.  Ramię w ramię, noga w nogę. Zadziwiające też jest to w jaki sposób ta przemoc łączy ludzi, jak jest momentami konstruktywna. Jakby Murakami wołał „Taki jest dzisiejszy świat, pogódź się z tym i znajdź w nim ziarno, które chcesz zasiać!”. &lt;br /&gt;A poza tym to Murakami dokądś się spieszący… Jego poprzednie książki były niespieszne, flegmatyczne, rozciągliwe. Cuda i magia działy się między krojeniem ryby a prasowaniem, między układaniem ubrań na półkach a słuchaniem muzyki. Tu, szczególnie w trzecim tomie, nie ma prawie teraźniejszości. Są pościgi, detektywi, piec, w którym pali się zwłoki, powietrzne poczwarki, miasto kotów i mother i daugter… Cała inność nie dzieje się „przy okazji”, jest sensem… Wiem dlaczego – dlatego, że Aomame trafiła w trochę odwrócony świat, w świat IQ84, gdzie „nie przydają się żadne ustalone zasady ani wiedza, nie sposób więc przewidzieć, co może jej się przydarzyć.” [s.227]. Ale chciałam poczytać o tym, jak bohaterka robi sushi, czyta książkę, wynosi śmieci, rozmawia przez telefon, a dopiero potem widzi powietrzną poczwarkę – tymczasem tutaj normalność się zdarzała, zamiast się dziać… Ten świat miał wydźwięk bardzo negatywny, męczył mnie  i dusiłam się w nim. Nie czułam tego bujania, tej dziwnej lekkości, która była we wszystkich innych książkach Murakamiego. Tutaj nierzeczywistość mnie przerażała. Chciałam już wyjść z tego świata. Chciałam za ręce wyciągnąć  z niego Aomame, nie mogłam słuchać jej myśli tęskniących, jej nawoływań „Gdzie jesteś, Tengo? Znajdź mnie szybko. Zanim znajdzie mnie kto inny.” [s.85] Pułapka. Potrzask. &lt;br /&gt;Ale musiałam wiedzieć.&lt;br /&gt;Gdzieś ostatnio przeczytałam, że w tej chwili sława Murakamiego jest tak wielka, że nawet, gdyby nabazgrał jakieś bzdury na papierze toaletowym, to ludzie ustawili by się w kolejce, żeby to kupić. Myślę, że to poniekąd prawda. Murakami jest modny. Ja sama nie odpuściłabym żadnej z jego powieści, nie umiałabym nie przeczytać. Ale jednocześnie jest we mnie głęboko wielkie przekonanie, że Murakami nigdy niczego nie nabazgrze. Że nawet w powieści, którą czytam na bezdechu, żeby nie nawdychać się zbyt dużo negatywnych emocji, nawet tam opowie mi coś pięknego – jakąś miłość, jakąś przyjaźń, opowie o Prouście i powie, że:&lt;br /&gt;„-Przepraszam, ale być może nie uda mi się zwrócić ci Hecklera und Kocha (…)&lt;br /&gt;  -Nie szkodzi. To prezent ode mnie. Kiedy zacznie ci przeszkadzać, możesz go wrzucić do Zatoki Tokijskiej. To będzie mały krok na drodze do rozbrojenia świata.” [s.451]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7571038167014962526?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7571038167014962526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/musiaam-wiedziec.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7571038167014962526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7571038167014962526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/musiaam-wiedziec.html' title='MUSIAŁAM WIEDZIEĆ'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-TbSU8sxm3uI/Tsrq2UwXjiI/AAAAAAAABVU/7pYMxTOqnGU/s72-c/155x220.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2949584240279631249</id><published>2011-11-22T00:36:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T01:31:33.532+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 8</title><content type='html'>Murakami sprawił, że z niedzieli zrobił się poniedziałek. A nawet już wtorek. Murakami, który nie pozwolił mi odejść od IQ84 i Dom Rodzinny, do którego pojechałam na weekend. Pojechałam pobuszować z Mamą po sklepach, zmienić opony na zimowe, obejrzeć z Bratem kilka odcinków serialu (zawarliśmy pakt, że oglądamy tylko razem) i zjeść pizzę, którą robi mój Tata – najlepszą!!!!&lt;br /&gt;Dałam się opętać upływowi czasu, rozłożyłam ręce i szybowałam przez te dni, a czas oszukiwał i biegł dwa razy szybciej. Przegonił mnie i śmiał się ze mnie na mecie, gdy późnym wieczorem dojeżdżałam do Domu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego sięgnęłam po &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/ze-mna.html"&gt; „Solo”&lt;/a&gt;, które czytałam jakiś czas temu. Pamiętałam wiersz, który uderzył mnie w twarz – wiersz Otto Brinka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod krzewem tarniny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu&lt;br /&gt;By spojrzeć na ciebie żono&lt;br /&gt;Muszę pracować&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu&lt;br /&gt;By cię pogłaskać mężu&lt;br /&gt;Muszę sprzątać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu żono&lt;br /&gt;Powiedzieć ci co mnie porusza&lt;br /&gt;Muszę do kolegów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu mężu&lt;br /&gt;By cię wysłuchać&lt;br /&gt;Dzieci płaczą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu &lt;br /&gt;Na miłość żono&lt;br /&gt;Chcę mieć dom&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu &lt;br /&gt;Na łóżko mężu&lt;br /&gt;Goście przyjdą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce będę miał czas żono&lt;br /&gt;Pod krzewem tarniny na cmentarzu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja także mężu&lt;br /&gt;Przy tobie w grobie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wyszłam z domu o 10. Gdy otworzyłam oczy nie było już Męża – ciemnym, choć już dniem -  poszedł do pracy.&lt;br /&gt;Dziś przyszłam do domu o 22.13 – Mąż spał… Wpakowałam się do łóżka w ubraniu i leżąc obok słuchałam Jego oddechu. Żeby wyczytać z Niego, jaki miał dzień, czy zjadł na pewno śniadanie, czy zdarzyło Mu się coś miłego. &lt;br /&gt;Mam ochotę krzyczeć na uciekający czas. Że choć raz, choć czasem, choć na chwilę mógłby przestać. Że i Czasowi należy się urlop, a wtedy skorzystam ja i mój Mąż. Że gdy czas się zatrzyma, będę mogła patrzeć w Jego kolorowe oczy i nic więcej. Żadnego tykania zegara. Żadnego prania. Żadnego obierania ziemniaków. Żadnego grafiku… Policzyłabym włosy na Jego głowie. Każdemu pieprzykowi na ciele nadałabym imię. Poczytałabym Mu wiersze. Opowiedziała bajkę o dżdżownicy, którą usłyszałam od Brata. &lt;br /&gt;I zaraz moje myśli uciekają do haiku, które też znalazłam w książce Raduńskiej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój dom spłonął.&lt;br /&gt;Już nic&lt;br /&gt;Nie zasłania księżyca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Masahide]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mam ochotę usłyszeć piorun uderzający w pień mojego drzewa – jakiś wstrząs okrutny, po same czubki palców. Będzie bolało – ale to najpierw – a potem będzie niebo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Smutno dziś, ale wierzę, że optymistycznie (i to wcale nie paradoks…)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-m-I_Z-7zNGY/Tsrg0jJYCGI/AAAAAAAABVI/k4JN5uLCl7s/s320/P1060135.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677597473646315618" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2949584240279631249?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2949584240279631249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-8.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2949584240279631249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2949584240279631249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-8.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 8'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-m-I_Z-7zNGY/Tsrg0jJYCGI/AAAAAAAABVI/k4JN5uLCl7s/s72-c/P1060135.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2497543761937655109</id><published>2011-11-17T23:40:00.002+01:00</published><updated>2011-11-17T23:43:45.731+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>NIE-TERMINATOR (ZAŻALENIE)</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-l0sQxwMIiz4/TsWOFklxj4I/AAAAAAAABU8/S6Ov0sSwmkY/s1600/Requiem-dla-wilka_Maria-Nurowska%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7747-517-1.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-l0sQxwMIiz4/TsWOFklxj4I/AAAAAAAABU8/S6Ov0sSwmkY/s200/Requiem-dla-wilka_Maria-Nurowska%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7747-517-1.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676099131742982018" /&gt;&lt;/a&gt;MARIA NUROWSKA&lt;br /&gt;„REQUIEM DLA WILKA”&lt;br /&gt;WAB, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem zdania, że historie raz opowiedziane nie zyskują, na ogół, na reaktywacji. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2010/10/wykorzystaj-mnie.html"&gt;„Nakarmić wilki” &lt;/a&gt; zrobiły na mnie wrażenie – tematyką, językiem, mocnym zakończeniem, pomysłem, obrazowością, Bieszczadami. Niecierpliwie przebierałam nóżkami, gdy usłyszałam o „Requiem dla wilka”. Chciałam znów odwiedzić bieszczadzkie stado, chciałam zatopić się w las, chciałam usłyszeć wycie – takie, od którego dreszcz, jak iskra, biegnie, z góry na dół, drętwieją stopy- tylko na ułamek sekundy, ale to jak wstrząs.&lt;br /&gt;Tym razem w góry wybiera się Joanna – dziewczyna po filmówce, która chce stworzyć swój pierwszy film. Jego bohaterem ma być genialny reżyser Glinicki, który przerwał karierę i zaszył się w Bieszczadach. Dla Joanny był guru, nauczycielem na odległość, to na jego filmach wyhodowała swoją miłość do kina, na jego filmach rozpracowywała warsztat. Teraz chce jemu poświęcić swój pierwszy pełnometrażowy film- w hołdzie i chyba trochę w podziękowaniu. Jedzie w góry kompletnie nieprzygotowana – nie zna Bieszczad, zakapiorów i mentalności bywalców Siekierezady. Odbija się od odmowy Glinickiego i niespodziewanie ląduje w chatce, w której w „Nakarmić wilki” mieszkali Kasia, Olgierd i Klunej. Już tu zaczęło mi zgrzytać – samotna kobieta w samotnej górskiej chatce. Bez ogrzewania – piec opalany drewnem, z wodą przynoszoną ze strumyka. Ale ona była zafascynowana i cieszyła się ciszą. I planowała swój nowy film – postanowiła nakręcić dokument o Katarzynie. No i oczywiście bardzo zainteresowały ją wilki i postanowiła odnaleźć watahę w górach, posługując się mapą… A, jest jeszcze coś, niespodziewanie okazało się, że jej najbliższym sąsiadem jest nie kto inny jak Glinicki… I oczywiście Joanna sobie radzi, choć od czasu do czasu wygasa jej w piecu, oczywiście znajduje wilki, choć chyba niedokładnie te same, ale przynajmniej jeden z nich to ten, o którym czytała w dzienniku Katarzyny. &lt;br /&gt;Nurowska dała więc fascynujący popis niekompetencji – ciekawa jestem, co na tę część powie trójka młodych ludzi, która pracowała z nią nad „Nakarmić wilki” – przyrodnicy, pomagający w wyjaśnieniu zwyczajów wilków. &lt;br /&gt;Gdy zestawiam ze sobą obydwie bohaterki – Katarzynę i Joannę, w tej drugiej widzę tylko pokraczną karykaturę, małą dziewczynkę, która przebrała się w za duże buty mamusi i umalowała szminką usta. Kasia byłą silna, mocna, zdecydowana. I kompetentna. A Joanna jest rozchwiana emocjonalnie, śmieszna i nie zamarzła w chacie w górach tylko dlatego, że to powieść i autorka ochroniła ją ciepłem własnych dłoni. &lt;br /&gt;Katarzyna wyła z watahą, ale nigdy nie ośmieliła się zakłócać jej życia, wiedziała, na jaką odległość może podjeść do wilka i zdawała sobie sprawę z dzikości tych zwierząt. Joanna zaś kładzie sobie łeb wilka na kolanach i traktuje jak maskotkę, trochę przerośniętą i puszystą. Jak to możliwe, że wilk położył łeb na kolanach człowieka – tylko dlatego, ze inna kobieta kilka lat wcześniej, w innej powieści, była oddana wilkom do utraty tchu? Naciągane… Powieściowe… Zresztą sama Joanna właściwie ośmiesza się na kolacji u leśniczego – nie umie stanąć po żadnej stronie, ani po stronie obrońców wilków, ani po stronie tych, którym wilki dziesiątkują stada. &lt;br /&gt;Żaden bohater w tej powieści nie jest dla mnie realny. Olgierd, który w pierwszej części był tajemniczy, mądry, ale szorstki, przywodził mi na myśl Heathcliffa z „Wichrowych wzgórz”, tu stał się żałosną karykaturą samego siebie. Odarty z wszelkiej godności. Z czarowności. &lt;br /&gt;Film, który był sensem życia Joanny tak naprawdę nie powstał na kartach powieści – był pretekstem i jako pretekst z niknął, rozpłynął się. Więcej w tej powieści polityki – katastrofy smoleńskiej i prezydenta, niż realizacji zamierzeń bohaterki.&lt;br /&gt;Czuję się jako czytelnik, sprowadzona do własnego portfela – wiem, że każdy pisarz pisze, by zarabiać, że to praca, jak każda inna, jak sprzedawanie chleba i odgarnianie śniegu sprzed bloku (oczywiście w sensie jej celowości jako środka do życia) – nie mam o to najmniejszych pretensji. Ale trzeba mieć do czytelnika szacunek, bo czytelnik jest pamiętliwy…&lt;br /&gt;A ta książka to jak telenowela w odcinkach – jest wszystko, co potrzebne – śmierć, niechciana ciąża, dylemat miłosny… i tylko Bieszczad brak, i tylko wilków nie słychać…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety – jedyną dobrą reaktywacją, jaka w tej chwili przychodzi mi na myśl był „Terminator 2” (no i fakt – &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/mruczac-jak-kot.html"&gt; drugi kryminał Mikiego Waltari &lt;/a&gt;) – niniejszym uprasza się więc o pozostawienie bohaterów części pierwszej w częściach pierwszych i nie budzenie ich w celu przywracania do zombicznego* życia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*pochodzi oczywiście od „zombie” – te stwory wstają z grobu nie całkiem żywe i nie całkiem martwe i – zaskakujący zbieg okoliczności – zazwyczaj po to, by mordować…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2497543761937655109?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2497543761937655109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/nie-terminator-zazalenie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2497543761937655109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2497543761937655109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/nie-terminator-zazalenie.html' title='NIE-TERMINATOR (ZAŻALENIE)'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-l0sQxwMIiz4/TsWOFklxj4I/AAAAAAAABU8/S6Ov0sSwmkY/s72-c/Requiem-dla-wilka_Maria-Nurowska%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7747-517-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-784696423712569791</id><published>2011-11-15T00:36:00.001+01:00</published><updated>2011-11-15T00:37:32.598+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MRUCZĄC JAK KOT</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--8LX0hXz-qI/TsGmNdSH6uI/AAAAAAAABUw/wB99oD0cBog/s1600/Blad-komisarza-Palmu_Mika-Waltari%252Cimages_big%252C31%252C978-83-08-04785-9.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--8LX0hXz-qI/TsGmNdSH6uI/AAAAAAAABUw/wB99oD0cBog/s200/Blad-komisarza-Palmu_Mika-Waltari%252Cimages_big%252C31%252C978-83-08-04785-9.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674999755592690402" /&gt;&lt;/a&gt;MIKA WALTARI&lt;br /&gt;„BŁĄD KOMISARZA PALMU”&lt;br /&gt;(TŁ. SEBASTIAN MUSIELAK)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koty – o ile znam troszeczkę ich pokrętną naturę – mruczą z radości i zadowolenia. Na przykład, gdy ktoś je głaszcze pod brodą. Ja mruczę z radości i zadowolenia, gdy mam przyjemność spotkać komisarza Palmu. Grubaśnego, lubiącego dobrze wypić i zjeść, ale nigdy nie mającego na to pieniędzy (bo przecież jest na pensji urzędniczej), bystrego, zaczepnego, figlarnego i pociesznego policjanta, który bezbłędnie rozwiązuje zagadki kryminalne. Tak, bezbłędnie, choć błędy popełnia, co w części drugiej zostanie unaocznione. Część pierwsza cyklu &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/ja-juz-wiem.html"&gt;„Kto zabił panią Skrof?”&lt;/a&gt; dostarczyła mi tyle niekłamanej uciechy, że nie wahałam się ni chwili, gdy zobaczyłam, że Palmu wychodzi po raz drugi ze swego biura i rusza w miasto. Absolutnie nie wierzyłam też w jego błąd, choć przyznać muszę, że w istocie go popełnił. &lt;br /&gt;Tym razem trupem pada mężczyzna – Brunon Rygseck, jeden z akcjonariuszy potężnego koncernu Rykamo, najbardziej liczącego się w całych Helsinkach. Bruno za życia oprócz tego, że był bogaty, to był nieco szalony – przyprawiał sobie rogi i kierował ruchem, albo wymyślał gry, w których każdy z uczestników miał popełnić najobrzydliwszą z możliwych zbrodnię. Tego jesiennego poniedziałkowego poranka w tamtych czasach, kiedy jeszcze nie wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż teraz” [s.5] bogaty i szalony Bruno poślizgnął się w swojej własnej łazience na mydle i wyzionął ducha. Porucznik Hagert na szczęście wysyła na miejsce Palmu, żeby dopełnił formalności i sprawdził ów nieszczęśliwy wypadek. Wraz z Palmu do rezydencji Rygsecka udaje się oczywiście technik Kokki i narrator powieści – początkujący pisarz, pomocnik Toivo Virt. Na miejscu zastają dom pełen ludzi – jest tam służący Bruna, jego znajomi, rodzina i podwładny, a w łazience, gdzie leżą zwłoki, które zwłokami okazują się nie być, jest zapalone światło. Komisarz Palmu obchodzi dookoła przeogromną łazienkę i dochodzi do wniosku – to było morderstwo. A ja zacieram ręce i muszę z pewną dozą wstydu stwierdzić, że cieszę się, iż Bruno podzielił los pani Skrof i dopiero co powołany do życia, stracił oddech. A cieszyłam się dlatego, że kolejny raz miałam okazję zobaczyć w akcji komisarza Palmu, który „gromadzi bezdyskusyjne fakty, właściwie je ze sobą łączy, a potem wyciąga oczywiste wnioski”[s.8] Jest w tym fascynujący, zabawny i bawi się z zapatrzonym w niego pomocnikiem, a poprzez jego osobę tak że ze mną. Jego sposób prowadzenia śledztwa przypomina mi dziecięcą grę w przekładanie sznurka  zaczepionego o palce – motanie, pętlenie, coraz bardziej zasupłane, ale na samym końcu powstaje piękna przeplatanka, na której widać szeroki od ucha do ucha uśmiech. &lt;br /&gt;W trakcie śledztwa podaje kilka rozwiązań sprawy, każdej postaci przypisuje motyw i wiarygodne sposób wykonania zbrodni – podaje kryminał w kryminale, alternatywne wersje i pięć powieści w jednej, a sam uśmiecha się przy tym pod nosem, bo wie, kto tak naprawdę odebrał Brunonowi dech. &lt;br /&gt;To elegancki kryminał. A Mika Waltari jest moim numerem jeden jeśli chodzi o stopień zaintrygowania i język, jakim każe się posługiwać swoim postaciom. Bo jak można nie kochać Palmu, który oznajmia przeuroczo: &lt;br /&gt;„Punktualność jest grzecznością królów(…). Co prawda jestem zdeklarowanym demokratą, niemniej i od królów możemy uczyć się rzeczy wartych naśladowania.” [s.203], a przy tym zauważa każdy najdrobniejszy szczegół w swoim otoczeniu? Jak można nie kochać komisarza, który na pewno wiedziałby, jakiego koloru są Twoje oczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-784696423712569791?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/784696423712569791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/mruczac-jak-kot.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/784696423712569791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/784696423712569791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/mruczac-jak-kot.html' title='MRUCZĄC JAK KOT'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--8LX0hXz-qI/TsGmNdSH6uI/AAAAAAAABUw/wB99oD0cBog/s72-c/Blad-komisarza-Palmu_Mika-Waltari%252Cimages_big%252C31%252C978-83-08-04785-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7466302727288599057</id><published>2011-11-13T20:41:00.004+01:00</published><updated>2011-11-13T20:47:59.488+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 7</title><content type='html'>Były takie czasy, że nie było Internetu. Były takie czasy, że nie każdy miał w domu drukarkę. Nawet komputer nie królował wszędzie. I dzisiejsza historia będzie o takich czasach. O DIY czyli Do It Yourself. Znaczyło to tyle, że ludzie, którym się chciało pisali wiersze. Ludzie, którym się chciało malowali plakaty. Ludzie, którym się chciało pisali piosenki i czasem nawet ktoś dawał zaśpiewać im te piosenki w małym osiedlowym klubiku, albo w Domu Kultury. &lt;br /&gt;Był Tomasz Zawilski, który mieszkał w Pile. Nigdy nie poznałam go osobiście, jedynie pisaliśmy do siebie listy – papierowe, pachnące atramentem, pełne skreśleń, gdy źle sformułowało się jakąś myśl. Takie, od których bolała ręka. Tomasz stworzył Burdel Wydawniczy Wiatrów Piekieł, w którym mozolnie i ręcznie składał tomiki młodych poetów, często genialnych, a czasem tylko młodych. Wynajdował rysunki, kawałki gazet, obrazy, a potem wycinał literki, pisał na maszynie i wszystko składał w maleńkie czarno-białe książeczki odbijane na xero. Dostałam kiedyś taką książeczkę, której autorem był &lt;a href="http://muzyka.wikia.com/wiki/Rafał_Szymański"&gt;Rafał Szymański&lt;/a&gt;. Rafała troszkę znałam. Najpierw byłam nim zafascynowana – ja uczennica Szkoły Podstawowej, a on student, który przyszedł nas uczyć. I miał piękne dready, które tak mnie fascynowały, że nie byłam w stanie słuchać, co mówi na lekcji. Poczta pantoflowa, szeptanie na korytarzach i wywiad zdeterminowanych nastolatek wykazały, że Rafał gra w zespole Ewa Braun – pierwsze kasety, przegrane w taki sposób, że więcej tam było słychać szumów, niż muzyki… Potem co jakiś czas spotykaliśmy się tu i tam. W mieście i poza nim. Więc gdy dostałam dość magicznie ten tomik (pocztą, z dalekiej Piły, gdy sam autor mieszkał kilka ulic ode mnie) widziałam te wiersze zupełnie inaczej. Przez jakiś pryzmat. Na kolorowo, choć są bolesne i mocno krzykliwe. Niespokojne. Tomik „Dupa” nie jest grzeczny. Bo nie ma powodu być. Jest szare miasto. Smutne. Jest podział na skinów i brudasów. Jest mało koncertów. I nie ma pracy. I jest chyba tylko miłość, dzięki której jeszcze cokolwiek się udaje. Pamiętam, że gdy przeczytałam ten tomik bez tchu od deski do deski (od trzeciejstrony do dwudziestejtrzeciejstrony), a potem jeszcze i jeszcze, to siadłam przy biurku i napisałam do Rafała list, który posłałam pocztą te kilka ulic dalej jeszcze tego samego dnia. I pytałam go w nim czy ma receptę na życie, na dupę… A on chyba mi nawet odpisał. Że nie ma.&lt;br /&gt;Dziś mieliśmy z Mężem napad sprzątania, przekładaliśmy z miejsca na miejsce blaszki do ciasta i salaterki, kupiliśmy liściom laurowym i zielu angielskiemu nowe słoiczki z kolorowymi zakrętkami. A ja uskuteczniłam własne poszukiwania. Tomiku „Dupa” – znalazłam, zamyśliłam się, uśmiechnęłam. Nigdy chyba nie będę go czytać tak, jak powinno się go czytać. Jak manifest młodości, zranionego chłopako-mężczyzny, który stoi na progu dorosłości i nie jest w niej tak, jak chciałby żeby było. Jak zaprzeczenie przeszłości – ja będę inny, nigdy nie stanę się taki, jak moi rodzice. Jak obronę wewnętrznego światła przed atakiem codzienności. Czytam go zawsze przez pryzmat nieco zakochanej nastolatki. &lt;br /&gt;Ale i wtedy i teraz dwa wiersze robiły/robią na mnie największe wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Zestawiam je dziś razem, choć dzieli je w tomiku kilka stron. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pJYazFUSVDY/TsAetG01cDI/AAAAAAAABUY/VN07d-RxCXA/s400/P1060133.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674569290761990194" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ten pierwszy („Sperma”) jest gdzieś w środku – mocny, dosadny, pełen żądzy, męski i najeżony. Samczy. Krzyczy, uderza otwartą dłonią w twarz. Śmieje się ze mnie i nie daje mi spokoju. Od wtedy. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-8YR0KTt3Rp0/TsAe3hSR3mI/AAAAAAAABUk/mS1aByLPrgg/s400/P1060134.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674569469663501922" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Ale cały tomik kończy ten drugi wiersz. &lt;br /&gt;Nastrojowy i zupełnie inny. Trochę bardziej uładzony. Zrezygnowany nieco. Są w nim dwa wina malinowe i Joy Division – to tak, żeby nie wyjść całkowicie bez twarzy. To tak, żeby jeszcze zostawić sobie coś z tych marzeń. Ale jest też na dywanie mały człowiek i małe mieszkanie. To chyba mała stabilizacja, a przecież miało być „nigdy się nie ożenię…”. Zawsze czytam te dwa wiersze razem. Po „Spermie” szybko przewracam strony i upewniam się, że jest „[Pokocham ciebie…]”. &lt;br /&gt;I dziś nie mam co prawda wina malinowego, a z głośników płynie nie Joy Division, nawet nie Ewa Braun czy Nirvana, a  Alina Orlova, to jednak siadam i piję filiżankę miętowo-truskawkowej herbaty i uśmiecham się do Rafała przez wszystkie kilometry, które nas dzielą. I uśmiecham się do tego wiersza. I wiem, że tak naprawdę każdy, kto pisze takie tomiki w głębi duszy woli zasadzić drzewo niż szukać nieustająco.&lt;br /&gt;Twoje zdrowie Rafał…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-CAzgyhPwExY/TsAeXX5PZ5I/AAAAAAAABUM/HjcJUFrz4CY/s320/P1060131.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674568917386749842" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7466302727288599057?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7466302727288599057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-7.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7466302727288599057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7466302727288599057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-7.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 7'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pJYazFUSVDY/TsAetG01cDI/AAAAAAAABUY/VN07d-RxCXA/s72-c/P1060133.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4033105913443985284</id><published>2011-11-11T00:11:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T00:15:27.885+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>BEZ-CENZURA</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SyvQF6wVfyk/TrxabTDLYYI/AAAAAAAABUA/aUTtSO1Sxbk/s1600/Niewyznane-grzechy-siostry-Juany_Kyra-Galvan%252Cimages_product%252C19%252C978-83-62745-00-5.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-SyvQF6wVfyk/TrxabTDLYYI/AAAAAAAABUA/aUTtSO1Sxbk/s200/Niewyznane-grzechy-siostry-Juany_Kyra-Galvan%252Cimages_product%252C19%252C978-83-62745-00-5.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673509055596552578" /&gt;&lt;/a&gt;KYRA GALVAN&lt;br /&gt;„NIEWYZNANE GRZECHY SIOSTRY JUANY”&lt;br /&gt;(TŁ. PAULINA BOJARSKA – GARGULIŃSKA)&lt;br /&gt;MAŁA KURKA, PIASTÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Juana_Inés_de_la_Cruz"&gt;Siostra Juana Ines de la Cruz&lt;/a&gt; to postać historyczna. Żyła w XVII wieku i była oświeconym umysłem swoich czasów. Była gwiazdką, która spadła z nieba na ziemię i na ziemi miała oddawać światło swojej wiedzy. Piękna, inteligentna, oczytana, interesująca się astronomią, pisząca poezje i dramaty, kobieta, która szła przez swoje czasy chyba ciut wyżej, niż inne kobiety – jakby nigdy naprawdę nie dotykała stopami bruku.&lt;br /&gt;Kyra Galvan pokusiła się o dorysowanie siostrze Juanie bujniejszych włosów, oblekła ją w piękne suknie, dodała na palec pierścień i tak ucharakteryzowaną wpuściła na strony swojej książki. Doczowieczyła ją, dając jej ciało z krwi i kości, dopowiedziała fascynującą historię – nie wiadomo, czy choć trochę prawdziwą.&lt;br /&gt;Wszystko zaczyna się od Laury Ulloa, która w poszukiwaniu materiałów do swojej pracy doktorskiej trafia do Archiwum Indii Zachodnich, a tam, wśród kompletnie niezwiązanych z tym dokumentów, znajduje pamiętniki Isabel Marii de San Jose – siostrzenicy samej siostry Juany. Początkowo czyta ja tylko z ciekawości, później śledzi z zapartym tchem, by w końcu odnaleźć w nich cząstkę historii, cząstkę siebie i swego pomysłu na życie.&lt;br /&gt;W pamiętnikach Isabel opowiada o siostrze Juanie bez habitu, o kobiecie, która znalazła się w klasztorze przez przypadek, o kobiecie ognistej, brawurowej, o odważnej, silnej poetce, która będąc za murami klasztoru pisała wiersze miłosne do swoich kochanków. Opowiada to wszystko na prośbę samej Juany, opowiada, by nie zaginęło i by trwało wciąż jako świadectwo. Laura zaś trafiając na rękopisy wplątuje się w intrygę, z której niełatwo będzie jej wyjść obronną ręką.&lt;br /&gt;Ta książka jest dość przewrotna – już sam tytuł sugeruje, że czytelnik zostanie dopuszczony do tajemnicy, że wejdzie w świat, na którego istnienie byli ślepi wszyscy historycy, opisujący życie zakonnicy. Grzech kontra habit – taka walka, która w ogóle nie powinna mieć miejsca, tutaj toczy się nieustannie. Samo to, że Juana ma dostęp do ogromnej ilości ksiąg, że na portrecie, jaki znamy współcześnie jest namalowana w bibliotece, że pod jej władzą tak właściwie był cały klasztor – to już przekraczanie ram, do jakiego nie przywykliśmy. Siedemnastowieczna kobieta to kobieta niewidzialna. Niewiele wiemy o tym, jak myślały tamte kobiety, niewiele dawano im praw, prócz prawa do bycia i ukrywania się w zakamarkach domu, do zabaw salonowych, bądź do służenia mężczyźnie. Tymczasem Juana to naukowiec w spódnicy, wszechstronna i bardziej męska, niż niejeden z mężczyzn, jakich spotkała na drodze, a jednocześnie piękna kobiecością, na którą nie ma miary. Dzięki jej postaci uwidacznia się rola kobiet w funkcjonowaniu świata – i to nie tylko ta wersja, w której piorą skarpetki i gotują obiad mężczyznom, którzy zbawiają świat, ale także ta, w której dzielą się swoją wiedzą i czasem są wonderwoman, które mogą wzlatywać w niebo z równą lekkością co superman. Co zadziwiające, w tej książce mężczyźni nie są w ogóle o to zazdrośni, wysławiają Juanę i każdy, na którego drodze stanie, potrafi docenić jej geniusz. To też chyba taki dodatek od współczesnej pisarki, która podziwia postać historyczną – pomaga jej, otwiera jej wszystkie drzwi i trochę ułatwia życie – choć nie było ono usłane przysłowiowymi różami. Już raczej przysłowiowe kamienie na drodze jej wyrastały… &lt;br /&gt;Mimo wszelkich starań ze strony autorki mnie Juana nie przekonała – była dla mnie zbyt nierzeczywista, zbyt silna. Większe wrażenie zrobiła na mnie postać Isabeli – która jako dziecko została przez rodziców oddana do klasztoru, na wychowanie do swojej ciotki Juany. To kobieta-mysz, kobieta zapatrzona w Juanę, wiernopoddańczo jej służąca, ale zazdrosna i marznąca w jej cieniu. Czasem w jej pamiętniku widać to bardzo – to, jak chciałaby wznieść się nad ziemię tylko trochę, żeby dotknąć Juany i przegonić ją choć na chwilę, być też zauważoną, kochać, przypomnieć sobie, że ma się ciało. Żyje trochę jej życiem i dlatego też po śmierci ciotki nie porzuca opisania jej dziejów, tylko wypełnia obietnicę do samego końca.&lt;br /&gt;Niesamowite w tej książce jest też to, że tak otwarcie, mocno i głośno krytykuje kościół. Że otwiera jego brzuch, wyciąga na wierzch wnętrzności i jest władna powiedzieć, że wiele z nich jest zepsutych. Robi to pod płaszczykiem siedemnastowiecznych czasów, ale tak naprawdę wiele w tej krytyki to hasła, które można napisać na murach kościoła także dziś. To bardzo ważny temat, ale temat tabu – przynajmniej w Polsce, dlatego tak bardzo cieszę się, że jednak ta książka po polsku również wyszła. Można by przecież wstrzymać druk i zamknąć usta kobiecie, która mówi o tym, jak bardzo kościół nie lubi oczytanych, mądrych ludzi, którzy potrafią samodzielnie myśleć.&lt;br /&gt;W powieści (bo jednak nie należy zapominać, że ta książka to powieść, a nie biografia poparta faktami historycznymi) przeplata się przeszłość i teraźniejszość. I ja kupuję tylko tę część, gdzie nurkuję w XVII wiek. Część współczesna to łzawy melodramat, pisany dużo gorszym językiem, telenowela hiszpańsko-brazylijsko-grecka, pełna Jamesa Bonda i nieprawdopodobnych zwrotów akcji, które właściwie miały za zadanie powiedzieć tylko to, że na dnie archiwów kościelnych wciąż skrywane są tajemnice, których się nie spodziewamy. Jednak uważam, że Isabela powiedziała by to tak samo wyraźnie, bez pomocy niezdecydowanej, chwiejnej, ptysiowatej Laury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mała Kurka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4033105913443985284?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4033105913443985284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/bez-cenzura.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4033105913443985284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4033105913443985284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/bez-cenzura.html' title='BEZ-CENZURA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SyvQF6wVfyk/TrxabTDLYYI/AAAAAAAABUA/aUTtSO1Sxbk/s72-c/Niewyznane-grzechy-siostry-Juany_Kyra-Galvan%252Cimages_product%252C19%252C978-83-62745-00-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-735673864517672062</id><published>2011-11-06T22:38:00.001+01:00</published><updated>2011-11-06T22:40:05.008+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 6</title><content type='html'>Cały czas mam w sobie strach, że jesień się nagle skończy. Cały czas boję się zimy i tego, że jednego dnia wstanę ze snu i będę miała zamarznięte rzęsy. Bo ciągle jeszcze otwieram okno na cały dzień. Bo ciągle jeszcze nie mam zimowych butów i zimowej kurtki. Igram z niskimi temperaturami i sama nie mogę się zdecydować w co wierzę - czy jeśli kupię kozaki to sprowadzę zimę, czy jeśli nie kupię, to ona przyjdzie, żeby mnie ugryźć w mały palec u nogi.&lt;br /&gt;Ale dziś byliśmy na pustkowiu. Bo ciągle jeszcze była dobra jesień. Bez deszczu i bez kaloszy. Z magicznym słońcem, które co prawda nie grzeje, ale i tak rozpuszcza w organizmie witaminę D. Wsiedliśmy w samochód i wyjechaliśmy daleko-niedaleko. Niedaleko, bo to przecież w mieście, wciąż mogę dojechać prawie na miejsce tramwajem. A daleko, bo do lasu, bo tam, gdzie na drodze leżą bale ściętego drzewa, tam, gdzie słyszałam jakieś ptaki, wołające się nawzajem, zapraszające się na pestki szyszek, a tak bardzo zdziwiłam się, gdy usłyszałam ludzki głos – inny niż swój i Męża. Szybki spacer, bo trwał tylko 40 minut, szybki, bo ubrałam zbyt cienką kurtkę i nie wzięłam rękawiczek. Ale widziałam magiczne światło. Naładowałam baterie na przyszły tydzień. Trzymałam za rękę Męża i bez pośpiechu szliśmy przez pustkowie. &lt;br /&gt;O tym jest dzisiejszy wiersz. O skutkach cywilizacji. O tym, że dziwimy się pięknu natury, bo tak bardzo zapominamy, jak wygląda liść. O tym, że w głębi lasu nie działa telewizor, że czasami komórka nie ma zasięgu. I o tym, że chyba już nie do końca potrafimy tak żyć – bo w lesie robi się naprawdę ciemno, tak, że nie widać własnej ręki, którą usilnie macha się przed twarzą. O tym, że to nie takie proste – uciec „nad rozlewisko” i tam być. Że tego się trzeba nauczyć i być wobec tego pokornym. I najważniejsze – że tam jesteśmy sami naprzeciwko siebie. Bez pomalowanych oczu. Bez szklanki wina. Tylko Ty i ja. I trzeba umieć być w takim odarciu z maski. Trzeba umieć iść po szeleszczących liściach i wiedzieć, co powiedzieć drugiej osobie. Albo umieć nic nie mówić. I patrzeć razem na ślimaka bez skorupy i zastanawiać się, czy to możliwe, że ślimak zgubił swój dom… To piękne, gdy idziesz na pustkowie z właściwą osobą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marcin Świetlicki - Wakacje&lt;br /&gt;Więc po co zamieszkali na pustkowiu? Aby&lt;br /&gt;Letnią nocą oglądać rewię brzuchów owadów&lt;br /&gt;Na czarnych szybach&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Więc po co zamieszkali na pustkowiu? Aby&lt;br /&gt;Dziecko się chociaż trochę uwolniło od &lt;br /&gt;Batmana i Spidermana.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Więc po co zamieszkali na pustkowiu? Aby&lt;br /&gt;Leśny bałagan stał się trochę chociaż&lt;br /&gt;Porządkiem dla nich.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Więc po zamieszkali na pustkowiu? Aby więcej kochać.&lt;br /&gt;Lecz przyszedł upiór&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Padł cień.&lt;br /&gt;Przyszedł upiór.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Miał bliżej na pustkowie.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-RuYuSAU5AV8/Trb-nuwSIsI/AAAAAAAABT0/T28ygvF510s/s320/P1060012.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672000739238617794" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-735673864517672062?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/735673864517672062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-6.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/735673864517672062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/735673864517672062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-6.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 6'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RuYuSAU5AV8/Trb-nuwSIsI/AAAAAAAABT0/T28ygvF510s/s72-c/P1060012.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1664794430061109879</id><published>2011-11-04T21:03:00.003+01:00</published><updated>2011-11-04T21:06:25.420+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>…ZE MNĄ</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7L0RqesgjPw/TrRFeqVJ8JI/AAAAAAAABTc/FQSNGGrKqKs/s1600/54609402062KS.obr" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-7L0RqesgjPw/TrRFeqVJ8JI/AAAAAAAABTc/FQSNGGrKqKs/s200/54609402062KS.obr" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671234223827710098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;SONIA RADUŃSKA&lt;br /&gt;„SOLO”&lt;br /&gt;DOBRA LITERATURA, SŁUPSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kłaniam się tej kobiecie i innym dojrzałym kobietom.&lt;br /&gt;Jesteśmy jak śliwki węgierki wiszące na drzewie w październiku; trochę już podmarznięte, zmarszczone, ale najsłodsze i gęste od treści.” [s.21]&lt;br /&gt;Stawiam filiżankę kawy i kubek herbaty na dwóch końcach stołu. Po jednej, tej przy mocnym, aromatycznym napoju, stawiam „Solo”, otwarte na losowo wybranej stronie. Z taką kobietą jak Sonia Raduńska chciałabym iść do kawiarni i niech opowiada aż zapadnie zmrok.&lt;br /&gt;Jest mądra, dobra, świadoma swoich słabości, nie wyniosła, czasem depresyjna, ale spokojna takim spokojem wewnętrznym, całościowym.&lt;br /&gt;Raduńska napisała siebie – kobietę dojrzałą, kobietę, której się już nie pożąda, kobietę, która jest sama i która wciąż jeszcze marzy o wielkiej miłości, o tańczeniu tanga, i o białej Grecji, a nie białej sali. &lt;br /&gt;Przede wszystkim jestem pełna podziwu dla niej, że ma w sobie tyle odwagi – mówi o swoim psie, o wakacjach na Kaszubach i o świętach, gdy przyjeżdżają do niej dorośli córka i syn, ale mówi też o wojnie w Iraku, o śmierci, o tym, że opuścił ją mężczyzna, którego kocha wciąż i wciąż i jeszcze o tym, że nie ma już okresu. Nie wycina kawałków rzeczywistości, żeby było piękniej i milej. Pisze siebie całą, z ciałem, jakie ma, z myślami, jakie przelatują przez głowę.&lt;br /&gt;To pamiętnik prowadzony od 1999 roku i to, co mocno mnie uderza w tej przestrzeni czasowej – zwyczajność jest cały czas aktualna, nie zamknięta datami. Raduńska kocha swojego kota w 1999 i w 2010 też. Wtedy czytała książki i teraz też czyta. I wtedy piła herbatę i pewnie pić ją będzie i za 10 lat. I to jest w tej książce piękne – to życie obok historii. To nie jest tak, że autorka nie widzi sytuacji w kraju, na świecie – widzi, ale jednocześnie sama sobie jest całym światem. I wpuszcza do tego świata raz przyjaciółkę, a raz syna. &lt;br /&gt;Wyobrażam sobie zeszyt, zapiski piórem, albo ołówkiem, fotografie, wycinki z gazet, zapomniany bilet, wetknięty między strony, starty grzbiet i rogi od ciągłego noszenia w torebce – zawsze przecież może być coś, co warto zapisać – przelatujący klucz ptaków, albo jakiś cytat, znaleziony w gazecie, wyłożonej w poczekalni u lekarza. &lt;br /&gt;I ja też nie mogłam czytać spokojnie tej książki, co chwilę sięgałam po fioletowe samoprzylepne karteczki, żeby zaznaczyć nimi jakiś fragment. Powiększyła mi się lista książek do przeczytania. Bo mimo, że Raduńska pisze, iż potrafi już żyć bez książek, jedną czyta długo, mądrze, powoli, to ja wciąż nie mogę się wyzbyć czytelniczej zachłanności. A tu jest Bauman, Allende, Osho, Coetzee i Stachura, a ja czuję się, jakbym siedziała z przyjaciółmi przy ognisku letnią porą i rozmawiała o życiu, umieraniu, wyprowadzaniu psa, kulturze, buddyzmie i własnych słabościach.&lt;br /&gt;Ta książka to chwila odpoczynku, chwila zatrzymania się, głęboki oddech w pozycji powitania słońca. Jest  wielkim pudełkiem ciasteczek z wróżbą. Otwieram na którejkolwiek stronie i biorę cytat, opis jesieni albo piękne imię kota – Sanga – za znak na nadchodzący dzień. Biorę spokój i wrażliwość autorki za dodatek do drugiego śniadania. &lt;br /&gt;I wiem, że za rok, dwa wrócę do tej książki, znów zaparzę kawę dla Soni Raduńskiej, postawię „Solo” naprzeciwko siebie i zaznaczę całkiem inne fragmenty i co innego znaczyć będzie dla mnie fioletowa okładka z dojrzałym owocem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dobra Literatura]&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 170px; height: 232px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7jLkaMELiVI/TrRFlEX5DyI/AAAAAAAABTo/0kUJv83SQOM/s320/r%252Cid%252Cd14xNzA7aF4yNDg7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzAyLzAwMDAwMkQ2X29yaWdpbmFsXzRGODA3OUQ0NTZBNjBEREIuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671234333897723682" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;(fotka Soni Raduńskiej znaleziona w sieci, choć ciężko było)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1664794430061109879?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1664794430061109879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/ze-mna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1664794430061109879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1664794430061109879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/ze-mna.html' title='…ZE MNĄ'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-7L0RqesgjPw/TrRFeqVJ8JI/AAAAAAAABTc/FQSNGGrKqKs/s72-c/54609402062KS.obr' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3164052910535520165</id><published>2011-11-01T22:26:00.002+01:00</published><updated>2011-11-01T22:27:28.953+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>ALTERNATYWNA WERSJA KRÓLOWEJ ŚNIEGU</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-14StfIc7PIw/TrBkLeCdnvI/AAAAAAAABS0/ZKt1KNStIfk/s1600/Siostrzyca_John-Harding%252Cimages_big%252C17%252C978-83-62745-01-2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-14StfIc7PIw/TrBkLeCdnvI/AAAAAAAABS0/ZKt1KNStIfk/s200/Siostrzyca_John-Harding%252Cimages_big%252C17%252C978-83-62745-01-2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670142079064186610" /&gt;&lt;/a&gt;JOHN HARDING&lt;br /&gt;„SIOSTRZYCA”&lt;br /&gt;(TŁ. KAROLINA ZAREMBA)&lt;br /&gt;MAŁA KURKA, PIASTÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie dni października i pierwsze listopada to dziwny czas. Jest w nim trochę magii i szczypta niepokoju, jest trochę pogańskiej wiary i mistycznych rytuałów. Gdy październik podaje dłoń listopadowi otwierają się wszystkie drzwi i okna, podnoszą się szlabany między światami, znikają bariery. Do naszych domów niepostrzeżenie wchodzą umarli – w złych i dobrych zamiarach, czasem wystawiamy im mleko, a czasem czujemy gładzenie po włosach, tylko nie widzimy ręki, która to czyni…&lt;br /&gt;W atmosferze tego dziwnego czasu czytałam „Siostrzycę”. Wdychając zapach dyniowego ciasta, malując twarz białym pudrem, przygotowując zapałki, które wezmę na cmentarz, przewracałam kartki najdziwniejszego horroru, jaki przyszło mi czytać w życiu. Zazwyczaj nie boję się zgłębiając tego typu literaturę. Nie odkładam książki, gdy przychodzi wieczór, albo gdy jestem sama w domu. Umiem wytłumaczyć sobie, że wampiry, strzygi, upiory, golemy, topielce i duchy pozostają za szybą mojego mieszkania. Tym razem czułam autentyczny dreszcz na plecach. W mojej wyobraźni też otworzyły się jakieś drzwi, wpuszczając do środka ten przedziwny lęk, ten dreszcz, który lubimy w sobie wywoływać udając się do niezgłębionego świata horrorów bez dna.&lt;br /&gt;„Siostrzyca” to historia opowiedziana przez Florence – jedenastolatkę mieszkającą wraz z bratem Gilesem i służbą w ogromnym, acz zaniedbanym dworku. Dzieci są sierotami, mają tylko wuja, który nieustannie podróżuje w interesach i nie interesuje się nimi inaczej, jak tylko łożąc na ich utrzymanie. Z dalekiego „nie-wiadomo-gdzie” przysyła pieniądze i dyspozycje. Dzieci są szczęśliwe z panią Grouse – gospodynią, kucharkami i Johnem, który zajmuje się końmi. Ich dni są leniwe, pełne zabaw, wypełnione śmiechem, spokojne. Najważniejszą wytyczną, dotyczącą dzieci jest to, aby Flo nigdy nie została poddana procesowi edukacji. Wuj zabrania uczyć dziewczynkę czytania, pisania, liczenia. Florence jednak nie do końca poddaje się zaleceniom wuja i przez przypadek uczy się czytać. Jej światem staje się literatura, jej domem biblioteka i choć brat jest dla niej wciąż najważniejszą postacią na świecie, znajduje nowych przyjaciół w świecie fikcji. Z czasem wypracowuje swój własny tajemny język, którego używa w rozmowach z samą sobą. To niesamowita siła tej książki, stanowiąca o jej inności i oryginalności – fantastyczne zdania, szalone słowotwórstwo i bujanie w rytm nieznanego języka.&lt;br /&gt;Giles, młodszy od Flo o trzy lata, rozpoczyna edukację w internacie, ale szybko wraca do posiadłości, jako niezdolny do zaadaptowania się w grupie. Dostaje guwernantkę. Od tego momentu zaczyna się spadek z wysokiej góry, spadek do głębokiej studni, spadek na dno jeziora… Historia nabiera rozpędu, czas biegnie i nie chce się zatrzymać. Coraz bardziej dygoczą trzymające książkę dłonie, coraz szybciej bije serce. &lt;br /&gt;To książka o duchach. O tym skąd się biorą w naszym życiu i kim bywają. To książka o przyjaźni. To książka o tym, że czasem trzeba poświęcić wszystko, żeby ratować najukochańszą osobę. To książka o pozorach. O małych rysach na rzeczywistości. O tym, że każdego z nas można wywrócić na drugą stronę, zajrzeć do środka i może się okazać, że jesteśmy tam całkiem inni niż na zewnątrz. To książka, którą trzyma w napięciu, którą czytając, cały czas zastanawiałam się, jaki będzie koniec tej historii. Wciąż czułam dziwne rozgorączkowanie. I kawałki lodu wbijające się głęboko pod skórę. I to książka z tych, które zamyka się z wielkim znakiem zapytania w oczach, z wyrazem niedowierzania na twarzy, z pytaniem na pogryzionych ze zdenerwowania wargach. A potem bije się brawo autorowi.&lt;br /&gt;Ja biłam brawo jeszcze jednej osobie. Karolinie Zarembie za tłumaczenie należy się bukiet kwiatów, wielkie pudełko czekoladek z ajerkoniakiem i coś pomiędzy Noblem a Oscarem. &lt;br /&gt;Bo czy można odmówić geniuszu autorowi, który stworzył i tłumaczowi, który stworzył po raz drugi, akapit taki jak ten?&lt;br /&gt;„Wchowanegowaliśmy się któregoś dnia, kiedy otworzyłam dziwne drzwi, które dotąd były zamknięte na klucz, a przynajmniej tak myślałam ze względu na ich niewzruszoność, której moje młodsze ja nie było w stanie zmóc. Otworzyłam je, żeby się przed nim schować i odkryłam tę wielką skarbnicę słów. W jednej chwili zapomniałam o zabawie, odpółkodopółkowałam, wyciągając książkę za książką, wewnątrz każdej odkrywając kichawnicę kurzu. Oczywiście, wtedy jeszcze nie umiałam czytać, jednak w jakiś sposób to potęgowało moje zaskoczenie i fascynację na widok tych tysięcy – czy raczej milionów – zakodowanych linijek nierozszyfrowywalnego druku. Wiele książek było ilustrowanych, drzeworytowanych i kolorowanych, z frustratorium napisów pod nimi, z których każdy uświadomił mi nieszczęsną niemoc palcośledzenia.” [s.50]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mała Kurka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3164052910535520165?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3164052910535520165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/alternatywna-wersja-krolowej-sniegu.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3164052910535520165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3164052910535520165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/11/alternatywna-wersja-krolowej-sniegu.html' title='ALTERNATYWNA WERSJA KRÓLOWEJ ŚNIEGU'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-14StfIc7PIw/TrBkLeCdnvI/AAAAAAAABS0/ZKt1KNStIfk/s72-c/Siostrzyca_John-Harding%252Cimages_big%252C17%252C978-83-62745-01-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6205059907949170851</id><published>2011-10-30T20:17:00.001+01:00</published><updated>2011-10-30T20:19:56.555+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 5</title><content type='html'>Nie znam go dobrze, nie czytywałam dotąd jego poezji. Pamiętam tylko, że niewyobrażalnie dawno przeczytany &lt;a href="http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=20746"&gt;„Trismus”&lt;/a&gt; zrobił na mnie ogromne wrażenie - chodziłam przez tydzień pełna tej książki w sobie. &lt;br /&gt;W mojej bibliotece osiedlowej jest jedna mała półka, na której tak niewiele tomów poezji. Złapałam niebieski grzbiet &lt;a href="http://www.bosz.com.pl/index.php?id=52&amp;amp;s=karta"&gt;„Roku polskiego”&lt;/a&gt;, zauroczona wydaniem, podałam dłoń Grochowiakowi. Wyszliśmy razem. &lt;br /&gt;Dziś, w ostatnią niedzielę października zapukałam do drzwi jego książki. Usiadłam z kawałkiem świeżo upieczonej szarlotki z orzechami – jeszcze parzącej w język. Niecierpliwiłam się podwójnie – między smakiem jabłek i między smakiem słów na języku tańczyła moja żądza. Czytałam wszystkie miesiące roku, czytałam Polskę podglądaną przez Grochowiaka, czasem prześmiewczą, czasem aż pachnącą rozgrzaną słońcem ziemią. Na balkonie mam trzydziestokilogramowy worek jabłek od mojej Mamy Dwa (inaczej teściowej), które pachną, gdy tylko otwieram drzwi. Pachną tymi grochowiakowskimi wierszami – teraz to wiem. Pachną tak, jak on widział swój kraj, tak, jak obserwował dąb, konia czy śnieżną zamieć. Rozchylam tę niebieską okładkę i mam usta pełne jabłek, prawdziwych, zerwanych prosto z drzewa, mam oczy roześmiane, przejmuję na policzki ich rumianość.&lt;br /&gt;A potem rumienię się już sama, z wnętrza słów czerpię kolory. Ten wiersz mnie zachwyca. „była pogoda pod całym niebem twego podniebienia”… to najpiękniejsze wyznanie miłości, jakie ostatnio słyszałam, najpiękniejsze wielbienie, wabienie, wołanie. Żadna kobieta nie może się oprzeć takim słowom, żadna kobieta nie może nie zakochać się w mężczyźnie, który zauważa kobiece podniebienie i śpiewa do niego. Ja też chciałabym to śpiewać, mogłabym cicho, cichutko nucić te słowa w jesienną długą noc, przy zgaszonym świetle, wtedy, gdy wyjęty przed chwilą z dłoni kubek do połowy napełniony herbatą, upada z trzaskiem na podłogę, odstawiony nieuważnie. Nieuważnie, bo dłonie już dawno zajęte czym innym. Mogłabym patrzeć na taki krajobraz tylko zamkniętymi oczami, mogłabym patrzeć rozbieganymi dłońmi. Chciałabym być krajobrazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pocałunek-krajobraz&lt;br /&gt;Błądziłem lasem twoich włosów — zioła&lt;br /&gt;I płacz odkryłem. I schodziłem niżej&lt;br /&gt;Na białe śniegi zimowego czoła,&lt;br /&gt;Gdzie płacz już umilkł, a był cień lichtarzy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Potem zwiedzałem pamiątki twej twarzy,&lt;br /&gt;Coraz to bliżej — i coraz to bliżej&lt;br /&gt;Ust twoich dobrych uśpionego sioła:&lt;br /&gt;W nim co się zdarzy — raz tylko się zdarzy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I wszedłem w sioło. A była pogoda&lt;br /&gt;Pod całym niebem twego podniebienia.&lt;br /&gt;Gdzieś w cichym kątku umierała młoda&lt;br /&gt;Wstydliwość sielska w zapachu tymianku.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nagle wróciłem — i stałem na ganku.&lt;br /&gt;Patrząc jak wokół krajobraz się zmienia,&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Jak wschodzi pierwsza gałąź bzu w ogrodach,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I gną się rzęsy pod rosą poranku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-nQajmWfxSSQ/Tq2jMo8_YAI/AAAAAAAABSk/J6C1JCBaZic/s320/P1060090.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669366943476310018" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6205059907949170851?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6205059907949170851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-5.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6205059907949170851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6205059907949170851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-5.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ.   ODCINEK 5'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nQajmWfxSSQ/Tq2jMo8_YAI/AAAAAAAABSk/J6C1JCBaZic/s72-c/P1060090.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7853745111078769638</id><published>2011-10-27T00:25:00.002+02:00</published><updated>2011-10-27T00:26:17.485+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>KOBIETA UWIKŁANA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VO9kYAO9PQg/TqiI_7CvluI/AAAAAAAABSY/gD5GFXKo-DI/s1600/I-tylko-czarna-sciezka_Asa-Larsson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04727-9.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-VO9kYAO9PQg/TqiI_7CvluI/AAAAAAAABSY/gD5GFXKo-DI/s200/I-tylko-czarna-sciezka_Asa-Larsson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04727-9.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667930762808104674" /&gt;&lt;/a&gt;ASA LARSSON&lt;br /&gt;„I TYLKO CZARNA ŚCIEŻKA”&lt;br /&gt;(TŁ.BEATA WALCZAK-LARSSON)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rebeka Martinsson znalazła się znowu przez przypadek w oku cyklonu. Po traumie, jaką przeżyła w &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/01/mocno-i-pieknie.html"&gt;”Krwi, która nasiąkła”&lt;/a&gt;, schowała się w sobie samej, zamknęła swój umysł na piętnaście kłódek i zamieszkała w szpitalu psychiatrycznym. Zrezygnowała z dobrze płatnej pracy, wróciła w rodzinne strony, przepracowuje żal i dostaje propozycję objęcia stanowiska asesora prokuratora. Zmienia strony – nie jest już prawnikiem, teraz oskarża. Tylko dlatego, że jest pracoholiczką, że nie potrafi wyjść z biura i pójść do pustego domu, w którym czają się jakieś mroki i wspomnienia, dlatego, że boi się zasnąć, żeby nie zobaczyć wymierzonej w siebie lufy, dostaje stos akt, przez które musi się przekopać. O przysługę prosi Anna Maria Mella, kolejna z dobrych znajomych z poprzedniej części, sympatyczna, trochę nieokrzesana, ale zdolna i rzeczowa pani policjantka. Sprawa dotyczy tajemniczego zgonu – młoda, atrakcyjna kobieta, która ma na sobie dres, a pod spodem koronkową bieliznę, nieodpowiednią na mrozy Kiruny i tym bardziej nieodpowiednią na trening. Młoda kobieta, która ma wypielęgnowane dłonie i nie ma w żadnej kieszeni telefonu komórkowego. Młoda kobieta, która zostaje znaleziona martwa w arce na zamarzniętej rzece. Młoda kobieta, która najpierw wygląda, jakby tylko spała, a potem pokazują się szklane oczy bez patrzenia i dziwne ślady wokół kostki. Wkrótce okazuje się, że dziewczyna, Inna, była pracownikiem świetnie prosperującej firmy Kallas Mining, a dwaj pozostali członkowie zarządu – Mauri i brat kobiety – Diddi, noszą w sobie jakieś tajemnice, które najchętniej potopiliby na dnie zamarzniętej rzeki. Trzeba się tylko dowiedzieć, które tajemnice trzeba powyciągać, żeby dociec jak zginęła Inna.&lt;br /&gt;Larsson ma w sobie moc. Ma dar tworzenia świata w miniaturze – na kartkach jej powieści odnajduje się wszystkie emocje świata – strach, niepokój, zazdrość, niedowierzanie. Jest jak szczurołap z bajki – pióro w jej dłoni jest jak flet – wywija nim, a ja idę za tą książką, mimo zmęczenia, bolących oczu, pracy od rana i 460 stron. Idę i nadziwić się nie mogę jej zdolności władania słowem, jej głębokiej przenikliwości, jej zdolności do kreowania postaci, jakie mogłyby żyć naprawdę, mijać mnie w kolejce, w autobusie, na klatce schodowej. Każda z tych postaci jest wyrazista, soczysta, wgryzam się w nie, a soki spływają po brodzie. Każda jest dojrzałym owocem, który można zerwać z drzewa. Pełnym. Pełnym malutkich przyzwyczajeń, przywar, przekonań, zwyczajów, które je uwiarygodniają i uczłowieczają. Rebeka zakochana jak nastolatka leży w śniegu i nie może zdobyć się na telefon do ukochanego, po 30 razy kasuje maile, bo nie wie, jak napisać ten właściwy i spędza pól dnia w łazience, żeby wyglądać niedbale, aczkolwiek pięknie. Anna Maria jest urocza ze swoim umiłowaniem domu i dzieci, z huśtawką wrażeń i uczuć – narzeka, ale zawsze docenia i uśmiecha się zarówno do posprzątanych schodów jak i nie posprzątanej kuchni. Sven Erik jest genialnym przykładem samotnika, któremu ciąży samotność. &lt;br /&gt;Ale największe wrażenie zrobiła na mnie postać drugoplanowa – siostra Mariego, Ester. Dziewczyna o nieprzeciętnych zdolnościach plastycznych, wybuchowa mieszanka szalonej matki i szalonego ojca, poczęta w szpitalu psychiatrycznym, wychowywana przez Samską rodzinę wśród reniferów i obrazów przybranej matki. Postać niesamowita, trochę bajkowa, ale mocno osadzona w realności swoim wysiłkiem fizycznym, jaki podejmuje codziennie dźwigając sztangę. Postać nietuzinkowa i przyciągająca uwagę. &lt;br /&gt;Ta część trochę mniej mnie zaintrygowała sprawą kryminalną niż „Krew, która nasiąkła” – nie przepadam za spółkami, ich ciemnymi sprawkami, za księgami rachunkowymi i wydobyciem ropy. Nie jestem biegła w polityce, nie gram na giełdzie i nie potrafię fałszować dokumentów. Ale  mimo wszystko podążałam za akcją jak pies gończy, z nosem przy samym celu, nie rozróżniając dźwięków i zapachów ze świata zewnętrznego, pragnąc dowiedzieć się kto i dlaczego zabił Innę.&lt;br /&gt;I to chyba znaczy, że nazwisko Larsson powinno być w słownikach podawane jako synonim dobrej literatury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7853745111078769638?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7853745111078769638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/kobieta-uwikana.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7853745111078769638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7853745111078769638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/kobieta-uwikana.html' title='KOBIETA UWIKŁANA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-VO9kYAO9PQg/TqiI_7CvluI/AAAAAAAABSY/gD5GFXKo-DI/s72-c/I-tylko-czarna-sciezka_Asa-Larsson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04727-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7969368840103611201</id><published>2011-10-24T20:55:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T20:56:28.093+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>PAMIĘTNIKI POLSKI</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oy_73mWvm-0/TqW00s6DbrI/AAAAAAAABSM/AeX7A2-xUVA/s1600/medium20110514221020Ka_dy_zrobi_co_trzeba_prz_d.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-oy_73mWvm-0/TqW00s6DbrI/AAAAAAAABSM/AeX7A2-xUVA/s200/medium20110514221020Ka_dy_zrobi_co_trzeba_prz_d.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667134523616489138" /&gt;&lt;/a&gt;BOŻENA AKSAMIT&lt;br /&gt;KATARZYNA KOKOWSKA&lt;br /&gt;EWA ORCZYKOWSKA&lt;br /&gt;OLIWIA PIOTROWSKA&lt;br /&gt;EWA WOKŁKANOWSKA&lt;br /&gt;HONORATA ZAPAŚNIK&lt;br /&gt;„KAŻDY ZROBIŁ, CO TRZEBA”&lt;br /&gt;DOBRA LITERATURA, SŁUPSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobiety nie umieją się zdystansować. Wchodzą w każdą historię do samego końca i nie potrafią ujawniać tajemnic bez emocji. Nawet, gdy piszą reportaże, gdy rzucają w nas samymi faktami, to mówią emocjami i przemycają uczucia pod warstwą statystyk i rzetelnych badań. A Polska też jest kobietą. &lt;br /&gt;A ja lubię przyglądać się Polsce. Trochę z boku, trochę rozwierając dłońmi jej wielki brzuch. Dlatego te reportaże mnie rozgrzały do czerwoności. Jedne czytało się łatwiej, inne mniej ciekawie (czuć, że pisało je kilka kobiet, styl jest niejednorodny, tematy z każdego krańca Polski), ale wszystkie mają w tle jakiś szacunek do miejsca. Mają w sobie pokłady miłości do ludzi, do brudnych ulic i do kolorowych jarmarków. Wyrażają miłość do kraju, choć co piętnasta kobieta w tym kraju bije swojego męża, a Wietnamczycy muszą uciekać ze swojego kraju do Polski przez las.&lt;br /&gt;Zaczarowała mnie okładka – niby prosta,  banalna, ale skojarzyła mi się z kartkami z pamiętnika ojczyzny – zapisane równym, ładnym pismem. Czasem można w tym pamiętniku przeczytać dobry dzień – o piekarzu, który z głowy wyczarowuje wiersze, albo o studiu teatralnym „Słup”. A czasem niestety jest łza za łzą i trzeba opowiedzieć o policjantach bijących zatrzymanych, albo o samobójstwie Mariusza. &lt;br /&gt;To pierwszy tytuł z serii &lt;a href="http://www.lekturyreportera.pl/seria-wydawnicza-lektury-reportera/"&gt;Lektury reportera&lt;/a&gt;, którą wraz z wydawnictwem współtworzy &lt;a href="http://www.lekturyreportera.pl/"&gt; portal &lt;/a&gt; o takiej nazwie. Chciałabym żeby autorki nie przestały chodzić po swoim kraju. Żeby wciąż zaglądały w jego szczeliny, przytykały oko do dziurki od klucza, tańczyły w dyskotekach, lub piły herbatę w gwarnej kawiarni. Pokazały, że to miejsce ma mnóstwo kolorów, ma mnóstwo odcieni, ze smakuje krwią, ale też świeżo pieczonym chlebem z dynią. Że żyją w nim amisze, samotne starsze panie, które obiecały miłość na zawsze i tego zawsze się trzymają, że czasem trzeba wyjechać do Meksyku, bo Polska boli, że Cyganie mówią zupełnie inaczej, niż Polacy.&lt;br /&gt;To Polska różna – ręce ma z teatru niepełnosprawnych, włosy ze starodawnej muzyki, brzuch to wierzenia pogan, a stopy to wspomnienia pani Gieni – przesiedlonej z Kresów. &lt;br /&gt;Skakałam po tym kraju z jednego końca na drugi bez problemu. Skakałam jadąc tramwajem i stojąc w długiej kolejce w supermarkecie. I przyglądałam się spomiędzy kartek pani w berecie, młodej dziewczynie z minispódniczce, czarnoskóremu chłopakowi ze słuchawkami na uszach, myśląc, że każdy z nich mógłby być w tej książce. I to jest jej największą siłą. To książka o nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dobra Literatura]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7969368840103611201?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7969368840103611201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/pamietniki-polski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7969368840103611201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7969368840103611201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/pamietniki-polski.html' title='PAMIĘTNIKI POLSKI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-oy_73mWvm-0/TqW00s6DbrI/AAAAAAAABSM/AeX7A2-xUVA/s72-c/medium20110514221020Ka_dy_zrobi_co_trzeba_prz_d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-9047967082097781849</id><published>2011-10-23T20:50:00.003+02:00</published><updated>2011-10-23T20:53:45.486+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 4</title><content type='html'>Marta Fox kojarzy mi się z dwoma książkami mojego dzieciństwa &lt;a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/66039/batoniki-always-miekkie-jak-deszczowka"&gt; „Batoniki Always miękkie jak deszczówka” &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;i część druga &lt;a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/66040/agaton-gagaton-jak-pieknie-byc-soba/opinia/2253674"&gt; „Agaton Gagaton jak pięknie być sobą”&lt;/a&gt; (wydanie koniecznie z Brandonem z Beverly Hills 90210 na okładce!) Czytałam je jakieś milion razy, śmiałam się i teraz też się śmieję na samo wspomnienie. &lt;br /&gt;Gdy ostatnio wybrałam się na moje poetyckie polowanie, na półce znalazłam zbiór wierszy Marty Fox „Dotknij mnie tak dawno nie miałem kobiety” (sam fakt, że wydało ten zbiór Towarzystwo Zachęty Kultury już powinien mnie natchnąć). Ale ja jak zaczarowana wpatrywałam się w okładkę tej książki. Zachwycona. Bo bardzo trafia w mój gust ten obraz – szybko sprawdziłam, że to „Obraz 2172 – Marcie Fox” i że namalował go &lt;a href="http://www.agraart.pl/nowe/artists/duda-gracz-jerzy-polska-agra-art-aukcje-obrazy-antyki.html"&gt;Jerzy Duda-Gracz&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Wzięłam książkę pod pachę i zaczęłam czytać zaraz po wyjściu z biblioteki. Jeszcze idąc. W październikowym słońcu. Usiadłam na ławce i połknęłam cały tomik, spóźniając się na autobus. Potem w autobusie zaczęłam od nowa. Nie zachwyciły mnie te wiersze. Nie poczułam złoto-rudego jesiennego uśmiechu. Nie podniosły mnie na duchu. Nie zahipnotyzowały. Patrzyłam na okładkę i krzyczałam w duchu rozczarowana, że co innego mówi ten obraz, że zapowiada tajemnicę, silną kobietę, ale trochę chochlikowatą, że zapowiada jakieś ukradkiem kradzione pocałunki i niesamowitą zmysłowość…&lt;br /&gt;Dziś odkręciłam kaloryfer, marznąco-kichająco-chorobowa, nałożyłam ulubione dresy i grube skarpety z Garfieldem, wzięłam do ręki kubek herbaty i poczytałam jeszcze raz. Znów wpadł mi w ręce jeden tylko wiersz, który wybija się z tego tomiku i ulatuje z niego, jakby tam nie pasował. Jest piękny i jest bardzo mój. Czuję go całą sobą, wszystkimi zmysłami. Jest taki, jakim bym chciała widzieć cały tomik. Kobiecy, choć pisany z perspektywy mężczyzny. Prowokujący. Bardzo buja moje myśli i choć jestem chora i przykryta grubym czerwonym kocem, choć nie mam ochoty wychodzić dziś z domu, to jednak czytając go czuję się kobietą, od obciętych niedawno włosów, po bladoczerwone paznokcie, z których już powoli schodzi lakier. I choć piję herbatę z cytryną (milionową już tego dnia), to na języku mam smak musującego różowego wina. I chciałabym, po prostu chciałabym…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Chciałbym wejść w ciebie jak w najbogatszą&lt;br /&gt;bibliotekę Pozwolić się uwieść wszystkim&lt;br /&gt;twoim  stronom Oswoić się rozgościć&lt;br /&gt;a potem smakować szczegóły każdej linii&lt;br /&gt;wiodącej w plus minus nieskończoność&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Chciałbym z grzbietu powracać do miejsc&lt;br /&gt;które mnie urzekały oddaniem lub&lt;br /&gt;zakazem Urzekały mnie ponad miarę i&lt;br /&gt;ponad do tej pory czytaną przyzwoitość&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Chciałbym przeżyć sezon w piekle a może&lt;br /&gt;i dwa - zdziczeć złagodnieć zwariować&lt;br /&gt;do reszty i nie wracać  nie wracać&lt;br /&gt;&lt;p&gt;No chyba żeby pod prysznic i z powrotem&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-qBpaoii5PBY/TqRiPrAYo5I/AAAAAAAABSA/WJeaKSfZB-w/s320/P1060030.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666762252520825746" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-9047967082097781849?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/9047967082097781849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-4.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9047967082097781849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9047967082097781849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-4.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 4'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-qBpaoii5PBY/TqRiPrAYo5I/AAAAAAAABSA/WJeaKSfZB-w/s72-c/P1060030.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4293090099294433162</id><published>2011-10-22T16:38:00.000+02:00</published><updated>2011-10-22T16:39:50.449+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>WODA Z SATURATORA Z SOKIEM MALINOWYM</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wJ3TkEgOmM0/TqLVoUo-eYI/AAAAAAAABR0/-Dvo0fBQOrM/s1600/Obrazki-z-Nebraski_Grazyna-Trela%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7648-923-0.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wJ3TkEgOmM0/TqLVoUo-eYI/AAAAAAAABR0/-Dvo0fBQOrM/s200/Obrazki-z-Nebraski_Grazyna-Trela%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7648-923-0.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666326169897564546" /&gt;&lt;/a&gt;GRAŻYNA TRELA&lt;br /&gt;„OBRAZKI Z NEBRASKI”&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I –SKA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyglądam przez okno. Nie jest zimno, choć to już połowa października. Słońce grzeje i wywołuje uśmiech na twarzy. Przed moim blokiem piaskownica. Obok kilka huśtawek. Trzepak. I żadnego dziecka. „Może są w szkole…” – myślę i idę do okna ponownie za kilka godzin. Ale nadal nic. Do wieczora próbuję jeszcze kilka razy i wciąż piaskownica i huśtawki są jak duchy. Niemal przezroczyste i dość upiorne. Samotne. &lt;br /&gt;A potem otwieram książkę Grażyny Treli i tonę w tym świecie, w którym każdy chciał zająć huśtawkę jako pierwszy i w którym bujało się na czas, bo obok stała długa, wijąca się kolejka niecierpliwych dzieci, które też chciały poszybować do nieba. Tonę w tym świecie, gdzie „(…)zapytała o nasze zabawy. No to jej powiedzieliśmy o naszym berku, o grze w dwa ognie, w gumę. W guziki, które pstrykało się palcami do dołka. W zośkę. W pikuty, w których trzeba tak podrzucać noże, żeby, spadając, wbiły się ostrzem w ziemię. W państwa-miasta, w kometkę, w chowanego…” [s.151] I uśmiecham się pod nosem, bo pewnie, gdybym zapytała jakiegoś siedmiolatka, którego złapałabym w drodze ze szkoły do ukochanego komputera, dokąd skacze w gumę i czy robi „szyjkę”, to spytałby co to jest ta guma. Bo dziś byłam w sklepie z zabawkami i na półce nie znalazłam gumy. Ja miałam taką zwykłą, od majtek, ale była genialna, bo długa. A koleżanka miała taką hiciarską różową, z powplatanymi srebrnymi nićmi…&lt;br /&gt;O tym jest książka Treli. O gumie do skakania, o gumie do żucia i o orenżadce (sic! tak się właśnie mówiło!) w proszku, którą wysypywało się na dłoń i mokrym od śliny palcem wkładało do buzi. Czytając tę książkę czułam się, jakbym otwierała czyjś rodzinny album. Taki właśnie z obrazkami. Ze zdjęciami, które są jak zatrzymane kadry, jak preteksty do opowieści – otwieram jedną ze stron, na której stoi dziewczynka w nowym futerku i czerwonych kozaczkach i nagle ta dziewczynka zaczyna się ruszać i toczy się historia. Na przykład o tym, jak jedenastolatka poszła po swoje pierwsze świąteczne zakupy i miała kupić kapustę kiszoną. Albo ten obrazek, gdy z latarką wchodzi do tunelu. Albo ta, gdy leży na śniegu i robi orła rozpostartymi ramionami i nogami. I nieodmiennie na jej twarz nakładam swoją własną. Bo ja też pamiętam jeszcze syfon - mój był zielony… I dokładnie tak samo bawiłam się w piwnicy, bo miała jakiś przedziwny urok – pomieszanie strachu i fascynacji, unoszące się między komórkami z drewnianymi drzwiami. Trela opowiada siebie, ale też mnie, moją koleżankę, moja mamę i sąsiadkę z bloku naprzeciwko. Mówi o końcu lat 60. w Polsce, gdy w Stanach świętowali pierwszego człowieka na Księżycu, a w Polsce trochę to, a trochę pochody pierwszomajowe. A ja zaczęłam się zastanawiać, że to fascynujące, jak niewiele było różnic między moim dzieciństwem, dziejącym się w późnych latach 80., a dzieciństwem bohaterki, która w 1969 ma 11 lat. Jak bardzo byłam podobna do tej jedenastolatki – miałam podobne włosy i podobne problemy. I jak szybko, w jednej chwili wszystko zmieniło się potem. Jak pogalopował świat, dając nam chleby w różnych smakach, burząc Peweksy i otwierając bramy – wylaliśmy się z tego dusznego państwa i mogliśmy w końcu pojechać do Stanów. &lt;br /&gt;To nie jest książka z typową fabuła. To książka – gawęda, jakieś wspomnienie dla samej siebie, żeby nie zapomnieć „jak to onegdaj bywało”. Taka egzotyczna podróż – jedni jeżdżą w Himalaje, a inni w PRL. &lt;br /&gt;Denerwowało mnie kilka wstawek, pretendujących do miana fabuły (historyjka o Rysiu, pisana w trzeciej osobie, podczas, gdy cała treść jest czysto pamiętnikarska), zupełnie nie pasujących i bez klimatu. Omiatałam je szybko wzrokiem i powracałam do kartek z dziennika, do wspomnień, do przekonania, że „w moim miasteczku było wszystko, czego potrzebowaliśmy do naszych młodocianych marzeń.” [s.82]&lt;br /&gt;Książka Treli to wszystkie dobre strony PRL. Bez rozpatrywania, polityki, oceniania. Bo mimo, iż nie było w co się ubrać, to wyobraźnia działała. Ważne jest, że te historyjki są pisane z perspektywy dziewczynki, która nie odczuwa braku wolności, nie wie nic o więźniach politycznych i nie zastanawia się tak naprawdę dlaczego idolem zostaje kolega, który jako jedyny na osiedlu ma prawdziwe dżinsy. „(…) kolega od levisów był w porządku – pozwalał nam oglądać mapę USA. I właśnie wtedy zakochaliśmy się w Ameryce. Podzieliliśmy nasz osiedle na amerykańskie stany. Każdy wybrał, jak mu pasowało. Była więc Oklahoma i Luizjana, i Minnesota, i Dakota… Nie pamiętam już, dlaczego nikt nie chciał Alabamy. Moje blokowisko nazywało się Nebraska.” [s.50] To jest właśnie sposób radzenia sobie z rzeczywistością – naginanie świata do dziecięcych pragnień – nie możemy wyjechać do Stanów, to Stany przyjadą do nas. To czysta dziecięca radość i czyste dziecięce smutki, strachy i niepokoje. To obrazki spod bloku, gdy wszyscy byli jednakowi i gdy huśtawki nigdy nie stały puste, bujane jedynie podmuchem wiatru. To książka szczęśliwa, nostalgiczna i nie potrafię spojrzeć na nią obiektywnie. Pachnie dzieciństwem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4293090099294433162?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4293090099294433162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/woda-z-saturatora-z-sokiem-malinowym.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4293090099294433162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4293090099294433162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/woda-z-saturatora-z-sokiem-malinowym.html' title='WODA Z SATURATORA Z SOKIEM MALINOWYM'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wJ3TkEgOmM0/TqLVoUo-eYI/AAAAAAAABR0/-Dvo0fBQOrM/s72-c/Obrazki-z-Nebraski_Grazyna-Trela%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7648-923-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5236035568206931661</id><published>2011-10-19T23:13:00.002+02:00</published><updated>2011-10-19T23:13:59.487+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MIŁOSNY LIST</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-II7KGE2yh0c/Tp89j2Q2zRI/AAAAAAAABRo/ihN9XnFdvd0/s1600/20110320195332Klub_przod.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-II7KGE2yh0c/Tp89j2Q2zRI/AAAAAAAABRo/ihN9XnFdvd0/s200/20110320195332Klub_przod.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665314542326304018" /&gt;&lt;/a&gt;DAVID GILMOUR&lt;br /&gt;„KLUB FILMOWY”&lt;br /&gt;(TŁ. EMILIA SKOWROŃSKA)&lt;br /&gt;DOBRA LITERATURA, SŁUPSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe życie jest ułożone jakoś „na lewą stronę”. Gdy jesteśmy dorośli, wiemy, co nas w życiu rusza, w czym jesteśmy dobrzy i w jakim kierunku chcemy kierować kroki. Wiemy, w czym się sprawdzamy i czy studia, które skończyliśmy to było TO, czy trafiliśmy kulą w płot i zawaliliśmy swoje życie. Wtedy, gdy idziemy do szkoły najchętniej skakalibyśmy po drzewach i łapali chmury, cieszyli się wolnym czasem, którego jest mało, bo trzeba odrabiać lekcje i rysować w zeszytach znienawidzone bryły geometryczne, a linijka pęka nam w dłoniach, bo nie potrafimy ułożyć jej w kształt trójkąta. Wtedy, gdy moglibyśmy się uczyć i czerpać z tego radość – jest już za późno, bo szkoła zamknęła drzwi i nie pasuje już żaden klucz. Bo jak byśmy wyglądali w wieku lat czterdziestu z kluczem na szyi?&lt;br /&gt;Jesse w szkole się dusi. Jesse nie odrabia lekcji. Jesse ucieka do wilgotnych garaży swoich kolegów, gdzie rapuje, albo do parku, gdzie może trzymać dziewczynę za rękę. Jego myśli uciekają w niebo. Jego myśli nie przyjmują ortografii, nie interesują go ułamki i wcale nie chce wiedzieć, ile stanów mają Stany Zjednoczone. Jego ojciec David postanawia poeksperymentować na własnym synu. Nie wie, czy Jessemu nie wyrosną kopyta, czy nie stanie się Frankensteinem, czy nie zostanie śmieciarzem… Postanawia, że jego syn nie musi chodzić do szkoły, jeśli nie chce. Postanawia, że nie będzie musiał iść też do pracy. Postanawia, że weźmie na siebie utrzymanie szesnastolatka. Są tylko dwa warunki – Jesse nie może zażywać narkotyków i musi oglądać z ojcem przynajmniej trzy filmy tygodniowo.&lt;br /&gt;Raj.&lt;br /&gt;Jesse uśmiecha się i wyrzuca wszystkie podręczniki. David trzęsie się ze strachu, ale tylko nocami, żeby syn nie widział. Ze strachem też oznajmia swoją decyzję matce chłopaka, z którą jest rozwiedziony. Ta płacze w słuchawkę, a potem oddaje ster w ręce ojca. I otwiera się klub filmowy z najgorszymi filmami świata i z arcydziełami światowej kinematografii, z Nową Falą, filmami niezależnymi, „Śniadaniem u Tiffany’ego”, „Szczękami”, „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”, tygodniem z dobrymi scenariuszami, tygodniem z filmami koszmarnymi, które jednak są filmami o nieodpartym uroku, z „Pretty Woman” i „Obywatelem Kanem”… &lt;br /&gt;I tygodnie, w których Jesse ze skulonego, wystraszonego nastolatka, staje się młodym mężczyzną, z którego ojciec może być dumny. Tygodnie szczerości, ale wypracowanej, takiej, która nie przychodzi od razu, ale dopiero wtedy, gdy obejrzy się razem „Tramwaj zwany pożądaniem”, „Rzymskie wakacje”, „Rocky’ego” i „Lolitę” (i wiadomo, że „Lolita” Kubricka jest milion razy lepsza niż Lyne’a).&lt;br /&gt;„Rozmawialiśmy o latach 60., o Beatlesach (może zbyt często, ale cierpliwie to znosił), o dobrym i złym piciu, o Rebece (Myślisz, że ze mną zerwie?”), Adolfie Hitlerze, Dachau, Richardzie Nixonie, niewierności, Trumanie Capocie, pustyni Mojave, Suge’u Knighie, lesbijkach, kokainie, stylu heroin chic, Backstreet Boys mój pomysł), tatuażach, Johnym Garsonie, Tupacu (jego pomysł), sarkazmie, podnoszeniu ciężarów, rozmiarze penisa, francuskich aktorach i E.E. Cummingsie.” [s.105]&lt;br /&gt;A ja mogę tej edukacji tylko zazdrościć. Tego dojrzewania i nauki myślenia. Bo to książka o tym, że na filmach się nie kończy, że one są taką iskrą zapalną od której zaczyna się poszukiwanie, że szesnastolatek, który podobno jest buntowniczo nastawiony do świata, naprawdę chce wiedzieć, dlaczego w „Osławionej” Hitchcocka schody na końcu są dłuższe niż na początku. I co więcej – sam chce do tego dojść. Nie zależy mu na gotowych odpowiedziach, zależy mu na patrzeniu i widzeniu.&lt;br /&gt;Ale ta książka zrobiła na mnie wrażenie jeszcze z jednego powodu – to piękny list miłosny ojca do syna. To wspomnienia człowieka, który wbrew rozsądkowi otworzył dłonie i wypuścił z nich malutkiego ptaszka, swój największy skarb, bo wiedział, że inaczej ten ptaszek nie nauczy się latać. To historia zaufania, które jest składnikiem tylko bardzo wielkiej i dojrzałej miłości. To pamiętnik takiego czasu, który można by nazwać przedłużonym dniem ojca – bo ojciec musi czasem zapłakać, żeby później śmiać się dwa razy głośniej. A dużo tu łez – tych słonych i tych słodkich. Ale człowiek to ponad 60 procent wody, więc łzy to nieodzowny składnik życia. Dobrze jednak, że gdy się płacze można złapać za rękę syna. I dobrze, że istnieje ”Pół żartem, pół serio”, żeby do łez dodać uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dobra Literatura]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5236035568206931661?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5236035568206931661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/miosny-list.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5236035568206931661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5236035568206931661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/miosny-list.html' title='MIŁOSNY LIST'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-II7KGE2yh0c/Tp89j2Q2zRI/AAAAAAAABRo/ihN9XnFdvd0/s72-c/20110320195332Klub_przod.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8432381755569255945</id><published>2011-10-17T22:27:00.001+02:00</published><updated>2011-10-17T22:29:00.926+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>DOBRY WILK*</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-auqmk4uCqWg/TpyQBbCm1pI/AAAAAAAABRc/9fBzIYBr3SA/s1600/Staalesen_-_Wokol_smierci_AZYMUT.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 137px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-auqmk4uCqWg/TpyQBbCm1pI/AAAAAAAABRc/9fBzIYBr3SA/s200/Staalesen_-_Wokol_smierci_AZYMUT.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664560785438201490" /&gt;&lt;/a&gt;GUNNAR STAALESEN&lt;br /&gt;„WOKÓŁ ŚMIERCI”&lt;br /&gt;(TŁ. MARIA SIBIŃSKA)&lt;br /&gt;SŁOWO/ OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mój wzrok powędrował do Trodalen(…)Ptaki unoszone wiatrem, przeszyte słońcem, ze śmiercią jako jedynym możliwym zakończeniem długiej kary, poniesionej za zbrodnie drugiej osoby; ze śmiercią jako tym punktem, wokół którego krążył cały układ słoneczny.” [s.171]&lt;br /&gt;Ta śmierć jest cicha w tej powieści. Istnieje i jest najważniejsza, ale jest cicha. To bardzo dobry kryminał, który nie epatuje niepotrzebną agresją, nie wylewa wiader krwi, które potem skapują spomiędzy kartek na stopy. Nie muszę po czytaniu ścierać podłogi i ścierać z dna oka obrazów, które nie pozwalają spać. Jest śmierć, jest czyste śmiercionośne wyrachowanie. Jest sobie Jańcio. I jest sobie Varg Neum. I idą obok siebie całe życie Jańcia, choć Jańcio mieszka gdzie indziej, a Varg gdzie indziej, choć nie rozmawiają ze sobą całe lata, choć Varg nie wie, jak wygląda dorosły Jańcio, a Jańcio nie pamięta twarzy Varga. &lt;br /&gt;Pierwszy raz spotykają się, gdy Varg pracuje w „opiece nad dzieckiem”. Jedzie do wezwania – matka alkoholiczka i narkomanka nie potrafi zająć się swoim dzieckiem. Zabiera Jańcia w bezpieczniejsze miejsce. Później, gdy Jańcio ma sześć lat, znów pojawia się blisko niego – w wypadku zginął przybrany ojciec chłopaka i znów trzeba znaleźć Jańciowi nowy dom. Kolejny raz po 20 latach – Jańcio oskarżony o morderstwo ukrywa się i wiadomo tylko, że na jego liście jako kolejny numerek widnieje Varg.&lt;br /&gt;Ta książka zaczyna się od razu, bez zbędnych wstępów, bez rozbiegu, nawet nie miałam czasu pomyśleć, że nie czytałam wcześniejszych części z serii o komisarzu Vargu, a powstało ich około 15. Nie miałam przez to mniejszej satysfakcji z lektury, nie miałam problemu, by śledzić akcję. Staalesen nie nawiązuje  w żaden widoczny sposób do poprzednich części, każe Veumowi być tylko tu i teraz, więc ja podążałam za nim, nie musiałam biec, choć strony przelatywały szybko jedna za drugą. &lt;br /&gt;Jak na skandynawski thriller, to dość dziwny jest. Przyzwyczajona do szczegółów, szczególików i do tej przemocy, która rozżarza każdą stronę. Tu jest inaczej. Jest morderstwo – niejedno zresztą – ale krwi przelewa się tylko tyle ile faktycznie wypływa z ciała. To nie maskarada, to nie książka, która chce kupić czytelnika omamiając go i zaczadzając strachem i obrzydzeniem. To książka-skalpel, rozcinająca naszą świadomość. Może jest nawet bardziej książką społeczną, niż kryminałem. Pokazuje słabości systemu, słabość państwa, które zwykło się uważać za jedno z najbardziej bezpiecznych, prorodzinnych i nastawionych na społeczeństwo. Z zaskoczeniem odkrywałam, że ta Norwegia nie jest idealna, że tak samo w paru miejscach łysieje, że w więzieniu może siedzieć niewinny człowiek i że każdy system jest niedoskonały. Nie wiedziałam „kto zabił” do samego końca, ale w tej historii nie to było najważniejsze. Nie najważniejszy był też motyw. Najważniejszy był Jańcio, który był taką „państwową sierotą”, błędem, który najchętniej chciałoby się nakryć kapą niewidzialności, zniszczonym życiem, bo ktoś uznał, że wie, co dla niego najlepsze. To książka, której motywem przewodnim jest to, iż nikt nie powinien nigdy decydować o drugim człowieku. I nikt nigdy nie powinien uśmiechać się do dziecka i mówić, że jest straszy, więc wie wszystko.&lt;br /&gt;Jańcio przyćmiewa Varga – gwiazdę detektywa w tej książce. Ale mimo to sposób przedstawienia bohaterów też nie jest typowy, jak na skandynawskie kryminały. Jest tu zbyt mało szczegółów, zbyt mało soczystości. O głównych bohaterach właściwie nic nie wiemy – Varg jest zaangażowany w sprawę Jańcia, ale brak mu cech charakteru, koloru oczu i ulubionej marki piwa – szczegółów, które ukrwiają bohatera, stawiają go naprzeciwko nas i pozwalają poczuć w dłoni jego rękę.  &lt;br /&gt;Nie mniej jednak zaginęłam w tej opowieści, w tym klimacie, w powrocie do przeszłości (świetny zabieg autora – rewelacyjne pokazanie dwóch podobnych spraw!), w strachu Jańcia i w odwadze Varga. I mimo, że tak mało o nim wiem, mogłabym iść z nim na piwo pewną norweską nocą… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(w języku norweskim ‘varg’ znaczy ‘wilk’)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8432381755569255945?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8432381755569255945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/dobry-wilk.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8432381755569255945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8432381755569255945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/dobry-wilk.html' title='DOBRY WILK*'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-auqmk4uCqWg/TpyQBbCm1pI/AAAAAAAABRc/9fBzIYBr3SA/s72-c/Staalesen_-_Wokol_smierci_AZYMUT.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4098475097774358213</id><published>2011-10-16T22:26:00.004+02:00</published><updated>2011-10-16T22:31:27.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 3</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-k5iOiMj2vWE/Tps-6SvhLCI/AAAAAAAABRQ/ITb40-KtvEU/s1600/P1060027.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-k5iOiMj2vWE/Tps-6SvhLCI/AAAAAAAABRQ/ITb40-KtvEU/s200/P1060027.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664190127533009954" /&gt;&lt;/a&gt;Kiedyś, dawno temu, gdy byłam dziecko-nastolatką, w użyciu były chińskie długopisy, imitujące wieczne pióra. Miały zakrzywiony, wydłużony czubek i znak „ptaszka”, jaki często stawiamy w Internecie, gdy wypełniamy ankiety. Taki długopis kojarzy mi się z moją Przyjaciółką z liceum. Moją I. Widzę teraz bardzo wyraźnie, jak pisze nim swoje opowiadania, wiersze, liściki na nudnych lekcjach biologii, z których do dziś pamiętamy, że żuraw ustawia zgięta nogę pod kątem 90 stopni. I często pisała nim dedykacje. W tej książce, którą od niej dostałam nie ma dedykacji. Pewnie była na luźnej kartce, która wypadła spomiędzy kolorowych stron i albo wsunęła się pod szafę, albo ktoś podniósł ją ze szkolnego korytarza, albo jest w moim przepastnym kartonie, który skrywa rysunki, bilety autobusowe i komiksy, które rysowała dla mnie M. &lt;br /&gt;To tomik Anny Achmatowej. Nie pamiętam okazji, nie pamiętam okoliczności, ale pamiętam, że moja I. zakochana w Rosji dawała mi tomik drżącymi dłońmi. &lt;br /&gt;Czytam go od kilku dni wciąż na nowo. „Niedziele z mową zaczarowaną” miały być odtrutką na jesienną depresję. Ale „Liryki najpiękniejsze” są depresyjne same w sobie, są ukryte w malowanych zielonym tuszem kwiatach, ale tchną niepokojem, łzami, niespełnioną miłością. Achmatowa jest porzucona, albo czasem tęskni też do kogoś, kto nie żyje. Te wiersze są bardzo rosyjskie – nie czytam zbyt wiele literatury rosyjskiej, bo mnie boli, bo ginę w tych falach beznadziei i strachu. Ale do tego tomiku mam sentyment wielki i szukam w nim zawsze tego dobrego. Znalazłam jeden wiersz – jest smutny, jest naszpikowany niepokojem, choć na spokój się sili i układność. Na pogodzenie z losem. Ale jak z losem może być pogodzona kobieta, która kocha, tęskni, czeka i tylko wmawia sobie, że zapomniała?&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Ja postanawiam znaleźć w tym wierszu cząstkę pomarańczy zasuszonej na kaloryferze, która roznosi zapach po całym domu. Znajduję w futro kota. Znajduję okruszki chleba. Znajduję korale z jarzębiny, zawieszone tam dwa tygodnie temu, trochę już wysuszone, ale wciąż piękne. Znajduję wołanie czajnika, który zapowiada herbatę. I na przekór wszystkiemu znajduję spokój. Postanawiam znaleźć tam zapowiedź przyjemnej jesieni, złotej, złoto-rudej. Takiej, w jakiej się brodzi w liściach po kolana, w jakiej można położyć się na wyschniętej łące i jeszcze wykąpać się w słońcu. Z zapachem grzybów. Z koszykiem pełnym gruszek. I tylko to, żadnych deszczów. I jeszcze trzymani się z I. za rękę i opowiadanie sobie tych jesieni, które już minęły, wszystkich wspólnych pierwszych września. I mam nadzieję w najbliższych dniach kupić chiński długopis imitujący pióro i nosić go ze sobą całą jesień, jak talizman.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-grSDWZ8_Zdk/Tps-Q-jmUkI/AAAAAAAABQs/odw13BHZ-ZY/s320/P1060024.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664189417739670082" /&gt;Żyć nauczyłam się prosto i mądrze,&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Patrzeć na niebo, modlić się do Boga&lt;br /&gt;I długo, długo chodzić o wieczorze,&lt;br /&gt;By niepotrzebna ustąpiła trwoga.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kiedy w wąwozie łopuch drży na wietrze,&lt;br /&gt;Dygoce jarzębina drobnym ciałem,&lt;br /&gt;Układam wtedy swe wesołe wiersze&lt;br /&gt;O życiu płonnym - płonnym i wspaniałym.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Do domu wracam. Liże moje dłonie&lt;br /&gt;Puszysty kocur, sierść przymilnie zjeża.&lt;br /&gt;W tartaku za jeziorem zorzą płonie&lt;br /&gt;Ze świeżych belek ustawiona wieża.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Jedynie z rzadka rozdzierając ciszę,&lt;br /&gt;Bocian na dachu wrzaśnie czy zapłacze.&lt;br /&gt;I zdaje się, że nawet nie usłyszę&lt;br /&gt;Jeżeli ty do drzwi mych zakołaczesz.&lt;br /&gt;&lt;p&gt; 1912&lt;/p&gt;&lt;p&gt;tłum. Wiktor Woroszylski &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 306px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-u51Q176WE10/Tps-pZTfySI/AAAAAAAABRE/2PALECgX6Ss/s320/P1060025.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664189837236750626" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4098475097774358213?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4098475097774358213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-3.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4098475097774358213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4098475097774358213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-3.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 3'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-k5iOiMj2vWE/Tps-6SvhLCI/AAAAAAAABRQ/ITb40-KtvEU/s72-c/P1060027.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7959201595934007862</id><published>2011-10-13T10:42:00.001+02:00</published><updated>2011-10-13T10:43:25.418+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>W WYOBRAŹNI CZYTAM KOMIKS O MIŁOŚCI</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZSqljeqOd5k/Tpako7fF_DI/AAAAAAAABQg/40w7IQtX3as/s1600/d%25C5%2582onie.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZSqljeqOd5k/Tpako7fF_DI/AAAAAAAABQg/40w7IQtX3as/s200/d%25C5%2582onie.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662894604534807602" /&gt;&lt;/a&gt;MAŁGORZATA SZYMAŃSKA-WARDA&lt;br /&gt;„DŁONIE”&lt;br /&gt;LIGATURA, HAJNÓWKA 2005&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno każdy z nas mógłby napisać jedną książkę. Każdy ma w sobie historię, która opowiada się sama. Warda, jeszcze pod podwójnym nazwiskiem, sięgnęła w sam środek siebie – napisała powieść osadzoną na ASP, w galeriach, w pracowniach i w samym centrum sztuk plastycznych – w dłoniach i oczach artystów plastyków. Siłą tego debiutu jest właśnie to, że napisała o czymś co zna – autorka jest bowiem absolwentką Akademii Sztuk Pięknych.&lt;br /&gt;To historia Marii, która wyjechała na semestr do Francji, żeby tam, w Paryżu nauczyć się czegoś nowego, innego, żeby zapomnieć o mężczyźnie, którego zostawiła w Polsce i żeby uciec od zobowiązań. To historia Ani, beznadziejnie zakochanej w przyjacielu, Ani, która przychyla mu nieba i która czeka zawsze w przedsionku, nigdy nie wchodzi do pokoju jego serca. To historia Sary, która jako jedyna nie zna się na sztuce, jest oddana literaturze i jej służy wiernopoddańczo. W sztuce ma jednak umoczone włosy i końcówki palców, ponieważ jej matka była znaną i cenioną malarką, zmarła niedawno i zostawiła Sarze swoje prace z prośbą, żeby je uporządkowała. A Sara nie rozumie sztuki i martwi się, jak podoła zadaniu. To historia Doroty, która ma twarz tak piękną, że pozuje każdemu, kto ją spotka, ale ktoś kiedyś powróżył jej z kart tarota i naznaczył jej los. Teraz Doro miota się między dwoma mężczyznami i nie potrafi wybrać. I jest jeszcze Maja, którą poznajemy w czasie zjazdu absolwentów LO plastycznego. Maja wraca do przeszłości i zastanawia się, jak poznawanie sztuki wpływa na człowieka. &lt;br /&gt;Gdy przeczytałam tę książkę, postanowiłam wyrysować sobie diagram, na którym zaznaczyłabym każdą z kobiet, ich powiązania, ich spotkania, czasem zupełnie przypadkowe, a czasem zamierzone. Oczywiście w samym centrum mojego diagramu była sztuka. A dookoła ktoś z kimś mieszka a potem się okazuje, że ten ktoś zna się z kimś kolejnym. Ktoś idzie na kawę, a tam spotyka kogoś następnego. Ktoś uczył się z kimś, kto praktykował z kimś innym. Wiją się, meandrują, krążą wokół siebie, są dla siebie planetami i orbitami naraz. Ten diagram wkrótce cały był zamazany, upleciony początkowo z cienkich nitek w miarę postępowania akcji splatał się w grube sznury, nie do zerwania.&lt;br /&gt;Jestem zadziwiona, że to debiut. Jest tak dojrzały – w swoim patrzeniu na świat w tym braku złudzeń, w rzeczywistości nagiej, drżącej z zimna, w tej bezradności, która cechuje realistów. A realistami mogą być tylko ludzie dojrzali, bo zanim dorastasz wierzysz tylko we wróżki i w gumy balonowe. I że zawsze wszystko będzie dobrze. Tu nie jest. Jest brutalnie. Nie można poradzić sobie z życiem, uczuciami, ze światem, nie można czasem udźwignąć swego ciała, jest choroba i uciekanie od odpowiedzialności. Jest też miłość, ale jakaś gorzka w smaku. I mimo, że koniec jest jak balsam, jak miód osadzający się na gardle zdartym od krzyku, trochę wiary i trochę nadziei niesie, to cała powieść jest bolesna.&lt;br /&gt;Nie wiem, co mam powiedzieć o akcji, bo to uczucia są tam najważniejsze. To przemyślenia. To kobieta. Mam wrażenie, że Warda miała w głowie tak dużo znaczeń, że nie mogła umieścić ich w jednej tylko bohaterce, dlatego rozdzieliła je na pięć dziewcząt, kobiet. Nie wiem, czy obdzieliła każdą bohaterkę cząstką siebie w równym stopniu, czy jednej dała włosy, drugiej zamiłowanie do kawy, a trzeciej lęki i niepewność, czy któraś z bohaterek jest w pełni alter ego autorki. Nie mniej jednak każda z pięciu kobiet jest do kości prawdziwa – jedne są naiwne, a inne cyniczne, jedne zdolne inne zakompleksione, ale każda bez wyjątku jest kobieca i każda maluje (bądź pisze) miłość. Każda z nich kocha w inny sposób i myślę, że każda czytelniczka znajdzie w jednej z nich siebie, wybierze nieświadomie bohaterkę najbardziej do siebie podobną i ją obdaruje całą swoją sympatią. Będzie jej kibicować i płakać razem z nią.&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedna rzecz, która tak bardzo w tej powieści mnie poruszyła – opowiadania o obrazach, o filmach, o rzeźbach. Gdy czytałam, jak każda z dziewcząt czaruje – nad drewnem, nad taśmą filmową, nad kamieniem, zapierało mi dech. Widziałam genialne szklane rzeźby, widziałam film, w którym dziewczyna przemienia się w Warszawę, widziałam dłonie, odlane w gipsie… Zastanawiałam się cały czas, czy te wszystkie prace naprawdę istnieją, czy Warda sama je stworzyła, albo podpatrzyła u kolegów na ASP i tym samym poszerzyła ich istnienie o pamiętnikarski zapis w książce? A może to niespełnione pomysły, katalog nieistniejącej wystawy, która na razie tylko w korytarzach umysłu autorki? W takim wypadku mam nadzieję, że powstanie. A najbardziej mam nadzieję, że kiedyś powstanie powieść z grafikami, które narysuje sama autorka.  Komiks o miłości, który czyta się poza chmurkami…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7959201595934007862?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7959201595934007862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/w-wyobrazni-czytam-komiks-o-miosci.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7959201595934007862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7959201595934007862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/w-wyobrazni-czytam-komiks-o-miosci.html' title='W WYOBRAŹNI CZYTAM KOMIKS O MIŁOŚCI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ZSqljeqOd5k/Tpako7fF_DI/AAAAAAAABQg/40w7IQtX3as/s72-c/d%25C5%2582onie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6720799826571282706</id><published>2011-10-12T20:04:00.001+02:00</published><updated>2011-10-12T20:06:32.835+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>HIPNOTYCZNIE… ZAGUBIŁAM SIĘ…</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DpN8hJIUyxs/TpXXA_xYO2I/AAAAAAAABQU/wjzjDe8ouwI/s1600/90079484.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-DpN8hJIUyxs/TpXXA_xYO2I/AAAAAAAABQU/wjzjDe8ouwI/s200/90079484.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662668518606781282" /&gt;&lt;/a&gt;A.D. MILLER&lt;br /&gt;„PRZEBIŚNIEGI”&lt;br /&gt;(TŁ. JAN KRAŚKO)&lt;br /&gt;ŚWIAT KSIĄŻKI, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rosję znam ze stereotypowych pocztówek, z matrioszek, skrywających jedna drugą, jak wielkie potwory, albo przeciwnie, jak symbole matki, od której wzięły nazwę. Z tego, że jest tam zimno i że jest kolosalna różnica między statusami społecznymi. Z podsłuchanych rozmów ludzi, którzy tak jak ja nigdy tam nie byli, a krzewią o niej wiedzę graniczącą z pewnością. Tylko, że ta granica jest bardzo widoczna. I z Dostojewskiego, który pisał o Rosji, jakiej już nie ma przecież. I z faktu, że nie czytam literatury rosyjskiej, bo przejmuje mnie smutkiem i beznadzieją. &lt;br /&gt;Właściwie nie wiem, czemu sięgnęłam po „Przebiśniegi”. Przykuły moją uwagę definicją przed tekstem – o tym, że przebiśnieg to kwiat, albo zwłoki pojawiające się spod topniejącego śniegu. Ten kontrast – piękno/brzydota, ten kontrast życie/śmierć, te kontrast między dwoma dreszczami, jakie wywołują obydwie definicje – kwiat to dreszcz przyjemności i tęsknoty za wiosną, dreszcz słońca, pieszczącego wyziębioną zimą skórę, a zwłoki – dreszcz, który biegnie po plecach jak mały czarny kot, wbijający pazury – boli…&lt;br /&gt;Ta książka mnie zaskoczyła, zatrzęsła mną i jest moim małym odkryciem. To jak świetnie mi się ją czytało, jak zimno mi było w jej 27 stopniowym mrozie.&lt;br /&gt;To historia Nicholasa, Anglika, prawnika po trzydziestce, który zostaje wysyłany do Rosji, żeby tam prowadzić wielkie interesy i zarabiać ogromną kasę. Między spotkaniami w interesach, papierami, wycieczkami do podejrzanych barów ze striptizem, Nicholas poznaje w autobusie dwie dziewczyny – Maszę i jej siostrę Katię. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, a wkrótce Kola (to rosyjskie zdrobnienie jego imienia) dochodzi do wniosku, że Masza to kobieta, którą będzie trzymał za rękę w wieku siedemdziesięciu lat i która pojawiła się w rosyjskim autobusie dla niego. A to jest jak klocek domino, przewracające kolejne i kolejne, aż do końca. &lt;br /&gt;Książka jest pisana w formie listu – to swoista spowiedź, jaką Nicholas kieruje do swojej narzeczonej. Jest tuż, tuż, krok przed ślubem i chce wyznać jej swoją Rosję – swoją winę. Bo jest Rosją zakażony, jest uzależniony, wsiąknął w te wszystkie stereotypy, z których wiele się potwierdziło. Bo jest na przykład mieszkanie, podzielone na kilka klitek, gdzie na korytarzu jedna łazienka dla wielu mieszkań i gdzie chodzisz z własną deską klozetową, żeby nie zarazić się żadną chorobą. Ale są też dyskoteki, gdzie przewala się ogromna kasa, skórzane kurtki i kobiety, szukające wrażeń, gdzie „w środku był parkiet z trojgiem tancerzy na podium(…). Nad naszymi głowami fruwały dwie pomalowane na złoto nagie dziewczyny z anielskimi skrzydłami. Ruszyliśmy do baru. W barze była szklana podłoga, a pod nią akwarium z jesiotrami i kilkoma smętnymi rekinami.” [s.52]Jest Rosja z najgorszych stereotypów, kobiety „(…)w hali przylotów; negocjowały cenę z jakimś taksiarzem (złote jedynki, całoroczna skórzana kurtka, błyszczące buty z czubkami tak szpiczastymi, że mogłyby mu posłużyć za wytrychy).” [s.172]&lt;br /&gt;To fascynujące spojrzenie cudzoziemca – Miller, autor powieści jest ekonomicznym korespondentem w Rosji – taki Englishman In New Russia – więc pewnie po części ta książka to autobiografia. Choć to kryminał to nie do końca. Są zwłoki, wynurzające się spod topniejącego śniegu, są ciemne interesy, są wielkie przekręty i szalona, dzika miłość.&lt;br /&gt;Książka ma świetny język, styl i zaskakującą konkluzję – Rosja jest  jak narkotyk, miasto, którym się zaciągasz, wdychasz je głęboko w płuca i pozostaje w nich jak osad. Rosja to  bohaterka tej książki na równi z Nicholasem, Katią i Maszą, to rozliczenie z przeszłością, ale też swoisty poemat miłosny na część tego miejsca, brudnego, podejrzanego, gdzie możesz nie przeżyć nawet dnia, gdzie serce może Ci się zatrzymać w każdym momencie i gdzie jest bardziej prawdopodobne, że przysłowiowa cegłówka spadnie Ci na głowę, niż w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi. A już najbardziej prawdopodobne, że ktoś ją zrzuci z premedytacją, że będziesz celem.&lt;br /&gt;To „list” pisany genialnym językiem, cechujący się wyostrzonym zmysłem obserwacji. Czytałam i widziałam, czułam oślizgłe węgorze, śmierdzące śledzie, skisłe i trzymane w słoiku i bliny, ociekające tłuszczem. Ale chłonęłam dalej, powstrzymując się przed zamknięciem książki, zatykałam nos i wchodziłam coraz głębiej i głębiej. Otumaniona, zafascynowana, uzależniona…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6720799826571282706?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6720799826571282706/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/hipnotycznie-zagubiam-sie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6720799826571282706'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6720799826571282706'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/hipnotycznie-zagubiam-sie.html' title='HIPNOTYCZNIE… ZAGUBIŁAM SIĘ…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DpN8hJIUyxs/TpXXA_xYO2I/AAAAAAAABQU/wjzjDe8ouwI/s72-c/90079484.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3949372017537662401</id><published>2011-10-10T23:47:00.003+02:00</published><updated>2011-10-11T00:05:49.864+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 2</title><content type='html'>[z przyczyn trochę magicznych, a trochę wizytowo-spotkaniowo-leniwych niedziela odbywa się w poniedziałek… jak pierwsza zresztą]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno szukałam tej książki gorączkowo. Była 1 w nocy, a ja tak cholernie się bałam, że zginęła. Jest mała, niepozorna, ma tylko 48 stron (ze spisem treści) i schowała się, ukryła, a mi przebiegły ciarki po plecach. Bo nie ma jej. Bo już jej nie będzie… &lt;br /&gt;Ale jest, wyszła spomiędzy grubych tomiszczy i pokazała swoją białą prostą okładkę z zielonym tytułem „W twoich udach jest wulkan”.&lt;br /&gt;Autorem tego tomiku jest &lt;a href="http://www.qdrym.ovh.org/poeci/str/g13.html"&gt; Mirosław Kościeński &lt;/a&gt;. Jego tomik dostałam na spotkaniu autorskim, jakie miał w naszym LO, na zajęciach z dziennikarstwa. Przyszedł, gadał, gadał, gadał, drewnianym głosem czytał swoje wiersze, w których nie było polotu i ikry. A potem dostaliśmy tomiki do ręki. W mojej dedykacja „Marcie – życząc poetyckich wzlotów”. Gdy ten tomik wzięłam do ręki to zakręciło mi się w głowie. To erotyki (do dziś się zastanawiam, jak nasza pruderyjna do granic możliwości, mnisia wręcz wychowawczyni, pozwoliła przyjść Kościeńskiemu do nas i dać nam te słowa do rąk!). To wiersze, które ociekają wszystkimi wydzielinami ludzkimi. To wiersze o miłości fizycznej, nie do końca scalonej z miłością duchową. To wiersze drapieżne, obsceniczne czasem, bardzo ironiczne i takie nie do końca w tę miłość wierzące. Choć potem, gdy zdejmie się wszystkie jęki rozkoszy, to zostaje pod powierzchnią rozpalonej skóry sama miłość, albo samo jej pragnienie. Czyste uczucie, które chce się wykluć i tylko nie może, bo cielesność zasłania jej świat.&lt;br /&gt;Wybrałam dwa wiersze z książki, która bawi się w chowanego (bo tak naprawdę to nie pierwszy raz już mi zginęła). Czytam je często, wtedy, gdy chcę poczuć dreszcz emocji (wtedy „z przeczuciem”) i wtedy, gdy chcę pomyśleć (wtedy „erotyk jest monetą”).&lt;br /&gt;I pachną dla mnie te wiersze szkolnym korytarzem i moim pierwszym zachwytem nad tym, że można tak pisać, że można odłożyć na bok wstyd i że można potem pokazać takie wiersze kobiecie i doprowadzić ją do ekstazy samym słowem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;z przeczuciem&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;będziemy się kochali po szczeniacku  i&lt;br /&gt;z uśmiechem o wariackich papierach&lt;br /&gt;a w nocy o godzinie którą doskonale&lt;br /&gt;wyczujemy wewnętrznie powiemy – możliwe&lt;br /&gt;że się obudzimy ja przytulony do&lt;br /&gt;wczesnych gruszek dojrzałych w styczniu&lt;br /&gt;bo takie są twoje dziewiętnastoletnie &lt;br /&gt;piersi zerwane z opuszczonych wykładów i&lt;br /&gt;ćwiczeń albo z niezdanego egzaminu ciemnych&lt;br /&gt;stron gramatyki języka rosyjskiego i psychologii&lt;br /&gt;rozorany blizną na twoim ciele podniecającą&lt;br /&gt;aż po sam koniec który trzymasz w ręku&lt;br /&gt;lub z przeczuciem że zostaniesz kochanką&lt;br /&gt;zamiast dwudziestopięcioletnią żoną /nie&lt;br /&gt;pokonania na olimpijskim dystansie&lt;br /&gt;łóżka/ i akademickim ciężarnym od plotek&lt;br /&gt;na nasz temat będziemy się dożywiali&lt;br /&gt;seksem i autentyczną miłością na przemoczonej&lt;br /&gt;ślizgawce prześcieradła wyhaftowanego genami&lt;br /&gt;będziemy się kochali aż do szpiku i trzewi&lt;br /&gt;będziemy&lt;br /&gt;aż użyźnią to poletko wcale nie Pana&lt;br /&gt;Boga tylko&lt;br /&gt;moje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;erotyk jest monetą&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;moneta erotyku ma dwie strony&lt;br /&gt;bardziej wytartą i spoconą jest jej awers&lt;br /&gt;- pornografia stąd tyle fałszywego oburzenia&lt;br /&gt;i awersji&lt;br /&gt;monetę erotyku możemy rozmienić na drobne&lt;br /&gt;i wydać np. na kurwy bo od czasu do czasu&lt;br /&gt;trzeba zakosztować przysłowiowych zakazanych&lt;br /&gt;owoców /wciąż podniecających piersi w cenie&lt;br /&gt;I gat./ możemy też zdeponować ją w banku serca&lt;br /&gt;na lepsze czasy lub kupić za nią bilet do&lt;br /&gt;specjalnego kina na zakazany film&lt;br /&gt;gdzie ze zdumieniem odkryjesz że główną rolę&lt;br /&gt;gra bliska ci osoba&lt;br /&gt;zauważ życie jest też monetą a wszystko&lt;br /&gt;ma stronę prawą i lewą ciemniejszą&lt;br /&gt;i bielszą awers i rewers /lecz nie łudź się&lt;br /&gt;że odwrotnością pornografii jest miłość/ ten&lt;br /&gt;erotyk jest monetą jak twoje życie wszystko&lt;br /&gt;&lt;p&gt;zależy od tego która strona upadnie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;w błoto&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-8KBBFkYzxG0/TpNsEzWO8DI/AAAAAAAABQM/DJQpNiCshqw/s320/P10600191.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661987986293583922" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3949372017537662401?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3949372017537662401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-2.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3949372017537662401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3949372017537662401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-2.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ  ODCINEK 2'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-8KBBFkYzxG0/TpNsEzWO8DI/AAAAAAAABQM/DJQpNiCshqw/s72-c/P10600191.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-9179728299464033248</id><published>2011-10-07T10:00:00.003+02:00</published><updated>2011-10-07T10:03:07.223+02:00</updated><title type='text'>DZIŚ NADSZEDŁ…</title><content type='html'>Z przyczyn kompletnie niezależnych od solenizanta i poniekąd niezależnych ode mnie, wyniki konkursu ogłaszam dziś – dzień po imieninach.&lt;br /&gt;Obrady w ogóle nie były burzliwe i odbyły się via Internet – ja w Gdańsku, a Brat w Słupsku, co utrudniało rozmowę face to face.&lt;br /&gt;Solenizant postanowił, że każde z nas wyśle maila z 3 typami i zobaczymy, czy któreś się pokryje. Tak zrobiliśmy i jak zwykle okazało się, że myślimy bardzo podobnie.&lt;br /&gt;Krótka wymiana zdań, potwierdzenie, pokiwanie głową i już wiadomo, że „Matki, żony, czarownice” powędrują do:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;alexanderki, która napisała: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro nie lubi standardowych życzeń... wymigałabym mu (język migowy) najbardziej znany znak na świecie - kocham cię :)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że to było najbardziej oryginalne i najbliższe zrozumienia wyzwanie, a poza tym i ja i solenizant pomyśleliśmy o alexanderce jako pierwszej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Książka więc już wybiera się do zwyciężczyni. Niech tylko dostanie jej adres!!! (alexanderko, prześlij go proszę na maila martunia33@wp.pl)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-CklxU4mDFDg/To6x2jqlSDI/AAAAAAAABQE/QXffhfbaaAg/s320/P1060015ab.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5660657332496189490" /&gt;Nie mniej jednak chciałabym posłać też nagrodę niespodziankę tamaryszkowi, który rzutem na taśmę życzyła Bratu – a to za fenomenalną pamięć i wyczulenie na Brata w postach :-) (tamaryszku – poproszę o adres).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli potworzyć, pogłówkować, pomyśleć, pożyczyć, pokombinować i poszaleć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-9179728299464033248?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/9179728299464033248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/dzis-nadszed.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9179728299464033248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9179728299464033248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/dzis-nadszed.html' title='DZIŚ NADSZEDŁ…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CklxU4mDFDg/To6x2jqlSDI/AAAAAAAABQE/QXffhfbaaAg/s72-c/P1060015ab.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2032751099362930309</id><published>2011-10-05T00:45:00.000+02:00</published><updated>2011-10-05T00:46:44.940+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>BAJU BAJ…</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9u9Qu7Mx6sU/TouMzxqmBoI/AAAAAAAABP8/cAFiHpHfUJ8/s1600/MI%25C5%2581O%25C5%259A%25C4%2586.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9u9Qu7Mx6sU/TouMzxqmBoI/AAAAAAAABP8/cAFiHpHfUJ8/s200/MI%25C5%2581O%25C5%259A%25C4%2586.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659772177854367362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MIROSŁAW SOŚNICKI&lt;br /&gt;„MIŁOŚĆ, TYLKO MIŁOŚĆ”&lt;br /&gt;MTM, JUGOWICE 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można tak…&lt;br /&gt;To historia Joanny – 34 letniej bizneswoam, uwikłanej w romans z żonatym mężczyzną, która dostaje zawału i trafia do szpitala, a tam przechodzi wewnętrzną przemianę i odnajduje prawdziwą miłość.&lt;br /&gt;…ale ten suchy opis, te kilka słów nie oddaje sensu i siły tej historii.&lt;br /&gt;Więc można też tak…&lt;br /&gt;Jest Jakub – Jakub leży w szpitalu umierając na raka i modli się o miłość. Panie Boże, gdy ona przyjdzie, gdy dasz mi dzień jeden z prawdziwą miłością – możesz mnie zabrać. I przychodzi Joanna, zaplątana cudem w sieć, którą Bóg postawił na jej drodze. Idzie, wchodzi do pokoju i już zostaje, bo nie może wyjść. I nie zamierza pozwalać odejść Jakubowi po jednym dniu. Ona wymodliła sobie więcej miłości niż tylko na dwa obroty wskazówek po tarczy zegara. Zegar tyka, a Joanna daje cała siebie, żeby Jakub mógł istnieć.&lt;br /&gt;I czytając tę książkę miałam w głowie jedno zdanie „Dobrze, że w książkach wszystko jest możliwe!”.&lt;br /&gt;Obudzenie do nowego życia, otwieranie oczu na oczywistości to nie jest nowy motyw. To wręcz jeden z tych motywów, który pojawia się w co drugiej książce. Ale znów Sośnicki znajduje swój sposób, swoje słowa, swoje zaczarowanie. Znów opowiada o oczywistościach, ale tak nieoczywistym językiem, że chce się słuchać i coraz bardziej się poddawać zdumieniu i zadziwieniu.&lt;br /&gt;Co prawda w tytule widnieje „Miłość, tylko miłość”, ale to nieprawda, bo jest też wiara, jest też nadzieja i złość i zwątpienie i nienawiść. Są kłopoty finansowe, są kłótnie o firmę, jest intryga troszeczkę kryminalna, ale jest też morze zimą, modlitwy wysłuchane i cząstki pomarańczy, ssane spierzchniętymi wargami.&lt;br /&gt;Ale po raz kolejny Sośnicki udowadnia, że miłość jest najważniejsza. Po raz kolejny, choć pierwszy, bo &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/zazdrosc-o-sowa.html"&gt;”Modżiburki”&lt;/a&gt;, które doprowadziły mnie do Joanny i Jakuba napisane były później. &lt;br /&gt;Sośnicki pisze książki do czucia. Nie do myślenia. Czyta się je braillem – przykładam dłonie do kartek i wchłaniam słowa. Nie wszystko rozumiem, czasem chwytam tylko pojedyncze motywy, czasem wiem, że to jakiś ukryty symbol, ale nie do końca wiem, czym ma być. Ale to jak bajki, takie bajki dla dorosłych, bajania do poduszki i dla przypomnienia, że czasem coś jest dużo ważniejsze, niż się wydaje. Jest w tej książce trochę magii, trochę niezrozumiałego, taka poezja upchnięta do kuferka prozy. &lt;br /&gt;A po co ludziom bajki? &lt;br /&gt;Żeby lepiej się żyło.&lt;br /&gt;Żeby nie zapominać o najważniejszym (miłość, tylko miłość…)&lt;br /&gt;Żeby najpierw płakać, a później się uśmiechać.&lt;br /&gt;Żeby uwierzyć, że storczyk może się zakochać w kobiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę dostałam od autora, z autografem. Od czasu, gdy przeczytałam „Modżiburki” czuję, że to moja pokrewna dusza, ktoś, kto czasem myśli dokładnie to samo, co ja, więc dzięki Mu wielkie, za ten prezent]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2032751099362930309?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2032751099362930309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/baju-baj.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2032751099362930309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2032751099362930309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/baju-baj.html' title='BAJU BAJ…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9u9Qu7Mx6sU/TouMzxqmBoI/AAAAAAAABP8/cAFiHpHfUJ8/s72-c/MI%25C5%2581O%25C5%259A%25C4%2586.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1369536366474659708</id><published>2011-10-03T00:07:00.005+02:00</published><updated>2011-10-03T00:11:52.135+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 1</title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;Idzie jesień. Wielkimi krokami. Dziś jeszcze jej nie ma, ale już czuję na karku jej podmuch. I lodowate palce zimy, które są tuż za jesienią. Nie przygotowałam się na nią, nie wygrzałam się, nie zrobiłam zapasów słońca pod powiekami. Dlatego myślę nad alternatywnymi sposobami zapewnienia sobie ciepła.&lt;br /&gt;Jednym z nich jest poezja.&lt;br /&gt;Przy ostatniej wizycie w bibliotece podeszłam do regału z poezją i utknęłam tam na trochę, przysiadłam na stołeczku, który stoi akurat między „Poezja polska” a „Poezja zagraniczna” i „Poezja. Antologie”. Wybrałam kilka tomików i od wczoraj utonęłam w nich. Jedną dłonią mieszam dżem w garnku, a drugą przewracam strony w tomikach poetyckich. Różnych. Odsunęłam też trochę prozę na swojej półce z książkami i wyciągnęłam zza niej moje ulubione tomiki. &lt;br /&gt;I będę te krople dobrych słów pokazywać.&lt;br /&gt;A zacząć chcę nietypowo i przewrotnie.&lt;br /&gt;Bo od wierszy mojego Przyjaciela. &lt;br /&gt;Kiedyś bardzo blisko siebie byliśmy, znał wiele moich myśli, a ja się starałam być skarbonką na jego uczucia. Bez kluczyka. Trochę tego wszystkiego we mnie zostało. Między innymi zeszyt z obcasem i żarzącym się papierosem, zatytułowany „Pierwsze kroki”. Nie pamiętam już, jak znalazł się u mnie. Pewnie byłam ostatnią, której pokazywał, jak się uczy podporządkowywać sobie słowa. A potem wyjechał na studia i „ta ostatnia” zakopała zeszyt w kartonach, wśród zasuszonych kwiatów, starych zdjęć i listów. Z Mariuszem spotykam się bardzo rzadko, bardzo rzadko rozmawiamy. Mimo Internetu, mimo telefonów On jest w Warszawie, a ja w Gdańsku i nici poprzecierały się, wypłowiał wzór, jaki razem tkaliśmy. Ale nie całkiem wszystko zniknęło. Gdy odnalazłam Jego zeszyt (pewnie też nie pamięta, że go mam) obok tomiku Szymborskiej, Poświatowskiej, Achmatowej i tekstów U2, uśmiechnęłam się i zamyśliłam nad młodością chmurną i durną. Nad tym, jak kiedyś, lat temu 12 (bo taką datę ma ostatni wiersz z zeszytu) Mariusz pisał swoje uczucia, podpisując je śmieszną, ale przemyślaną kokardką, która miała symbolizować splot jego inicjałów M.K. &lt;br /&gt;Śmieszne są i nieporadne niektóre, niektóre mądre i zaskakujące. Niektórych nie rozumiem i nawet się nie staram, a niektóre są dokładnym odzwierciedleniem moich zamyśleń/przemyśleń. Ale jednego nie można im odmówić. Są szczere i prawdziwe. W takich wierszach, wierszach pisanych ukradkiem, między matematyką a zawodem miłosnym, między spacerem z psem a pierwszym pocałunkiem – w takich wierszach się nie kłamie!&lt;br /&gt;Więc bez interpretacji, bez analizy, bez komentarza chcę Wam pokazać kilka z nich, tych, które zrobiły na mnie teraz, po latach największe wrażenie (mimo, że nie otrzymałam formalnej zgody od autora). Ale mam nadzieję, że jeśli tu trafi uśmiechnie się i łezka mu się w oku zakręci, tak jak mi.&lt;br /&gt;Niniejszym otwieram nowy cykl, mój prywatny mały poetycki przegląd, który ma mi pomóc przetrwać zimę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Monotonia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głupiec pragnie być zauważony.&lt;br /&gt;Nadzieja matką głupich.&lt;br /&gt;Nie poszukuj nadziei.&lt;br /&gt;Bądź cierpliwy, nie będziesz musiał poszukiwać.&lt;br /&gt;Serce burzę przetrzyma tylko cierpliwe.&lt;br /&gt;Zauważ w piersi swojej bicie serca.&lt;br /&gt;Głupiec pragnie być zauważony.&lt;br /&gt;Nadzieja…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żywioły&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wejdź we mnie jak&lt;br /&gt;piorun w linię wysokiego napięcia.&lt;br /&gt;Zamknij mnie w sobie jak&lt;br /&gt;policjant złego przestępcę.&lt;br /&gt;Wyrwij mnie jak&lt;br /&gt;huragan drzewo z ziemi.&lt;br /&gt;Porwij mnie jak&lt;br /&gt;tornado plantację kukurydzy.&lt;br /&gt;Zatop mnie jak&lt;br /&gt;ocean małą żaglówkę.&lt;br /&gt;Zgaś me pragnienie jak&lt;br /&gt;woda rozżarzone ognisko.&lt;br /&gt;Zapal mnie jak&lt;br /&gt;zapałka kawałek papieru.&lt;br /&gt;TERAZ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nocny pocałunek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;usta&lt;br /&gt;i usta&lt;br /&gt;poduszka&lt;br /&gt;wyobraźnia&lt;br /&gt;i wystarczy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynajmę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przystojnego&lt;br /&gt;Bezwzględnego&lt;br /&gt;Młodzieńca bez serca, by uwiódł&lt;br /&gt;piękną&lt;br /&gt;bezwzględną&lt;br /&gt;kobietę bez serca, która uwiodła&lt;br /&gt;szczerego&lt;br /&gt;wiernego&lt;br /&gt;mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg jest kobietą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;odnalazłem swojego Boga&lt;br /&gt;pochwyciłem&lt;br /&gt;skrępowałem&lt;br /&gt;usidliłem&lt;br /&gt;i…&lt;br /&gt;czekam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobry jest mój Bóg&lt;br /&gt;ciepły&lt;br /&gt;przyjacielski&lt;br /&gt;obecny&lt;br /&gt;dla&lt;br /&gt;mnie mnogiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dba o mnie mój Bóg&lt;br /&gt;ściska&lt;br /&gt;rozwesela&lt;br /&gt;rozczula&lt;br /&gt;i jest&lt;br /&gt;właśnie tu gdzie ja jestem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dotknąć mogę mojego Boga&lt;br /&gt;przytulić&lt;br /&gt;objąć&lt;br /&gt;ucałować&lt;br /&gt;bo jest&lt;br /&gt;tak dopasowany&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wrażliwy jest mój Bóg&lt;br /&gt;opiekuńczy&lt;br /&gt;czuły&lt;br /&gt;właściwy&lt;br /&gt;bo mój&lt;br /&gt;Bóg jest kobietą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-9Ob8GIFGWWw/TojgzubY7lI/AAAAAAAABP0/ITiLz2VZfi4/s320/P1050996.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659020111031889490" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;[No i nie zdążyłam z pierwszym odcinkiem w niedzielę...]&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1369536366474659708?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1369536366474659708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-1.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1369536366474659708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1369536366474659708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/10/niedziele-z-mowa-zaczarowana-odcinek-1.html' title='NIEDZIELE Z MOWĄ ZACZAROWANĄ. ODCINEK 1'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-9Ob8GIFGWWw/TojgzubY7lI/AAAAAAAABP0/ITiLz2VZfi4/s72-c/P1050996.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-882773388861888585</id><published>2011-09-30T17:08:00.002+02:00</published><updated>2011-09-30T17:17:21.621+02:00</updated><title type='text'>PREZENTÓW CZAS</title><content type='html'>Mój Brat ma za 7 dni imieniny.&lt;p&gt;Z tej okazji mam do podarowania książkę &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Matki__zony__czarownice-p-30865-.html"&gt;"Matki, żony, czarownice"&lt;/a&gt; Joanny Miszczuk od wydawnictwa Prószyński i S-ka. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeśli ktoś ma ochotę ją dostać - oto zadanie: mój Brat strasznie nie lubi życzeń. Ale skoro ma imieniny to chciałabym, żebyście wymyślili jakieś życzenia, które przyjmie osoba nie lubiąca życzeń dostawać. 6 października komisja w składzie ja i solenizant wybierzemy te, które najbardziej chcielibyśmy usłyszeć między łodyżkami imieninowych kwiatków bądź  odczytać na kartce z imieninową wiązanką.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Póki co książka śpi w oczekiwaniu....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5xfCzJ92YAY/ToXdVRqeE4I/AAAAAAAABPs/sH6lXOHkKf0/s320/P10509922.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5658171864449422210" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-882773388861888585?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/882773388861888585/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/prezentow-czas.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/882773388861888585'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/882773388861888585'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/prezentow-czas.html' title='PREZENTÓW CZAS'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5xfCzJ92YAY/ToXdVRqeE4I/AAAAAAAABPs/sH6lXOHkKf0/s72-c/P10509922.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8775693079356332919</id><published>2011-09-28T09:16:00.003+02:00</published><updated>2011-09-28T09:21:23.138+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>PATRZEĆ STOJĄC NA GŁOWIE</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i0waEtV71uw/ToLKuBhmOkI/AAAAAAAABPc/7zDvF_kxuI0/s1600/2251.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-i0waEtV71uw/ToLKuBhmOkI/AAAAAAAABPc/7zDvF_kxuI0/s200/2251.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657306973962910274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;HARRY OLIVER&lt;br /&gt;„KOCIE FURTKI I PUŁAPKI NA MYSZY. SKĄD SIĘ WZIĘŁY ZWYCZAJNE (I NIEZWYKŁE!) PRZEDMIOTY W NASZYM ŻYCIU?”&lt;br /&gt;(TŁ. JAKUB GÓRALCZYK)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam się dziwić. &lt;br /&gt;Uwielbiam być zaskakiwana.&lt;br /&gt;Uwielbiam, gdy coś wywołuje we mnie takie emocje, że przecieram w zdumieniu oczy.&lt;br /&gt;I po części tak podziałała na mnie ta książka.&lt;br /&gt;Co chwilę śmiałam się, bo jak tu się nie śmiać, gdy słyszy się, że hula-hoop było zakazane w Japonii ze względu na nieprzyzwoite ruchy biodrami, jakie wykonuje się podczas jego kręcenia.  Rozdziawiałam usta, bo jak nie rozdziawiać, gdy dowiaduję się, że pierwotnie folia bąbelkowa miała służyć jako tapeta, a Lizzie Magie, która wymyśliła grę Monopol była antykapitalistką i chciała, żeby jej gra podkreślała negatywne skutki kapitalizmu.  Czytałam kawałki komuś, kto akurat znajdował się w pobliżu, bo nie mogłam zatrzymać dla siebie informacji, że Lego pierwotnie było drewniane, a wymyślił je producent drabin, jako sposób na wykorzystanie resztek drewna. A jeśli byłam akurat sama i znalazłam informację taką jak to, że Adidasy zostały wymyślone przez Adolfa ADIEGO Dasslera, a Pumy przez jego brata i że trzy paski miały służyć wzmocnieniu obuwia, a „waflowe” podeszwy powstały poprzez włożenie kawałka gumy do gofrownicy – to musiałam zadzwonić do Męża i podzielić się z nim taką informacją.&lt;br /&gt;Ta książka pełna jest takich perełek. No bo ja nie przypuszczałam, że pierwszy tusz do rzęs stworzony został przez T.L. Williama dla jego siostry, która obawiała się, że jest zbyt brzydka, by znaleźć męża. Nie wiedziałam też o tym, że soczewki kontaktowe, które w znanej dziś postaci powstały w latach 60. XX w. wymyślił już Leonardo Da Vinci. Nie miałam też pojęcia, skąd wzięła się punktacja  w Scrabble – wynikało to z analizy częstotliwości, z jaką dana litera pojawia się na stronach „New York Times’a”.&lt;br /&gt;Oliver podzielił swoją książkę na 13 części, rozróżniając na przykład „produkty spożywcze” – gdzie znajdziemy pizzę, majonez i dowiemy się, że bagietka ma podłużny kształt, ponieważ piecze się szybciej od okrągłego bochenka, a w latach 20. XX wieku prawnie zabroniono piekarzom pracy przed godziną 4 rano; „zabawę i czas wolny” i tu wszelkiego rodzaju gry; „w łazience”, „wewnątrz i na zewnątrz” i „pieniądz rządzi światem”.&lt;br /&gt;Gdy czytałam, że pierwsze mleko w kartonie powstało w 1951 roku to dotarło do mnie z całą mocą, że każdą rzecz, z tych, którymi się otaczam, musiał ktoś wymyślić, zaprojektować, wynaleźć. Gdy czytałam o zmywarce do naczyń i o tym, że wymyśliła ją kobieta, która nienawidziła zmywania, doszłam do wniosku, że wynalazki powstają w ludzkim umyśle po to, by ulepszać życie, pomagać sobie i eliminować z życia to, czego nie znosimy. Gdy czytałam o tym, że kiedyś używanie widelca uchodziło za świętokradztwo myślałam o tym, jak bardzo nasze życie uległo zmianie i jak wiele mamy narzędzi, które kiedyś wzbudziłyby lęk lub oburzenie. Gdy czytałam, że frisbee wymyślili znudzeni studenci, początkowo rzucając pustymi puszkami po ciastkach, żeby umilić sobie czas, myślałam o tym, iż człowiek nudzący się, to człowiek myślący, który chce zabić nudę. A gdy dowiedziałam się, że metalowe nity przy dżinsach zostały wymyślone przez zbieracza minerałów, który chciał w ten sposób wzmocnić kieszenie, nieustannie wypchane nowymi zbiorami, potwierdziło się powiedzenie – potrzeba matką wynalazku.&lt;br /&gt;Lubię takie książki, bo zmuszają mnie do otwarcia oczu, do spojrzenia inaczej, do stanięcia na głowie i sprawdzenia co jest pod blatem stołu, pod który nigdy nie zaglądam.&lt;br /&gt;Niektóre historyjki jednak były zwyczajne, były nudne i zastanawiałam się czym Oliver kierował się wybierając akurat termometr czy minispódniczkę, skoro nie wiążą się z nimi żadne „jabłka Newtona” czy choćby miłość do ukochanego zwierzaka (tak, jak przy kociej furtce, o której mowa a tytule). Ale zaraz się reflektowałam – „skąd się wzięły zwyczajne i niezwyczajne przedmioty…”, a nie „najbardziej spektakularne historie związane z wynalazkami”. Więc czasem ziewałam i dawałam odpocząć swemu zadziwieniu.&lt;br /&gt;Nie mniej jednak od razu przyszła mi do głowy myśl – już widziałam w sklepach pierwsze kalendarze adwentowe – co jeśli zamiast cukierka włożyć do nich historyjki z tej książki i czytać je wieczorem jak mini-bajki? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;(Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-43uI_lT0BXU/ToLK4Yo8KOI/AAAAAAAABPk/TSwjQABroU0/s320/P1050984.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657307151966415074" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8775693079356332919?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8775693079356332919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/patrzec-stojac-na-gowie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8775693079356332919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8775693079356332919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/patrzec-stojac-na-gowie.html' title='PATRZEĆ STOJĄC NA GŁOWIE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-i0waEtV71uw/ToLKuBhmOkI/AAAAAAAABPc/7zDvF_kxuI0/s72-c/2251.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6786591436138385574</id><published>2011-09-22T11:07:00.004+02:00</published><updated>2011-09-22T11:13:04.791+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>DELIKATNE DUSZY BUJANIE</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2tlVTUUZcLk/Tnr73UFHFHI/AAAAAAAABPU/KHc0F3yMU68/s1600/352x500.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2tlVTUUZcLk/Tnr73UFHFHI/AAAAAAAABPU/KHc0F3yMU68/s200/352x500.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655109209818600562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;BRIDGET ASHER&lt;br /&gt;„PROWANSALSKI BALSAM NA ZŁAMANE SERCA”&lt;br /&gt;(TŁ. EWA RUDOLF)&lt;br /&gt;WYDAWNICTW LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł może odstraszać. Jest dokładnym tłumaczeniem tytułu oryginalnego, ale przywodzi na myśl lukier, historię miłosną oczywistą i czarno-białą, jakieś poznawanie królewicza i ogólnie wodospad cukru.&lt;br /&gt;Asher znałam już z &lt;a href="http://www.empik.com/kwiaty-od-artiego-asher-bridget,prod7730058,ksiazka-p"&gt;”Kwiatów od Artiego”&lt;/a&gt;, która zaskoczyła mnie fabułą, łzami wzruszenia podczas czytania i świetnymi postaciami; oraz z trochę mniej udanej &lt;a href="http://www.empik.com/pozyczona-milosc-asher-bridget,prod20320050,ksiazka-p"&gt;”Pożyczonej miłości”&lt;/a&gt;, która akurat nie zaskoczyła mnie niczym. Więc miałam nadzieję na loty trochę wyższe niż królewicz na białym koniu, który przybywa do Prowansji. No albo w tej Prowansji już jest i czeka opalony i gotowy, z ramionami rozpostartymi na taką szerokość, że białogłowa po prostu musi w nie wpaść i nie ma wyjścia.&lt;br /&gt;Przede wszystkim cieszę się, że Asher „przejęło” Wydawnictwo Literackie (wcześniej w Polsce wydawało jej twórczość Otwarte). Cieszę się z dwóch powodów. Po pierwsze Literackie promuje powieści „do poduchy”, które oprócz tego, że świetnie się czytają i że można przy nich odpocząć, to do tego są mądre. A ta książka jest dla mnie mądra, choć może nie odkrywcza w swej mądrości i nie filozofująca. A po drugie cieszę się, bo kocham namiętnie ich okładki, które sprawiają, że biorę książkę do ręki i mam ochotę w nią wejść.&lt;br /&gt;I weszłam w tę dżunglę uczuć i zatopiłam się na kilka wieczorów. &lt;br /&gt;Bo najlepiej czytać ją niespiesznie.&lt;br /&gt;Tak jak się przeżywa żałobę.&lt;br /&gt;Bo ta powieść jest o przepracowywaniu żalu, o oswajaniu strachów, o nazywaniu swoich uczuć, o wymyślaniu dla siebie opiekuńczych duchów, które potem szepczą Twoje imię.&lt;br /&gt;„Każdej kobiecie należy się jedno zagubione lato. Teraz twoja kolej.” [s.100]&lt;br /&gt;Takie słowa usłyszała Heidi od swojej matki. A usłyszała je dwa lata po śmierci swojego męża, ukochanego Henry’ego, który był jej oczami, jej notesem na ważne zapiski, jej kubkami smakowymi i jej podręcznikiem wychowania dzieci. Zginął w wypadku samochodowym i zostawił dwie sieroty – swojego synka Abbota i swoją żonę, która bez niego została ślepa, bez czucia i zupełnie bezradna. Abbot nie może się otrząsnąć po śmierci ojca – obsesyjnie myśli o śmierci, kurczowo trzyma się matki, obawiając się jej przedwczesnego odejścia i obsesyjnie myje ręce, bojąc się przenoszonych przez świat zarazków. I co noc słucha opowieści o Henrym, które snuje matka – o tym, jak grał w bejsbol i o tym, jak kupił sobie fajkę. A matka sama nie może się otrząsnąć. Zaniedbuje swoją ciastkarnię, która kiedyś była jej pasją, radością i spełnionym marzeniem. Notorycznie coś gubi, nieprzytomnie staje na środku drogi nie wiedząc, w którą iść stronę, prawie zapomina o ślubie siostry.&lt;br /&gt;Te słowa, które słyszy od matki, a które we mnie wywołały dreszcz ekscytacji, są magicznym zaklęciem i wyłomem w szklanej tafli, za którą znalazła się księżniczka Heidi. Księżniczka bez księcia i księżniczka, która zupełnie go nie szuka. I zupełnie też nie o tym jest ta książka. Jakaś miłość, jakaś przyjaźń jest obok, dodatkowo. Najważniejsze jest przebudzenie i odzyskiwanie czucia w wargach, w zdrętwiałych stopach i w języku. &lt;br /&gt;Heidi zabiera walizkę, zabiera Abbota, zabiera pasierbicę swojej siostry, która też, tak jak ona nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, i jadą do domu w Prowansji, od wielu lat należącego do rodziny. Domowi przydałby się remont i przydałby się ktoś, kto tak samo, jak on musi się podnieść. Albo jak ona, bo mam wrażenie, że ten dom jest rodzaju żeńskiego. Bo to też książka o sile kobiet, o rodzinie, w której kobiety nieustannie muszą się podnosić z upadków i być silne, muszą ufać samym sobie i innym kobietom w  swojej rodzinie, muszą znać swoją wartość i potrafić oprzeć na niej swoje życie. &lt;br /&gt;Ale to nie żaden manifest feministyczny, a piękna opowieść o magicznym domu, o smakach ciastek z kremem i zapachu świeżego chleba. O górze, trwającej obok domu, w którą wszystkie kobiety rodu mogą wpatrywać się cały dzień, żeby otrzymać odpowiedzi. I to powieść, która kołysze, delikatnie buja, którą najlepiej czytać powoli i nie poganiać jej zbyt nachalnym i zbyt prędkim przewracaniem stron. Nie chodzi  w niej też o to, czy odgadnie się wcześniej fabułę i czy domyśli się zakończenia. Chodzi o położenie się na tej powieściowej trawie i patrzenie w chmury. I o to, żeby dać się porwać bajkom i uwierzyć, ze każda z nich może być prawdziwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na końcu książki jest menu wraz z przepisami na rodzinną prowansalską kolację. Asher jest zafascynowania jedzeniem, zafascynowana smakami, a szczególnie słodkim. Prywatnie, &lt;a href="http://bridgetasher.blogspot.com/"&gt; oprócz pisania &lt;/a&gt;, zajmuje się sklepikiem The Cake Shop, który otworzyła zainspirowana swoją &lt;a href="http://www.tallycakeshop.com/index.html"&gt; ulubioną cukiernią &lt;/a&gt;w mieście o tej samej nazwie. &lt;br /&gt;I mimo mojej miłości do Literackich okładek muszę zamieścić oryginalną, ponieważ budzi we mnie pozytywne uczucia, budzi wiarę i uśmiech, choć uważam, że polska lepiej oddaje charakter powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 196px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JJBl03dTjos/Tnr7u1IVdzI/AAAAAAAABPM/g2ZhZKE6-no/s200/provence-cover.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655109064071673650" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6786591436138385574?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6786591436138385574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/delikatne-duszy-bujanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6786591436138385574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6786591436138385574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/delikatne-duszy-bujanie.html' title='DELIKATNE DUSZY BUJANIE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2tlVTUUZcLk/Tnr73UFHFHI/AAAAAAAABPU/KHc0F3yMU68/s72-c/352x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2161651230260558109</id><published>2011-09-19T19:51:00.002+02:00</published><updated>2011-09-19T19:52:03.617+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>OTWIERAM OKŁADKĘ I JEST GORĄCO</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8yX7gdq4dTM/TneBO4tHxnI/AAAAAAAABPE/XLD88u0e950/s1600/Prosektorium.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-8yX7gdq4dTM/TneBO4tHxnI/AAAAAAAABPE/XLD88u0e950/s200/Prosektorium.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654129949926737522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;OLGA PALUCHOWSKA-ŚWIĘCKA&lt;br /&gt;„PROSEKTORIUM”&lt;br /&gt;PRÓŚZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze, o czym pomyślałam, zamykając okładkę po przeczytaniu książki: „wcale nie jest o tym, o czym na tej okładce napisano!”. &lt;br /&gt;„Młoda studentka i modelka Natasza przeżywa trudne chwile. Nie chce więcej spoglądać za siebie. Podejmuje dodatkową pracę w prosektorium, w miejscu gdzie, jak sądzi, można ukryć się przed całym światem. Początki są trudne – szpital jest przepełniony smutkiem. Kontrast między nową codziennością a światem pokazów mody i gal sprawia, że Natasza uczy się odczuwać intensywniej, doceniać wartość życia i jego prawdziwe piękno.” (&lt;a href="http://www.proszynski.pl/Prosektorium-p-30777-.html"&gt;ze strony wydawnictwa&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;A Natasza na ogłoszenie w gazecie odpowiada całkiem przypadkiem. Sama właściwie nie wie, co ją skłoniło do posłania CV do prosektorium. Pewnie ciekawość. Niezdrowa i zdrowa zarazem. Bo ludzka. Bo każdy z nas się zastanawia, co się tam dzieje i jak wygląda człowiek osiem godzin po śmierci i co tak naprawdę robi się, gdy ktoś musi przeprowadzić sekcję. To takie zaglądanie śmierci w oczy. Bezpieczne, bo za parawanem pracy. Ja czytając opis miałam wrażenie, że Natasza jest dziewczyną z problemem, jakim jest jej wygląd. Przeczuwałam anoreksję, albo bulimię, albo jakąś fobię, która sprawiła, że na pokazie mody przestała oddychać i musiała uciec ze sceny. Ale nic takiego w tej powieści nie ma. Żadnych dramatycznych gestów i żadnego zażywania kokainy w toalecie. No może trochę, gdzieś obok. Ale Natasza to dziewczyna świadoma swojego piękna, a jednocześnie z dystansem do siebie i do całego świata, jakim jest moda i show biznes, do wielkich gal, które w telewizji wyglądają przepięknie, a w rzeczywistości cechują się porwanymi zasłonami i dziurami w siedzeniach dla gości, a czasem spiętą z tyłu na agrafki sukienką głównej prowadzącej. &lt;br /&gt;Drugie o czym pomyślałam, to był natłok pojedynczych słów, które zalały mi oczy – mocna, kipiąca, parząca książka, wysoka temperatura, uczucia, emocje, przekonania, filozofia… Gdybym miała powiedzieć, jaki kolor ma ta powieść, to byłby na pewno bardzo, bardzo mocno czerwony.&lt;br /&gt;To książka niebanalna, choć czasami kuleje i jednak razi banalnością w rozważaniach i filozofowaniu bohaterów. Ale nie ma na pewno banalniej fabuły i to mnie w niej ujęło.&lt;br /&gt;Natasza żyje w wielu światach – w świecie mody, w świecie szpitala i prosektorium, w świecie mieszkania ze współlokatorką Anną, z którą poznała się na studiach, z którą uprawia jogę i czasem zasypiają razem dotykając się nagimi piersiami, w świecie swojej ulubionej herbaciarni, która otworzyła się niedawno i której Anna byłą pierwszą klientką i w świecie jej właściciela, tajemniczego Gruzina i jego rytuałów oczyszczających, w świecie wsi, na którą wyjeżdża z Anną, by oczyścić umysł. Mam wrażenie, że to takie wielki kocioł, tygiel, do którego autorka wrzuciła wiele swoich miłości – herbata, joga, domowe spa, fotografia, fascynacja naturą, książki… Jest tu wiele nitek, posplatanych w supełki. Z jednej strony ta książka jest przez to chaotyczna i nierówna. Ale z drugiej dzięki temu organiczna i mięsista. Tak jak w życiu spotykamy na swojej drodze wiele osób, robimy wiele rzeczy, nigdy nie wiemy, co czeka nas krok dalej. Jeśli więc literatura tego rodzaju ma odzwierciedlać życie, to nie możemy z góry wiedzieć co się wydarzy i nie możemy ograniczać akcji do jednego wątku. Podobało mi się, że Natasza jest samotna, wokół niej przewija się mnóstwo mężczyzn – o jednych mówi, że są piękni, inni wywołują szybsze bicie jej serca, o wielu mówi dobrze, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy z którymś z nich będzie – nie ma tej fantastycznej, sztucznej i lukrowanej książkowej miłości i czytelnikowi nikt nie pokazuje wielką czarną strzałką „To ten!”. Właściwie miłość nie jest w tej książce najważniejsza. Najważniejsze jest szukanie siebie. A miłość, przyjaźń, nienawiść są częściami składowymi docierania do swojego wnętrza. &lt;br /&gt;Zamysł całej konstrukcji jest dosyć jasny – prosektorium kontra świat mody. Okazał się jednak trochę bardziej skomplikowany niż przypuszczałam i to mi się podobało. Ważnym słowem jest ciało, które ma znaczenie symboliczne – jest powłoką prawdziwego ja. I prosektorium i wybieg dla modelek świetnie to pokazuje, a łącznikiem tych dwóch światów jest właśnie Natasza. Samo ciało jest opakowaniem, które trzeba rozciąć, żeby wydobyć prawdę o człowieku. W prosektorium wychodzi cała prawda ciała, które stoi w opozycji do zafałszowania na wybiegach, makijażu, jaki robi się modelkom, strojów, jakie wkłada się im, ukrywając ich tożsamość. I cicha spokojna, wierna żona, pozuje z pejczem w magazynach dla panów, a oni wierzą w mit drapieżnej dominy, która tak naprawdę w zaciszu domowego „prosektorium” gotuje mężowi rosół i w tym się spełnia najlepiej. Ale póki żyjesz, musisz udawać – pogrzeb, to ostatni przejaw życia, dlatego na twoją twarz nakładają makijaż. Ktoś ubiera nam twarz w złudzenia.&lt;br /&gt;Czasami ta powieść kuleje, czasem jest zbyt egzaltowana i ckliwa, ale mnie osobiście podarowała wiele wątków do przemyśleń, do badań, do poszukiwań. Zagotowała mi krew. Urzekła opowiadając o chwytaniu chwili i szukaniu dobrych ziaren w każdym dniu. I nabrałam ochoty na herbatę w magicznej herbaciarni u Gruzina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2161651230260558109?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2161651230260558109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/otwieram-okadke-i-jest-goraco.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2161651230260558109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2161651230260558109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/otwieram-okadke-i-jest-goraco.html' title='OTWIERAM OKŁADKĘ I JEST GORĄCO'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-8yX7gdq4dTM/TneBO4tHxnI/AAAAAAAABPE/XLD88u0e950/s72-c/Prosektorium.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-9181631576032493374</id><published>2011-09-14T00:00:00.001+02:00</published><updated>2011-09-14T00:01:35.929+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>W GŁOWIE HITMANA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9oCkbs2PKOM/Tm_Sucux1oI/AAAAAAAABO8/30OpIdULS3o/s1600/Kiler.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9oCkbs2PKOM/Tm_Sucux1oI/AAAAAAAABO8/30OpIdULS3o/s200/Kiler.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651967752801474178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;HALLGRIMUR HELGASON&lt;br /&gt;„PORADNIK DOMOWY KILERA”&lt;br /&gt;(TŁ. JUSTYNA BURZYŃSKA)&lt;br /&gt;SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed „Poradnikiem domowym kilera” broniłam się długo. Piękna, turkusowa okładka i prześmiewcza dłoń w gumowej rękawicy ułożona na kształt pistoletu nie kusiła. Raczej broniła wstępu. Bałam się, że Toxic, główny bohater, mnie postrzeli. Że nie uszanuje ram książki, wedrze się w mój świat i nie będzie przyjemnie. Że krew będzie kapać i wsączać się w strony, a ja już nigdy więcej nie przeczytam żadnego kryminału.&lt;br /&gt;Dałam się jednak porwać całej reszcie &lt;a href="http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,serie,65.html"&gt;Książek do czytania&lt;/a&gt; z wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria, więc nieśmiało otworzyłam też „Poradnik..” .&lt;br /&gt;Toxic jest Chorwatem. Jest mężczyzną. Jest hitmanem czyli płatnym mordercą. Do szału doprowadzają go Taliańcy, którzy kradną wszystkie piękne kobiety i „Rodzina Soprano”, która fałszuje obraz prawdziwego kryminalisty. Ma dziewczynę – cycatą, zaokrągloną Munitę, piękne mieszkanie w Nowym Jorku, gdzie aktualnie mieszka i na co dzień pracuje w restauracji. A poza tym osiągnął swoisty rekord – potrójny sześciopak, co oznacza, że każda z sześciu wystrzelonych kul to czyjaś śmierć – bez żadnego pudła – dba o ekologię, więc stara się nie przysparzać ziemi dodatkowych, niepotrzebnych 130 decybeli, które niesie za sobą każdy strzał.&lt;br /&gt;W wyniku dziwnych komplikacji i zabicia agenta FBI, musi uciekać ze Stanów – początkowo jego cel to rodzinne strony i Chorwacja, ale służby mundurowe na lotnisku zmuszają go niejako do zabicia w toalecie księdza, wskoczenia w jego sutannę i udania się w miejsce, które zapowiada wydrukowany bilet ojca Friendly’ego. &lt;br /&gt;Islandia.&lt;br /&gt;Długie białe noce, zimno, przyjaźni ludzie, brak rozrywek, brak przemocy i absolutny brak płatnych morderców.&lt;br /&gt;Przymusowy odwyk od zabijania to dla Tomislava szansa na nawrócenie i porzucenia ognia piekielnego, który już liże jego stopy. I to typowa komedia pomyłek z pomylonymi imionami i z trochę prymitywnym, a trochę inteligentnym humorem.&lt;br /&gt;No i opis Islandii podany przez rodowitego Islandczyka (Helgason) ukrytego w skórze hitmana w stanie przemiany – już samo to wywołuje delikatny uśmieszek na twarzy (tak zwane „pod wąsem”) i krztuszenie się pitą do książki herbatą (w tej powieści jest ciągle tak zimno, że musiałam się dogrzewać).&lt;br /&gt;Uwiódł mnie język. Mieszanka wulgaryzmów, prostactw i „potoku” (czytaj języka rynsztokowego pomieszanego z potokiem słów) z wzniosłymi, filozoficznymi rozważaniami i ironią. Poza tym Helgason bawi się imionami, przestawia głoski, naśmiewa się ze swojego języka ojczystego, każe Tomislavowi słyszeć wszystko inaczej, niż jest w rzeczywistości i tym samym dorabia podwójne dno. Piękna Islandka, która zaparła dech Tomislava to „Gunholder”, a małżeństwo, które przyjmuje Toxica w roli ojca Friendly’ego (!) u siebie w domu, ludzie rozkochani w Bogu i w piśmie świętym, mający swój program telewizyjny na temat wiary program nosi nazwę Amen) to w wykonaniu Toma „Goodmoondoor” i „Sickreader”.&lt;br /&gt;A opis Gunholder to sama śmietanka toxicowego sposobu wysławiania się:&lt;br /&gt;„Jej włosy to nie zwykły blond. Mają kolor świeżo wyjętego z lodówki masła, zanim zrobi się miękkie i żółte. Skóra wygląda na wyjątkowo miękką i białą, jak lukrowa polewa na idealnym, nietkniętym ciasteczku. Jej nos jest mały i lekko zadarty do góry, co przywodzi na myśl czubek włoskiego loda – tę część, która jako ostatnia wychodzi z maszyny i jako pierwsza trafia do ust. Jej oczy są lodowato błękitne, niczym niebieski powerade, usta pełne i mięsiste, czerwone i błyszczące jak sorbet truskawkowy.” [s.41]&lt;br /&gt;Tyle tylko, że ja pod tym całym płaszczykiem widzę coś jeszcze.&lt;br /&gt;Toxic brał udział w wojnie domowej w Chorwacji - na wojnie stracił rodzinę. I ciągle tę wojnę widzi, ciągle ją przywołuje. &lt;br /&gt;„Spędzam całe dnie na dokopywaniu się do mojej przeszłości, na szukaniu i czytaniu wojennych opowieści spisanych przez towarzyszy broni. (…) Nasza brygada straciła pięć żyć, sześć nóg, trzy ręce i kilka palców. To smutne, ale moi jednonożni bracia ciągle walczą o życie. Kuśtykają o kulach ulicami Zagrzebia czy Splitu, prosząc przechodniów o kunę lub dwie. Nasz rząd zupełnie o nich zapomniał, chociaż jego siła wciąż opiera się na ich martwych kończynach.” [s.100] &lt;br /&gt;I ja tu widzę Rambo – może i odległe skojarzenie, ale zawsze oglądając ten film (książki nie czytałam) myślę o tym, że najgorzej jest z wojny wrócić, nie na nią iść. I mam nieodparte wrażenie, że Toxic ma maskę, że pod płaszczykiem absurdu, ironii i obrazków z Islandii jest jeszcze ta druga warstwa, grzebanie w głowie i rozdarte bebechy. Tylko trochę schowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-9181631576032493374?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/9181631576032493374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/w-gowie-hitmana.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9181631576032493374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/9181631576032493374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/w-gowie-hitmana.html' title='W GŁOWIE HITMANA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-9oCkbs2PKOM/Tm_Sucux1oI/AAAAAAAABO8/30OpIdULS3o/s72-c/Kiler.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4806941049266298494</id><published>2011-09-01T22:10:00.002+02:00</published><updated>2011-09-01T22:13:12.045+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>76 KONTRA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JHItPlvRNNI/Tl_nO24EU4I/AAAAAAAABO0/3Bl0eUKQ_2A/s1600/Loteria_Patricia-Wood%252Cimages_product%252C21%252C978-83-7502-238-4.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JHItPlvRNNI/Tl_nO24EU4I/AAAAAAAABO0/3Bl0eUKQ_2A/s200/Loteria_Patricia-Wood%252Cimages_product%252C21%252C978-83-7502-238-4.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647486700180755330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;PATRICIA WOOD&lt;br /&gt;„LOTERIA”&lt;br /&gt;(TŁ. ANDRZEJ APPEL)&lt;br /&gt;PROMIC, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Banalne pytanie: co bym zrobił, gdybym wygrał w totka? &lt;br /&gt;To i tamto.&lt;br /&gt;Milion rzeczy.&lt;br /&gt;Kupiłbym dom. Pojechał… do Afryki… dookoła świata… do Toskanii.&lt;br /&gt;Rzuciłbym znienawidzoną pracę.&lt;br /&gt;Kupiłbym auto.&lt;br /&gt;Odpowiedzi jest tyle, ile ludzi na świecie. Każdy ma w głowie inny milion, inny portfel i inne wydawanie.&lt;br /&gt;Perry, jego babcia i najlepszy przyjaciel Keith bawili się w taką grę – wydawanie niewidzialnych pieniędzy, które wygrali na loterii. Co tydzień kupienie jednego, dwóch losów, a potem rytualne odczytywanie liczb i rytualna litania pragnień i obowiązków do spełnienia. Zwiedzenie fabryki ukochanych czekoladek, albo naprawa łodzi i kupno telewizora. Jedno życzenie babci, drugie Keitha, a trzecie Perrego. I tylko jedno z nich ma iloraz inteligencji na poziomie 76. Jeden punkt różnicy między niedorozwinięty/normalny. Per ma ten jeden punkt, ale ma też inne postrzeganie świata. Babcia nie pozwala nikomu mówić, że jest opóźniony, uczy Perrego życia, w swój pokrętny i niecodzienny sposób. Piszą listy –  na przykład lista osób, których Perry powinien słuchać. Jest też słownik, którego Perry się uczy – obliczyli ile słów musi poznawać dziennie, żeby skończyć słownik przed pięćdziesiątką. Perry poznaje alfabet i poznaje słowa asymetryczny, binarny, przyjaciel… Perry ma tylko babcię, bo matka zostawiła go jej w prezencie, gdy nie wiadomo było jeszcze, czy poziom jego inteligencji przekroczy 76. Dziadek, ukochany wzór do naśladowania, już nie żyje. Dwaj bracia zaś każą nazywać siebie kuzynami i nie wiedzą, co Perry jada na śniadanie i że pracuje na pełen etat w sklepie z częściami do motorówek. Nie wiedzą też, że Per ma przyjaciela Keitha, alkoholika, który pije od kiedy wrócił z wojny w Wietnamie i mieszka na łodzi.  Perry lubi czekoladki, dziewczynę z supermarketu, ma ustalony plan dnia, nie pije alkoholu i nie używa brzydkich słów, bo to nieładnie.&lt;br /&gt;I to Perry, tuż po śmierci babci wygrywa na loterii 12 milionów.&lt;br /&gt;To niesamowita książka! Dla mnie genialna w swojej przewrotności – to jak satyra na konsumpcjonizm, na dyskryminację wszelkiego rodzaju i na ocenianie ludzi po pozorach.&lt;br /&gt;Perry wydaje się najmniej odpowiednią osobą do wygrania 12 milionów. To takie „oczko”, które puścił los, zanosząc się od śmiechu. Co dorosły facet o umyśle dziecka zrobi z taką fortuną, na co mu miliony, skoro nawet nie umie prowadzić samochodu i nie będzie mógł kupić sobie mercedesa. Paznokcie wielu osób wbijają mu się w kark, szramy i blizny po tych pazurach szybko znikają – Perry jest zbyt dobry i zbyt naiwny, żeby wierzyć pieniądzom - woli wierzyć ludziom, nawet, gdy ci ludzie mówią nieprawdę. Z góry zakłada dobro i co najwspanialsze  - nigdy nie przegrywa. To najwłaściwsza osoba do wygrania loterii i zrobi z pieniędzmi dokładnie to, co powinno się zrobić wygraną.&lt;br /&gt;Oczywiście jest trochę cukierkowo – jest nieszczęśliwa dziewczyna i trochę szczęśliwej miłości, jest kilka zbiegów okoliczności i kilka łzawych scen. Jest ta wiara w człowieka, na którą mogą pozwolić sobie tylko osoby z ilorazem inteligencji 76. Ale są też emocje, których ja nie mogłam zatrzymać czytając tę książkę i z którymi nie potrafiłam walczyć – dałam się ponieść i wpadłam w tę loterię jak w wielkie koło zamachowe. Tak, jest cukierkowo, ale to cukierek o smaku cytrynowym – nie do końca słodki i na pewno nie bolą po nim zęby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4806941049266298494?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4806941049266298494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/76-kontra.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4806941049266298494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4806941049266298494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/76-kontra.html' title='76 KONTRA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-JHItPlvRNNI/Tl_nO24EU4I/AAAAAAAABO0/3Bl0eUKQ_2A/s72-c/Loteria_Patricia-Wood%252Cimages_product%252C21%252C978-83-7502-238-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6182281225814902619</id><published>2011-09-01T00:00:00.000+02:00</published><updated>2011-09-01T00:00:10.074+02:00</updated><title type='text'>Amalia Rodrigues - Alfama</title><content type='html'>&lt;iframe width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/embed/uNFCz2dSZ4s?fs=1" frameborder="0" allowfullscreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6182281225814902619?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6182281225814902619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/amalia-rodrigues-alfama.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6182281225814902619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6182281225814902619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/09/amalia-rodrigues-alfama.html' title='Amalia Rodrigues - Alfama'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/uNFCz2dSZ4s/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4779376743789629603</id><published>2011-08-31T23:56:00.002+02:00</published><updated>2011-08-31T23:59:47.487+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>TA KSIĄŻKA NIE ŚPIEWA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cBoMAPpOoUg/Tl6uyzxcb3I/AAAAAAAABOs/_nbn57rUu5U/s1600/Ostatnie-fado_Iwona-Slabuszewska-Krauze%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7515-043-8.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cBoMAPpOoUg/Tl6uyzxcb3I/AAAAAAAABOs/_nbn57rUu5U/s200/Ostatnie-fado_Iwona-Slabuszewska-Krauze%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7515-043-8.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647143170683465586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;IWONA SŁABUSZEWSKA-KRAUZE&lt;br /&gt;„OSTATNIE FADO”&lt;br /&gt;OTWARTE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Fado"&gt;Fado&lt;/a&gt;(oznacza los, przeznaczenie) – gatunek muzyczny powstały w XIX wieku w biednych dzielnicach portowych miast Portugalii, głównie w lizbońskich kwartałach Alfama i Mouraria. Fado to melancholijna pieśń[1], wykonywana przez jednego wokalistę przy akompaniamencie dwóch gitar. Nazywane jest czasami portugalskim bluesem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnie fado” – trzy historie, zszyte w jeden tom: kolorowa, egzaltowana okładka z dziewczyną o czerwonych wargach. Patrzy w okno, może z niego wychyla się starsza kobieta, która kiedyś śpiewała fado, albo tajemniczy poeta, maszerujący ulicami Lizbony? Tylko, że po okładce widać, jak bardzo to nie jest Lizbona, tylko jakieś miejsce na Lizbonę przerobione. Podrabiana, tania historyjka. I to „ostatnie fado” też trochę takie jest.&lt;br /&gt;Alicja ma kuzyna Dominika. Gdy była mała Dominik był jej bohaterem – starszy, trochę o nadprzyrodzonych mocach, bo jeździł po świecie, znikał i pojawiał się, kiedy chciał, a ona oczami szeroko otwartymi chłonęła każdą nową zmarszczkę na jego czole i każdy włos, który rósł, gdy jego nie było. Był takim trochę duchem, który gdy się pojawia nie musi już nic – wystarczy, że jest, że weźmie na rower, że pokaże parę zdjęć i że można pochwalić się nim przed koleżankami. Znam to – miałam dwóch kuzynów bliźniaków, w których patrzyłam jak w obrazek – spełniałam wszystkie życzenia, byleby tylko mnie lubili. To była bardzo podobna więź. Teraz Dominik ma 50 lat, siedzi w domu i nie rusza się za jego próg. Nie wyjeżdża już, zgubił gdzieś podróżowanie i wszystkie bilety na pociągi i na statki. Podróżuje tylko po mapie, przyczepionej do ściany kolorowymi pinezkami. Dziwnym trafem w ręce Alicji wpada list Dominika, który napisał do tajemniczej Rosy -  to ona zaśpiewała dla niego tytułowe ostatnie fado. Dominik prosi, żeby Alicja wysłała ten list z Dublina. Alicja zaś wiedziona jakimś mistycznym uczuciem do kuzyna z przeszłości, jakimś zaczadzeniem i chyba trochę chęcią przygody, wyrusza do Lizbony tylko po to, by poznać Rosę, by spojrzeć w oczy dziewczynie, która kiedyś kochała Dominika i wypytać ją, dlaczego to fado, o którym pisze w liście, jest ostatnie. &lt;br /&gt;Łzawe to, bajkowe, mało prawdopodobne i chwiejące się niebezpiecznie jako motyw przewodni i iskierka całej akcji. &lt;br /&gt;Ale książka ma jeszcze dwie inne warstwy.&lt;br /&gt;Jedna to życie i twórczość wielkiego poety &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Fernando_Pessoa"&gt;Fernando Pessoi&lt;/a&gt;, który to pojawia się tutaj chyba tylko dlatego, że mieszkał w Lizbonie, którego wątek nudził mnie śmiertelnie i który nijak się ma do fado, poza faktem, że bohaterka śpiewała jego teksty, a już naprawdę nijak ma się do ostatniego fado, które w ogóle jest o czym innym, a nie o rewolucji kulturalno-oświatowo-literackiej…&lt;br /&gt;Najlepiej wyszedł chyba wątek sklepikarza i jego przyjaciółki, która prowadzi piekarnię. Trochę baśniowy, trochę współczesny – jedna piecze ciastka z miłości, która to miłość ciastek nie chce jeść, a drugie łapie w dłonie nowo narodzoną córkę sąsiada i opowiada o swojej własnej córce, dorosłej już i niesfornej.&lt;br /&gt;Ale też nijak ma się to do fado, i powtarzam – do fado ostatniego, to już w ogóle ni przypiął ni przyłatał…&lt;br /&gt;Niby te wątki wszystkie na końcu jakoś się połączyły, ale szef widać – bardziej to taka fastryga niż piękne wykończenie. Cały czas czytając tę książkę niepokoiłam się tym przeskakiwaniem z bohatera na bohatera – czułam się jak na diabelskim młynie – raz góra, raz dół, raz góra, raz dół, aż zrobiło mi się mdło od tej jazdy. To było rwane czytanie, rwana narracja i rwana historia.&lt;br /&gt;Zupełnie nie przekonały mnie wewnętrzne rozterki Alicji, która sama nie wie, czy jest zakochana, czy nie, czy powinna oddać komuś swój talizman, jakim jest słonik z opuszczoną trąbą. Nie przekonały mnie też wynurzenia Pessoi, który chciał wstrząsnąć światem literackim i zrobić rewolucję językową.&lt;br /&gt;Najpiękniejsze wydały mi się obrazki z Lizbony, targi z owocami i warzywami, tramwaje, które jadą tylko pół ulicy, zapach smażonych sardynek, dziecko bawiące się kamieniem znalezionym na ziemi…&lt;br /&gt;I dwie dobre rzeczy wynikły z tej lektury: raz – znów obejrzałam sobie &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Lisbon+Story-1994-988"&gt;”Lisbon story”&lt;/a&gt;, mój ukochany film Wendersa i dwa – posłuchałam Amalii Rodriguez i dopiero to wywołało we mnie dreszcz i wzruszenie związane z ostatnim fado.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4779376743789629603?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4779376743789629603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/ta-ksiazka-nie-spiewa.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4779376743789629603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4779376743789629603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/ta-ksiazka-nie-spiewa.html' title='TA KSIĄŻKA NIE ŚPIEWA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-cBoMAPpOoUg/Tl6uyzxcb3I/AAAAAAAABOs/_nbn57rUu5U/s72-c/Ostatnie-fado_Iwona-Slabuszewska-Krauze%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7515-043-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-961915178230435700</id><published>2011-08-13T01:33:00.001+02:00</published><updated>2011-08-13T01:34:53.920+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>ŻÓŁTKO, SŁOŃCE, CYTRYNY, ŻONKILE</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WYJUSHAKarg/TkW4jRSkqyI/AAAAAAAABOk/13gEydMoqEA/s1600/Zolte-cytrynki_Kajsa-Ingemarsson%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7453-922-7.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WYJUSHAKarg/TkW4jRSkqyI/AAAAAAAABOk/13gEydMoqEA/s200/Zolte-cytrynki_Kajsa-Ingemarsson%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7453-922-7.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640117024427649826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;KAJSA INGEMARSSON&lt;br /&gt;„ŻÓŁTE CYTRYNKI”&lt;br /&gt;(TŁ. NATALIA JANUSZEWSKA)&lt;br /&gt;SŁOWO/ OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa lata temu, gdy książka dopiero wyszła, miałam ją już w ręku. Zajrzałam do środka, przeczytałam kilka pierwszych stron i odłożyłam. Pomyślałam, że to będzie przewidywalna lektura i że nic mnie w niej nie czeka.&lt;br /&gt;A trzeba było po prostu dać się tej historii opowiedzieć.&lt;br /&gt;Wszystko zaczyna się od różnicy między melonami a cytrynami. &lt;br /&gt;Agnes ma wymarzoną pracę – jest szefową sali w wykwintnej restauracji na modłę francuską. Spełnia się i płacą jej dobre pieniądze. Ma ukochanego mężczyznę, który już jakiś czas temu wprowadził się do niej. Ma najlepszą przyjaciółkę, z którą od czasu do czasu idą na drinka. &lt;br /&gt;I ma cytrynki w miejsce piersi. A jej szef widzi w nich melony i bardzo chce skosztować jej owoców. Gdy Agnes idzie do piwnicy po wino, zakrada się i wkłada jej ręce pod spódniczkę – a ona dziwnym trafem rozbija najdroższe wino w całej piwniczce. I tak kończy się jej świetnie zapowiadająca się kariera szefowej sali. Do tego mężczyzna jej życia okazał się mężczyzną życia jeszcze jednej kobiety – albo PRZYNAJMNIEJ jeszcze jednej i świat się powoli wali. Na głowę Agnes. Pieniądze się kończą, pośredniak wzywa. Kolejny dziwny traf sprawia, że Agnes angażuje się w otwarcie nowej restauracji. A nazwa jej będzie Żółte Cytrynki. &lt;br /&gt;Do tej książki wpada się, jak do żółtego koloru. Jest przyjemnie. &lt;br /&gt;To nie historia pełna fajerwerków. To nie historia, która zaskakuje. To historia, którą świetnie się czyta. Która sobie płynie i nagle dochodzi druga w nocy. Której kolejne strony trzeba zagryzać opiekaną bruschettą, maczaną w oliwie. Jest świeża. Prosta, ale smakowita. Jak gadanie z przyjaciółką w letni dzień, popijając herbatę. To nie takie gorące, upalne przedpołudnie. Jest nawet trochę zimno i zarzucamy na ramiona kolorowe chusty. Ale jest w tym dniu dużo historii i wspomina się go z uśmiechem, z nostalgią. Taka jest ta książka. Żółta kolorem przygaszonego słońca. To najbardziej rozświetlona książka, jaką czytałam ostatnio. Jest zupełnie i dokładnie tym, co zapowiada seria – książką do czytania gatunek komedia romantyczna. Książka bez zadęcia i nie taką, która ma zmieniać świat. Nawet nie ma na celu zmiany czytelnika. Chce mu zapewnić chwilkę rozrywki, ale rozrywki niegłupiej.  Pełnej smaków – jest tam zupa rybna, makaron z krewetkami i grillowany tuńczyk. I uśmiechnięta, kompetentna szefowa kuchni, co serwuje żółte cytrynki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-961915178230435700?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/961915178230435700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/zotko-sonce-cytryny-zonkile.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/961915178230435700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/961915178230435700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/zotko-sonce-cytryny-zonkile.html' title='ŻÓŁTKO, SŁOŃCE, CYTRYNY, ŻONKILE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WYJUSHAKarg/TkW4jRSkqyI/AAAAAAAABOk/13gEydMoqEA/s72-c/Zolte-cytrynki_Kajsa-Ingemarsson%252Cimages_big%252C29%252C978-83-7453-922-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-922168181239765848</id><published>2011-08-11T10:11:00.003+02:00</published><updated>2011-08-11T10:13:50.377+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>RURY,ZLEPY,CIĄGI</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Skn173rbACQ/TkOPAZ8lgSI/AAAAAAAABOU/84A5LgV3pE8/s1600/W-dojrzewajacym-sloncu-O-kobiecie-ktora-stworzyla-winnice_Patricia-Atkinson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04737-8.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Skn173rbACQ/TkOPAZ8lgSI/AAAAAAAABOU/84A5LgV3pE8/s200/W-dojrzewajacym-sloncu-O-kobiecie-ktora-stworzyla-winnice_Patricia-Atkinson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04737-8.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639508395525767458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;PATRICIA ATKINSON&lt;br /&gt;„W DOJRZEWAJĄCYM SŁOŃCU. O KOBIECIE, KTÓRA STWORZYŁA WINNICĘ”&lt;br /&gt;(TŁ. HANNA PASIERSKA)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczyłam na taką książkę, jakie sugeruje lato – ciepłą, pełną lekko musującego wina i upału. I taka, od jakich jestem w pewnym sensie uzależniona – gdy widzę w zapowiedziach wydawniczych zlepek słów przeprowadzka/winnica/jedzenie/Toskania – względnie Prowansja/nowe życie – spisuję tytuł i potem szukam na półkach księgarni. Czytałam ich mnóstwo i czasem myślę, że zbyt opalona jestem tym fikcyjnym słońcem Toskanii. Ale wciąż sięgam po nowe, gromadzę i zastawiam nimi specjalną półeczkę na moim regale z książkami. Nie mogę przejść obok takiej książki obojętnie, bo poruszają we mnie czułą strunę, bo opowiadają moje marzenia i uśmiecham się do ich przyjemnych okładek z zachodem słońca i cyprysami.&lt;br /&gt;Tym razem dałam się podejść Patricii Atkinson, która porzuciła swoje miejskie życie na rzecz winnicy w Prowansji. Porzuciła trochę wbrew sobie. A może nie tyle wbrew co przez przypadek. Bardziej pragnęła uczestniczyć w marzeniu swojego męża, niż się z nim rozstać.  A on właśnie takie miał marzenie. Francja. Winnica. Wino. Dom. Może niekoniecznie w takiej kolejności, bo winnica z winem były najważniejsze. W Polsce mówi się „słomiany zapał” – nie wiem, jakby to było po francusku, ale to bardzo pasuje do Jamesa. Usiadł w cieniu drzewa i patrzył, jak Patricia pracuje. Był chory, a potem pewnie udawał chorego. Tyle tylko, że odwrotu już nie było, bo wszystkie pieniądze były już wydane i pozostało tylko czerpać zyski z wina. Tyle tylko, że to wino nie rośnie na drzewach. Na drzewach rosną owoce, które trzeba podciąć, podwiązać, opryskać, podlać, zebrać, wycisnąć… ale przede wszystkim kochać. I choć to nie była w przypadku Patricii miłość od pierwszego wejrzenia, okazała się miłością na zawsze. Mąż się z nią rozwiódł, ale zostało żonie po mężu jego marzenie i żona zaślubiła się winogronom zamiast męża. Też dobrze, a w tym konkretnym przypadku nawet lepiej. Patricia jest bowiem kobietą sukcesu, o której kręcą filmy dokumentalne, która wyrobiła własną winną markę i która tuz przy końcu książki zamiast jednej winnicy miała już dwie. &lt;br /&gt;A zaczyna się od tego, że po francusku umie powiedzieć jakieś pięć słów i jedno zdanie, a o winie wie tyle – „Jakie to fantastyczne, że wytwarzamy podobne wspaniałości tak niewielkim nakładem pracy. Parę oprysków, trochę koszenia…” [s.50]&lt;br /&gt;W mgnieniu oka okazuje się, że musi być silna, mądra, biegle władać francuskim i to francuskim dość fachowym, musi być szefem, musi być dyplomatą… Świat zaczyna jej się walić na głowę, a może tylko sama winnica i Francja? Podoba mi się w tej książce, że Atkinson nie ukrywa swojego strachu, ze nie ukrywa swojej naiwności, ze nie ukrywa swojej niewiedzy, swoich łez. Że nie boi się powiedzieć, jak bardzo czuje się osamotniona i zdana na innych. Nie koloruje swojej historii różowymi kredkami, nie twierdzi, że było łatwo. Docenia też pomoc wielu osób, bez których nie było by teraz wina Patricii Atkinson. Ja z punktu widzenia obserwatora, doceniam za nią, że była to mądra pomoc – nikt nie robił niczego za nią – gdy trzeba było wsiąść na podkaszarkę nikt nie wsiadał na podkaszarkę Patricii – sąsiad pokazywał jej jak to zrobić, którędy jechać i na co zwrócić uwagę, ale to ona musiała naciskać pedał gazu lub hamulec. Od samego początku była sama, choć nie sama. Dlatego wino smakowało lepiej – było w całości pracą jej własnych rąk i jej głowy – wieczorami czytała książki o enologii na przemian ze słonikiem języka francuskiego. &lt;br /&gt;&lt;p&gt;Ale mimo iż podziwiam Patricię, mimo, że czytając jej historię widziałam prawdziwą kobietę, nie przerysowaną, kościstą i krwistą, to ta książka nie wywołała we mnie natłoku emocji. To zlepek scenek rodzajowych, zlepek potu, lejącego się z czół zbieraczy i zlepek fachowego słownictwa. „Dodałam enzymy pektolityczne, by wspomóc proces ekstrakcji i maceracji.” [s.329] Czytam to zdanie kilka razy i wciąż nie wiem, o czym ona mówi… Patricia jest zakochana w samym procesie powstawania wina. I ogromnie dumna z tego, że opanowała go od A do Z, chce być (jest!) doceniana w zamkniętym, hermetycznym kręgu enologów, chce pokazać, że wie, czym jest ta maceracja, zaimponować czytelnikom. Ale ja nigdy nie widziałam procesu zamiany owocu w wino, nie potrafię sobie go wyobrazić, wiec uciekałam wzrokiem za okno i powracałam do lektury, gdy &lt;a href="http://www.closdyvigne.com/index.php"&gt; butelki wina &lt;/a&gt;stały już na stole. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-89jbsSuU3IM/TkOPKFeax-I/AAAAAAAABOc/QpgWI8PiFXw/s320/clos-dyvigne-rose-wine2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639508561829218274" /&gt;&lt;/p&gt;I przychodzi mi do głowy pewna szalona myśl:&lt;br /&gt;„Dzień mija wśród chaosu rur, pomp i remontages. Chai jest zastawiona drożdżami rosnącymi w licznych wiadrach. Rury krzyżują się na podłodze, pracują wszystkie trzy pompy. Kubły z wodą przygotowaną do spłukiwania jeszcze powiększają bałagan, potykamy się o kable i węże.” [s.162]&lt;br /&gt;- czy to nie wspaniały pomysł na komiks????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-922168181239765848?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/922168181239765848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/ruryzlepyciagi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/922168181239765848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/922168181239765848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/08/ruryzlepyciagi.html' title='RURY,ZLEPY,CIĄGI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Skn173rbACQ/TkOPAZ8lgSI/AAAAAAAABOU/84A5LgV3pE8/s72-c/W-dojrzewajacym-sloncu-O-kobiecie-ktora-stworzyla-winnice_Patricia-Atkinson%252Cimages_big%252C27%252C978-83-08-04737-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5339425123738143411</id><published>2011-07-31T13:33:00.003+02:00</published><updated>2011-07-31T13:34:48.477+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>VOGLIE – MARZENIA, ZACHCIANKI, POŻĄDANIA, TĘSKNOTY, ŻYCZENIA, KAPRYSY…</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xQ7Cpv2N-6o/TjU90ptxoFI/AAAAAAAABOE/9U1hP6oB-Y0/s1600/Uczta-naszego-zycia_Paula-Butturini%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2393-5.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 122px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-xQ7Cpv2N-6o/TjU90ptxoFI/AAAAAAAABOE/9U1hP6oB-Y0/s200/Uczta-naszego-zycia_Paula-Butturini%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2393-5.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635478483484385362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;PAULA BUTTURINI&lt;br /&gt;„UCZTA NASZEGO ŻYCIA”&lt;br /&gt;(TŁ. ZOFIA GRUDZIŃSKA)&lt;br /&gt;ŚWIAT KSIĄŻKI, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodziewałam się słońca. Spodziewałam się zapachów. Spodziewałam się opowiadania o jedzeniu. Spodziewałam się spojrzenia na Rzym, na Włochy jak na kołyskę z dzieciństwa – można na powrót stać się małym, ułożyć się w niej, kołysać i wracać do dobrego samopoczucia, do uśmiechu i do beztroski. Spodziewałam się sjesty, gdzie ręka z dojrzałą figą zamiera w drodze do ust, w upale sok ścieka po ręku, ale owoc wypada, bo osoba, która go trzyma już zasnęła.&lt;br /&gt;Ale nie spodziewałam się takiej książki. &lt;br /&gt;Tak pełnej skrajnych emocji, tak mocno bujającej – od gwiazd do ziemi, od gwiazd do ziemi….&lt;br /&gt;Paula Butturini poznała swojego męża Johna w Rzymie. Tam się w sobie zakochali, tam chwycili się za ręce – do tej pory żadne z nich nie puściło ręki drugiego. Każde miało za sobą nieudany związek. Byli podobni – każde przyjechało do Rzymu odnaleźć swoje korzenie – pochodzili z rodzin włoskich emigrantów. Odnaleźli w wiecznym mieście cząstkę samych siebie, spokój, ale przede wszystkim smaki – niewyszukane, intensywne, świeże, nowe, ale jakby znane. Obydwoje są dziennikarzami, więc pod koniec lat osiemdziesiątych trafili najpierw do Polski, później do Rumunii, do Czechosłowacji. Paula na dwa tygodnie przed ślubem z Johnem została pobita do nieprzytomności w Pradze podczas aksamitnej rewolucji. Do ślubu szła z grubą warstwą pudru na twarzy i z lękiem w okolicach serca. Krótko potem John pojechał do Rumunii, gdzie został postrzelony. Dzięki prowizorycznej akcji ratunkowej (nikt nie miał potrzebnych lekarstw) i szybkim transferze Johna - przeżył. Jednak od tego momentu zaczyna się opadanie i zamykanie powiek – John popadł w depresję. &lt;br /&gt;W mediach od czasu do czasu pojawiają się akcje uświadamiające – trzeba mówić o depresji, nie wstydźmy się jej itp., itd. Ale ja nie miałam pojęcia, czym jest ta choroba, jak się objawia i jakie wielkie wyrwy robi w życiu rodzinnym. Miałam mylne wyobrażenie mężczyzny leżącego cały dzień na kanapie, któremu nie chce się wstać i umyć. Ale to tylko jeden z objawów. Niemożność mówienia, albo wycie; zakopywanie się pod stosem kołder ze strachu, że pracodawca każe przyjść do pracy; uderzanie głową w ścianę; niekontrolowane wybuchy słowne… To tylko niektóre z ogniw łańcucha depresji, który zaciska się na szyi i wżyna w tchawicę. Dużo osób nie daje rady. Nie dała rady na przykład matka Pauli, która również chorowała na depresję – wyszła z domu w koszuli nocnej i utopiła się w rzece. John dał radę. I o tym jest ta książka. O tym, jak Paula stała obok i codziennie robiła trzy posiłki, żeby zmusić męża do rytuału wspólnego zasiadania do stołu. Zorganizowała przeprowadzkę do Rzymu, bo tam obydwoje byli najszczęśliwsi. Zrezygnowała z własnej pracy, żeby być obok niego. Płakała kiedy nikt nie patrzył. I zdenerwowała się w odpowiedniej chwili.&lt;br /&gt;Piękna, mądra książka – dla mnie, depresyjnego laika, wstrząsająca. &lt;br /&gt;I znalazłam w niej najpiękniejsze poematy miłosne do jedzenia – dawno nie czytałam nic tak przepełnionego szacunkiem wobec jadła – po części pewnie dlatego, że terapia jedzeniem przyniosła skutek i Paula odzyskała męża. A o części dlatego, że po prostu Paula i jej mąż kochają jeść, to ich hobby. Czerpią ogromną przyjemność z przygotowywania jedzenia, z podawania go i z samych smaków, aromatów, ale także z tego, co się z jedzeniem wiąże – rytuały, wspólnota, dzielenie się, pretekst do spotkania, pretekst do zrobienia czegoś wspólnie. Najchętniej przepisałabym całe strony tej książki na pięknym czerpanym papierze i powiesiła w kuchni, wśród butelek oliwy z oliwek, główek czosnku, słoików w przetworami, obok kiści dojrzałych pomidorów i w chlebaku, gdzie leży świeży pachnący chleb. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tutaj &lt;a href="http://www.paulabutturini.com/"&gt; strona internetowa autorki&lt;/a&gt;, gdzie między innymi można zajrzeć na jej bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(okładka wydania anglojęzycznego dużo bardziej do mnie przemawia, prosta, w stonowanych kolorach, ale piękna i wiele mówiąca)&lt;br /&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-nwvBUSaJbmk/TjU9u1-dMxI/AAAAAAAABN8/RTBPSYKZKqQ/s200/KeepingtheFeast_FINAL.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635478383696360210" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5339425123738143411?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5339425123738143411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/voglie-marzenia-zachcianki-pozadania.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5339425123738143411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5339425123738143411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/voglie-marzenia-zachcianki-pozadania.html' title='VOGLIE – MARZENIA, ZACHCIANKI, POŻĄDANIA, TĘSKNOTY, ŻYCZENIA, KAPRYSY…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-xQ7Cpv2N-6o/TjU90ptxoFI/AAAAAAAABOE/9U1hP6oB-Y0/s72-c/Uczta-naszego-zycia_Paula-Butturini%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2393-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2732831827761473739</id><published>2011-07-27T11:10:00.001+02:00</published><updated>2011-07-27T11:11:47.329+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>KSIĄŻKA NA DOBRA(?)NOC</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IO6Z-cybsFk/Ti_WSt8VV6I/AAAAAAAABN0/mXGq_xNVHQk/s1600/787ae9ec9023a82f5aa7e4c1a64f73cb_S.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-IO6Z-cybsFk/Ti_WSt8VV6I/AAAAAAAABN0/mXGq_xNVHQk/s200/787ae9ec9023a82f5aa7e4c1a64f73cb_S.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633957275922421666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;HELLE HELLE&lt;br /&gt;„PROM DO PUTTGARDEN”&lt;br /&gt;(TŁ. MAREK STAFIEJ)&lt;br /&gt;SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W ciągu tygodnia zmarły cztery osoby. Tak to już jest.” [s.7]&lt;br /&gt;Tak zaczyna się powieść duńskiej pisarki o pseudonimie Helle Helle. Zimno, bezosobowo, bezuczuciowo. A właściwie zaczyna się od okładki, na której jest wszystko. Trochę znudzona, piękna dziewczyna, niedbale oparta o bar, bawiąca się szklanką z drinkiem, postawionym na sterylnie czystym blacie. Dziewczyna zamknięta w sobie, której jest wszystko jedno, co będzie dalej. Nie liczy się tu i teraz, nie liczy się przyszłość, o przeszłości pewnie też nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Jest szklanka, w której przelewa się płyn, ale mogło by tej szklanki nie być. Mogła by być zamiast niej przestrzeń. I byłoby tak samo.&lt;br /&gt;W „Promie…” poznajemy dwie siostry – starszą Tinę i młodszą Jane, z perspektywy której oglądamy świat. Dziewczyny mieszkają razem po śmierci mamy i po tym, jak Jane zrezygnowała ze studiów i wprowadziła się do siostry, żeby pomóc jej opiekować się córką. Nie ma w ich domu miejsca na żadnego ojca – ani ich własnego, ani dziadka, ani ojca małej Ditte. &lt;br /&gt;W tej książce właściwie nie chodzi o fabułę – da się ją zmieścić w dwóch słowach – Jane dostaje pracę na promie, w sklepie z perfumami; i Jane poznaje coraz to nowych mężczyzn. Ta historia nie ma tak naprawdę ani końca ani początku. A mimo to jest jak magnes, przyciąga i nie pozwala odłożyć książki, dopóki się nie skończy.&lt;br /&gt;Jest oszczędna, cierpka, minimalistyczna, jak mały płatek śniegu. Pokazuje dziwną, niezrozumiałą mentalność – mentalność ludzi zaklętych w posągi, dla których nic nie trzeba zmieniać, mimo, że może być lepiej. Jane nie skończyła studiów, Bo nosi chodaki zimą, mimo, że grzęzną w śniegu, a Axel tkwi w nieudanym małżeństwie. Są jak bezwolne kukiełki, żyjące tam, gdzie rzuci ich lalkarz. Tam się budzą i poruszają rękoma i nogami. Ale zawsze są trochę nie do końca przytomni, jakby nie potrafili o sobie decydować, przytwierdzeni sznurkami do kogoś, kto nimi kieruje. Ich świat jest zawężony, zamknięty w blaszanym pudełku, którym czasem ktoś potrząsa (ktoś umiera, ktoś się rodzi, ktoś łapie zapalenia gardła, ktoś ma atak wyrostka robaczkowego), ale klucz do tego pudełka zgubił się dawno temu i nikt go nie szuka. Tina, starsza siostra, podważa wieko, próbuje się prześlizgnąć. Chciała wyprowadzić się do większego miasta, chciała uciec, chciała żeby chociaż siostra skończyła studia i spełniła jej marzenia za nią. Ale i ona upada z powrotem na blaszane dno – zachodzi w ciążę i wielki brzuch przykuwa ją do tego sennego miasteczka. Postaci w tej książce są trochę jak sekta, która kieruje się niezrozumiałymi prawami, jak wierni, trzymający się kurczowo za ręce, nie chcąc wpuścić nikogo do kręgu. Egzystują. Przez co ta książka jest zimna. I brak w niej uczuć, nie nazywa się ich i nie wyraża. A to z kolei sprawia, że jest duszna. &lt;br /&gt;Samo to, że jednego ze swoich kochanków Jane nazywa raz Abel a raz Axel jest znamienite – jest jej właściwie bez różnicy, kim on jest. Nie umie kochać, bo nikt jej tego nie nauczył. &lt;br /&gt;Chciałabym, żeby tę książkę ktoś mi czytał na dobranoc – jest statyczna, niewiele się w niej dzieje, albo dzieje się z dystansu. Jest monotonna i przywodzi na myśl miarowy stukot kół pociągu. Napisana krótkimi, mocnymi zdaniami. Ładnym językiem, Tylko rano pewnie obudziłabym się z jakimś dziwnym dławiącym uczuciem w gardle. I niespokojnie liczyłabym te cztery osoby które umarły w ciągu tygodnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnicza autorka książki będzie &lt;a href="http://opowiadanie.home.pl/2010/?p=327"&gt;w Polsce&lt;/a&gt; w październiku. Szczerze mówiąc po lekturze tej książki mam wielką ochotę zobaczyć ją, dotknąć i sprawdzić, czy na pewno nie ma gdzieś kluczyka, którym się ją nakręca, czy jest prawdziwym człowiekiem, który umie powiedzieć „Kocham Cię”. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2732831827761473739?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2732831827761473739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/ksiazka-na-dobranoc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2732831827761473739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2732831827761473739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/ksiazka-na-dobranoc.html' title='KSIĄŻKA NA DOBRA(?)NOC'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-IO6Z-cybsFk/Ti_WSt8VV6I/AAAAAAAABN0/mXGq_xNVHQk/s72-c/787ae9ec9023a82f5aa7e4c1a64f73cb_S.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3644337704904768797</id><published>2011-07-26T11:42:00.003+02:00</published><updated>2011-07-26T22:40:28.795+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>JUSSI NIE JEST KOBIETĄ!</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IskJRk-zbYc/Ti6MG_YYeWI/AAAAAAAABNk/JyjE385gXTw/s1600/Kobieta-w-klatce_Jussi-Adler-Olsen%252Cimages_big%252C27%252C978-83-7453-027-9.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-IskJRk-zbYc/Ti6MG_YYeWI/AAAAAAAABNk/JyjE385gXTw/s200/Kobieta-w-klatce_Jussi-Adler-Olsen%252Cimages_big%252C27%252C978-83-7453-027-9.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633594235607873890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;JUSSI ADLER-OLSEN&lt;br /&gt;„KOBIETA W KLATCE”&lt;br /&gt;(TŁ. JOANNA CYMBRYKIEWICZ)&lt;br /&gt;SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy widziałam tę książkę w zapowiedziach wydawnictwa pomyślałam, że to będzie jakaś autobiografia uwięzionej kobiety, że to może kolejna historia rodem z Afganistanu, że klatka to symbol na przykład czarczafu. &lt;br /&gt;Tymczasem „Kobieta w klatce” to pierwszy tytuł nowej serii skandynawskich kryminałów. Autor, który jest przystojnym starszym mężczyzną, pisze powieści od 1997 roku. Znane, lubiane, doceniane, ale lokalnie. On chciał, żeby jego książki czytali w nowojorskim metrze, w pociągach kolei transsyberyjskiej i nawet w gdańskiej SKMce. Dlatego powołał do życia Departament Q. &lt;br /&gt;To wydział policji, który wymyśliła pewna rzutka członkini Partii Danii. Znalazła na wydział pieniądze i określiła jego cel – ponowne badanie spraw kryminalnych, których wiele lat temu nierozwiązano, a które mają szczególne znaczenie dla dobra publicznego. Szefem wydziału został Carl Morck – genialny policjant z doświadczeniem, ale też traumą. Niedawno wrócił do pracy po zwolnieniu lekarskim – podczas służby on i jego dwaj koledzy zostali zaatakowani przez nieznanych sprawców – jeden nie przeżył, a drugi leży w szpitalu sparaliżowany. Carl boryka się ze swoi  poczuciem winy, którego nie chce nikomu pokazać. A dodatkowo z korupcją w policji, z brakiem należytego zaangażownia w sprawy i ze stosem akt, które, tak na początek, spoczęły na biurku Departamentu Q. Jest ich mnóstwo i tylko przypadek sprawia, że Carl sięga po akta sprawy sprzed pięciu lata, kiedy zaginęła Merete Lynggaard – piękna młoda parlamentarzystka. Wypadła za burtę promu, podczas majowej wycieczki. Sprawę uznano za wypadek i zamknięto, mimo, że nigdy nie odnaleziono ciała. &lt;br /&gt;Carl chce odłożyć akta niemal od razu, pewien, że po tylu latach nie dowie się niczego nowego. Ale policjantowi pomaga tajemniczy Assad, mężczyzna zatrudniony do sprzątania i parzenia kawy. Ma oczy otwarte szerzej i widzi więcej, niż zwykły sprzątacz. Nie pozwala aktom upaść z biurka i pokryć się kurzem.&lt;br /&gt;Zamknęłam książkę i pomyślałam, że to nierealne, że to bajka i coś, co ma zaszokować i przestraszyć. Ale po chwili z telewizyjnymi wiadomościami dotarło do mnie, że ta książka wyszła z okładki, że to, co w niej pokazane dzieje się naprawdę, że jest obok mnie. Że w istocie ten kryminał to kronika dzisiejszego świata, że jutro w dzienniku mogę o tym usłyszeć.&lt;br /&gt;Jednocześnie ze śledztwem, posuwającym się wolno, leniwie, widzimy też Merete, kobietę w klatce, najpierw otwieramy razem z nią zdumione oczy, a potem, razem z nią poznajemy wnętrze klatki i wybiegamy myślami poza nią, do świata, który kiedyś był jej udziałem, i do którego najprawdopodobniej już nie wróci. To studium człowieka zamkniętego, studium więzienia za bezwiny, zaglądanie w myśli i w ciało człowieka, który nie ma już tak naprawdę nic swojego. Okrutne, ale nie jest to przemoc nastawiona na szokowanie, to nie bezmyślne przelewanie czyjejś krwi. Ma wstrząsnąć, ale nie odpychać, ma dać do myślenia, ma nam pokazać nas samych. &lt;br /&gt;To kryminał nietypowy, bo odkrywa bardzo wiele na początku – mamy szansę iść jednocześnie dwoma drogami – drogą policji i drogą ofiary. Typowe jest tylko to, że do końca nie znamy sprawcy. &lt;br /&gt;No i typowe jest też to, że to kryminał, który trzyma w napięciu i w grozie. Jest jak schody, po których się wchodzi, wchodzi, wchodzi, nie widać końca, niebezpiecznie trzeszczą, buja się balustrada – miałam wrażenie, że autor nie wybrnie z tych wszystkich zawiłości i ogromu nazwisk, że schody runą. Ale wytrzymały, doszłam na szczyt, zupełnie nagle i zjechałam po poręczy słów jak szalona i miałam tylko nadzieję, że tam na dole wyjdę z tego bez szwanku. Wyszłam trochę poobijana. I chcę więcej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-NNEAPna-iug/Ti8lwhhG5UI/AAAAAAAABNs/OF8Mo0oAjKs/s320/Jussi.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633763174424962370" /&gt;(&lt;a href="http://www.jussiadlerolsen.dk/?la=gb&amp;amp;page=presse"&gt;fot. Phillip Drago Jørgensen&lt;/a&gt;)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3644337704904768797?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3644337704904768797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/jussi-nie-jest-kobieta.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3644337704904768797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3644337704904768797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/jussi-nie-jest-kobieta.html' title='JUSSI NIE JEST KOBIETĄ!'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-IskJRk-zbYc/Ti6MG_YYeWI/AAAAAAAABNk/JyjE385gXTw/s72-c/Kobieta-w-klatce_Jussi-Adler-Olsen%252Cimages_big%252C27%252C978-83-7453-027-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7973768317227325192</id><published>2011-07-12T09:47:00.002+02:00</published><updated>2011-07-12T09:48:31.970+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>KAŻDE CIASTKO MUSI MIEĆ W SOBIE TROCHĘ GORYCZY</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-e8MuLEJWpkU/Thv8LQ2mnxI/AAAAAAAABNc/-oOvYhI40sk/s1600/Za-oknem-cukierni_Sarah-Kate-Lynch%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7648-733-5.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-e8MuLEJWpkU/Thv8LQ2mnxI/AAAAAAAABNc/-oOvYhI40sk/s200/Za-oknem-cukierni_Sarah-Kate-Lynch%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7648-733-5.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628369429762318098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;SARAH-KATE LYNCH&lt;br /&gt;„ZA OKNEM CUKIERNI”&lt;br /&gt;(TŁ. BOGUMIŁA NAWROT)&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;But do gry w golfa zazwyczaj nie przeraża. Taki sobie przedmiot, który stoi w szafie i mężczyźni wyciągają go raz na jakiś czas, kiedy idą na pole odbijać małą białą piłeczkę. But Daniela okazał się mieć straszne oczy, wielkie zęby i kąsać niemal do krwi. &lt;br /&gt;Daniel jest importerem włoskich win – to zdeklarowany miłośnik Włoch, który do Toskanii wyjeżdża przynajmniej raz na miesiąc. W domu zostawia piękna, mądrą Lily, jednego z najlepszych pracowników swojej firmy logistycznej – nigdy nie opuściła ani jednego dnia, rzadko chodzi na urlopy i maksimum swojego czasu poświęca pracy. Wydaje jej się, że małżeństwo z Danielem jest idealne, że ich życie poukładało się i wszystko powskakiwało na właściwe miejsca – trzyma się na dobry klej przywiązania, poszanowania i szczerości. Ale jest but do gry w golfa… &lt;br /&gt;Pewnego dnia, gdy Daniel kolejny raz cieszy się słońcem Toskanii, Lily znajduje w nim, tuż pod wkładką, zalaminowane zdjęcie kobiety z dwójką dzieci – niemowlakiem i śliczną, małą dziewczynką, która ma oczy, nos i podbródek jej męża. W tym wszystkim nie pomaga fakt, że Lily nie może mieć dzieci. Że roniła kolejne ciąże. I że przestała rozmawiać z rodzoną siostrą, bo Rose ma czwórkę dzieci, a ona nie może patrzeć na roześmiane twarzyczki i poplamione czekoladą małe paluszki bez ukłucia w sercu. Lily pijana żalem, złością, rozczarowaniem, tęsknotą i dwoma butelkami wina rezerwuje w Internecie lot do Montevedowy – miejscowości, w której stoi kościół. Na tle tego kościoła zrobione jest zdjęcie Włoszki i jej dzieci. Dzieci Daniela. Nie ma żadnego planu, nie wie, co chce osiągnąć i co właściwie powiedzieć Danielowi, gdy spotka go w Toskanii, idącego za rękę z córką. Na szczęście ona nie musi nic planować. Logistyką tym razem zajmie się Liga Owdowiałych Cerowaczek.&lt;br /&gt;Ta książka jest jak tort – słodka, bo jest o miłości, bo jest miejscami zabawna, bo jest o słodyczach, bo jest o odnalezionych szansach. To tort nasączony mocną gorzką kawą i posypany gorzką czekoladą – bo wiele w niej łez, wiele w niej goryczy, zawiedzionych marzeń, bólu, strat. Nie przypomina placka tylko tort także ze względu na warstwy – do samego końca nie dowiadujemy się całej prawdy o Danielu, o Lily, o Rose, o matce sióstr, o wdowach z tajnego stowarzyszenia. Wciąż nowe odłamki prawdy o tajemniczym nieznajomym Alessandrze, który jako pierwszy mieszkaniec Montevedowy, ukazał się oczom Lily. Ta książka uczy trochę, że każdy może mieć zaciśnięty w dłoni migdał, że nie pokazuje go światu, póki tej dłoni nie otworzymy zainteresowaniem, zrozumieniem i miłością.&lt;br /&gt;Powieść czyta się właściwie sama. Ja stałam obok, a ta historia płynęła – kolorowa ryba, pokazująca raz brzuch a raz bok, z każdej strony innego koloru. Momentami denerwująca i zbyt bajkowa, ale momentami piękna. Na pewno nieprzewidywalna. Wakacyjnie lekka, ale tą lekkością, gdy brzegiem morza niesiemy wiaderko kamyków i muszelek. Ciąży, a do naszego leżaka jeszcze daleko. A ciąży, bo pokazuje prawdę o życiu, że nie zawsze miłość jest prosta.&lt;br /&gt;Najbardziej ujęła mnie oczywiście Liga Owdowiałych Cerowaczek – zabawne starsze panie, niektóre tuż przed setką -  za misję obrały sklejanie roztrzaskanych serc. I pokazują najważniejszą prawdę życia i tej powieści – że nasze istnienie wtedy będzie słodkie, gdy sami dodamy do niego łyżeczkę cukru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7973768317227325192?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7973768317227325192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/kazde-ciastko-musi-miec-w-sobie-troche.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7973768317227325192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7973768317227325192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/07/kazde-ciastko-musi-miec-w-sobie-troche.html' title='KAŻDE CIASTKO MUSI MIEĆ W SOBIE TROCHĘ GORYCZY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-e8MuLEJWpkU/Thv8LQ2mnxI/AAAAAAAABNc/-oOvYhI40sk/s72-c/Za-oknem-cukierni_Sarah-Kate-Lynch%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7648-733-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2044083987554812503</id><published>2011-06-30T00:59:00.001+02:00</published><updated>2011-06-30T01:00:25.368+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>JA JUŻ WIEM</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bSl1O1qlI2s/TguuhJemuII/AAAAAAAABNU/-EiZrstWtrE/s1600/1309159665_waltari_kto.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 192px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-bSl1O1qlI2s/TguuhJemuII/AAAAAAAABNU/-EiZrstWtrE/s200/1309159665_waltari_kto.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623780444205398146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MIKA WALTARI&lt;br /&gt;„KTO ZABIŁ PANIĄ SKROF?”&lt;br /&gt;(TŁ. SEBASTIAN MUSIELAK)&lt;br /&gt;WYDANWICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja już wiem.&lt;br /&gt;Wie to także Mika Waltari, który panią Skrof do życia powołał i tak bezceremonialnie to życie jej odebrał.&lt;br /&gt;Wie już również pani Skrof – stara megiera, milionerka z wężem w kieszeni, właścicielka kamienicy, w  której sama mieszka i w której mieszkają narzekający na nią lokatorzy.&lt;br /&gt;Wie też lokator Lanne – mecenas, który zajmował się zarządzaniem majątkiem pani Skrof, a któremu kobieta nad wyraz mało płaciła…&lt;br /&gt;Wie na pewno jej pasierbica, panna Skrof, wobec której macocha miała wielkie plany – chciała na siłę ożenić ją ze swoim bratankiem, którego dziewczyn szczerze nienawidzi i którym gardzi…&lt;br /&gt;Bratanek Kaarle Lankela również to wie. Wie także, że ciotka miała ogromny majątek, on niemal równe temu majątkowi długi i wie, że ciotka obiecała mu pieniądze w zamian za ustatkowanie się. Tyle tylko, że istnieje pewna dama, nie całkiem damom przystający zawód wykonująca, która skradła serce Lankelli dawno i prawie na pewno na zawsze…&lt;br /&gt;Doskonale wie też pastor dziwnej sekty Zgromadzenie Betlejem, który pokłócił się z nieboszczką tuż przed tym, gdy nieboszczką została, ponieważ cofnęła mu dotację na nowy kościół… &lt;br /&gt;Wie też kilka innych osób – dozorca, co narzeka na fanaberie Strofowej, jego żona zakatarzona, której nieraz się od zarządczyni dostało, wie pracownica poczty, która pierwsza wyczuła gaz na klatce schodowej i która nie znosiła kobiety, bo ta co i rusz wyciskała z nich pieniądze, a także młody przyjaciel Lankelli, który jest biednym artystą malarzem bez grosza przy duszy…&lt;br /&gt;Na szczęście ja wiem, że najlepiej orientuje się kto zabił panią Skrof, pewien nienajmłodszy już, aczkolwiek uroczy Palmu – detektyw, tak zwany wyjadacz, który ma szósty zmysł do rozwiązywania zagadek.&lt;br /&gt;Kronikarzem tych wszystkich wypadków jest młody adept sztuki rozwiązywania tajemniczych spraw – nieopierzony, bez doświadczenia młodzik, który dałby się zwieść jak inni – pomyślałby, że pani Skrof zatruła się gazem, zostawiając przez przypadek odkręcony, gdy nocą udawała się na spoczynek. Na szczęście Palmu czuwał i nie dał sobie w wykipianą na tym gazie owsiankę dmuchać – najmniejszy ślad wskazał mu początek nitki… A potem już było coraz bliżej do kłębka.&lt;br /&gt;Lekka, zabawna, niezobowiązująca lektura. Kryminał w starym stylu. &lt;br /&gt;Już gdy tylko otworzyłam książkę wiedziałam, że będę się dobrze bawić, bo pod tytułem widnieje bowiem :”powieść detektywistyczna. Nagrodzona w stosownych skandynawskich konkursach.” Ujęły mnie też hasła na początku każdego rozdziału, które mają zapowiadać akcję, a mnie rozbawiały i sprawiały, że bardzo, bardzo byłam ciekawa, jak się uwidocznią te strzępki w tym pięknym kilimie. No bo: „7. A zatem było to morderstwo.* Komisarz Palmu gani mnie za głupotę, rozrzutność i niestosowne zachowanie.* Zaspana pielęgniarka i wcielona furia.* „Dlaczego panowie tak na mnie patrzą?”” [s.108] mówi niby wszystko, a jednak potem tak bardzo odwraca cały tekst ogonem, głową w dół i o 180 stopni, że naiwna byłam myśląc, iż wiem wszystko.&lt;br /&gt;Język to „werbalna pieszczota” [s.94] dla mego ucha (choć oka raczej), inteligencja postaci to śmietanka dla smakosza dobrej lektury (choć znów okiem jedzonej), a fragmenty są takie, że „nie próbujcie tego w domu”:&lt;br /&gt;„To znaczy na początku postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście jesteśmy na tyle trzeźwi, by wrócić do domu. Najpierw Kalle jechał chodnikiem, ja zaś wszedłem na dach auta i złapałem cygaro, które wisiało w charakterze szyldu nad pewnym sklepem tytoniowym.(…) Potem ja z kolei usiadłem za sterem, a Kalle stanął na dachu i capnął miseczkę do golenia(…) co to wisi zawsze nad wejściem do golibrody. Uznaliśmy wtedy, ze skoro żaden z nas nie spadł z dachu samochodu, jesteśmy najzupełniej trzeźwi, i bardzo zadowoleni wróciliśmy do domu.” [s.104-105]&lt;br /&gt;Szkoda, że domyśliłam się kto jest mordercą, acz na plus poczytuję, że motywu nie rozgryzłam. Od strony fabularnej odczułam więc małe rozczarowanie, ale zabawa intelektualna przednia. &lt;br /&gt;No i przecież nie można zostać tym jedynym, który nie wie kto zabił panią Skrof?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2044083987554812503?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2044083987554812503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/ja-juz-wiem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2044083987554812503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2044083987554812503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/ja-juz-wiem.html' title='JA JUŻ WIEM'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-bSl1O1qlI2s/TguuhJemuII/AAAAAAAABNU/-EiZrstWtrE/s72-c/1309159665_waltari_kto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-422746335666107099</id><published>2011-06-30T00:58:00.001+02:00</published><updated>2011-06-30T00:59:26.613+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MAŁE I DUŻE</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-J7FympBnpCk/TguuRh1baRI/AAAAAAAABNM/5IWW5aWpF-s/s1600/ma%25C5%2582a%2Bg.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-J7FympBnpCk/TguuRh1baRI/AAAAAAAABNM/5IWW5aWpF-s/s200/ma%25C5%2582a%2Bg.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623780175865669906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;BODO KIRCHHOFF&lt;br /&gt;„MAŁA GARBO”&lt;br /&gt;(TŁ. ANNA TARASKA-PIETRZAK)&lt;br /&gt;SŁOWO/ OBRAZ TERYTORIA,  GDAŃSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku tej książki jest w magazynku dziesięć kul. Magazynek znajduje się w beretcie brygadier kaliber czterdzieści. A ta znajduje się w ręku człowieka. Zdeterminowanego. Zazdrosnego. Zakompleksionego. Załamanego. Zdezorientowanego. A nade wszystko człowieka, który ma ogromnego pecha – to jego pupilek, który się przyplątał, przewałęsał i jakoś nie chce odejść. Zwierzątko domowe, zupełnie różne od kota, który ma osiemnaście lat i który żyje tylko dzięki tabletkom, podawanym co rano przez człowieka wprost do pyszczka. Pech jest zdrowy mięsisty, dobrze odżywiony i uśmiechnięty. I pechowi zawsze wszystko się udaje. A człowiekowi nic. Bo ta beretta, kupiona od polskiego dentysty (!) miała służyć do pożegnania – człowiek chciał się pożegnać ze swoim życiem, powiedzieć do widzenia, może jakieś inne ostatnie słowo, miał wystrzelić w samego siebie, było mu już wszystko jedno, ale postanowił, że ostatnią jego rzeczą na ziemi będzie prezent. A prezent miał być dla żony/nieżony, która zawsze chciała popłynąć w rejs statkiem. Człowiek napadł na bank po to, by zdobyć dla niej pieniądze na tę wycieczkę – to był trochę prezent pożegnalny, trochę szyderczy uśmiech, bo żona odeszła, pozostawiając mu w głowie przeświadczenie, że jest nieudacznikiem.  A tu tymczasem miały być fanfary, miało być uśmiechanie się z wyższością, może też człowiek potajemnie myślał, że żona wróci do niego, a pistolet utopią gdzieś w morzu, które będzie się przesuwało pod dnem statku wycieczkowego? Może… &lt;br /&gt;Ale wiadomo – pech był wraz z człowiekiem. Nie dość, że w banku nie było pieniędzy, to jeszcze pistolet, jak u Czechowa, sam wystrzelił, nabój odbił się od ściany bankomatu i trafił w oko starszej kobiety z bankowej kolejki. Nie dość, bo jeszcze w szale i zapamiętaniu uciekający człowiek porwał luksusowy samochód. Ale nie planował, że wraz z autem porwie trzynastoletnią gwiazdę filmową zwaną Małą i jej psa Lorcę – przybłędę uratowanego od śmierci. A wraz z dziewczyną porwie marzenie o koniu, niezrealizowany film, klasówkę z ułamków, rodziców, którzy nigdy nie mają czasu, Brata maniaka komputerowego, makijaż, pieniądze, pewność siebie i siebie niepewność. Bo to wszystko jest w głowie Małej. &lt;br /&gt;A w głowie człowieka jest również cała litania – jest praca, której nigdy nie dostał, ukochana kobieta, stary kot, ułamki które on umie, a ona nie, jest nawet fizyka i stare filmy. &lt;br /&gt;Książka obejmuje jedną noc, w której mężczyzna uczy się sensu życia, a dziewczynka uczy się wyrażać własne uczucia. Niby banalne, niby oklepane, ale napisane zupełnie inaczej. Trochę poetycko, a trochę prostacko. &lt;br /&gt;Ja czytając tę książkę wciąż miałam w głowie wielką białą limuzynę, stojącą na środku pustej, zimowej polany i kamerę, która wciąż podąża wokół niej – raz szybciej, raz wolniej. Trochę głosów dochodzących ze środka, jakieś podarte rajstopy i zachuchane gorącymi oddechami w zimowy dzień szyby samochodu. Kółko wydrapane przez poobgryzane paznokcie na środku jednego z nich. I przez to kółko możemy zaglądać. Ale wciąż jesteśmy na zewnątrz, poza światem, który utworzył się w limuzynie, jakby Mała i mężczyzna weszli nieświadomie w jakiś miękki kokon, w którym wszystko dzieje się inaczej, w innym czasie, wolniej, jakby przedzierali się do siebie przez watę, a ta wata ukrywała ich maleńki świat przed nami. Rozmawiają i to jest najważniejsze. Każde mówi po swojemu i o sobie, ale mam wrażenie, że podczas tej nocy każde z nich po raz pierwszy jest szczere. I to ich zadziwia, a nam każe się uśmiechnąć i polubić ich obydwoje ze wszystkimi słabościami, jakie niosą ich oczy, palce, włosy…&lt;br /&gt;A im bliżej końca, im bliżej „oddania” Małej tym bardziej byłam niespokojna. Minuty mijały i im i mi coraz szybciej, a ja chciałam zatrzymać to mijanie, zamknąć książkę tuż przed końcem i uwięzić ich w tej limuzynie na zawsze. Ale nie zrobiłam tego. Mogę tylko powiedzieć, że dobrze, bardzo dobrze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-422746335666107099?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/422746335666107099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/mae-i-duze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/422746335666107099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/422746335666107099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/mae-i-duze.html' title='MAŁE I DUŻE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-J7FympBnpCk/TguuRh1baRI/AAAAAAAABNM/5IWW5aWpF-s/s72-c/ma%25C5%2582a%2Bg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5281109694784232097</id><published>2011-06-30T00:48:00.003+02:00</published><updated>2011-06-30T00:55:32.302+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akcje'/><title type='text'>WAKACYJNIE U SABINKI</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-ansi-language:#0400;  mso-fareast-language:#0400;  mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://sabinkat1.blogspot.com/2011/06/z-ksiazka-na-wakacje-ogoszenie.html"&gt;Sabinka&lt;/a&gt; zrobiła u siebie wymianę wakacyjną.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-ansi-language:#0400;  mso-fareast-language:#0400;  mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;Dziś odebrałam wakacyjną paczuszkę od &lt;a href="http://antonito.blog.onet.pl/"&gt;Odzi&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LyMhsPVfXB4/Tgus4vPI4iI/AAAAAAAABNE/lGPfhTzAp3Y/s1600/P1050936.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-LyMhsPVfXB4/Tgus4vPI4iI/AAAAAAAABNE/lGPfhTzAp3Y/s400/P1050936.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623778650454811170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Książki nie czytałam, więc zobaczymy - ta seria potrafi czasem zaskoczyć czymś naprawdę fajnym. A słodko, bo w tej paczuszce są kokosanki, które jak mniemam Odzia zrobiła sama :-) Pysznie, a zakładki świetne, jedna już w czytaniu :-)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Dzięki Odziu! Dzięki Sabinko!&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5281109694784232097?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5281109694784232097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/wakacyjnie-u-sabinki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5281109694784232097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5281109694784232097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/wakacyjnie-u-sabinki.html' title='WAKACYJNIE U SABINKI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-LyMhsPVfXB4/Tgus4vPI4iI/AAAAAAAABNE/lGPfhTzAp3Y/s72-c/P1050936.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-2387527768375641566</id><published>2011-06-14T09:48:00.005+02:00</published><updated>2011-06-14T09:51:35.575+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>O RADOŚCI ŚMIERCI/O RADOŚCI ŻYCIA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cuoBewMGG4M/TfcSyb-OtUI/AAAAAAAABM8/KbCv4AfYNdk/s1600/muleum_mala.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-cuoBewMGG4M/TfcSyb-OtUI/AAAAAAAABM8/KbCv4AfYNdk/s200/muleum_mala.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617979717879510338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;ERLEND LOE&lt;br /&gt;„MULEUM”&lt;br /&gt;(TŁ. MILENA SKOCZKO)&lt;br /&gt;SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;a href="http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,tytuly,354.html"&gt;”Dopplera”&lt;/a&gt; trafiłam przez przypadek. Na „Muleum” czekałam już świadomie i z niecierpliwością. &lt;br /&gt;Julia ma 18 lat, a do kwietnia 2005 roku miała też mamę, tatę i starszego brata Toma. Byli zgraną, kochającą się rodziną, która lubiła razem spędzać czas, podróżować, poznawać, czerpać ze świata pełnymi garściami. &lt;br /&gt;„Według mamy ‘muzeum’ było jednym z pierwszych słów, które wypowiedziałam, tylko z jakiegoś powodu zamiast ‘muzeum’ mówiłam ‘muleum’. Zanim nauczyłąm się poprawnie mówić, zwiedziałam muleum Prado, British Muleum, Muleum if Modern Art., Stedelijk Muleum i Muleum Van Gocha, Muleum Wazy, Muleum Picassa i Luwr, i wiele innych muleów. Reszta rodziny przejęła to słowo i od tamtej pory nigdy nie mówiliśmy ‘muzeum’(…). Teraz tylko ja mówię ‘muleum’ i rozumiem, co to słowo oznacza, i wiem, dlaczego jest to dobre słowo, ale jego czar prysł, albo przynajmniej został mocno zredukowany, tak samo jak radość z wielu rzeczy, które dzielimy z innymi, zostaje zredukowana, kiedy ci inni giną w katastrofie lotniczej.” [s.127]&lt;br /&gt;Tym razem bowiem na wycieczkę do Afryki Julia nie pojechała. Miała zostać w domu, uczyć się, kończyć rok szkolny, czekać na powrót swojej rodziny a Czarny Ląd zobaczyć, gdy już dostanie się na studia. Czekała na powrót rodziny, a zamiast tego dostała sms od Taty, w którym było pożegnanie. Ich samolot rozbił się nad Afryką i teraz Julia została całkiem sama, z wielkim domem, ogromnym majątkiem, wielkim smutkiem i przykazaniem, że ma robić w życiu to, co chce. No a Julia chce się zabić.&lt;br /&gt;Jej terapeuta zasugerował, żeby zaczęła prowadzić dziennik, który ma jej ułatwić poradzenie sobie z ogromną ilością emocji, z żalem i ze złością, trochę też z poczuciem winy. Julia taki pamiętnik zaczyna prowadzić, a w pamiętniku czytamy jeden wielki plan skutecznego samobójstwa. Koncepcje się zmieniają w miarę nieudanych prób – od prób y powieszenia się, po próbę zarażenia się ptasią grypą. Absurdalne i namacalne próby. Śmieszne i groźne. Rozważania, przygotowania i statystyki. I błyskotliwość osiemnastoletniego umysłu, który nawykł do myślenia. &lt;br /&gt;Loe ma niesamowite poczucie humoru – ironiczne i cięte. Na pewno nie dla wszystkich i na pewno wielu czytelników święcie się oburzy i obruszy. Czasem bowiem ten humor jest tak czarny, że barwię sobie nim czubki palców. Ale ja lubię to, że Loe nie boi się śmiać. Nie boi się żartować z poważnych tematów. Że je oswaja w ten sposób – nie bagatelizuje. To znak, że człowiek jest dla niego ważny i że chciałby rozwiązać ludzkie problemy. Oczywiście, że to niemożliwe. Że nie zawsze wszystko kończy się tak, jak w książkach.  Ale możliwe jest, aby tym problemom zrobić sekcję, jako skalpela używając rozciągniętych ust, z których wydobywa się gromkie „ha, ha, ha!”. Obejrzeć je, zanalizować, postawić diagnozę. Zastanowić się. &lt;br /&gt;To nie bluźnierstwo, by śmiać się ze śmierci. To znak, że i śmierć i śmiech zaczynają się na tę samą literę i obydwa te stany dzieją się w człowieku. &lt;br /&gt;Lepiej się do problemu uśmiechnąć, niż organizować nic nie znaczące debaty, niż protestować bez sensu, a jeszcze lepiej śmiać się do bólu brzucha, niż schować problem w wielkiej skrzyni i wyrzucić kluczyk. &lt;br /&gt;Ja się uśmiałam do łez. I ja się zastanowiłam nad wszystkim, co wśród tych słodkich łez było przemyconymi łzami smutku. I zgadzam się z, na pozór,  szokującą i przewrotną tezą, że „świat jest przeludniony. I dlatego byłoby dobrze, gdyby ci, którzy tu zostaną, naprawdę mieli na to ochotę.” [s.52] Bo ta teza, czytana głęboko pod farbą drukarską mówi o tym, żeby ludzie znaleźli w życiu sens i radość życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-2387527768375641566?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/2387527768375641566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/o-radosci-smiercio-radosci-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2387527768375641566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/2387527768375641566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/o-radosci-smiercio-radosci-zycia.html' title='O RADOŚCI ŚMIERCI/O RADOŚCI ŻYCIA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cuoBewMGG4M/TfcSyb-OtUI/AAAAAAAABM8/KbCv4AfYNdk/s72-c/muleum_mala.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1639831804235325379</id><published>2011-06-01T23:36:00.002+02:00</published><updated>2011-06-01T23:42:15.436+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>WRACAJĄC (OPOWIEŚĆ O MAŁEJ DZIEWCZYNCE)</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-inygs_osvco/TeaxIrZPKfI/AAAAAAAABMg/I4Sx9NwEGd0/s1600/Oliwkowy-szlak_Carol-Drinkwater%252Cimages_big%252C29%252C978-83-0804-657-9.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-inygs_osvco/TeaxIrZPKfI/AAAAAAAABMg/I4Sx9NwEGd0/s320/Oliwkowy-szlak_Carol-Drinkwater%252Cimages_big%252C29%252C978-83-0804-657-9.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613368748209547762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;CAROL DRINKWATER&lt;br /&gt;„OLIWKOWY SZLAK”&lt;br /&gt;(TŁ. HANNA PASIERSKA)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Carol Drinkwater mnie nie zachwyciła. Nie objęła mnie swoimi zapisanymi drobnym maczkiem dłońmi i nie skryła w Appasionacie. Wręcz przeciwnie. Posiadłość zostawiła daleko za sobą, odwróciła się do niej plecami i ruszyła oliwkowym szlakiem. Wiem, że to wszystko się wiąże, bo Carol chce „(…)poznać historię [drzew oliwkowych]. Odnaleźć najdawniejsze ślady kultury oliwnej, odkryć, gdzie wszystko się zaczęło, nawiązać z tym kontakt.” [s.36] Nie do końca wie po co i dlaczego, nie do końca racjonalnie myśli, czuje gdzieś w głębi siebie, że musi zbadać drzewo genealogiczne drzewa. Wytycza szlak, łapie za kartkę i rysuje tajemnicze kreski. Droga wiedzie przez Syrię, Turcję, Maltę, Tunezję, Libię, Grecję, Kretę, Izrael. A zaczyna się w Libanie, bo Carol otrzymała znak. Od znajomego dostała zdjęcie, na którym sfotografował się z drzewem oliwnym. Wedle jego słów w Libanie właśnie jest gaj oliwny z okazami liczącymi sobie blisko sześć tysięcy lat. Taki mały Graal, który Carol musi odnaleźć, nie do końca wie, gdzie to jest, nie do końca wierzy w taki cud. Choć przecież kilkanaście razy na tych stronach powtarza, że oliwka to najbardziej odporna roślina, że ma w swoim ziarnie tak ogromną chęć przetrwania, że jest zaprogramowana na wieczność. Rozumiem, że chciała pogłaskać pnie innych drzew, niż te, które widzi co dzień tuż przed zamknięciem powiek do snu. Ale ja lubiłam przechadzać się z nią między jej oliwkami, lubiłam jej miód i lubiłam jej hałaśliwe psy, lubiłam anegdoty i znajome już zakątki farmy. Teraz muszę pokonywać setki kilometrów w upale i bez poczucia bezpieczeństwa (gdzieś jest wojna, gdzieś śnieżyca, gdzieś kobieta nie powinna pokazywać się sama na ulicy). Najgorzej, że te setki kilometrów są przemierzane bez radości życia. Carol zgubiła gdzieś swój uśmiech. Myślę, że to dlatego, iż nie ma z nią Michaela… W „Oliwkowych żniwach” Carol opowiadała o problemach z mężem, o kryzysie, o tym, jak bardzo ich małżeństwo chwiało się i trzeszczało. Michael chciał odejść, a ona była jak kamień, przyczepiony do jego stóp, nie pozwalający zrobić kroku. Przetrwali. Ale teraz Carol trochę ucieka. Mam wrażenie, że jak mała dziewczynka wzięła odwet, obraziła się i chce, by teraz mąż za nią tęsknił. Ale sama nie do końca jest zadowolona z tej decyzji. Gdy opowiada o oliwce mającej 6000 lat mówi „niesamowite!”, nawet z wykrzyknikiem, ale czuję w jej głosie drżenie zamiast ekscytacji i żądzy przygody, zamiast radości i poczucia spełnianego właśnie marzenia. &lt;br /&gt;Carol wylicza – wylicza gdzie była, co zobaczyła, co przeczytała, kogo poznała (te znajomości na chwilę, do zapisania, ale nie takie, które chciałoby się wziąć ze sobą z wakacji do domu i pisać kartki pocztowe o północy); nie zaraża obrazami. Studiuje historię, politykę i czasem mówi o huraganie Wilma, o którym właśnie przeczytała w gazecie, a czasem o Afrodycie i Pliniuszu Starszym, u którego też znalazła wzmiankę o oliwkach. Pomieszanie, poplątanie i wciąż, wciąż brak w tym emocji. &lt;br /&gt;Najlepiej, najpiękniej poczułam się na Malcie. Carol poznała tam Nata i jego żonę Julię – fascynatów oliwek, którzy urządzili tłoczarnię na swoim podwórzu i którzy pragną posadzić na nowo szereg gajów oliwnych. Nat marzy o tym, by znaleźć i wyhodować mityczną białą oliwkę. Pierwszy czarodziejski krok ma za sobą – ze zniszczonych, starych szczepów wyhodował owoc, który można jeść prosto z drzewa, jest słodki i nie trzeba go marynować. Julia dzielnie towarzyszy mężowi – jest jego szperaczem, historykiem, a przy okazji jest zakochana w Malcie i pisze o niej książki. A do tego mają ciepły, pachnący dom, w którym mieszkają rozmaite ptaki – ze strusiem na czele – w nim Julia pisze książki kucharskie, marynuje oliwki z cytryną i pietruszką, gotuje kompot z fig z bazylią i słodzi kawę domowym miodem. Poza tym jest inteligentna, otwarta na świat, czarująca i gościnna. Carol stwierdza, że gdyby była mężczyzną na pewno by się w Julii zakochała. I ten dom to jest jasne światełko w tej podróży, coś, o czym czytało mi się dobrze, o czym chciałbym przeczytać całą książkę. Czego Carol „zawsze pragnęła i od czego uciekała.”[s.246]&lt;br /&gt;Bo od zawsze szukała. We wcześniejszych częściach wspomina swoje ekstremalne niekiedy podróże. Niespokojnie biegała po świecie w nadziei, że znajdzie dla siebie miejsce idealne. Teraz ma Appasionatę, w której jest całe jej serce. Na wyspie Lesbos, gdy zaczął padać śnieg, schowała się w tawernie. Knajpka była w trakcie remontu, ale „było mi wygodnie i ciepło, czułam się szczęśliwa, obserwując życie w zimowym porcie. (…)cieszyłam się, że znalazłam azyl; że mogę się w nim ukryć, jak długo za oknami cicho, wielkimi płatkami pada śnieg.” [s.384] Skojarzyła mi się z małą dziewczynką (znów) daleko od domu. Cisza, ciepło, kokon. Namiastka Appasionaty. Ukrywa się, zwija w kłębek w obcym miejscu, by czuć się bliżej domu. Podróże nie są już dla niej – Carol wracaj tam, gdzie Twoje miejsce, chętnie wrócę tam z tobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać Carol przejętej i Carol we własnej osobie to w Telewizji Wydawnictwa Literackiego może usłyszeć od niej &lt;a href="http://www.youtube.com/profile?user=WLchannel#p/a/u/0/0gbCtnpbYTI "&gt; kilka słów &lt;/a&gt;. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1639831804235325379?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1639831804235325379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/wracajac-opowiesc-o-maej-dziewczynce.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1639831804235325379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1639831804235325379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/06/wracajac-opowiesc-o-maej-dziewczynce.html' title='WRACAJĄC (OPOWIEŚĆ O MAŁEJ DZIEWCZYNCE)'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-inygs_osvco/TeaxIrZPKfI/AAAAAAAABMg/I4Sx9NwEGd0/s72-c/Oliwkowy-szlak_Carol-Drinkwater%252Cimages_big%252C29%252C978-83-0804-657-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-5356406007062804569</id><published>2011-05-25T01:11:00.002+02:00</published><updated>2011-05-25T01:14:19.022+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>GDYBY ZAFON BYŁ STARSZY</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-O0ne6OhNv8Y/Tdw7xSp0uQI/AAAAAAAABMY/RNeqLkAv_Uo/s1600/palac-polnocy_carlos-ruiz-zafon-99901708885_978-83-7495-978-0_300.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-O0ne6OhNv8Y/Tdw7xSp0uQI/AAAAAAAABMY/RNeqLkAv_Uo/s320/palac-polnocy_carlos-ruiz-zafon-99901708885_978-83-7495-978-0_300.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610424953803684098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;CARLOS RUIZ ZAFON&lt;br /&gt;„PAŁAC PÓŁOCY”&lt;br /&gt;(TŁ. KATARZYNA OKRASKO, CARLOS MARRODAN CASAS)&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie byłeś Zafonie, gdy ja miałam tyle lat, co bohaterowie Twoich wczesnych powieści? &lt;br /&gt;Wychowywałam się między innymi na „Czarnych stopach” i „Panu Samochodziku” – była tam przygoda i dreszcz emocji, było coś takiego, że chciało się wejść do środka, tuż pod okładkę i razem z postaciami przeżywać każdy nowy dzień. Czytałam nawet w wakacje, a mama wyganiała mnie na dwór, żebym złapała trochę słońca. Gdyby był Zafon nie umiałabym wyjść z domu. W jego świat zanurzyć się jeszcze łatwiej, niż w każdy, który pamiętam z dzieciństwa. &lt;br /&gt;Tym razem to szalona podróż do Kalkuty lat trzydziestych. Siódemka przyjaciół z sierocińca tworzy Chowbar Society – to tajny klub, który moim zdaniem pozwala im przetrwać – to namiastka rodziny i zapewnienie, że ma się obok siebie kogoś, komu na tobie zależy. Przywódcą tej grupki jest Ben. Oprócz niego stowarzyszenie liczy Iana – najlepszego przyjaciela Bena, Michaela - który świetnie rysuje, Isobel – jedyną dziewczynę w grupie, Siraja, Roshana i Setha. Spotykają się w opuszczonym domu, który nazywają Pałacem Północy. Każdy z nich, aby stać się członkiem stowarzyszenia, musiał opowiedzieć pozostałym historię, jakiej jeszcze nie słyszeli. To dla mnie rodzaj paktu, rodzaj haczyka, który ma jeden na drugiego, rodzaj zabezpieczenia – przed zdradą i przed ucieczką. To takie swoiste braterstwo krwi, coś, co pozwala przekroczyć bramy utworzone z ramion, bilet wstępu. Założeniem tej grupki jest wzajemna pomoc. Żyją ze sobą, znają się, kochają i opiekują się sobą nawzajem, Spotykają się, by wypełniać czas, by opowiadać sobie historie o duchach i legendy o Kalkucie. Cały czas w tyle głowy mają świadomość, że są za siebie odpowiedzialni. Oczywiście pakują się w kłopoty. Nieświadomie i trochę nie z ich winy. &lt;br /&gt;W dniu 16 urodzin Bena w sierocińcu ma miejsce pożegnalne przyjęcie – regułą jest, że każdy wychowanek, który skończył szesnasty rok życia musi opuścić dom dziecka i zacząć żyć na własny rachunek. To ostatnie spotkanie stowarzyszenia. Na przyjęciu Ben poznaje Sheere, swoją rówieśnicę. Wprowadza ją na tajne spotkanie i chce przyjąć do Chowbar Society. Oczywiście dziewczyna musi się wkupić opowieścią – mówi im historię swojego ojca, genialnego naukowca, który chciał wybudować dom idealny. Stowarzyszenie postanawia pomóc nowej członkini i tym samym wpada w wir tajemnic podziemnej Kalkuty.&lt;br /&gt;Znów piękny język, choć miejscami przeładowany, duszny (czy to wina nowej tłumaczki?). Znów klimat niesamowitości i grozy. Tylko, że to niesamowitość i groza dla młodzieży. I choć ja czytałam ją jak baśń, to zabrakło we mnie tych dziecięcych emocji. Odczytywałam ją na innych poziomach, badałam motyw ognia, który symbolizuje między innymi odkupienie win, oczyszczenie. W „Księciu mgły” żywiołem przewodnim była woda – tutaj ogień, który parzy na każdej ze stron, łącznie z rozżarzoną okładką. &lt;br /&gt;I to, co dla mnie najważniejsze u Zafona – bohaterowie. Jest ich natłok i przez to nie mogłam się przywiązać do każdego w równym stopniu. Nie miałam szansy ich poznać, nie miałam szansy zajrzeć każdemu w oczy. Tym razem Zafon rysuje każdego piórkiem delikatnym, kilkoma kreskami, uśmiechem, choć starał się, żebyśmy o każdym wiedzieli to, co w nim najważniejsze. Dla mnie niewystarczająco. Ale za to podarował bohaterów lojalnych, bohaterów, którzy mówiąc o przyjaźni nie kłamią, bohaterów, którzy stawiają dane słowo, swoich współtowarzyszy ponad siebie. Gdybym zamiast „Czarnych stóp” w któreś z letnich wakacji kilkanaście lat temu czytała „Pałac północy” to na pewno chciałabym być taka jak Sheere, na pewno chciałabym mieć takich przyjaciół jak Chowbar Society. Nie, teraz też chciałabym takich mieć, tylko teraz mniej wierzę w to, że tacy ludzie istnieją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-5356406007062804569?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/5356406007062804569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/gdyby-zafon-by-starszy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5356406007062804569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/5356406007062804569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/gdyby-zafon-by-starszy.html' title='GDYBY ZAFON BYŁ STARSZY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-O0ne6OhNv8Y/Tdw7xSp0uQI/AAAAAAAABMY/RNeqLkAv_Uo/s72-c/palac-polnocy_carlos-ruiz-zafon-99901708885_978-83-7495-978-0_300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6594011560707320195</id><published>2011-05-25T00:15:00.001+02:00</published><updated>2011-05-25T00:17:35.753+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akcje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>JESTEM UŚMIECHNIĘTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZH4wtNEhmIc/TdwuMUzZdcI/AAAAAAAABMI/JLfnuvAlGKU/s1600/mag.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZH4wtNEhmIc/TdwuMUzZdcI/AAAAAAAABMI/JLfnuvAlGKU/s200/mag.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610410025074390466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;AGNIESZKA KRAWCZYK&lt;br /&gt;„MAGICZNE MIEJSCE”&lt;br /&gt;SOL, WARSZAWA 2010 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nie zdążyłam się przywitać z książką z &lt;a href="http://spopa1.blogspot.com/"&gt;Włóczykijki&lt;/a&gt;, gdy już ją przeczytałam. Wyjechałam, wróciłam do domu, a tam awizo i „Magiczne miejsce” podaje mi pani w okienku na poczcie. Zrobiłam powitalne zdjęcie, otworzyłam i zginęłam w Idzie. &lt;br /&gt;Ida to mała miejscowość na końcu świata, w której pewien młody pracownik MSZ kupił sobie pałacyk. Ot, taki chwilowy kaprys, takie pragnienie odpoczynku, taki dreszczyk dla poszukiwacza przygód. Witold ma dużo pieniędzy, więc może w spokoju pałacyk remontować i poznawać życie Idy – dziedziczkę, mieszkającą w domku myśliwskim, która robi perfumy i inne kosmetyki, małą Alinkę, zakochaną w Harrym Potterze, dwóch kibiców piłkarskich, którzy w przerwie meczów są nauczycielami oraz Milę, burmistrza Idy, przedsiębiorczą, ale skrytą młodą kobietę. Może zakochiwać się lub nie, może chwalić pod niebiosa kulinarne zdolności swojej gospodyni, może śledzić duchy, może budować hotel, może obmyślać strategię marketingową dla niego, a od czasu do czasu zaprosić do siebie nowych przyjaciół na przyjęcie, albo na seans „Wilka i Zająca”.&lt;br /&gt;W tej książce jest wszystko – jest miłość, ale wcale nieoczywista, taka niewymuszona i jakby obok całej akcji. Jest przygoda i nutka tajemnicy – zamek należał do zwolennika masonerii, nowy dziedzic jest wielbicielem piratów, a gdzieś w tym wszystkim przewija się święty Graal i poszukiwanie starych wraków. Jest przeszłość – jej poszanowanie i czerpanie z tradycji, ale też duchy, które ukazują się w Idzie – jednak tylko nielicznym. Jest też przyszłość – wyciąganie wioski ze szponów przebrzmiałego ustroju i walka o mądrość i o spokój. Dzieci w Idzie są wykształcone, są przede wszystkim żądne wiedzy i ciekawe świata. Ludzie są dobrzy i pomocni. A zamiast księdza jest pop, który odprawia msze dla wszystkich – niezależnie od wyznania (bardzo mi się to podobało). Jest garść informacji na różne tematy – geografii nieba, wyrobu perfum (ujęło mnie, że każdy zapach ma w nazwie Idę, na przykład Idealimus), historii… Widać, że autorka jest tak samo ciekawska jak mieszkańcy jej wioski. I tak samo wesoła i dobra, bo nie mogłaby napisać czegoś tak sympatycznego, gdyby nie lubiła ludzi. I gdyby w nich nie wierzyła. &lt;br /&gt;Cieszę się, że to nie był cukierek sklejający szczękę. To była nie nachalna, dobrze się czytająca historia o szczęściu – w różnych postaciach. Ktoś je znajduje w miłości, a ktoś w wieży, do której podobno nie ma drzwi.&lt;br /&gt;I tylko uprasza się – nie robić z tej książki serialu! Bo popsuje cały czar i magiczność Idy.&lt;br /&gt;I tylko uprasza się – w następnym wydaniu dać jakąś odpowiedniejszą okładkę. Bo mam wrażenie, że polscy graficy/fotograficy śpią. Albo uważają, że nie szata zdobi człowieka, nie okładka książkę.  Ale gdybym miała sądzić tę książkę po okładce nie zajrzałabym do Idy nigdy. I na pewno mniej uśmiechnięta bym była. A przecież śmiech to zdrowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-izBRg4qs9vY/TdwuXj3QcFI/AAAAAAAABMQ/5jv0t2XtKw0/s400/P1050745.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610410218095669330" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6594011560707320195?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6594011560707320195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/jestem-usmiechnieta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6594011560707320195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6594011560707320195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/jestem-usmiechnieta.html' title='JESTEM UŚMIECHNIĘTA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ZH4wtNEhmIc/TdwuMUzZdcI/AAAAAAAABMI/JLfnuvAlGKU/s72-c/mag.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8499679751635432864</id><published>2011-05-17T00:59:00.001+02:00</published><updated>2011-05-17T01:00:27.567+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>POŚPIECH LECZ SMACZNY</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-rpQ9fQ0gy4Q/TdGshXvnvoI/AAAAAAAABMA/tCuxZMlPERU/s1600/Smaki-polnocnej-Italii_Marlena-de-Blasi%252Cimages_big%252C19%252C978-83-08-04573-2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-rpQ9fQ0gy4Q/TdGshXvnvoI/AAAAAAAABMA/tCuxZMlPERU/s320/Smaki-polnocnej-Italii_Marlena-de-Blasi%252Cimages_big%252C19%252C978-83-08-04573-2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607452700362391170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MARLENA DE BLASI&lt;br /&gt;„SMAKI PÓŁNOCNEJ ITALII”&lt;br /&gt;(TŁ.JACEK KONIECZNY)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczorajszą noc spędziłam z Marleną De Blasi.&lt;br /&gt;Wzięłam książkę do ręki tylko na chwilę, chciałam obejrzeć ze dwa, trzy przepisy, sprawdzić jakie miejsca przytacza, powąchać wyimaginowane zapachy. Skończyłam czytać o drugiej, głodna tak, że musiałam koniecznie zjeść choćby kawałek chleba, polany oliwą z oliwek. Choć odpowiedniejsze byłoby risotto, albo polenta.&lt;br /&gt;Gdybym grała w grę w skojarzenia i usłyszałabym hasło „kuchnia włoska” to powiedziałabym makaron, oliwa, lody i owoce morza. I to byłaby prawda. Ale prawda bardziej południowa. Tym razem De Blasi zabiera nas na północ i pokazuje, że synonimem włoskiej kuchni może być ryż, ziemniaki, ocet. &lt;br /&gt;Dzięki drugiej części książki odkryłam smaki jakby mniej znane, mniej włoskie. Ale znalazłam też to, co kocham w tej kuchni i w gawędach autorki. Znalazłam miłość do jedzenia. Znalazłam szacunek do niego – jak inaczej nazwać fakt, że robotnicy robiący sobie przerwę na posiłek rozkładają stół i biały czysty obrus, na którym położą chleb? Znalazłam doskonałość produktów, które same w sobie są wystarczającym posiłkiem – no bo jak inaczej nazwać fakt, że krowy w Emilii nie są wypasane, tylko karmione specjalną mieszanką traw, lucerny i koniczyny, by ich mleko było słodsze, a dzięki temu ser z niego wyrabiany lepszej jakości? Jak nazwać fakt, że w XV wieku w niektórych częściach Włoch baryłki z octem balsamicznym były przechowywane w domach jako amulety? Że po całym kraju krążą legendy o takich baryłkach liczących sobie pół tysiąca lat? U nas krążą legendy o bogactwie – dla Włochów bogactwem jest jedzenie. „(…) Włosi przeżywają nieustannie [dramaty], chodząc od sklepu do sklepu w poszukiwaniu odpowiednich produktów na obiad lub kolację. Cierpieliby, spożywając chleb wyjęty z pieca czterdzieści sekund za wcześnie, winogrona o skórkach choćby odrobinę zmatowiałych, banana oszpeconego stłuczeniem, ser wciąż pachnący okresem dojrzewania lub sałatę sprofanowaną przez wyciągnięcie z ziemi poprzedniego dnia.” [s.67]&lt;br /&gt;Ważny jest dla nich rytuał gotowania, sama ceremonia – przy risotcie a la żniwiarze spod Mantui, sposób gotowania ryżu jest niezmieniony od setek lat, mimo, że wymaga ogromnie dużo zachodu, ścisłego trzymania się czasu gotowania, usypywania ryżu w odpowiedni kształt. To ukłon w stronę przodków, którzy potrawy podarowali i ukłon w stronę produktów. Ale też ukłon w stronę samych siebie – Włosi dają sobie to, co najlepsze po to, by się dobrze czuć. Nigdzie indziej na świcie nie gotuje się po to, by poprawić sobie nastrój, nie dzieli się potraw ze względu na wpływ, jaki mają na poprawę humoru. I chyba nigdzie indziej nie przyrządza się fasoli pieczonej w butelce zakopanej w popiele!&lt;br /&gt;Poza tym urzekły mnie nazwy niektórych potraw – śpiące śliwki, martwe liście czy gruszki w koszuli nocnej – poezja, przekładalna zapewne na smak…&lt;br /&gt;Najbardziej przypadł mi do gustu region Friuli, gdzie „ludzie są (…)otwarci na przybyszów, którzy chcą zasiąść z nimi przy fogolar – ognisku domowym. Jest to okrągły, niski kominek zbudowany pośrodku największego pokoju w domu.” [s.66] Planuję już w głowie friuliańską ucztę, na jaką chcę zaprosić przyjaciół – podam placki serowe ze smażonym serkiem mascaropne, pierogi z ricottą, ziemniakami i cynamonem i marmoladę z czerwonej porzeczki.&lt;br /&gt;Ta część książki jest uboższa, niż „Smaki południowej Italii”. Jest jakby pisana w pośpiechu, mniej zalotna, mniej anegdotyczna. Nie ma już też zabawnych dopowiedzeń przy przepisach (podawaj tylko tym, których kochasz, albo tylko przy pełni księżyca), jakby ta część Włoch była dalej od serca De Blasi (choć to przecież nieprawda, bo właśnie na północy mieszkała). Nie mniej jednak wciąż jest smacznie, wciąż jest pięknie i wciąż chciałabym móc zasiąść do prawdziwego włoskiego stołu, na którym będzie proste jedzenie, ale piękne – jędrne pomidory, bakłażany o błyszczącej skórce, oliwa i ocet – nie muszą mieć nawet stu lat – ser mascarpone i ser risotta i ludzie, którzy mogliby snuć opowieść o jedzeniu długo w noc, daleko w przeszłość, aromatycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8499679751635432864?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8499679751635432864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/pospiech-lecz-smaczny.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8499679751635432864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8499679751635432864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/pospiech-lecz-smaczny.html' title='POŚPIECH LECZ SMACZNY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-rpQ9fQ0gy4Q/TdGshXvnvoI/AAAAAAAABMA/tCuxZMlPERU/s72-c/Smaki-polnocnej-Italii_Marlena-de-Blasi%252Cimages_big%252C19%252C978-83-08-04573-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1662474748736779961</id><published>2011-05-07T10:34:00.002+02:00</published><updated>2011-05-07T10:35:00.116+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akcje'/><title type='text'>MAJÓWKA, CO NIE POJECHAŁA NA MAJÓWKĘ</title><content type='html'>Jak już wcześniej pisałam &lt;a href="http://sabinkat1.blogspot.com/2011/04/z-ksiazka-na-majowke-lista-kto-otrzyma.html"&gt;Sabinka&lt;/a&gt; zorganizowała majówkową wymianę. Moją paczuszkę robiła &lt;a href="http://moje-czytanie.blogspot.com/"&gt;Edith&lt;/a&gt;. Napisałam list, gdzie wyraziła niepewność, czy przypadkiem nie czytałam tej książki.  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Edith, chciałam Cię uspokoić – nie czytałam! Ale bardzo lubię tę serię MUZY.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;A majówka nie pojechała na majówkę, bo mój wyjazd był tak spontaniczny i niezaplanowany, że nie zdążyłam odebrać paczuszki z poczty. Ale może się załapie na jakąś czerwcówkę? Tym bardziej, że lekka i łatwo zapakować do torby kilogramem cukinii, grillem i hamakiem.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Dzięki Edith :-) i dzięki Sabinko :-)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lfxWL4bhyHc/TcUEIa0vmhI/AAAAAAAABL4/n5LPOdrSHSk/s1600/P1050744.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-lfxWL4bhyHc/TcUEIa0vmhI/AAAAAAAABL4/n5LPOdrSHSk/s320/P1050744.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603889854018460178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1662474748736779961?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1662474748736779961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/majowka-co-nie-pojechaa-na-majowke.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1662474748736779961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1662474748736779961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/majowka-co-nie-pojechaa-na-majowke.html' title='MAJÓWKA, CO NIE POJECHAŁA NA MAJÓWKĘ'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-lfxWL4bhyHc/TcUEIa0vmhI/AAAAAAAABL4/n5LPOdrSHSk/s72-c/P1050744.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-1421378462993721522</id><published>2011-05-05T09:36:00.004+02:00</published><updated>2011-05-05T09:40:49.561+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akcje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>WŁÓCZYKIJKA PIERWSZA</title><content type='html'>Powoli wracam do siebie i świata. Zaczynam wyglądać przez okno Internetu, zaczynam przecierać szyby i mam ochotę znów pisać. Jest jedna książka, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie, a o której nie powiedziałam dotychczas, mimo, że rozstałam się z nią już jakiś czas temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Akcja &lt;a href="http://spopa1.blogspot.com/"&gt;Włóczykijka&lt;/a&gt; zainteresowała mnie od razu. Czytam dużo mniej literatury polskiej i trochę omijam ją bokiem. Jest we mnie jakieś przeświadczenie, że Polacy, aby pisać książki muszą używać brzydkich słów, albo tematów kontrowersyjnych. Że zawsze muszą coś udowadniać. Zawsze muszą przy pisaniu napinać wszystkie mięśnie, tak, że gdy zamykam książkę czuję się jakbym spędziła pięć godzin na siłowni. Staram się zmieniać swoje widzenie. Staram się dawać szansę rodzimej literaturze, nie uprzedzać się. Coraz mocniej wierzę, że mamy dobrą literaturę polską. Jest choćby:&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-sqfpbd8QUDQ/TcJTzyZkt5I/AAAAAAAABLw/0p4t30-HsR8/s200/Kregi-albo-kolejnosc-zdarzen_Jan-Antoni-Homa%252Cimages_product%252C11%252C978-83-62405-02-2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603133035569788818" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;JAN ANTONI HOMA&lt;br /&gt;„KRĘGI ALBO KOLEJNOSĆ ZDARZEŃ”&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO SOL, GRÓJEC 2011 &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;CZASAMI TRAFIA SIĘ TAKA KSIĄŻKA, PRZEZ KTÓRĄ NIE MOŻNA SPAĆ W NOCY&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;K&lt;/strong&gt;osmiczna – obejmuje cały świat. W mikrokosmosie Zabijan Krochmalnych widzę każdą cząstkę świata.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;R&lt;/strong&gt;adosna, pełna wiary w człowieka, mimo tego, że jest zły, ze swej natury.&lt;br /&gt;Nie zawiodłam si&lt;strong&gt;Ę&lt;/strong&gt;. Kusiła mnie ta książka przede wszystkim dlatego, że przeczytałam o fantastycznych postaciach, które się w niej pojawiają.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;G&lt;/strong&gt;aleria sięga od metodycznej, poukładanej dyrektor szkoły, poprzez trochę zwariowanego nauczyciela języka polskiego, wierzącego w misję dobrej, czystej polszczyzny, przez Wiosło – filozofa/dziennikarza, indiańską dziewczynkę z autyzmem, po niemowę – najpiękniejszą kobietę w wiosce.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I&lt;/strong&gt;rytująca swoim rozwlekłym, zbyt muzycznym językiem, inkrustowanym dekoracyjnymi znaczeniami, ozdobnikami pseudofilozoficznych wywodów i przepychem znaczeniowym.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A&lt;/strong&gt;le &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;L&lt;/strong&gt;ekka, pełna ulotności i piękna, zaczarowana, magiczna taką magicznością, która jest obok nas i która wypływa z człowieka. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;B&lt;/strong&gt;ałam się bardzo tej książki – gdy rozpakowałam ją z koperty, na okładce rzuciło mi się w oczy nazwisko Coelho.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;O&lt;/strong&gt; ile „Alchemik”, czytany bardzo dawno temu, zrobił na mnie wrażenie, o tyle wszystkie kolejne książki coraz większym okazywały się banałem. Próba powrotu do „Alchemika” za jakiś czas też się nie powiodła. Ja dorastałam – mentalnie, czytelniczo, fizycznie - a Coelho wciąż był w tym samy miejscu. Dlatego po plecach przebiegł mi dreszcz strachu. Czy dam radę tej grubej polskiej knidze, autora, z którym nie miałam dotąd przyjemności, a który na wstępie został przyrównany do twórcy banalogizmów?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;K&lt;/strong&gt;ręgi… jednak to zupełnie inna bajka!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;O&lt;/strong&gt;powiadają człowieka, ale opowiadają go mądrze. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;L&lt;/strong&gt;epiej niż pan C., bo odważniej, prawdziwiej, mniej papierowo. Wszystkie postaci z „Kręgów..” są żywe, gdy je czyta mam wrażenie, że mogę włożyć dłoń do środka i dotknąć czyjejś ręki. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;E&lt;/strong&gt;wentualnie, w przypadku niektórych z nich, od razu samego serca!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;J&lt;/strong&gt;asne, że są dość nieprawdopodobne, że są zupełnie nie przystające do tego świata, że – dlatego mieszkają w Zabijanach Krochmalnych i dlatego tam mogą być wszystkim tym, czym dzisiejszy człowiek być nie chce, bo mu to nie na rękę.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;N&lt;/strong&gt;ie mniej jednak „Kręgi…”, pod płaszczykiem bajki i metafory ukrywają prawdziwych ludzi – Ciebie, mnie, pana z bloku obok. Wiem, że ciężko tak spojrzeć na siebie do samych trzewi, że ciężko przyznać, że nie jesteśmy doskonali. Bo oprócz tego, że „Kręgi…” opowiadają trochę dobroci Człowieka, to opowiadają też jego nieporadność.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;O&lt;/strong&gt;powiadają też jego &lt;br /&gt;słabo&lt;strong&gt;Ś&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ć&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z&lt;/strong&gt;azdrość, pretendowanie do miana pana świata, wyrachowanie, okrucieństwo, nie poszanowanie życia, które jest trochę mniejsze, biega na czterech nogach i nie patrzy w gwiazdy tylko w oczy swego pana. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;D&lt;/strong&gt;ają jednak nadzieję, na uleczenie Człowieka, jako przedstawiciela rasy. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A&lt;/strong&gt; to dlatego, że Człowiek jest okrutny, bo nie myśli, bo się zapętlił w złości, w zabijaniu, w znieczuleniu. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;R&lt;/strong&gt;adą na ludzkie zamknięte oczy jest dobre otwarte serce, jest mały chłopiec, który jako jedyny wierzy w porządek świata i jeszcze ważna jest jedna mała dziewczynka, która mówi zielonymi kamieniami i dziennikarz, który skończył filozofię oraz jego najlepszy przyjaciel, z którym może przerzucać się cytatami z Biblii.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z&lt;/strong&gt;askoczyła mnie więc ta książka. Zmusiła do myślenia, do rozdrapywania ran, do budzenia się w nocy i czytania jeszcze raz któregoś z fragmentów. I jeszcze raz. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;E&lt;/strong&gt;manuje przemyśleniem i zakochaniem w ludzkim losie, w przypadku, którego nie ma i w przeświadczeniu, że całe ludzkie życie jest pełne znacze&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ń&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-1421378462993721522?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/1421378462993721522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/woczykijka-pierwsza.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1421378462993721522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/1421378462993721522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/05/woczykijka-pierwsza.html' title='WŁÓCZYKIJKA PIERWSZA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-sqfpbd8QUDQ/TcJTzyZkt5I/AAAAAAAABLw/0p4t30-HsR8/s72-c/Kregi-albo-kolejnosc-zdarzen_Jan-Antoni-Homa%252Cimages_product%252C11%252C978-83-62405-02-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-7738686718456411820</id><published>2011-04-27T23:38:00.001+02:00</published><updated>2011-04-27T23:38:55.873+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>BARDZO ZIMNO</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zqQaRhadNTs/TbiM54vKocI/AAAAAAAABLg/hCKHoTNq06E/s1600/misiek.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 179px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zqQaRhadNTs/TbiM54vKocI/AAAAAAAABLg/hCKHoTNq06E/s200/misiek.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600381062745858498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;ALDONA URBANKIEWICZ&lt;br /&gt;„Z MIŚKIEM W NORWEGII”&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu Norwegia mnie pociąga. Chciałabym tam pojechać, poznać ludzi, zobaczyć renifera. Sprawdzić, czy można naprawdę zostawić na noc otwarty samochód, zobaczyć, czy można przejść kilkadziesiąt kilometrów nie spotykając żadnego człowieka. &lt;br /&gt;Namiastką miała być dla mnie podróż z Aldoną, Marcinem i Miśkiem. A Misiek to czternastomiesięczny syn Aldony i Marcina. To ważne, bo autorka mówi, że bała się, iż po urodzeniu syna długo, długo nie zobaczy swojej ukochanej Norwegii (byli tam już z mężem wcześniej). Wiadomo – długa podróż, obce miejsce, mały człowiek, który wymaga dużo więcej, niż dorosły. Ale spełniła marzenie powrotu do prywatnego raju dużo szybciej, niż jej się wydawało. &lt;br /&gt;I tu pierwszy minus, który mnie drażnił i męczył. Urbankiewicz wciąż wspomina o tym, że urodzenie dziecka nie musi oznaczać rezygnacji z marzeń. Że jest to możliwe. Że sposobność nadarzyła się sama. Że trzeba tylko wierzyć. Że liczy się wiara. Że carpe diem. Że nie wyrzekaj się siebie… I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…&lt;br /&gt;Mantra powtarzana w kółko. To samo zdanie, które toczyło się od początku książki, jak mała śnieżka – zbierając po drodze wszystkie podobne słowa, stało się na końcu przygniatającą wielką kulą wprost na brzuch bałwana.&lt;br /&gt;Miałam wrażenie, że autorka sama siebie chce przekonać, iż to był dobry pomysł. Że chce się usprawiedliwić i z góry odeprzeć wszystkie zarzuty. A ja bym zarzutów nie miała, bo wolę, żeby dwoje kochających rodziców zabrało ze sobą Dziecko w wielką podróż, niż żeby zostawili je w domu. Wolę, żeby czasem go nie wykąpali, zamiast narażać na norweskie wiatry. I wolę, żeby dali mu gołąbka ze słoika, niż żeby dziecko miało świeżo ugotowany obiad i nieszczęśliwych rodziców, myślących tylko o tym, żeby dorosło i żeby wreszcie mogli wyjechać.&lt;br /&gt;Jednocześnie, niemal na tej samej stronie, czytam, że dziecko nic nie zmienia/że dziecko jest najważniejsze i dla niego trzeba trochę ponaginać plan podróży. Wahanie, niepewność – to wszystko przenosi się na czytelnika. No bo jak to w końcu jest? &lt;br /&gt;Poza tym, jak dla mnie, za mało jest w tej książce emocji. Za mało jest anegdotek, choć jest mnóstwo informacji. Jest trochę historii, trochę geografii, są informacje o orkach i reniferach, o cenach i norweskim prawie. Ale nie ma za to odczuwania. Tym zapisem może się zachwycić tylko osoba, która tam była. Brak jest malarskości, brak tego garnca emocji, z którego kipi jakiś magiczny wywar zachwytu, brak zarażania Norwegią. Denerwował mnie język, który nie czarował. „Supersprawa – nie do opisania.” [s.82] Tak mogłabym napisać w swoim pamiętniku, dla siebie i dla Męża, który był tam ze mną, ale nie dla osoby, która marzy o wyjeździe do Norwegii – chce poczuć, dotknąć i posmakować, przynajmniej czyimiś oczami. &lt;br /&gt;A momentami miałam niemal wrażenie, że czytelnik jest intruzem, że autorka czuje do niego niechęć, chce się przed nim odgrodzić zasiekami.&lt;br /&gt;„Ta nasza opowieść, która się pisze, to nie przewodnik, nie musze opowiadać tu o wszystkim, to moje życie, ja je piszę, w taki, a nie inny sposób. To moja droga. Moja historia. Każdy powinien mieć swoją.” [s.182]&lt;br /&gt;Trochę mnie to ubodło. Albo chce się podzielić swoją Norwegią, albo nie…&lt;br /&gt;Ważne były dla mnie zdjęcia. Gdy się czytało o jakimś zakątku, od razu było to zilustrowane obrazem. To daje jakąś namiastkę, trochę więcej wiedzy. &lt;br /&gt;Ale gdybym miała się zakochać w Norwegii po tej książce – nie byłoby uczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-7738686718456411820?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/7738686718456411820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/bardzo-zimno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7738686718456411820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/7738686718456411820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/bardzo-zimno.html' title='BARDZO ZIMNO'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zqQaRhadNTs/TbiM54vKocI/AAAAAAAABLg/hCKHoTNq06E/s72-c/misiek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3460981214918979644</id><published>2011-04-22T14:15:00.001+02:00</published><updated>2011-04-22T14:16:43.878+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>ZAZDROŚĆ O SŁOWA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-C6PSwP_842Q/TbFxoeHbDtI/AAAAAAAABLY/FzZPmG3pzKo/s1600/mod%25C5%25BC.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-C6PSwP_842Q/TbFxoeHbDtI/AAAAAAAABLY/FzZPmG3pzKo/s200/mod%25C5%25BC.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5598380751891140306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MIROSŁAW SOŚNICKI&lt;br /&gt;„MODŻIBURKI DWA”&lt;br /&gt;MTM, JUGOWICE 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak mi słów…&lt;br /&gt;Nie umiem pisać o tej książce, bo boję się, że zniszczę to, co ona we mnie wywołała – to drganie każdego mięśnia, to układanie się litera pod powiekami, to czarodziejskie i magiczne odwracanie kartek i wracanie do przeczytanego przed chwilą fragmentu, żeby pocieszyć się nim jeszcze raz. I jeszcze, i jeszcze… Boję się, że nie powiem nic, co będzie miało sens i że nie pokażę tej tajemniczej siły, jaka mnie do tej książki przyciągnęła.&lt;br /&gt;Niełatwo jest pisać o pięknie. W zachwycie popada się w banał. Słowo „kocham” jest przecież tylko jedno. Ale Mirosław Sośnicki powiedział je na tysiąc sposobów. Na tysiąc, których jeszcze nie czytałam do tej pory.&lt;br /&gt;To z cała pewnością jest autobiografia. Bo nie można tak pięknie pisać o miłości, której się nie czuje. To książka o gołąbkach z kaszą gryczaną, o śniegu, o ptakach, o basenie, o stopach Modżiuburka Malutkiego i o dłoniach Modżiburka Większego. O zwyczajności, w której znajduje się największe cuda świata. I o tym, jak się tę zwyczajność zaklinać. Bo ona nie zawsze jest dobra, ale zawsze może być lepsza, jeśli się ją zaklnie, jeśli się ją poprosi, aby dawała szczęście. &lt;br /&gt;Mam już tyle ulubionych fragmentów, pozahaczanych kolorowymi karteczkami, poznaczonych wykrzyknikami. Tyle scen, przed którymi biję pokłony – najlepszy najwspanialszy jest fragment o róży z księżyca…&lt;br /&gt;I jest jeden fragment, który umiem już prawie na pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Palce u nóg nie chcą się już zginać. Nie chcą być już razem ze stopami. Chcą biec do Modżiburka Większego, bo przy Modżiburku większym dobrze się czują. Palce nawet o tym nie wiedzą, że stopy już dawno pobiegły. Stóp już nie ma, bo stopy najlepiej czują się, kiedy są blisko Modżiburka Większego. Ale to łydki pierwsze się wymknęły. A przed łydkami uda. Niepostrzeżenie, po cichu uciekły do Modżiburka Większego.&lt;br /&gt;I nic dziwnego. Bo noc to czas palców u nóg, stóp, łydek, ud. W dzień mają małe szanse, aby chociaż się otrzeć o Modżinurka Większego. &lt;br /&gt;Dzień jest uprzywilejowany dla rąk, szyi, piersi, policzków, ust, czoła, włosów. To Modżiburek Większy pocałuje Modżiburka Malutkiego, to pogłaszcze, to przytuli, to tak mocno przyciśnie do siebie, że nie tak małe piersi Modżiburka Malutkiego się troszkę spłąszczą.&lt;br /&gt;W dzień stopy, palce u nóg, łydki, a nawet uda są w niełasce. W dzień mogą tylko o Modżinburku Większym pomarzyć. Czekają z utęsknieniem na noc. Bo w nocy chcą sobie tę dzienną poniewierkę powetować. &lt;br /&gt;Modżiburek Większy nie zdąży się jeszcze dobrze nakryć kołdrą, a już szukają go palce, stopy Modżiburka Malutkiego. I jak się cieszą, kiedy znajdą!” [s.115-116]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tylko tak wielka zazdrość czai się w moich palcach uderzających o klawisze klawiatury – że nie umieją tak pięknie, tak mądrze, tak zwyczajnie/niezwyczajnie opowiadać. Że nie potrafią tak omamić słów, tak ich oczarować, żeby się same położyły na kartce.&lt;br /&gt;Ta książka to moje odkrycie, moja pozytywna energia i moje uśmiechanie. &lt;br /&gt;Ta książka przyszła do mnie w Zły Czas, w czas, który mnie przestrasza i sprawiała, że boję się trochę mniej. To prezent od Modżiburków. Ale Modżinurki już po prostu takie są, że wiedzą kiedy przyjść i ratować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Ogromne podziękowania dla autora za podarowanie mi książki – zwyczajnie i bezinteresownie, z autografem i miłym słowem]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3460981214918979644?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3460981214918979644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/zazdrosc-o-sowa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3460981214918979644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3460981214918979644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/zazdrosc-o-sowa.html' title='ZAZDROŚĆ O SŁOWA'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-C6PSwP_842Q/TbFxoeHbDtI/AAAAAAAABLY/FzZPmG3pzKo/s72-c/mod%25C5%25BC.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4100316853951052116</id><published>2011-04-13T00:35:00.003+02:00</published><updated>2011-04-13T00:37:52.702+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>STOP!</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4FVg3e6kgwE/TaTUOl-WVqI/AAAAAAAABLQ/YzL0q7zyAGE/s1600/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 137px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-4FVg3e6kgwE/TaTUOl-WVqI/AAAAAAAABLQ/YzL0q7zyAGE/s200/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5594829984277878434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MARGAUX FRAGOSO&lt;br /&gt;„ZABAWA W MIŁOŚĆ”&lt;br /&gt;(TŁ. MAGDALENA MOLTZAN-MAŁKOWSKA)&lt;br /&gt;PRÓŚZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona miała 7 lat. On 51. „Czy chcesz się ze mną pobawić?” Chciał.&lt;br /&gt;To historia, która wydarzyła się gdzieś obok nas. Może klatkę dalej, a może tysiąc kilometrów. Ale ciągle dotyka, każda kolejna przeczytana przeze mnie strona otwierała na nowo wielką ranę, jaką zadają tego typu historie.&lt;br /&gt;Najpierw głaskanie po włosach. Wielki dom, którym mała Margaux jest zafascynowana. Dom pełen zwierząt, zabawek, kolorów, huśtawek, kwiatów. Dom w którym dziecko może się zagubić. Dom, w którym zagubił się też pewien dorosły. Miał na imię Peter i zakochał się w Margaux. Po dotykaniu włosów przyszedł czas na dotykanie dłoni, a później coraz dalej i dalej, lawina nie do zatrzymania. O tym jest ta książka. O tym, jak pewna mała dziewczynka trochę szybciej od innych dorosła. O tym, jak nie dorosła nigdy. O tym, jak pewien 51 mężczyzna zachorował na miłość. O tym, że trwało to 15 kolejnych lat.&lt;br /&gt;Fragso nie ukrywa nic. Nie ukrywa swoje obrzydzenia, ale nie ukrywa też, że wierzyła w miłość. Nie ukrywa demonicznych zabaw za zamkniętymi drzwiami, ale nie ukrywa też medalionu z wróżką, który od niego dostała. Mówi obydwu stronach jego twarzy. O czułości i o tym, jak sama namawia Petera na wiele rzeczy. Psychologicznie wszystko jest do wyjaśnienia – wszystkie te syndromy sztokholmskie, uzależnienie, brak oparcia w ojcu, kompensacja, niskie poczucie własnej wartości…&lt;br /&gt;Ale Fragoso opowiada o związku dwojga ludzi. O mężczyźnie i kobiecie – kobiecie, która dopiero się wykluwa, ale takiej, której wmawia się, że już kobietą jest. Troszkę za szybko i troszkę za mocno. Za dobitnie.&lt;br /&gt;Zastanawiałam się w trakcie lektury czemu czytam tę książkę. Czemu nie odłożę, czemu nie schowam jej głęboko na dno szafy, czemu nie przyłożę poduszką, nie rozerwę na strzępy, nie pogniotę. &lt;br /&gt;Po pierwsze dlatego, że od uciszania nic się nie zmieni. Że gdy odwrócę wzrok krzywda nie przestanie się dziać.&lt;br /&gt;A po drugie dlatego, że ta książka jest piękna. Jest jak wejście w jakiś równoległy świat. Jak czytanie baśni, jak słuchanie opowieści przy ognisku, albo jak podsłuchiwanie rozmawiających ze sobą koleżanek – siedzących na łące i trzymających się za ręce. Język, którego używa Fragoso to iskry, które wplątują ci się we włosy, palą je żywym ogniem i sprawiają, że na zawsze już wyglądasz inaczej.&lt;br /&gt;Bo ta książka zmienia. Przeraża, zauracza, bije po twarzy i za chwilę całuje zaczerwienione miejsce.&lt;br /&gt;A gdy skończyłam i w ciszy wieczoru słyszałam tylko swój oddech, pomyślałam o jednej ważnej rzeczy, jaką z tej historii powinniśmy wynieść jako dorośli. To książka, po przeczytaniu której, łatwo się oskarża. Ale Peter mylił się w wielu sprawach, w wielu sprawach omamiał też samego siebie, nie tylko Margaux, ale w jednej miał rację – to nasza ignorancja przyczynia się do tego rodzaju przestępstw. Nie uczymy dzieci ich własnego ciała, nie chcemy, żeby wiedziały, jakie są różnice między chłopcem a dziewczynką i co z tego wynika teraz, a co w przyszłości. Zawsze bolało mnie to, że wolimy dziecku zakryć oczy przy scenie pocałunku, a na zabijanie może patrzeć szeroko otwartymi oczami. Czynimy z seksu temat tabu, jakąś zamkniętą na osiemnaście spustów szkatułkę, której zawartość najchętniej pozostawilibyśmy tylko do swojej wiadomości. Może warto uchylić wieka?&lt;br /&gt;Na pewno warto przedrzeć się przez tę książkę – poranić palce o kartki, poranić palce o słowa, pomyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena:5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictw Próśzyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4100316853951052116?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4100316853951052116/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/stop.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4100316853951052116'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4100316853951052116'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/stop.html' title='STOP!'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4FVg3e6kgwE/TaTUOl-WVqI/AAAAAAAABLQ/YzL0q7zyAGE/s72-c/phpThumb_generated_thumbnail.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-361160146894227856</id><published>2011-04-04T15:58:00.003+02:00</published><updated>2011-04-04T16:09:15.835+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trochę ja'/><title type='text'>A JAK JUŻ SIĘ CHWALĘ...</title><content type='html'>To pochwalę też &lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-ansi-language:#0400;  mso-fareast-language:#0400;  mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;a href="http://www.wbpg.org.pl/"&gt;Bibliotekę&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Ostatnimi czasy robią dużo niesamowitych akcji, żeby rozpowszechnić czytelnictwo. Była kolejka SKM oklejona plakatami ze znanymi osobami czytającymi książki. Jest kawa w czytelni w cenie 3 zł. Są spotkania autorskie (ostatnio na przykład &lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-ansi-language:#0400;  mso-fareast-language:#0400;  mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;a href="http://www.wbpg.org.pl/index.php5?id=964"&gt;BiblioCamp&lt;/a&gt;  czyli spotkania z blogerami w przestrzeni biblioteki). Jest też Karta do Kultury, która oprócz tego, że umożliwia wypożyczanie książek w większości filii na jedną kartę, daje zniżki w rożnych instytucjach kulturalnych w Gdańsku.&lt;br /&gt;I pochwalę się torbą.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PJdvkw_QuCk/TZnQUSt-yFI/AAAAAAAABLA/wmv2pqpYCas/s1600/P1050291.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PJdvkw_QuCk/TZnQUSt-yFI/AAAAAAAABLA/wmv2pqpYCas/s400/P1050291.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591729459397838930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-361160146894227856?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/361160146894227856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/jak-juz-sie-chwale.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/361160146894227856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/361160146894227856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/jak-juz-sie-chwale.html' title='A JAK JUŻ SIĘ CHWALĘ...'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-PJdvkw_QuCk/TZnQUSt-yFI/AAAAAAAABLA/wmv2pqpYCas/s72-c/P1050291.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6036680450239378234</id><published>2011-04-04T15:43:00.007+02:00</published><updated>2011-04-04T15:51:10.759+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akcje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>POWITANIE</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;Do drzwi zapukała książka z &lt;a href="http://spopa1.blogspot.com/"&gt;Włóczykijki&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-nLE0WjRrK3Q/TZnLWnsPvtI/AAAAAAAABKA/siGr_hVr6VI/s1600/1z.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-nLE0WjRrK3Q/TZnLWnsPvtI/AAAAAAAABKA/siGr_hVr6VI/s200/1z.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591724001829306066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Witam się z przesyłką i zapraszam do środka.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-XHFcuJ4hwoY/TZnLhAe-fFI/AAAAAAAABKI/Ji_c13o655U/s1600/2z.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-XHFcuJ4hwoY/TZnLhAe-fFI/AAAAAAAABKI/Ji_c13o655U/s200/2z.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591724180283227218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Niecierpliwie rozrywam kopertę…&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sb8Y9Ab5Sck/TZnLzJpOKJI/AAAAAAAABKQ/UZm4y7K7IdU/s1600/3z.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-sb8Y9Ab5Sck/TZnLzJpOKJI/AAAAAAAABKQ/UZm4y7K7IdU/s200/3z.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591724491979761810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;By znaleźć w środku piękne zakładki…&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9l-xJdYY-CE/TZnL8v4lxFI/AAAAAAAABKY/SmDNM4UIDlE/s1600/5z.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9l-xJdYY-CE/TZnL8v4lxFI/AAAAAAAABKY/SmDNM4UIDlE/s200/5z.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591724656863593554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;…i książkę &lt;a href="http://spopa1.blogspot.com/2011/03/jedenasta-odsona-z-wydawnictwem-sol.html"&gt;”Kręgi albo kolejność zdarzeń”&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o1Pb13-PS3c/TZnMF0P9bLI/AAAAAAAABKg/pyrq6c7_uRI/s1600/6z.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-o1Pb13-PS3c/TZnMF0P9bLI/AAAAAAAABKg/pyrq6c7_uRI/s200/6z.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591724812654177458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Trochę niepokoju, gdy na okładce odczytuję nazwisko P.Coelho i trochę uspokojenia, gdy znajduję nazwisko Marty Miziuro.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-na6Qw12ZvYc/TZnMQzQPPZI/AAAAAAAABKo/aQ6WQ8B6bzk/s1600/4.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-na6Qw12ZvYc/TZnMQzQPPZI/AAAAAAAABKo/aQ6WQ8B6bzk/s200/4.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591725001365470610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Zaczynam czytać.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CAcJ5R3Usu0/TZnMY0fP-BI/AAAAAAAABKw/Il7WsW5T_uQ/s1600/7.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-CAcJ5R3Usu0/TZnMY0fP-BI/AAAAAAAABKw/Il7WsW5T_uQ/s200/7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591725139135821842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Dzięki Włóczykijko :-)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ztpD6hudJBE/TZnMhdtCEBI/AAAAAAAABK4/yjdF2gyAp5U/s1600/8.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ztpD6hudJBE/TZnMhdtCEBI/AAAAAAAABK4/yjdF2gyAp5U/s400/8.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591725287638437906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6036680450239378234?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6036680450239378234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/powitanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6036680450239378234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6036680450239378234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/04/powitanie.html' title='POWITANIE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nLE0WjRrK3Q/TZnLWnsPvtI/AAAAAAAABKA/siGr_hVr6VI/s72-c/1z.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3308722322286719456</id><published>2011-03-28T10:32:00.001+02:00</published><updated>2011-03-28T10:33:58.993+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Z KSIĄŻKĄ NA MAJÓWKĘ</title><content type='html'>Lubię różne blogerskie akcje. Podziwiam ich autorów za kreatywność i pasję, z jaką wymyślają, tworzą, a później je przeprowadzają. Tym razem, całkiem przez przypadek, trafiłam do Sabinki, która wymyśliła akcję &lt;a href="http://sabinkat1.blogspot.com/2011/03/z-ksiazka-na-majowke-zasady-zapisy.html"&gt;„Z książką na majówkę”&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Od kilku lat wymieniam książki na BilioNETce i na Lubimyczytac.pl Ale ta akcja ma w sobie powiew tajemniczości i element zaskoczenia. I trzeba oddać komuś cząstkę siebie, otworzyć się na wiosnę.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Biorę udział :-)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Scu_U8rUP0E/TZBHzMj7L9I/AAAAAAAABJ4/QVYdEsjla8o/s200/z_ksi_k_na_maj_wk_.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5589046082437590994" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3308722322286719456?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3308722322286719456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/z-ksiazka-na-majowke.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3308722322286719456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3308722322286719456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/z-ksiazka-na-majowke.html' title='Z KSIĄŻKĄ NA MAJÓWKĘ'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Scu_U8rUP0E/TZBHzMj7L9I/AAAAAAAABJ4/QVYdEsjla8o/s72-c/z_ksi_k_na_maj_wk_.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8513809993874850789</id><published>2011-03-28T10:24:00.001+02:00</published><updated>2011-03-28T10:26:02.173+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MIODOPŁYNNIE, ZWIERZOLUBNIE</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zGvZTHxtbMo/TZBGFP1hYGI/AAAAAAAABJw/QmT3fH0UYQg/s1600/oliwkowe.jpeg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zGvZTHxtbMo/TZBGFP1hYGI/AAAAAAAABJw/QmT3fH0UYQg/s200/oliwkowe.jpeg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5589044193531093090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;CAROL DRINKWATER&lt;br /&gt;„OLIWKOWE ŻNIWA”&lt;br /&gt;(TŁ. RADOSŁAW NOWAKOWSKI)&lt;br /&gt;WYDAWNCTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie tej książki to jak spotkanie z przyjaciółką. Jak zapukanie w okno jej domu, machanie dłonią i wejście na kieliszek dobrego różowego wina. Jak przyniesienie kawałka sera do tego wina. Ale koniecznie idzie się w starych tenisówkach i powyciąganej, ulubionej różowej bluzie z Kubusiem Puchatkiem. Bez skrępowania i po domowemu. I słucha się plotek i podjada się z drzewa figi i narzeka się na suszę i leniwie głaszcze się biegające dookoła psy.&lt;br /&gt;Nie znam Carol Drinkwater i nie wiem, ile w jej książce jej życia, a ile zmyślenia, ile pamiętnika a ile powieści. Ale gdy czytam trzecią część oliwkowej serii, mam wrażenie, jakbym mogła usiąść obok niej i zapytać „To co, Carol, Michael już całkiem wydobrzał? A poczęstujesz mnie miodem?”&lt;br /&gt;Bo Drinkwater pisze tak, że można mówić do niej tylko po imieniu. Jakby chciała zaprzyjaźnić się z całym światem. Jakby chciała oddać to, co ma najcenniejszego – siebie, swoją miłość do Appasionaty, miłość do Michaela, do Prowansji – złożyć to w nasze ręce po to, by się tym dzielić. I by udowadniać, że to naprawdę istnieje.&lt;br /&gt;Ta część również nie jest lekka (w poprzedniej Carol straciła dziecko i przyjaciółkę). Tym razem z problemami zmaga się Michael i do samego końca nie wiadomo, jak potoczą się losy farmy, jak będzie między nimi. Przyznam się, że bałam się czytać. Obawiałam się, czy na końcu znajdę żniwa i przyjęcie na świeżym powietrzu, czy znajdę sprzedaż Appasionaty i koniec historii. &lt;br /&gt;Ale pomiędzy smutnym początkiem i nieodgadnionym końcem znalazłam znów bogactwo smaków, dźwięków, piękna. Carol spełnia kolejne marzenie – sprowadza na farmę ule – walczyła o to już w „Sezonie na oliwki”. Walczy też cały czas o przyznanie ich oliwie statusu AOC. Poza tym zaczyna interesować się Cyganami – ich kulturą, muzyką, obyczajami. Chłonie nowe widoki. Jedzie na festyn pasterski. W końcu bierze też udział w polowaniu – wciąż pozostaje przeciwniczką zabijania zwierząt, ale chce poznać „tę drugą stronę” po to, by nie być gołosłowna. W tej postaci to właśnie lubię najbardziej – fakt, że wszystko chce poznać, że wszystko chce sprawdzić na własnej skórze, że nie boi się wyzwań, nie boi się szukać, badać, by mieć podstawy do obrony własnego zdania. Ale też nie boi się przyznać racji komu innemu. I to, że jest pasjonatką – gdy jakiś temat ją zafrapuje obkłada się książkami, pyta, sprawdza, dotyka, chłonie. Nie boi się pracy. Nie boi się założyć kaloszy i iść po kolana w błocie, gdy trzeba naprawić studnię. Chce uczestniczyć w życiu swojej farmy, dlatego to, co może, robi sama. Grzebie w ziemi, zrywa oliwki, hoduje pomidory, a jak trzeba to kilkanaście godzin bez przerwy polewa zagrożone drzewa oliwkowe wodą.&lt;br /&gt;Z każdym tomem coraz bardziej lubię tę bohaterkę. Na początku obawiałam się, że będzie sztuczna, że to gwiazdka z nieba, która zapragnęła mieć posiadłość w Prowansji i że będzie tam przyjeżdżać na kilka letnich tygodni, a ogrodnikowi każe przyciąć krzewy w pieski i kotki. Ale Carol to zupełnie inna osoba. Zdecydowana. Zdeterminowana. I zakochana. A tę miłość widać właśnie najmocniej w „Oliwkowych żniwach”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8513809993874850789?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8513809993874850789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/miodopynnie-zwierzolubnie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8513809993874850789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8513809993874850789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/miodopynnie-zwierzolubnie.html' title='MIODOPŁYNNIE, ZWIERZOLUBNIE'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zGvZTHxtbMo/TZBGFP1hYGI/AAAAAAAABJw/QmT3fH0UYQg/s72-c/oliwkowe.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6960293103330192172</id><published>2011-03-24T10:11:00.001+01:00</published><updated>2011-03-24T10:12:36.485+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>NAWET PAZURAMI</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-fUDD_KItuxE/TYsK_sagBaI/AAAAAAAABJo/irXBzKuiODQ/s1600/bojowa-piesn-tygrysicy-pprod60180004.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-fUDD_KItuxE/TYsK_sagBaI/AAAAAAAABJo/irXBzKuiODQ/s200/bojowa-piesn-tygrysicy-pprod60180004.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587571852053579170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;AMY CHUA&lt;br /&gt;„BOJOWA PIEŚŃ TYGRYSICY”&lt;br /&gt;(TŁ. MAGDALENA MOLTZAN-MAŁKOWSKA)&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś wdałam się z pewnąnieznajomą w dyskusję dotyczącą obrzezania kobiet. Ja byłam oburzona, krzyczałam, nie rozumiałam, nie dawałam żadnej taryfy ulgowej i dziwiłam się, że kobiety spokojnie, od wieków, się temu poddają, że nie buntują się, nie uciekają. A pani, trochę wiekowa, patrzyła na mnie z lekkim uśmieszkiem na wargach i podsumowała, że nie znam życia i że patrzę na problem ze złej perspektywy – z perspektywy Europejki, która wszystko ma na swoim miejscu. Tłumaczyła, że to wielowiekowa kultura, tradycja, że to tak, jak u nas komunia w białych sukienkach do ziemi, albo ubieranie choinki. &lt;br /&gt;I ta nasza rozmowa przypomniała mi się, gdy czytałam „Bojową pieśń tygrysicy”. &lt;br /&gt;Amy Chua jest córką chińskich imigrantów mieszkającą w Stanach Zjednoczonych. Wyszła za mąż za amerykańskiego Żyda, jest wykładowcą prawa na Uniwersytecie Yale, ma dwie córki – Lulu i Sophię. Ze swoim mężem umówili się co do dwóch rzeczy – że Jed będzie wychowywał córki w swojej wierze, a ona wychowa je według modelu chińskiego. &lt;br /&gt;I tu zaczyna się ta bojowa pieśń… &lt;br /&gt;Model chiński bowiem, dla patrzącego z boku, kojarzy się w pierwszej chwili z łamaniem praw dziecka – krzyki, wyzwiska, publiczne karcenie dziecka, przymuszanie do nauki i ćwiczeń, stawanie zawsze po stronie nauczyciela w jakimkolwiek sporze, nie uznawanie niższej oceny niż szóstka, bezwzględny szacunek dla rodziców i każdej ich decyzji i bezwzględne posłuszeństwo. A do tego ignorowanie lekcji WF na rzecz na przykład ćwiczeń fortepianu (tężyznę fizyczną ćwiczy się zazwyczaj poprzez targanie dwudziestokilogramowych siatek z zakupami). No i nie ma żadnych kontaktów z rówieśnikami – nie można iść do koleżanki – to strata cennego czasu, który można poświęcić na ćwiczenie utworu muzycznego, albo zrobienie dodatkowych zadań.&lt;br /&gt;Amy wybrała przyszłość dla swoich córek – jednej włożyła w ręce skrzypce, a drugiej pod palce podsunęła biało-czarne klawisze fortepianu. Przymuszała je do morderczych ćwiczeń – każde chińskie dziecko ma być lepsze od innych, ma szybciej przerobić materiał, ma jako najmłodsze dostać się do najlepszej szkoły muzycznej – szybko, szybko, nie ma czasu, bo Koreańczycy, zżerani podobną ambicją, zajmują miejsca i coraz wcześniej posyłają dzieci do szkół i na konkursy. &lt;br /&gt;Amy opowiada wszystko bez ukrywania – każdy jeden krzyk i każde jedno złorzeczenie. Nie wybiela się, bo uważa, że nie ma potrzeby – według niej, a wcześniej według jej rodziców, dziadków, pradziadków, taka metoda, to recepta na sukces, to gwarancja, że dziecko wyrośnie na dobrego, wartościowego człowieka. Kobieta tłumaczy, że chińscy rodzice wierzą w swoje dzieci, dlatego stawiają im tak wysoko poprzeczkę – wierzą, że ta poprzeczka to tylko mała przeszkoda, że jeśli dziecko wystarczająco dużo czasu poświęci na rozbieg, to pokona ją bez mrugniecie okiem.&lt;br /&gt;Ta książka to wielki szok. Otwierałam szeroko usta ze zdumienia, gdy czytałam o laurce. Amy dostała od dziewcząt na urodziny laurki – oddała je ze słowami, iż nie są dla niej dość dobre, że nie poświęciły na zrobienie ich wystarczająco dużo czasu, że stać je na więcej, a ona na więcej zasługuje i że mają zrobić to jak należy, a jeśli brak im na to czasu, to niech po prostu wstaną wcześniej. Z wielkim mętlikiem w głowie czytałam, jak babcia porównuje Sophie i Lulu, mówiąc jej, że Lulu ma beznadziejny nos. W konsternację popadałam czytając, że gdy byli na wakacjach w Indiach, dziewczęta najpierw musiały kilka godzin poćwiczyć, zanim mogły pójść zwiedzać. &lt;br /&gt;Ale potem uśmiechnęłam się sama do siebie. To szok kulturowy. To właśnie ta zła miara. To moje buty, które na siłę chcę wcisnąć komuś zupełnie innemu. &lt;br /&gt;Zresztą podtytuł „Dlaczego chińskie matki są lepsze?” jest ironiczny. Amy sama przyznaje, że nie zawsze chiński model daje radę – każde dziecko jest inne, a on zupełnie nie jest elastyczny. &lt;br /&gt;Tygrysica wykonała swoją pieśń bojową w obronie własnych dzieci, w obronie swoich wartości, w obronie tego, co uważa za słuszne. Ta pień wwierca się w uszy, wywoła ogromną burzę, będą dyskusje w telewizji i na forach internetowych. Będą ganić Amy, będą szykanować. Jak sama mówi nie wie, jak będą wspominać swoje dorastanie córki. Że „wychowanie dziecka na chińską modłę to na wskroś samotnicze zajęcie – przynajmniej na Zachodzie, gdzie człowiek zdany jest wyłącznie na siebie. Musi stawić czoło całemu systemowi wartości – wywodzącemu się z Oświecenia poszanowaniu dla autonomii jednostki, teorii rozwoju oraz Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka – i nie ma z kim szczerze pogadać(…)” [s.191]&lt;br /&gt;Ja wysłuchałam pieśni. To wielkie, smutne wycie. I mam ochotę pogłaskać Tygrysicę po łapie. Z czułością. Z empatią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6960293103330192172?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6960293103330192172/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/nawet-pazurami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6960293103330192172'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6960293103330192172'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/nawet-pazurami.html' title='NAWET PAZURAMI'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-fUDD_KItuxE/TYsK_sagBaI/AAAAAAAABJo/irXBzKuiODQ/s72-c/bojowa-piesn-tygrysicy-pprod60180004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-102636646578444945</id><published>2011-03-23T09:50:00.002+01:00</published><updated>2011-03-23T09:50:51.418+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>ALF</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-gIYRK65tMDQ/TYm0ZdFYxAI/AAAAAAAABJg/DBF5NflsreM/s1600/tatami.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-gIYRK65tMDQ/TYm0ZdFYxAI/AAAAAAAABJg/DBF5NflsreM/s200/tatami.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587195162126763010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;RAFAŁ TOMAŃSKI&lt;br /&gt;„TATMI KONTRA KRZESŁA. O JAPOŃCZYKACH I JAPONII”&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obyczajowej historii z Japonią w tle, bardzo chciałam zweryfikować tę Japonię. Na podorędziu miałam na szczęście „Tatami kontra krzesła”.  Wpadłam w tę lekturę po koniuszki włosów, zachwyciłam się i przeraziłam jednocześnie. To najbardziej nieprawdopodobna lektura ostatnich miesięcy, mimo, że należy do literatury faktu.&lt;br /&gt;Na początku Tomański stwierdza, że każdy, kto trafia do Japonii czuje się jak Alf – puchaty stworek z kosmosu, który przyleciał na ziemię i stara się poznać reguły gry i powód, dla którego nie można na ziemi zjadać kotów.&lt;br /&gt;To rewelacyjne porównanie, bo ja już czytając o Japończykach, czułam się jak Alf. Niesamowite jest to, jak ludzie mogą być od siebie różni – poczynając od wyglądu (Japończycy nie mają górnej powieki!), aż po system wierzeń i odpowiednich zachowań. Wiele wiedziałam: na przykład o rybie fugu – która ma w sobie ogromną dawkę trucizny, a umiejętnie przyrządzona tej trucizny zostaje pozbawiona, lecz mimo to kilku Japończyków rocznie ginie po źle ugotowanej rybie (płacąc najpierw setki dolarów za takie danie). Albo o automatach z używanymi majtkami nastolatek, stojących tuż przy automatach z batonikami. Albo o cosplayerch, którzy w weekendy przebierają się za ulubione postaci z kreskówek i mang i chodzą po mieście pozując fotografom. Albo o tym, że wstydliwi Japończycy w toaletach mają zamontowane dodatkowe przyciski, które uruchamiają dźwięk spuszczanej wody i zagłuszają naturalne odgłosy (ale już o tym, że najnowsze cuda techniki pozwalają na zmierzenia tętna, pomiar tkanki tłuszczowej, poziomu cukru i czerwonych krwinek – to już nie. Nie wiedziałam też, że takie dane z japońskich toalet mogą być zdalnie przesłane do szpitala i dzięki temu pacjent jest pod stałą lekarską opieką, nie musząc wychodzić z domu… - czy tylko mi pachnie to Wielkim Bratem?)&lt;br /&gt;Ale wiele rzeczy wprowadziło mnie w konsternację. &lt;br /&gt;Jak choćby to, że Japonki poddają się wybielaniu skóry. Albo to, że w Japonii powstała gra komputerowa, w której gracz ma możliwość przeprowadzić umierającego Chopina przez ostatnie trzy godziny życia. Albo to, że w Japonii powstają nowe choroby – zupełnie nieznane w innych miejscach świata – między innymi śmierć z przepracowania i syndrom męża na emeryturze. Albo to, że w małych osiedlowych sklepikach tzw. conbini, jest specjalny system monitorujący zakupy i dostosowujący asortyment do danej grupy klientów. Albo o ogromnej popularności smsowych powieści… (tak! Japończycy masowo piszą powieści na swoich komórkach, można je ściągnąć, przeczytać, są pełne emotikonów, a z czasem część wychodzi w druku i pobija wszelkie rekordy sprzedaży).&lt;br /&gt;Tytuł tej książki jest dla mnie kluczem do zrozumienia Japonii. &lt;br /&gt;Tatami kontra krzesła to Japończycy kontra reszta świata. Ich inność, ich wsobność, ich indywidualizm, który często jest niezrozumiały, dziwny. Ale też fakt, który podkreśla autor – Japonia trochę zaczyna otwierać się na resztę świata. W końcu Japończycy doszli do wniosku, że tatami źle wpływa na stawy i postanowili dać szansę krzesłom. &lt;br /&gt;Tu upatruję również drugiego sensu tytułu. Cała japońska kultura jest głęboko zakorzeniona w przeszłości. Widać to na każdym kroku – od pisma (Tomański zwraca uwagę na to, że w Japonii wciąż używa się znaków, które powstały kilka tysięcy lat temu!) po ruch lewostronny, który nie wywodzi się z faktu, iż Japonia należała do Imperium Brytyjskiego, ale „samurajowie nosili miecze przy lewym boku i poruszając się po zwyczajnej dla nas prawej stronie drogi, ryzykowaliby przypadkowe zaczepianie się mieczami. A to oznaczałoby kłopoty i konieczność walki. Żeby sobie tego oszczędzić, wprowadzono ruch lewostronny i tak zostało do dziś.” [s.173]&lt;br /&gt;Dzisiejsza Japonia trochę uchyla drzwi, wpuszcza nowe, sięga do Europy, do Stanów, wprowadza na swój rynek markę Dove (chociaż kampania reklamowa jest zupełnie inna niż w pozostałych krajach świata). Jednak wciąż najważniejsza dla Japończyków jest tradycja, kultura, poszanowanie dla własnego, wielowiekowego dorobku, dla przodków. &lt;br /&gt;Trzecim moim prywatnym rozumieniem tytułu, a przez to Japończyków, jest ich dwoistość. Są zamknięci w sobie, jak mało który naród, ale jednocześnie są ekshibicjonistami. Są poważni, ale śmieją się z niewybrednych żartów. Są zakorzenieni w przeszłości, ale są również zakochani po uszy w nowinkach technologicznych, w robotach i najnowszych grach video. Są najzdrowszym i najbardziej długowiecznym narodem świata, ale jednocześnie w klubach fitness ćwiczą zazwyczaj obcokrajowcy, a Japończycy raczą się tam lodami i piwem. Tatami kontra krzesła – jakby nieustannie toczona w tych ludziach walka, której wynikiem jest ta zupełnie odmienna od wszystkich rasa.&lt;br /&gt;Tomański opowiada o wszystkim – o wyglądzie, jedzeniu, pracy, rozrywkach, systemie bankowym i reklamach (nawet Sylvester Stallone grał w japońskiej reklamie – reklamował szynkę!). To obraz Japończyków okiem Alfa, ale Alfa, który nie ma nic przeciwko, żeby na nowej planecie zamieszkać i wie, że aby to uczynić „Japończyków trzeba rozgryźć. Ich sposób myślenia jest dość skomplikowany(…), ale wszystko u nich ma swój powód, logikę i nie bierze się znikąd.” [s.16] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-102636646578444945?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/102636646578444945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/alf.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/102636646578444945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/102636646578444945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/alf.html' title='ALF'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gIYRK65tMDQ/TYm0ZdFYxAI/AAAAAAAABJg/DBF5NflsreM/s72-c/tatami.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6198670789997510568</id><published>2011-03-23T09:07:00.001+01:00</published><updated>2011-03-23T09:08:49.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wpT-jAr3958/TYmqgqCptQI/AAAAAAAABJY/F-LZe8YsxF8/s1600/jesli%2Bp%25C3%25B3jdziesz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wpT-jAr3958/TYmqgqCptQI/AAAAAAAABJY/F-LZe8YsxF8/s200/jesli%2Bp%25C3%25B3jdziesz.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587184290747757826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MARLENA WATROUS&lt;br /&gt;„JEŚLI PÓJDZIESZ ZA MNĄ”&lt;br /&gt;(TŁ. AGNIESZKA WYSZOGRODZKA-GAIK)&lt;br /&gt;ŚWIAT KSIĄŻKI, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zacznijmy od poniedziałkowej zasady gomi. Getsu-yobi to po japońsku poniedziałek. Kandzi dla poniedziałku wywodzi się od księżyca. W księżycowy dzień można wyrzucać miękkie plastikowe butelki, na przykład po wodzie Evian, do niebieskiego pojemnika obok kamiennej świątyni. Proszę nie wyrzucać nakrętek z twardego plastiku. W drugi i czwarty poniedziałek miesiąca można wyrzucać butelki z przezroczystego szkła do pomarańczowego pojemnika przy przystanku autobusu nr 71. Ale nie kapsle! Trzeba je zbierać razem z butelkami z brązowego i zielonego szkła (na przykład po francuskim winie, którym tak często się pani raczy) i wyrzucać do czerwonego pojemnika przed sklepem z sake Caves de la Matsumoto. Zanim wyrzuci pani butelkę, proszę ją wyczyścić (i to bardzo dokładnie!), jak tez usunąć etykietę. Papier trzeba odłożyć i wyrzucić we wtorek razem ze śmieciami nadającymi się do spalenia do pojemnika przed Mister Donuts.” [s.10]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zaczyna się „Jeśli pójdziesz za mną”. Kiedyś czytałam dużo książek o Chinach, Japonii, Korei, ale w pewnym momencie poczułam przesyt (zazwyczaj pojawiały się motywy gejszy, wpływ Europy i skomplikowany system wierzeń). Dlatego na tę książkę spojrzałam w księgarni niechętnie. Otworzyłam tylko na chwilę, żeby zobaczyć, jakim pisana jest językiem – wahałam się długo, bo okładkowe „Japonia otworzyła jej serce, miłość uleczyła jej duszę” naprawdę nie brzmi zachęcająco! &lt;br /&gt;No ale ten fragment sprawił, że nie mogłam sobie odmówić przeczytania tej książki. &lt;br /&gt;To tak zwane czytadło – Marina, dwudziestodwuletnia Amerykanka, wyjeżdża na roczny staż do Japonii, aby tam uczyć angielskiego w japońskiej szkole. Nie jedzie sama, ma dziewczynę, Carolyn, dzięki której w ogóle pomyślała o takiej wycieczce. Dziewczyny zamieszkały razem w maleńkim, japońskim domu i starają się ukrywać swój związek przed konserwatywnymi Japończykami. No i starają się nie zagubić w gąszczu wielu zasad – dotyczących śmieci, zachowania w szkole, jedzenia, powitania, dni wolnych, muzyki i wielu wielu innych, które dla Japończyków są jak oddychanie, a dla Amerykanek, nie dość dobrze mówiących w ich języku, to jak wielki labirynt, z którego nie widać wyjścia. &lt;br /&gt;Oczywiście w całej historii jest wątek miłosny, jest przystojny Japończyk, są też problemy Mariny w domu, w Ameryce, od których uciekła – jej ojciec popełnił samobójstwo, a ona nie umie sobie z tym poradzić.&lt;br /&gt;Jednak ta historia jest zgrabna i niebanalna, jest jak gdyby obok, po to, by Japonię poznawać bawiąc się dodatkowo lekką historyjką. Bo tak naprawdę chodzi o Kraj Kwitnącej Wiśni.   &lt;br /&gt;Wydawca porównuje książkę do filmu &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Miedzy.Slowami"&gt;”Między słowami”&lt;/a&gt;, ale moim zdaniem to dość niefortunne porównanie. W filmie bowiem bohaterowie chcieli przetrwać – przyjechali na chwilę, byli gośćmi, zachwycili się zabytkami, ale w ich głowach wciąż dźwięczało pragnienie wyjazdu, pragnienie powrotu. W książce jest wręcz odwrotnie. Dziewczyny, a szczególnie Marina, z perspektywy której poznajemy całą historię, chce wniknąć w obcy świat, nauczyć się żyć według reguł, stać się najbardziej japońska, jak to możliwe, chce, by sąsiedzi, współpracownicy, uczniowie ją polubili, zaakceptowali, wprowadzili w świat, który jest jej obcy kulturowo i przez to niezrozumiały. &lt;br /&gt;Dla mnie też jest niezrozumiały, dziwny, zapętlony. Nie wiem, jak smakuje herbata chryzantemowa, nie łatwo byłoby mi wykąpać się we wspólnej łaźni, gdzie nagie kobiety w jednej wielkiej wannie komentują mój biust i moje biodra, niezrozumiała wydaje mi się kuracja hokku – w hipermarkecie, do którego chodzi Marina, jest ustawione stoisko, na którym można poddać się terapii prądem – między melonem, a rybą przepuszczają przez Ciebie volty, po to, by uleczyć twoje ciało… Takich smaczków w tej powieści jest wiele, są jak podziemna rzeka – prawdziwym sensem tej książki ukrytym pod fasadą obyczajowej historii. To fascynacja Japonią, strach przez całkowicie obcymi obyczajami, pragnienie, by stać się podobnym do Japończyków, zachowując swoją tożsamość i swoje ja.  &lt;br /&gt;Bawiłam się tą książką, podczytywałam ją tu i ówdzie, zabierałam do tramwaju i otwierałam czasem w pracy. Nie nurtowała mnie i nie uwierała, ale chętnie przewracałam kolejne ze stron. Rozbawiała mnie opisem Mariny, która nie zna japońskiego na tyle, by porozumieć się w warsztacie samochodowym i musi wsiadać do uszkodzonego samochodu przez okno. Straszyła epidemią samobójstw wśród Japończyków („U podnóża Fuji znajduje się las, w którym powiesiło się tak wielu ludzi, że strażnicy parku obcięli z drzew niższe gałęzie i przybili do pni tabliczki z napisami „Odwróć się!” i „Nie poddawaj się!” (…) Nieznajomi zawierają pakty przez Internet, by spotkać się w umówionym miejscu i grupowo zagazować.” [s.64]). Niepokoiła postacią sąsiada – Harukiego – nastolatka, który przez kilka lat nie wychodził ze swojego pokoju. Wprawiała w osłupienie podejściem Japończyków do aborcji. Nawet wątki czysto „czytadłowe” były niesztampowe – przepracowywanie żałoby, dziecko chore na autyzm, małżeństwa aranżowane. &lt;br /&gt;Przyjemna. Na wiosnę. Do czytania między słowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-6198670789997510568?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/6198670789997510568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/pomieszanie-z-poplataniem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6198670789997510568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/6198670789997510568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/pomieszanie-z-poplataniem.html' title='POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-wpT-jAr3958/TYmqgqCptQI/AAAAAAAABJY/F-LZe8YsxF8/s72-c/jesli%2Bp%25C3%25B3jdziesz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8751697455047716997</id><published>2011-03-22T09:23:00.002+01:00</published><updated>2011-03-22T09:25:09.674+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>SOMETHING ABOUT…</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--odIceH1P7A/TYhc2Qm0SaI/AAAAAAAABJQ/ZoIk1NNnyYM/s1600/bradshaw.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--odIceH1P7A/TYhc2Qm0SaI/AAAAAAAABJQ/ZoIk1NNnyYM/s200/bradshaw.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586817424993569186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;RACHEL CUSK&lt;br /&gt;„WARIACJE NA TEMAT RODZINY BRADSHAW”&lt;br /&gt;(TŁ. AGNIESZKA POKOJSKA)&lt;br /&gt;WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wariacje, forma muzyczna oparta na modyfikacjach określonego tematu lub jego najbardziej charakterystycznych motywów” (&lt;a href="http://portalwiedzy.onet.pl/77097,,,,wariacje,haslo.html"&gt;powiedział Onet&lt;/a&gt;). &lt;br /&gt;To idealny tytuł dla tej książki. Bo to historia rodziny Bradshaw, podana w porwanych scenach, w obrazkach, w migawkach, w kilkunastu miniaturach. Są rodzice, dzieci, wnuki (pięć rodzin) – każda z rodzin zupełnie inna, mieszkająca w innych warunkach, żyjąca z czego innego i mająca kompletnie rońże hierarchie wartości. To właśnie taka wariacja na temat tego, jakie drogi mogą wybrać dla siebie poszczególne jednostki, jak bardzo te drogi będą odległe od siebie. &lt;br /&gt;To nie jest łatwa książka. Jeśli miałabym streścić fabułę, to okazała by się banalna – jedno małżeństwo kupuje psa, mąż pracuje, a żona jest nieszczęśliwa i nie może się spełniać w swojej pasji, bo musi zajmować się dzieckiem. Druga rodzina przeżywa swoisty cichy kryzys.  w trzeciej jest ukrywany problem z alkoholem… Jedni jada na urlop, a drudzy zmagają się z chorobą. Nic niezwykłego, nic zapierającego dech w piersiach.&lt;br /&gt;Nie ma typowej linearnej budowy, nie ma też typowych retrospekcji. Są bardziej myśli, uczucia, domorosłe filozofowanie, na którym oparta jest narracja. Muzyczność tej książki w tym właśnie się objawia – w wynikaniu rozdziałów, tak jak nuta pojawia się za nutą, tak obraz idzie za obrazem.  A na samym końcu mamy pełny obraz – tak jak w układaniu puzzli.&lt;br /&gt;Odczytuję tę książkę tak, jakby każdy z bohaterów był innym instrumentem, wszystko razem gra – raz lepiej, raz gorzej – jest allegro, albo fortissimo, czasem śmiech, a czasem łzy, niezaspokojona ochota na seks, rozbita głowa dziecka, wymiotujący pies i kłótnie przy kolacji - to utwór, który pędzi i zwalnia, kołysze się i mami.&lt;br /&gt;Intensywność tej książki sprawiała, że musiałam ją na chwilę odkładać – to swoistego rodzaju perwersja – jak odkręcanie czyjejś czaszki i zaglądanie do środka, do mózgu. Jak śledzenie przez dziurkę od klucza, ukrywanie się pod stołem. &lt;br /&gt;Postaci są tak autentyczne, tak ludzkie, nie pokolorowane nadmiarem cech, niedoskonałe, zwykłe, nie przydarzają im się „przygody”, ale życie. Takie codzienne życie dzieje się za ścianą i dzieje się w nas samych, dlatego tak trudno się tę książkę czyta, tak trudno się przyznaje rację bohaterom, bo ta racja zazwyczaj jest gorzka w smaku. &lt;br /&gt;A jest gorzka, bo okazuje się, że każdy z bohaterów, a więc każdy z nas, jest zamkniętym, osobnym światem – czasem się stykają, otwierają ramiona, oczy lub nogi na drugą osobę, na chwilę, ale zaraz znów zatrzaskują się wszystkie drzwi. &lt;br /&gt;To taki ludzki teatr, rozpisany na poszczególne głosy, prawdziwy do bólu. A gdy się go czyta, to wygląda jak teatr absurdu. A gdy się go analizuje, to już wiadomo, że takie jest życie.&lt;br /&gt;Przenikliwa proza, skupiona na szczególe. Piękny język. &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2010/03/skrzydeko-czy-nozka.html"&gt; Kolejny raz &lt;/a&gt; dałam się porwać Rachel Cusk i kolejny raz stwierdzam, że to nie proza dla wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8751697455047716997?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8751697455047716997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/something-about.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8751697455047716997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8751697455047716997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/something-about.html' title='SOMETHING ABOUT…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--odIceH1P7A/TYhc2Qm0SaI/AAAAAAAABJQ/ZoIk1NNnyYM/s72-c/bradshaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-191220106195110307</id><published>2011-03-13T22:36:00.003+01:00</published><updated>2011-03-13T22:38:57.179+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>„ALE MASZ FAZOWE SOFIXY!”</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-bHk1f45u8U0/TX05Z8r2KJI/AAAAAAAABJI/QXjyWBAOujE/s1600/Chlopaki-w-sofixach_Jakub-Porada%252Cimages_product%252C29%252C978-83-7648-626-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-bHk1f45u8U0/TX05Z8r2KJI/AAAAAAAABJI/QXjyWBAOujE/s200/Chlopaki-w-sofixach_Jakub-Porada%252Cimages_product%252C29%252C978-83-7648-626-0.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583682230958827666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;JAKUB PORADA&lt;br /&gt;„CHŁOPAKI W SOFIXACH”&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkunastu chłopaków z jednego z osiedli Kielc, PRL, ta dziwna Polska, o której się nie chce pamiętać i której nie da się zapomnieć, bójki, rakotwórcze gumy Turbo, zapijaczone piętra wieżowców, bary mleczne i pierwsze dźwięki new romantic. Jeden z tych chłopców zapisywał. I pamiętał. I napisał o tym, co mu siedziało w głowie. O piwnicach bloków i tanich winach. Piaskownicach i Depeche Mode. &lt;br /&gt;Porada pisze o wszystkim bez przykrywki. Nie ma oporów, by podać przepis na turbokisiel. „Brało się proszek z torebki, a zamiast wody dodawało bełta Pokusa albo Jabłuszko sandomierskie. i po paru minutach słodki napój był gotowy do spożycia.” [s.15], albo na kolorowe gumy, których nie można było dostać: „samą gumę wyżuć do bólu szczęk, a potem zmieszać ze zmielonym grafitem z kredki, żeby wyszła kolorowa.”[s.9] Nie ma oporów, by opowiedzieć, że był mniej przystojny i niewysportowany, chwali się pierwszymi muzycznymi próbami, wspomina pierwszą dziewczynę. Przywołuje dzieciństwo, rozpoczyna seans duchów, który ma na celu oczyszczenie – oswojenie błędów młodości po to, by mniej się ich wstydzić. Ale to także wodzenie palcem po swojej biografii, by dowiedzieć się kim się jest i dlaczego – dlaczego piło się tanie wino pod blokiem, ale nie zostało się pijakiem i dlaczego imponowali koledzy, którzy dawali w zęby, ale nigdy nie stanęło się na ringu. No i wreszcie dlaczego ja jestem dziennikarzem, a kolegi już nie ma, bo nie żyje.&lt;br /&gt;To gawęda – jedna opowieść wypływa z drugiej, Porada ma łatwość wspomnień, choć to fikcja literacka, która zaledwie macza pióro w przeszłości. To opowieść o pomieszanych chłopcach/starcach, którzy nosili w zębach gumowe papierosy. „Gumowy papieros pasował lepiej, bo nikt z daleka nie widział, co masz w gębie.(…) W ten sposób można było wyglądać jak macho, a jednocześnie nie śmierdzieć petami, tylko owocowym aromatem.” [s.81]&lt;br /&gt;To także historia o krzywdzie, jaką PRL wyrządził ludziom i  o sposobach na bycie w tej krzywdzie szczęśliwym. Te wszystkie rzeczy nie-do-pomyślenia – cukierki, które nie chcą się odlepić od papierka, prospekty zagranicznych samochodów przesyłanych z fabryk małym chłopcom, kobiece chusty robione z farbowanych bandaży... – do wszystkiego człowiek się przyzwyczaja, a gdzieś w środku po prostu czeka na lepsze jutro.&lt;br /&gt;To dziwna książka. Nie jest ani powieścią, ani opowiadaniami. Czasami mocno mnie to denerwowało, bo brak było ciągłości i wiele powtórzeń. Ale ta książka obudziła też kilka moich wspomnień, kilka zabaw i kilka smaków. I to przekonanie, że byliśmy inni, bo „jeśli coś było trudne do dostania, to traktowało się to z szacunkiem. Ciuchy wyprasowane, płyty wysłuchane, książki przemyślane, nic się nie kurzyło na półkach. To był jedyny pozytyw życia w dziadostwie.” [s.30]&lt;br /&gt;To książka-śmiech, ale śmiech na niby, anegdotki, garść żartów i popularnych powiedzonek, ale ja gdzieś pod literami odczytuję smutek, żal, pretensje i zupełnie odwrotnie także jakąś nostalgię – to w końcu pamiętnik późnego dzieciństwa, szkoły, pierwszych miłości, które zawsze wspomina się z rozrzewnieniem. Wygładzając. Kolorując. Mityzując. Ulepszając. Tęskniąc.&lt;br /&gt;Mimo.&lt;br /&gt;Pomimo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-191220106195110307?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/191220106195110307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/ale-masz-fazowe-sofixy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/191220106195110307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/191220106195110307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/ale-masz-fazowe-sofixy.html' title='„ALE MASZ FAZOWE SOFIXY!”'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-bHk1f45u8U0/TX05Z8r2KJI/AAAAAAAABJI/QXjyWBAOujE/s72-c/Chlopaki-w-sofixach_Jakub-Porada%252Cimages_product%252C29%252C978-83-7648-626-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-3455792516287153827</id><published>2011-03-06T16:47:00.001+01:00</published><updated>2011-03-06T16:48:17.804+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>MAGICZNE PUDEŁKO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-AsszvQLrApo/TXOsvOhLLNI/AAAAAAAABI4/oGSkcMQ-MPk/s1600/DLA%2BWAS.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 95px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-AsszvQLrApo/TXOsvOhLLNI/AAAAAAAABI4/oGSkcMQ-MPk/s200/DLA%2BWAS.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580994290593246418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;DOMINIQUE MAINARD&lt;br /&gt;„DLA WAS”&lt;br /&gt;(TŁ. JOANNA POLACHOWSKA)&lt;br /&gt;MUZA SA, WARSZAWA 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka jest jak prezent – opakowany w piękny błyszczący papier, przewiązany dużą kokardą. Do którego chcemy się dostać jak najszybciej, ale odpakowujemy powoli, żeby nie naruszyć zabawnych obrazków na opakowaniu. To trochę drżenie. Trochę niepewność. Trochę nadziei i trochę strachu przed rozczarowaniem.&lt;br /&gt;Rozchylamy papier, a tam kolejne pudełko. I kolejne. By na końcu znaleźć gałązkę z czterolistną koniczyną.&lt;br /&gt;Ta książka przed cały tydzień była ze mną. Nie jest długa. Dobrze się czyta. Ale w tym tygodniu brak mi było czasu na lekturę. Przysiadałam tylko na chwilę na krześle jedząc śniadanie. Albo wieczorem z kubkiem herbaty. Odkładałam ją z konieczności na długo. I nie mogłam przestać o niej myśleć. Nie mogłam się od niej uwolnić. Omotała mnie. Omamiła.&lt;br /&gt;Jest frapująca. Inna.&lt;br /&gt;Sam pomysł na fabułę jest nowatorski. Oto Delphine M., kobieta po trzydziestce, kobieta sukcesu, kobieta interesu. Nie wyróżnia się wyglądem. Nie wyróżnia się strojem. Nie wyróżnia się niczym prócz swojej pracy. Delphine prowadzi bowiem nietypową agencję „Dla Was” – spełnia życzenia, budzi do życia umarłych, fotografuje duchy, wypożycza skrzydła… Agencja jest bardzo ekskluzywnym, elitarnym miejscem. Nie można tak po prostu wejść i skorzystać z jej usług. Trzeba o niej wiedzieć i trzeba mieć dużo pieniędzy. Ale „Dla Was” spełnia niemal każde życzenie – może wypożyczyć kobietę do wyprowadzania uciążliwego, starego dziadka na spacer, dorzucając udawanie jego wnuczki przez parę godzin, może wypożyczyć dziecko parze, która swoje straciła, może spreparować film z wesela – wstawić innego pana młodego obok ślicznej panny młodej w bieli… Cokolwiek przyjdzie do Twojej głowy – Delphine M. dołoży wszelkich starań, abyś to otrzymał.&lt;br /&gt;Sprzedaje złudzenia, sprzedaje ulotność, sprzedaje fikcję. Jak twierdzi sprzedaje też trochę siebie, ale robi to dla dobra ludzi – jedyne, czego pragnie, to dawać. I paradoksalnie przy tym dawaniu jest zimna, głazowata, bez uczuć, bez grymasów ust. Wszystko w niej jest wyuczone. Zapomniała wspomnienia. Nauczyła się czterdziestu min. Postawiła w poczekalni chusteczki lawendowego koloru – wie, że klienci płaczą, wie, w którym momencie podać im kawałek materiału, choć sama nigdy nie płacze. Zna ludzkie odruchy, zachowania, mimikę, emocje, ale wchłonęła je w siebie poprzez osmozę, sama nigdy nie uczestnicząc we łzach, w uśmiechu, w zakochaniu. Chce się wzbogacić, notuje każdą monetę i banknot, jaki wydaje i jaki otrzymuje. Przelicza, kalkuluje. Ale pieniądze są jej potrzebne tylko po to, by otworzyć większą agencję, w innym, ładniejszym miejscu. Jej marzenia sprowadzają się do firmy, w niej nawet mieszka. Jakby nikt nigdy nie nauczył jej odczuwania.&lt;br /&gt;To dziwna osoba. Hipnotyczna. Władcza. Nigdy nie zagubiona. Zaprogramowana na cel. Pocisk. Nabój. Odłamek szkła. &lt;br /&gt;Ale i ona trafia na zlecenie, które ją zmieni, przeinaczy, wywierci dziurę w skórze kamienia, zadraśnie. Czy Delphine ma w żyłach krew?&lt;br /&gt;Ta książka jest o Człowieku – o tym pisanym przez duże C, o tym Człowieku modelowym – o emocjach, reakcjach, o pozorach, o miłościach. O tym, jak bardzo człowiek w gruncie rzeczy podobny jest do drugiego człowieka. I o pozorach, o tym wkładaniu skrzydeł, żeby dolecieć do słońca i o tym, że te skrzydła często są papierowe.&lt;br /&gt;To książka z gatunku tych nie do zapomnienia. W środku ma ten prezent, na który się czekało, który nie rozczarowuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA SA]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-3455792516287153827?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/3455792516287153827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/magiczne-pudeko.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3455792516287153827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/3455792516287153827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/magiczne-pudeko.html' title='MAGICZNE PUDEŁKO'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-AsszvQLrApo/TXOsvOhLLNI/AAAAAAAABI4/oGSkcMQ-MPk/s72-c/DLA%2BWAS.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-4154775195864117251</id><published>2011-03-04T10:34:00.001+01:00</published><updated>2011-03-04T10:35:23.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>KREW, POT I ŁZY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-5C8nbm3DvG0/TXCyVZJIIEI/AAAAAAAABIw/7KXMGqY6c8I/s1600/1974-David-Peace_imagelarge.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 137px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-5C8nbm3DvG0/TXCyVZJIIEI/AAAAAAAABIw/7KXMGqY6c8I/s200/1974-David-Peace_imagelarge.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580156018908209218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;DAVID PEACE&lt;br /&gt;„1974”&lt;br /&gt;(TŁ. JAN HENSEL)&lt;br /&gt;PRÓSZYŃSKI I S-KA, WARSZAWA 2011 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem mam wielką ochotę na dobry kryminał. Mam ochotę wejść w dziki, zaplątany świat, złapać się w sieć, a potem powoli dochodzić do prawdy, układać wszystko na odpowiednie miejsca, patrzeć w oczy i odgadywać mordercę z mrugnięć okiem i układu warg, a najbardziej lubię, gdy jest już wszystko rozwiązane i nagle okazuje się, że jednak układanka, która przedstawia kwiat, miała być obrazem morza i wszystko na nowo się tasuje i miesza. Ale zawsze wygrywa prawda. &lt;br /&gt;I lubię w kryminałach jakiś dobry, przykuwający uwagę motyw – w „1974” takim haczykiem, na który się złapałam były łabędzie skrzydła, przyszyte do ramion ofiary.&lt;br /&gt;A ofiarą była mała dziewczynka.&lt;br /&gt;A rzecz się dzieje w 1974 roku w Yorkshire.&lt;br /&gt;Jest zima, jest zrozpaczona rodzina, jest policja, która bada tropy, jest kilka innych ofiar, gdzieś daleko w tył, jest wielka polityka, wielka korupcja, jest rozmowa z ornitologiem, którym wstrząsnęło bestialskie znęcanie się nad łabędziami, jest jasnowidz, który podobno wskazał miejsce ukrycia zwłok ofiary i jest Edward Dunford. &lt;br /&gt;Bo to, co uważam za największą siłę tej książki to fakt, że nie jest opisana z punktu widzenia policji, nie z punktu widzenia detektywa, ani z punktu widzenia ofiary, nawet nie z perspektywy mordercy.&lt;br /&gt;Edward jest dziennikarzem. Pracuje w „Yorkshire Post”, jest młody, między wierszami można wyczytać, że przeniósł się do Yorkshire nie tak dawno, że dopiero goni za tematem i przy tej okazji za sławą, jaką przynosi jeden dobrze napisany artykuł. &lt;br /&gt;Jako pierwszy sięga pamięcią wstecz i dostrzega powiązanie z dwoma innymi zaginięciami dziewczynek, ale szef gazety ignoruje jego trop i w efekcie temat trafia do najsławniejszego dziennikarza w gazecie. Edward nie odpuszcza i trochę na własną rękę zaczyna szukać prawdy – ale nie po to, żeby dać odpowiedź, żeby pomóc policji, żeby uśmierzyć ból rodziców, ale po to, żeby mieć swoje pięć minut, swój wymarzony artykuł, swoje nazwisko na pierwszej stronie. &lt;br /&gt;Niesamowite jest przedstawienie przez Peace’a dwóch sił dzisiejszego świata – policji i prasy – każda władza załatwia swoje interesy, każda ma podziały i hierarchię, dla każdej liczy się zysk. Dzisiaj, teraz, jest to dość oczywiste, ale Peace pokazał to bardzo dobitnie – dziennikarzy idących na konferencję z policją bez pardonu nazwał po prostu „sforą”. Wygłodniałą. Dreszcz mnie przebiegł, gdy Edward mówi „Mam nadzieję, że nie żyje.”, tuż przed tym, jak ogłoszono, że ciało dziewczynki zostało znalezione – po to, by mieć o czym pisać, by gazety nie spały, by ludzie czytali, wydawali pieniądze, zapewniali piedestał, na który można się wdrapać jednym dobrym, szybkim, mocnym tekstem. &lt;br /&gt;Źle mi się czytało tę książkę. Po pierwsze ze względu na odniesienia do rzeczywistości Anglii lat siedemdziesiątych – drużyny sportowe, głośne sprawy kryminalne, gazety, politycy. Jestem poza tym światem, nie znam go, nie rozumiem, więc nie umiałam wejść w klimat.&lt;br /&gt;Poza tym irytował mnie język – lakoniczny, porwany, strzępiasty. Pełen przekleństw, brutalności, dosadności, śliny, jadu i krwi. Krew jest niemal na każdej stronie. Ta książka jawi mi się jako kronika brutalności, nie najważniejsze jest tu rozwiązanie sprawy, ale pokazanie czerni i zaczadzenia tamtych ludzi, tamtych lat.&lt;br /&gt;Mam też wrażenie, że autor nie bardzo chce wszystko wyjaśnić, jakby treść tej książki, treść sprawy była oczywistością – to taki kawałek mięsa wyrwany z rzeczywistości, bez początku i bez końca, z wątkami, które nie mają znaczenia, które się nie rozwiązują, które zaistnieją dosłownie na mrugnięcie okiem po to, by zginąć, zniknąć. Ja jestem przyzwyczajona – w kryminałach szczególnie – że każda jedna scena ma wagę, że jeśli dziewczyna głównego bohatera mówi mu, że jest w ciąży, to mówi mu to z jakiegoś konkretnego, ważnego dla akcji powodu. Tutaj nie. &lt;br /&gt;To karuzela, która nie chce się zatrzymać. A na tej karuzeli siedzi wraz z czytelnikiem strzelec wyborowy – zabija wszystkich po kolei i każe patrzeć, zmusza do niezamykania powiek i śmieje się takim klaunim śmiechem. &lt;br /&gt;Główny bohater tej książki umarł na jej kartach tysiąc razy i tysiąc razy zmartwychwstał, by biec dalej, po temat.&lt;br /&gt;Nie rozumiałam tej książki, nie rozumiałam motywacji bohaterów, nie zrozumiałam pogmatwanego zakończenia. Autor był chyba w jakimś transie, w tym transie wypisywał kolejne krople krwi, nie troszcząc się o to, czy czytelnik za nim podąża.&lt;br /&gt;Ja zgubiłam się gdzieś za rogiem. Brak mi tchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 2,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-4154775195864117251?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/4154775195864117251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/krew-pot-i-zy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4154775195864117251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/4154775195864117251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/03/krew-pot-i-zy.html' title='KREW, POT I ŁZY'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-5C8nbm3DvG0/TXCyVZJIIEI/AAAAAAAABIw/7KXMGqY6c8I/s72-c/1974-David-Peace_imagelarge.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-8013602291407564443</id><published>2011-02-28T22:09:00.001+01:00</published><updated>2011-02-28T22:11:04.192+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>TRZEBA BYĆ SZALONYM…</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UTBn_W1nRCM/TWwPYhDGDkI/AAAAAAAABIo/Rp-hNXZbDl8/s1600/Schronienie_Jim-Crace%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-0927-4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UTBn_W1nRCM/TWwPYhDGDkI/AAAAAAAABIo/Rp-hNXZbDl8/s200/Schronienie_Jim-Crace%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-0927-4.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578850952267828802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;JIM CRACE&lt;br /&gt;„SCHRONIENIE”&lt;br /&gt;(TŁ. MAREK CEGIEŁA)&lt;br /&gt;ŚWIAT KSIĄŻKI, WARSZAWA 2010 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka jest porównywana przez wydawcę co prozy Mccarthy’ego. Niedawno przeczytałam jego „W ciemność”, dwa lata temu „Drogę”, a w roku ubiegłym „Dziecię boże”. Szukam podobieństw, łapię smaczki, które mogą łączyć obydwu autorów. Znajduję ból, pożogę, katastrofę i idących bohaterów, bohaterów, którzy podążają za szczęściem, za lepszym, innym życiem, za jakimś skarbem, wewnętrznym spokojem, bezpieczeństwem. Schronieniem. &lt;br /&gt;Tytuł można według mnie rozumieć dwojako.&lt;br /&gt;Po pierwsze jako synonim miejsca upragnionego. Akcja powieści zaczyna się bowiem w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na pewno jest to daleko poza naszymi czasami. W tej dziwnej nowej rzeczywistości są bowiem wzmianki o naszym aktualnym życiu, zdobyczach naszej kultury, techniki, wspomnienia dawnego świata, który należy uznać za naszą własną teraźniejszość. Nie wiadomo co się stało, jaka wielka katastrofa, ale zmusiła ona ludzi do emigracji z Ameryki. Całe rzesze tych, którzy mają jeszcze trochę siły zdążają do oceanu, żeby zapłacić niebagatelne kwoty, wsiąść na statki i emigrować z Ameryki gdzieś daleko, gdzieś, gdzie świat będzie inny, lepszy, gdzie będzie wymarzonym schronieniem. &lt;br /&gt;To fascynujące, jak bardzo autor odwrócił cały porządek świata – pokazał Amerykę, która od zawsze (ale czy na zawsze?) była tą krainą mlekiem i miodem płynącą, tym miejscem, DO KTÓREGO się emigrowało, azylem, oazą, schronieniem. Tu wszyscy chcą z niej uciec, chcą podążyć w zupełnie przeciwnym kierunku – jakby w końcu przyszedł czas wyrównania, wszyscy, którzy weszli, muszą kiedyś wyjść.&lt;br /&gt;W tej ogromnej, niekończącej się pielgrzymce bierze udział dwóch braci – Franklin i Jackson. Jackson jest tym starszym, silniejszym, mądrzejszym, łatwo się denerwującym i szybko tracącym cierpliwość do młodszego Brata. Tymczasem Franklina zaczyna boleć nadwyrężone w długiej drodze kolano i nie jest w stanie dalej iść, musi odpocząć. Bracia rozdzielają się. Jackson ma iść do najbliższego miasteczka – Ferrytown -  i uzupełnić zapasy, a młodszy Brat ma poczekać na niego w lesie. W tym samym czasie z miasteczka wybywa Margaret – jest chora na czerwonkę i jej dziadek niesie ją do izolatorium, postawionego w tym samym lesie – Margaret albo umrze, albo wyzdrowieje, nie narażając reszty mieszkańców na zarażenie się chorobą. Przez przypadek Franklin trafia do izolatorium na jedną noc. Tej akurat nocy na Ferrytown oddziaływuje dziwna siła, która zbija wszystkich mieszkańców i przyjezdnych, łącznie z Jacksonem – Franklin i Margaret to jedyni, którzy ocaleli. Gdy orientują się, co się wydarzyło, wyruszają wspólnie w podróż, chcą zrealizować zamierzenie braci i wydostać się z Ameryki.&lt;br /&gt;Rozpoczyna się ich podróż, która upodabnia też tę powieść do prozy Mccarthy’ego. Tylko, że u Crace’a są kolory. Są uczucia. Jest nadzieja. Jest miłość. Zdarza się śmiech. Jest poświęcenie. Jest koniec drogi. Jest znak stop, podczas gdy u Mccarthy’ego szarość pożera wszystko i mami oczy wędrowców, nie pozwalając im zaznać końca drogi.&lt;br /&gt;„Schronienie”  odczytywałam jako swoisty krąg – niby akcja dzieje się wiele, wiele lat w przód, może w jakimś roku 3000, ale jednocześnie jest powrotem do dawnej epoki, tej, którą my już mamy za sobą, na którą trzeba się oglądać przez ramię. To powrót do starych sposobów leczenia, do rozpalania ognia za pomocą dwóch gałązek, do budowania szałasów i suszenia mięsa na słońcu. Stawia to pod znakiem zapytania całe nasze staranie o ulepszenie życia o skomplikowane mechanizmy, o kuchenki elektryczne, mp3 i ipody, o e-booki i samochody – w końcu zawsze wrócimy do konia, własnych nóg i opowieści przekazywanych z ust do ust. Zresztą sami bohaterowie w zakończeniu udowadniają, że liczy się tylko ziemia i krew, jaka krąży w naszych żyłach.&lt;br /&gt;Genialne są sceny w siedzibie sekty, do której trafia Margaret. Baptyści palcowi wierzą, że całe zło pochodzi z metalu i z ludzkich rąk, że metal w każdej postaci (broni, bądź pieniędzy) jest przyczyną wojen, a ludzkie ręce są narzędziem zabijania.&lt;br /&gt;To swego rodzaju traktat filozoficzny, podany w formie dobrze się czytającej powieści, pełnej akcji i rodzącej się miłości. Choć nie od razu weszłam w ten świat, po kilkunastu stronach nie mogłam się oderwać. Mądra książka. Dobra. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-8013602291407564443?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/8013602291407564443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/02/trzeba-byc-szalonym.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8013602291407564443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/8013602291407564443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/02/trzeba-byc-szalonym.html' title='TRZEBA BYĆ SZALONYM…'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-UTBn_W1nRCM/TWwPYhDGDkI/AAAAAAAABIo/Rp-hNXZbDl8/s72-c/Schronienie_Jim-Crace%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-0927-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-370442009706223496</id><published>2011-02-28T09:43:00.003+01:00</published><updated>2011-03-06T17:01:19.817+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audio'/><title type='text'>BRAK ODDECHU</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-rRh_7Qiq8lU/TWthGmbjNXI/AAAAAAAABIg/NgvawPiu53c/s1600/Mariola-moje-krople-ksiazka-audio-na-CD_Malgorzata-Gutowska-Adamczyk%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2407-9.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rRh_7Qiq8lU/TWthGmbjNXI/AAAAAAAABIg/NgvawPiu53c/s200/Mariola-moje-krople-ksiazka-audio-na-CD_Malgorzata-Gutowska-Adamczyk%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2407-9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578659329451701618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;MAŁGORZATA GUTOWSKA-ADAMCZYK&lt;br /&gt;„MARIOLA, MOJE KROPLE…”&lt;br /&gt;CZYT. WOJCIECH ADAMCZYK&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po „Mariolę…” sięgnęłam z dwóch powodów. Po pierwsze to pomyliłam Wojciecha Adamczyka, który czyta tego audiobooka z Piotrem Adamczykiem (którego z chęcią bym posłuchała, jak czyta tego audiobooka).  Zorientowałam się po jakimś czasie, że to nie ten Adamczyk, ale było już trochę za późno. Bo w perypetie trupy aktorskiej wpadłam jak w zapadnię na scenie teatru. Drugim powodem była rekomendacja koleżanki, która zachwycona „Mariolą…” zakupiła od razu także „Cukiernię pod Amorem”.&lt;br /&gt;Rzecz się dzieje w małym, prowincjonalnym teatrze w roku pańskim 1981, tuż przed stanem wojennym. Cała galeria postaci – dyrektor Zbytek ze swoim pragnieniem poczęcia syna i posiadającym z tego powodu trzecią już żonę i nie-wiadomo-którą kochankę; dyrektorowa Paulina, uwodząca każdego reżysera, który pojawia się w teatrze, reżyser Biegalski – młody, zdolny i ściągnięty z Warszawy, pierwszy sekretarz Martel, który w teatrze pojawia się głównie z powodu bufetu, bufetowa Amelia i jej córka Magda – działaczka konspiracji, podstarzały gwiazdor gej, kilku aktorów, którzy głównie rozpijają „koniak” (bimber z kukułkami) od czasu do czasu coś grając, scenograf, suflerka-wieszczka, która wróży z kart, krawiec i na dodatek świnka Małgosia, która miała być na szynkę, ale że się okazała świnką w ciąży to mieszka w teatrze do rozwiązania i do świąt. No i jest jeszcze Mariolka, najnowsza kochanka dyrektora, usłużna, głupia, wyrachowana, która jest na każde zawołanie dyrektora pod tytułem „Mariola, moje krople!”. A Zbytek woła tak wtedy, gdy coś go wyprowadza z równowagi – ma słabe serce i gdy zbyt mocno się zdenerwuje musi zażyć 20 kropli naleweczki na melisie, którą dostarcza mu ksiądz Różański w zamian za drobne przysługi. Wszystko w teatrze jest jak dobrze naoliwiona machina, każdy trybik zna swoje miejsc i wie kiedy się poruszyć i dać z siebie wszystko, aby machina nie stanęła.  Do czasu, aż sekretarz Martel przynosi wiadomość, że 12 grudnia w teatrze pojawi się delegacja rosyjskich oficjeli i trzeba przygotować dla nich specjalne przedstawienie.&lt;br /&gt;No i zaczynają się kłopoty. Wszystkie trybiki wypadają z roli i co i rusz słychać „Mariola, moje krople!”.&lt;br /&gt;Gdy myślę o tej książce do głowy przychodzi mi jedno słowo DOMINO. Jeden klocuszek popchnięty ręką pierwszego sekretarza wprawia w ruch miliony kolejnych. Ale to domino jest ułożone w drogę jak stąd (z Gdańska) do Warszawy, bez żadnych zakrętów. I to domino przewraca się, przewraca, przewraca, przewraca, przewraca…&lt;br /&gt;Najpierw mnie bawiło, wywoływało emocje, uśmiechy, chichranie w szalik w tramwaju, ale szybko zaczęło nudzić i zaczęłam czekać na koniec. To jazda bez trzymanki, gdzie ani na chwilę nic się nie zatrzymuje i  nie daje słuchaczowi odetchnąć. Konspiracja pod nosem pierwszego sekretarza, pędzenie bimbru, powielacze, przewodniczący solidarności przebrany za hydraulika, socjalistyczne streszczenie „Ślubów panieńskich”, baranina w bufecie, zebranie członków solidarności pod łóżkiem, zagraniczni goście i naprawianie paska klinowego Fiata 126 p damską pończochą… Typowa komedia pomyłek, gdzie jeden gag goni drugi i jeden z drugiego wynika. Owszem, bardzo fajny temat, świetne PRL-owske smaczki, ale momentami miałam wrażenie, że to trochę przerost formy nad treścią.&lt;br /&gt;Zmęczyłam się słuchaniem, ale wysłuchałam do końca, bo inaczej jak z książką – do audiobooka raz odłożonego nigdy bym już pewnie nie wróciła, a chciałam mimo wszystko wiedzieć, czy premiera się udała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6333506629396792738-370442009706223496?l=zkafknadmorzem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/feeds/370442009706223496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/02/brak-oddechu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/370442009706223496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6333506629396792738/posts/default/370442009706223496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2011/02/brak-oddechu.html' title='BRAK ODDECHU'/><author><name>marpil</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13494002336303432769</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='18' src='http://1.bp.blogspot.com/_cpDhQq3dl8Q/Sz9jlWJ2PtI/AAAAAAAAAfM/FO8ymhqH5vk/S220/amelia.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rRh_7Qiq8lU/TWthGmbjNXI/AAAAAAAABIg/NgvawPiu53c/s72-c/Mariola-moje-krople-ksiazka-audio-na-CD_Malgorzata-Gutowska-Adamczyk%252Cimages_big%252C25%252C978-83-247-2407-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6333506629396792738.post-6136047211105067846</id><published>2011-02-28T01:46:00.003+01:00</published><updated>2011-02-28T01:49:10.683+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>OCZEKIWANIA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-pLa60aYij-A/TWrw91dT--I/AAAAAAAABIY/vb5O6sZMI9Y/s1600/bigos.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-pLa60aYij-A/TWrw91dT--I/AAAAAAAABIY/vb5O6sZMI9Y/s200/bigos.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578536033564490722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-plnklmTr_tY/TWrw5nP0qPI/AAAAAAAABIQ/a3YEMUSCrZE/s1600/DNI%2BTRAWY.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-plnklmTr_tY/TWrw5nP0qPI/AAAAAAAABIQ/a3YEMUSCrZE/s200/DNI%2BTRAWY.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578535961030338802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;PHILIP HUFF&lt;br /&gt;„DNI TRAWY”&lt;br /&gt;(TŁ. MATYLDA JASTRZĘBSKA)&lt;br /&gt;DOBRA LITERATURA, GDAŃSK 2010 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MARIA BIŁAS-NAJMRODZKA, ELŻEBIETA NARBUTT&lt;br /&gt;„BIGOS W PAPILOTACH”&lt;br /&gt;BAOBAB, WARSZAWA &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wyborze tytułów po które sięgam kieruję się nazwiskiem autora, rekomendacjami portali o tematyce literackiej, opiniami na blogach, ale najczęściej opisami, które tu i ówdzie spotykam. No i zawsze mam jakieś konkretne oczekiwania wobec danego tytułu, jakieś zapatrywania i „nie-doczekania” (gdy przeczytam jakąś zapowiedź, która mnie szczególnie porusza, to nie mogę się doczekać premiery). I często jest tak, że gdy na jakąś książkę mocno się nastawię, nastroję, naczekam to jest wielkim rozczarowaniem.&lt;br /&gt;Tak było w przypadku „Dni trawy”. Przeczytałam w jakichś zapowiedziach o tym tytule, zapisałam na swoją listę, a potem pilnie wypatrywałam. Potem musiałam zapisać się na kolejną listę – tym razem w bibliotece, żeby tę książkę wypożyczyć. Oczekiwanie, drżenie, niepewność. Tymczasem jeszcze podsycone przed &lt;a href="http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/buszujacy-w-trawie-philip-huff-dni.html"&gt; Joannę z Przystani&lt;/a&gt;. Gdy w moich rękach znalazła się w końcu niebieska, niepozorna, cienka książeczka, niemal od razu zasiadłam do czytania.&lt;br /&gt;I właściwie wyniosłam z niej dwie rzeczy. Zapach trawy.&lt;br /&gt;Bo głównym bohaterem jest Ben, który najbardziej w świcie kocha wiejską posiadłość dzidka, gdzie może rozłożyć skrzydła, biegać po łące, mieszkać w domku na drzewie i być sobą. I gdzie ma najlepszego przyjaciela Toma, z którym wchodzi w tę fikcyjną dorosłość, która wydaje się już dorosłością, a tak naprawdę nią nie jest. Która jest tylko dzikiem przedsmakiem, paleniem ukradkiem papierosów, samotnych wycieczek na plażę pociągiem na gapę i wagarami w szkole. Rodzice Bena są rozwiedzeni, a ojciec nie chce, żeby z nim mieszkał, mimo, że Ben jest szczęśliwy w jego małym domku, gdy mogą słuchac muzyki. Bo największą miłością Bena jest muzyka. Uczy się grać na gitarze i nieustannie przesłuchuje kolekcję płyt swojego ojca, gdzie najważniejsze są płyty Beatlesów. &lt;br /&gt;Swoją historię Ben opowiada z perspektywy czasu i z miejsca, w którym znalazł się na skutek swoich działań w przeszłości – jest w tej chwili w szpitalu psychiatrycznym, gdzie powoli dochodzi do siebie.&lt;br /&gt;Poza tym z książki wyniosłam cytat: „Nie tylko mój pokój jest wypełniony kolekcją płyt. Moja głowa jest gigantyczną szafą grającą. Każdego ranka, zanim się obudzę, wpada do niej moneta i płyta zaczyna grać. Gdy otwieram oczy, słyszę piosenkę. &lt;br /&gt;(…) nauczyłem się, że piosenka, która mnie budzi, najczęściej ma dla mnie jakieś przesłanie.&lt;br /&gt;Najczęściej nie pierwsze zdanie piosenki, tylko jej haczyk mnie budzi. Haczyk jest tym idealnie trafionym zdaniem w piosence, które zostaje ci w głowie. Jak haczyk wędkarski zaczepiony w twoich uszach.” [s.14]. &lt;br /&gt;I niech mnie jutro obudzi „I'm walking on sunshine and I feel good”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zupełnie odwrotnie było z „Bigosem w papilotach”. Zapisałam gdzieś ten tytuł zupełnie przypadkiem, myśląc, że jak gdzieś mi się rzuci w oczy, to przeczytam. Gdzieś. Kiedyś. Niekoniecznie. Gdy byłam w bibliotece zapytałam, a miła bibliotekarka oznajmiła, że tytuł jest odłożony dla kogoś, ale ten ktoś się nie pokazuje już dług czas i że mogę wziąć. Wobec wyjętej już z tomu kartki z nazwiskiem oczekującego nie pozostało mi nic innego, jak książkę wypożyczyć. Głupio by było, gdyby nie. Położyłam na półce, myśląc, że pewnie za miesiąc oddam nawet dobrze nie zaglądając. Ale tuz przy końcu miesiąca zajrzałam do środka i w pól popołudnia połknęłam.&lt;br /&gt;To listy dwóch kobiet – Elżbiety Narbutt, dziennikarki, która straciła wzrok i Marii Biłas-Najmrodzkiej. To listy dwóch przyjaciółek. Listy o codzienności. O psach. 
